6 luty | Grand Prix Poznania na 5km: Relacja

5km1_mini.jpg

Dla odmiany - od długiego dystansu, zmagań ze śniegiem, porywistym wiatrem i ślamazarnym nieco tempem poruszania się na
rakietach - wystartowałem dziś w biegu na 5 kilometrów. Aktualnie przebywam w Poznaniu i z racji tego faktu częściej będę uczestniczył w tego typu krótkich imprezach biegowych. W przyszłym miesiącu, jak dobrze pójdzie, to załapię się na 3 kolejne biegi - 5km na kolejnej odsłonie Grand Prix w biegach przełajowych (20 marzec), 10km na maniackiej dziesiątce (13 marzec) oraz na półmaraton poznański (28 marzec). Marzec stał będzie więc pod znakiem szybkiego biegania (i jazdy na rowerze - przygotowania do AT czas zacząć!).

Wracając jednak do dzisiejszego biegu… W mojej dotychczasowej “karierze sportowej” w klasycznym biegu ulicznym wystartowałem raptem raz, podczas półmaratonu szczecińskiego w roku 2008(czas: 1:40:26). Wcześniej był jeszcze trail running (jakieś 7km w 32 minuty) przed Wertepami w 2008 oraz nieformalny bieg na 10 kilometrów podczas zeszłorocznego K10 (42:22).

Nigdy natomiast nie biegłem jeszcze na tak krótkim dystansie, od kiedy zacząłem startować w rajdach. Kiedyś owszem, zdarzyło mi się pobiec 2 kilometry, to było jeszcze w podstawówce, musiałem pojechać na te zawody, żeby dostać szóstkę z wuefu, miałem sukcesy w sprincie, ale brakowało mi zaliczeń z biegania na kilometr. Trener wymyślił sobie, że zamiast biec na lekcji sprawdzian, mogę pojechać na jakieś zawody. I to chyba właśnie w tym czasie na długo znienawidziłem bieganie… Później mi oczywiście przeszło - inaczej nie byłoby PK4, nie byłoby tych rakiet tydzień wcześniej, cholera, wielu naprawdę fajnych rzeczy by nie było…

Trasa poprowadzona była wokół jeziora Rusałka - fajna, pięciokilometrowa pętelka. Wiosną musi być tu naprawdę uroczo, dziś zresztą również było bardzo przyjemnie - mroźno i słonecznie, nic tylko biegać! Szybko. Bo piątka to nie kalkulacja, to wyciskanie z siebie maksa. Założenia przedstartowe oczywiście ambitne - nie może być inaczej. Nie jestem biegaczem, nie rwę tych sekund i nie śrubuję życiówek, więc przy ustalaniu celu idę po prostu na żywioł - chciałbym nabiegać poniżej 20 minut, jak się uda, to będzie super, jak nie, to też pewnie będzie fajnie.

Start się chwilę opóźnia. Do ostatniej chwili dobiegają kolejni zawodnicy, oficjalnie pobiegnie około 370 osób! Staram się ustawić jak najbliżej czoła peletonu - nie mam ochoty później przez kilka minut przedzierać się przez ten tłum biegaczy. 10..9…3…2…1… Ruszamy, obijając się o siebie. Standard, zanim to wszystko się rozbuja minie trochę czasu. Na trasie jest bardzo wąsko. Z trudem przeciskam się pomiędzy kolejnymi zawodnikami. Z utęsknieniem czekam chwili kiedy będę mógł przyśpieszyć, a ta wciąż nie nadchodzi. Nie biegnę szybciej niż 4:30 na kilometr - po prostu nie ma szans, żeby rozpędzić się do takiej prędkości.

5km2_mini.jpg

Pierwszy kilometr to bieg stosunkowo szeroką, ubitą drogą. Jednak aby wyprzedzać konkurentów przede mną, zmuszony jestem wbiegać na pobocze i deptać w nieprzetartym śniegu. Jest to wyjątkowo nieprzyjemne. Pierwsze 1000 metrów robię w 4:46. Wolno, ale przynajmniej czuję się bardzo dobrze, może uda mi się odrobić dalej? Dalej wcale jednak nie jest lepiej… Ścieżka zwęża się na szerokość jednego zawodnika, po bokach śnieg.

Taktyka choć prosta, to bardzo wyczerpująca. Czekam na odpowiedni moment i przyśpieszam gwałtownie, wyprzedzam jednego, dwóch przeciwników i wpadam na plecy zawodnika przede mną. Nie chcąc potknąć się o jego stopy, zwalniam i znów przyczajony czekam na dogodny moment do ataku. Drugi kilometr przebiegam w 4:17. Dalej za wolno, ale tym się już nie przejmuję - w tych warunkach nie mam szans połamać 20 minut, to raz. A dwa - brakuje mi szybkich treningów, nie czuję się na siłach przebiec całego dystansu w tempie 3:5x na kilometr.

Pomiędzy drugim, a trzecim kilometrem robi się coraz luźniej. Grupki biegaczy biegną w większych odstępach. Żeby jednak przyśpieszyć, trzeba wyprzedzić taką 5-6 osobową zbitkę ludzi. Trwa to dłuższą chwilę i zabiera sporo sił. Tętno sukcesywnie rośnie w górę - serducho wali już w rytmie ponad 190 uderzeń na minutę. Czuję się nieźle. To rwane tempo i przymusowe odpoczynki za plecami innych zawodników nie pozwalają mi się zajechać.

Trzeci kilometr przebiegam w czasie 4:20 i od tego momentu stopniowo zaczynam przyspieszać. Na trasie jest już naprawdę sporo miejsca i wyprzedzanie nie jest tak męczące jak do tej pory. Cały czas wyprzedzam kolejnych zawodników, sam nie będąc wyprzedzanym. To dodaje skrzydeł, choć zmęczenie wciąż narasta. Czwarty kilometr pokonuję w 4:27 (czasy rzeczywiste mogą się nieco różnić, nie zawsze udawało mi się co do metra wciskać “lapa” na Garminie) i zbieram siły na finisz! Konkurenci z przodu wydają się opadać z sił, a ja stale dokopuję się do coraz głębszych rezerw, dociskam jeszcze mocniej i mijam kolejnych uczestników biegu.

Gdzieś w oddali dostrzegam już metę! Spinam się jeszcze mocniej i na ostatnich metrach wyprzedzam jeszcze dwóch biegaczy. Dociskam już na maks - nie chcę mieć później do siebie pretensji, że mogłem dać z siebie więcej, daję więc wszystko, na co mnie dzisiejszego dnia stać(teraz pisząc te słowa oczywiście myślę, że można było wycisnąć z siebie jeszcze więcej, ale kto by wierzył “kanapowej perspektywie”!) i wycieńczony przekraczam linię mety… Czas: 21:30.

Zadowolony jestem jak diabli - czas oczywiście mógłby być lepszy, ale na te warunki plan wykonałem prawie na maksa. Już nie mogę się doczekać marcowego biegania!

PS. Byłem ostatnio na łyżwach, na Bogdance, gdyby ktoś chciał potrenować jazdę, to zapraszam do wspólnych treningów.

PS2. Autorką zdjęć jest Bernadetta Lipińska.

Popularity: 10% [?]

1 luty | Zimowa Próba Charakteru rakiety.pl: Podsumowanie

Przecierając szlak przy podejściu na Szrenicę zdałem sobie sprawę, że pokonanie całej trasy w tych warunkach będzie morderczym wysiłkiem. Sypał śnieg, a ja mozolnie podchodziłem coraz wyżej, z wolna akceptując fakt, że kolejne 48 godzin spędzę brodząc w śniegu i walcząc o każdy kolejny kilometr. Czy pokonanie 145 kilometrów w warunkach zimowych jest w ogóle wykonalne? Wielu w to wątpiło, z miejsca odpowiadając krótkim: NIE, to niemożliwe. Przed startem byłem optymistą - teraz, mądrzejszy o doświadczenia z ostatniego weekendu, jestem po prostu realistą.

Dlaczego się nie udało?

Nie znoszę mówić ani sobie, ani nikomu innemu: to niemożliwe. Nie wiem co jest, a co nie jest możliwe. Mało kto to wie i między innymi dlatego ludzi przyciągają podobne inicjatywy w stylu Zimowej Próby Charakteru. Niemożliwe. Niewykonalne. Te słowa przyciągają jak magnes. Zawsze znajdzie się ktoś gotów udowodnić, że to nie prawda. Czasem brakuje mi pokory wobec wyzwań, którym stawiam czoła. I tak też było tym razem. Wiedziałem na co mnie stać, wiedziałem, że jestem w stanie pokonać taki dystans jak 145 kilometrów, już raz udała mi się ta sztuka. Kończyłem też wiele innych imprez na długim dystansie i w różnych warunkach. Byłem przekonany, że i fizycznie i psychicznie jestem przygotowany na trudności, które napotkam na trasie.

Okazało się jednak, że to za mało. Warunki, z którymi przyszło nam się zmierzyć na grani Karkonoszy pokazały nam kto rządzi w starciu człowiek VS natura. Nadciągający zmrok i nasilający się wiatr w okolicach Śnieżki sprawił, że z wolna zacząłem tracić nadzieję na dalszą kontynuację Próby. Dochodząc do kulminacyjnego punktu grani Karkonoszy - Śnieżki, wiedziałem, że to koniec. Ale nie dlatego, że nie mieliśmy sił, aby kontynuować dalej marsz, ale dlatego, że warunki były tak fatalne, że stało się to wręcz niemożliwe. Pokonał nas zmrok oraz huraganowy wiatr. Obiecałem sobie jednak, że nie będę narzekał na warunki - wszak to była Zimowa Próba, a jeśli tak, to spodziewać się należało wszystkiego.

I to nic, że dwa dni później nad Szklarską Porębą świeciło słońce, a na niebie nie było ani jednej chmurki. My trafiliśmy na katastrofalne warunki, ale to były “nasze” warunki, w których przyszło nam się sprawdzić. Nie narzekam więc na pogodę. Tak naprawdę pokonał nas brak czasu. Start, początkowo planowany na godzinę 8 rano, opóźnił się o prawie 1,5 godziny. Teraz, z perspektywy czasu, wiem że wystartować należało jeszcze wcześniej, co najmniej o 6 rano. Tak, żeby wykorzystać jak najwięcej światła dziennego. Zabrakło nam właśnie tych kilku godzin, żeby wejść i zejść ze Śnieżki uciekając przed wiatrem w las. Tam w lesie, nie tylko nie wieje tak mocno, ale i łatwiej znaleźć szlak - niestety na krótkim odcinku za Śnieżką, do schroniska Jelenka, nie ma traserów. Znalezienie szlaku nocą, przy bardzo silnym wietrze byłoby zadaniem w zasadzie niemożliwym (w zasadzie, bo teraz oczywiście zastanawiam się jakby to było gdyby wyjść w tą ciemną huraganową noc…).

Czy to jest w ogóle wykonalne?

Tym razem nie mam do siebie pretensji o podjęcie decyzji o rezygnacji. To zawsze jest trudna decyzja, ale tym razem nie miałem wątpliwości - zwyciężył zdrowy rozsądek. To jednak nie zmienia faktu, że czuję spory niedosyt. Nastawiłem się na walkę do końca limitu. Nie miałem w planach poddawać się po 8 godzinach od startu… Czasem jednak, jak się okazuję, tak trzeba. Nie odpowiedziałem jednak na pytanie postawione na początku tekstu: czy pokonanie 145 kilometrów w warunkach zimowych jest w ogóle wykonalne? Moim zdaniem: TAK! Nawet w takich warunkach, które zastaliśmy w Sudetach w ten weekend, czyli: huraganowy wiatr, kiepska widoczność i nieprzetarty szlak w Karkonoszach oraz spore ilości śniegu zalegające w Rudawach (szlak oczywiście nieprzetarty).

Nie wiem czy jest w stanie podołać temu jedna osoba, jestem natomiast przekonany, że zespół złożony z 3-4 mocnych, doświadczonych rajdowców jest w stanie pokonać taką trasę i dokładnie w tych warunkach - które idealnie wpasowały się w moje wyobrażenie klasycznie zimowych okoliczności. Nie mam pojęcia ile czasu może im to zająć, wiem jednak, że to jest możliwe! Dlatego też pojawię się w Szklarskiej za rok! Żeby znów spróbować, być może kolejny raz mi się nie uda, ale będę tam wracał dopóki dopóty pokonam cały ten dystans!

Widzimy się za rok!!

Większość uczestników tegorocznej Próby już zapowiedziała się na kolejny rok i mam szczerą nadzieję, że pojawimy się tam w takim samym składzie - bo atmosfera i w bazie i na trasie była fantastyczna. To jeden z powodów, dla których wróciłem ze Szklarskiej taki zadowolony i naładowany pozytywną energią, i nawet jeśli gdzieś pałętała mi się ta myśl o porażce i niedosycie to zagłuszały je te wspólne przygody, które przeżyliśmy tego weekendu. Tak właśnie trzeba podejść do ZPCH - jako bardziej przygody i akcji górskiej niż typowego rajdowania. Cieszę się, że mogłem wspólnie z Markiem zorganizować dla Was to spotkanie - dla organizatora nie ma chyba lepszej zapłaty za swój trud niż zadowolenie uczestników. Kto nie był, niech żałuje!

Tak jak napisałem wyżej - wracamy do Szklarskiej ponownie za rok, aby podczas Zimowej Próby Charakteru 2011 znów spróbować swych sił w starciu z naturą, na razie przegrywamy 0:1 i koniecznie trzeba będzie jej się zrewanżować! Chcielibyśmy podjąć się nieco bardziej formalnej organizacji kolejnej edycji - w tym roku większość spraw załatwialiśmy na ostatnią chwilę, przez co do końca nie byliśmy pewni jak to wszystko będzie wyglądać, poza tym było trochę chaosu, nie przewidzieliśmy pewnych trudności logistycznych (choćby problem z dojazdem na start). Ostatecznie jednak okazało się, że tam gdzie fajni ludzie i pozytywna energia, tam i dobra zabawa!

I tego na pewno będziemy chcieli się trzymać - będzie nieco bardziej formalnie, ale nie chcemy utracić tego fantastycznego, kameralnego klimatu naszej imprezy (chłopaki już pędzą nalewki z pigwy i malin na kolejny rok! ;) ), dlatego też wprowadzimy limit zgłoszeń (to również, a może i przede wszystkim względy bezpieczeństwa). Do startu w ZPCH 2011 zakwalifikujemy jakieś 20-30 osób podzielonych na kilkuosobowe zespoły. Oczywiście wszyscy uczestnicy tegorocznej edycji mają zapewniony udział za rok, nie martwcie się! A kolejne miejsca pewnie rozejdą się raz, dwa - kto by nie chciał spróbować swych sił z niemożliwym, a przy okazji nie chciał spędzić miło weekendu w górach? No kto? :) .

Na koniec chciałbym serdecznie podziękować Wam wszystkim, uczestnikom Zimowej Próby Charakteru - za przyjemny czas, który spędziłem w Waszym gronie oraz wspólne zdobywanie kolejnych kilometrów podczas tego prawdziwie ekstremalnego piątku, Markowi za “współudział” w organizacji ZPCH, Monice - która tak dzielnie wspomagała nas na miejscu, Uli, która przeprowadziła genialną relację trzymającą w napięciu do samego końca, tym wszystkim ludziom, którzy wydatnie pomogli nam w organizacji ZPCH, firmie rakiety.pl, która użyczyła nam świetnych rakiet (faktycznie takie były, nawet nie muszę nic ściemniać, uff :) ) oraz Wam kibicom przed monitorami, którzy emocjonowali się losami naszej parszywej trzynastki. Jeszcze raz wielkie DZIĘKI!

Do zobaczenia za rok!!!

PS. Chętnie wysłuchamy wszystkich uwag nt. tegorocznej “organizacji” (cudzysłów, bo w tym roku nie organizowaliśmy przecież ZPCH ;) ) i pomysłów na przyszłość! Szczególnie liczę na wypowiedzi uczestników!

PS2. Wkrótce umieścimy zdjęcia - mamy ich całkiem sporo! Jest też szansa na jakiś zgrabny film, o ile Monika (mamy w teamie jeszcze utalentowanego montażystę Sahiba, może on podejmie się tego zadania?) znajdzie chwilę na montaż (absolutne hity to: śpiew Marka oraz anegdotka o ergonometrze, również Marka :) - co prawda nie wiem, czy te materiały znajdą się w publicznym obiegu, jeśli nie to, musicie przyjechać za rok, żeby zobaczyć to na żywo ;) ).

PS3. Tak na przyszłość - o ZPCH porozmawiać można również na forum imprezy.

Popularity: 39% [?]

29 styczeń | Zimowa Próba Charakteru rakiety.pl: LIVE!

Sobota, godz. 19:00. Koniec harców!

uw.jpg
Niedługo „do prawdziwego świata czyli internetu” wraca Grzesiek, w zakładce „O mnie” znów pojawi się opis jego uzależnień ;) , a studio w Nowej Iwicznej zakończy transmisję LIVE. Wypada więc pożegnać się ze wszystkimi czytelnikami, którzy wiernie śledzili akcję „Zimowa Próba Charakteru”. Zadomowiłam się na pk4, bardzo wciągające jest robienie relacji LIVE i kto wie, może kiedyś zajrzę tu znowu? Pytania do uczestników zostawiajcie oczywiście w komentarzach, w miarę możliwości na pewno będą odpowiadali. (Przy okazji zdradzę, że niniejszy wpis prawie pobił dotychczasowy rekord liczby komentarzy na pk4 - do tej pory najchętniej komentowanym artykułem był ten wpis o letnim Przejściu dookoła Kotliny Jeleniogórskiej (sic!) - widocznie to Kotlina ma jakąś przyciągającą moc.)

Dziękuję za uwagę i wspólnie spędzony czas!
Ula vel Krolisek

Sobota, godz. 18:15. Nowa porcja zdjęć!

29012010027.jpg
Nowa porcja zdjęć z trasy! Już za chwilkę zamieszczę wszystkie w albumie. Na razie możecie w nim zobaczyć nowe portrety uczestników i zdjęcie z bazy.
Zdjęcia już dodane, ale śliczne słoneczko dziś na Okraju!
 
 
 
Sobota, godz. 17:43. Tajemniczy koledzy Tomka

slawek.JPG
Relacja dobiega końca, pora nareszcie przedstawić dwóch bezimiennych dotąd uczestników, kolegów Tomka. Jeden z nich to Sławek Toporowski, który na trasę zabrał zioła prowansalskie, bo lubi dobrze zjeść.
 
 
 
 
 
sebastian.JPG
Drugi to Sebastian Reczek, który z kolei w plecaku miał ćwiartki kurczaka.
 
 
 
 
 
 
przejsciekotliny-066-male.JPG
Zamieszczam też portret Maćka Tuły, którego brakowało we wpisie o uczestnikach.
 
 
 
 
 
 
 

Sobota, godz. 16:45. Wszyscy w domu

Dojechali! Czekam z niecierpliwością jeszcze na kilka zaległych zdjęć z trasy od Grześka.

Sobota, godz. 16:30. Obrazki z bazy

przejsciekotliny-055-male.JPG
Kilka nowych zdjęć od Moniki! A na nich dzielne auto i piękne słoneczko. W tej chwili czekamy już tylko na powrót ośmioosobowej ekipy z Przełęczy Kowarskiej (jadą busem).
 
 
przejsciekotliny-057-male.JPG
Reszta w bazie lub w okolicach. Michał wyjechał, Maciek śpi, Daniel jednym okiem ogląda „Harrego Pottera”, a drugim czyta moje koszałki-opałki na tej stronie (pozdrawiam!), Monika jak zwykle za kółkiem, ale tym razem jedzie już tylko do pizzerii po Kamilę i Marka.
 
 

Sobota, godz. 16:00. „Wyniki”

Dlaczego w cudzysłowiu? Bo Zimowa Próba Charakteru to nie zawody, a sposób przejścia odbiega od sportowego stylu, w jakim można to zrobić latem. Mimo to, dla tych wszystkich, którzy nie mogli prześledzić całości zmagań bardziej szczegółowo, podaję lokalizacje, do których dotarli poszczególni uczestnicy ZPCH (kilometraż orientacyjny):

Michał Minginowicz - Przeł. Karkonoska (schr. „Odrodzenie”) - 16 km

Maciej Więcek - Słonecznik (odejście żółtego szlaku) - 20 km

Daniel Śmieja - za Słonecznikiem (odejście zielonego szlaku) - 20,3 km

Kamila Nawrocka i Marek Kowalski - Śnieżka - 24 km

Grzegorz Łuczko, Krzysztof Dusza, Krzysztof Nosal, Marcin Pakuła, Maciej Tuła, Tomasz Radomiński i jego dwóch kolegów* - Przeł. Kowarska, a nawet kawałeczek dalej ;) - 36 km

* Mam szczerą nadzieję, że uda mi się przedstawić tych dwóch bezimiennych dotąd napieraczy jeszcze zanim skończy się ta relacja, niestety na razie nie ujawnili się!

Sobota, godz. 15:32. Przełęcz Kowarska

Nasi na Przełęczy! Grzesiek pokusił się o drobny rekonesans w Rudawach - przeszedł ok. 10 min. dalej żółtym szlakiem. Szlak zasypany - nawet w rakietach sięga przynajmniej do kostki. Póki co wszyscy zadowoleni, żałują tylko, że nie dotarli tu wczoraj - byłaby szansa ruszyć w Rudawy. „W starciu Człowiek kontra Natura prowadzi w tej chwili Natura 1:0. Ale za rok dogrywka!” - mówi Grzesiek.

Przy okazji opowiedział mi historię, która przydarzyła im się pod Okrajem na szosie. Z naprzeciwka idą trzy (nieznane im) panie i jedna z nich mówi: „A, wy chyba z Próby Charakteru?” ;)

Sobota, godz. 14:14. Biały Jar

Marek i Kamila w Białym Jarze, schodzą cały czas do Karpacza. Monika za kółkiem, dlatego na jakieś ciekawe zdjęcia musimy niestety poczekać.

Sobota, godz. 13:37. Ósemka na Okraju!

Osiem osób osiągnęło właśnie przełęcz Okraj. Są to: Grzesiek Łuczko, Krzysztof Dusza, Krzysztof Nosal, Marcin Pakuła, Maciej Tuła, Tomek Radomiński i jego dwóch kolegów. Podejście pod Śnieżkę w huraganowym wietrze, dalej kosówka i śnieg po pas, na szczęście tylko krótki odcinek. Łatwo zgubić szlak, bo nie widać traserów (nocą przejście niewykonalne). W lesie łatwiej - rano Czesi przetarli szlak do schroniska Jelenka. Na Okraju piękne słoneczko. Chłopaki zamierzają dotrzeć do Przeł. Kowarskiej i zrobić krótki rekonesans śnieżny w Rudawach.

Sobota, godz. 11:40. Wieści z gór i dolin

sniezka_sobota_1140.jpgA jednak nie wszyscy ruszyli na Okraj. Marek z Kamilą schodzą przez Kopę do Karpacza (tą drogą, którą wczoraj zeszła Monika). Reszta w drodze na Okraj i chyba zamierzają tam kończyć. Czy na pewno? Jak widać, nic nie jest „na pewno” i wszystko może się jeszcze zdarzyć. Na Śnieżce widoki jak na załączonym obrazku - czyli raczej brak widoków. Zdjęcie jak zawsze z czeskiej strony.

Przy okazji rozwiązanie wczorajszej zagadki motoryzacyjnej - Monika jeździ granatowym autem Tomka, bez łańcuchów (ale ma zimowe opony).

Sobota, godz. 10:47. Ekipa rusza w góry

Dzwonił Grzesiek - cała ekipa z Domu Śląskiego podjęła decyzję o próbie dojścia na Okraj, a potem na Przeł. Kowarską. Wiatr jest bardzo silny. Niestety wychodzą dość późno, bo dopiero teraz.

Sobota, godz. 10:40. Baza nadaje

Monika, Maciek i Daniel już wstali. Korzystając z okazji, że mają zasięg i naładowane telefony, przeprowadziłam szybkie mini-wywiady z chłopkami.

Maciek odmawia zeznań :) a tak na serio - żałuje oczywiście tego, że nie jest w tej chwili w ekipie na górze. Przede wszystkim szkoda mu, że nie spotkał na trasie Daniela - z wczorajszej relacji (piątek, godz. 18:27 i 18:40) wynika, że byli tuż, o krok od siebie i jakoś musieli się minąć w tych warunkach. Kto wie, czy razem nie doszli by aż do Śląskiego Domu? Czekolady oczywiście Maćkowi wystarczyło, bo była przecież obliczona na 48 h. A izotonik popija jeszcze dziś leżąc sobie w śpiworze. „W Odrodzeniu nawet do głowy mi nie przyszło, żeby coś kupić” - mówi Maciek.

Daniel ocenia, że przygotował się źle od strony technicznej. „Trzeba było wziąć strój jak w Himalaje! Na dole temperatura -4°, na górze podobnie, ale odczuwalna chyba z -50°! Jedyne, co było świetne, to neoprenowe ochraniacze - mam takie z powłoką nieprzemakalną. Do napierania w rakietach - idealne, polecam. A zaoszczędzone 50 pln wydam na dużą pizzę!” - mówi Daniel.

Sobota, godz. 8:18. Na Okraj!

Telefon od Grześka, a właściwie seria krótkich, niekoniecznie udanych połączeń, w liczbie około 7. Z tych urwanych rozmów wynika, że wszyscy, którzy dotarli wczoraj do Domu Śląskiego (a więc łącznie 10 osób), chcą dziś spróbować dojść na Okraj. A jednak! Co prawda ma to być przejście „turystyczne”, ale z tego co zrozumiałam, różnica ma polegać głównie na częstotliwości relacji.

Za jakiś czas spróbuję połączyć się z bazą, ale jeszcze dam Monice chwilę pospać - bez wątpienia sobie na to zasłużyła!

Sobota, godz. 2:21. Sezam otwarty

Tylko pół godziny zajęło ekipie Moniki dostanie się do bazy. ;)

Sobota, godz. 1:52. Baza? Tu Ziemia!

Udało się! No, prawie… Monika z chłopakami, a przypomnijmy, że są to Maciek Więcek i Daniel Śmieja oraz Michał Minginowicz, dotarli do Szklarskiej Poręby i są pod bazą. Niestety nie mają do niej klucza, a baza zamknięta na cztery spusty!

Robię małą przerwę techniczną, ale już o świcie puszczam kolejne newsy LIVE!

Sobota, godz. 1:30. Odysei ciąg dalszy

Jadą, jadą, jadą - i dojechać nie mogą! Już nie mówię nawet, żeby do samej bazy, ale żeby chociaż na naszą, polską stronę wrócili! Aby umilić sobie oczekiwanie na wieści, słucham muzyki. Ciekawe, co na ten kawałek powie Grzesiek, miłośnik deszczowego Sigur Ros i Muma? Lubię jednak taką żywą i prostą choreografię, którą sobie można w domu bez problemu poćwiczyć. ;)

PS. W teledysku jest także motyw górski w tle.

Sobota, godz. 00:50. Popsuty telefon?

Grzesiek ma chyba wirusa w komórce ;) , bo dostałam przed chwilą takiego sms-a: „Chyba spróbujemy udowodnić Radkowi, że się mylił. Zobaczymy, co z pogodą.”

Sobota, godz. 00:27. Na lepszej drodze

Sms od Moniki: „Razem, już jesteśmy na lepszej drodze.”

Czekam na kolejne informacje - pewnie już z bazy! Po czeskiej stronie włącza się poczta głosowa. Poza tym komórka Moniki, bezlitośnie eksploatowana od samego rana, pewnie zużywa już ostatnie z żyć.

Sobota, godz. 00:15. Marek nadaje ze Śląskiego Domu

Właśnie odebrałam następujący telefon od Marka: „Póki co, nie udało nam się przejść. Zatrzymała nas pogoda, ale jesteśmy dobrej myśli. Całej trasy już nie zrobimy, ale zobaczymy co będzie rano, może jeszcze kawałek się uda? Rocha mówił o Przełęczy Kowarskiej, ale może udało by się ją przekroczyć i wejść w Rudawy?”

Czy to znaczy, że oficjalny news z piątku, godz. 19:15, jest już nieaktualny?

Sobota, godz. 00:00. Konkursik bez nagród

Monika miała do dyspozycji dwa auta - Tomka i Marka. Jedno z nich jest niebieskie. Mała zagadka - czyje auto tkwi w zaspach?

Piątek, godz. 23:16. Dobre wieści!

dsc00067.jpg
Już prawie mogę napisać „wszyscy w domu”. 6-osobowa ekipa Marka i Tomka dotarła właśnie do Śląskiego Domu. Tomek mocno wychłodzony, trzęsie się jak galareta. Mówi, że jeszcze takiej akcji w życiu nie miał. Grzesiek obu wziął na dywanik. Jeszcze tylko niech Monika dojedzie do jakiejś szosy bez zasp i będzie dobrze!

Piątek, godz. 22:47. Suport w zaspach pod Przełęczą Karkonoską

Jak donosi Monika, warunki drogowe po czeskiej stronie bardzo trudne. Droga powyżej Szpindlerowego Młyna tak zasypana, że miejscami nie widać jej przebiegu, zresztą cały czas pada śnieg i mocno wieje. Nie udało się dojechać do samej Przełęczy. Daniel i Maciek pieszo poszli po Michała, mają około kilometra do przejścia.

Piątek, godz. 21:50. Zaginieni w akcji?

Michał z niecierpliwością wygląda suportu, a my z Grześkiem niecierpliwie czekamy na wieści od ekipy, która wybrała się na Słonecznik. Czy doszli? Czy zeszli śladami Daniela i Maćka? Gdyby zeszli, prawdopodobnie już by zadzwonili z lasu. Tymczasem od dwóch godzin nie ma od nich żadnych wieści… Według obliczeń Grześka w ciągu 1-1,5 godziny od teraz powinni dojść do Śląskiego Domu.

Piątek, godz. 20:40. Misja: Czechy

Monika, wraz z zabranymi z Karpacza Maćkiem i Danielem, uderza w stronę Czech przez Jakuszyce. W samochodzie wesoło - chłopaki dzielą się wrażeniami z trasy. Do objechania naokoło mają spory kawał gór. Przypomnę, że celem ich misji jest odzyskanie Michała Minginowicza z „Odrodzenia”, do którego dojazdu od polskiej strony nie ma. Nie przejechał nawet specjalnie wysłany po Michał skuter! Dlatego suport musi dojechać przez Szpindlerowy Młyn, narciarski ośrodek po stronie czeskiej. Na szczęście Michała nie dopadła żadna groźna kontuzja. To tylko skurcze, ale sami wiecie, że potrafią nieźle dać popalić!

Piątek, godz. 20:22. Rudawy - niezdobyte

img_2932_ariel_ciechanski_male.jpg
W oczekiwaniu na dalsze wieści o ekipie pozwolę sobie zamieścić fotkę, której autorem jest Ariel Ciechański. Mam nadzieję, że wybaczy mi tę samowolkę (jakby co, to powołam się na dawną znajomość ;) ).W dali widać Rudawy Janowickie, góry, które tym razem pozostały niezdobyte i nietknięte śladem rakiety.
 

Piątek, godz. 19.54. Ekipa z „Odrodzenia” przed Słonecznikiem

Nowe wieści z trasy! Przypomnę, że choć część uczestników siedzi już w cieplutkich schroniskach (ekipa Grześka - 4 osoby w Domu Śląskim i Michał M. w „Odrodzeniu”), a dwóch napieraczy zeszło do Karpacza (Daniel i Maciek W.), to wciąż jeszcze w górach jest szóstka uczestników - ekipa, która zdecydowała się opuścić „Odrodzenie” i kontynuować trasę. Przed chwilą zadzwonił Tomek z informacją, że są przed Słonecznikiem i chcą dojść do Śląskiego Domu. A więc nie doszli jeszcze do tego momentu, w którym zrezygnowali Daniel i Maciek. Jest to miejsce, w którym szlak skręca ostro na południe i bardzo mocno tam wieje. Czekam na dalsze wiadomości i trzymam kciuki. Ciekawe, czy tamto miejsce ich nie zaskoczy?

Piątek, godz. 19:15. Oficjalny news

Właśnie dostałam sms-a od Grześka zatytułowanego: oficjalny news. Jak to, to inne nie były nieoficjalne? No dobra, już pilnie przepisuję i wrzucam na stronę:

dsc00061.jpg
„Kończymy. Zwyciężył rozsądek. W tych warunkach to niebezpieczne. Wietrzysko, zimno, śnieg, beznadziejna widoczność. Gdybyśmy byli już po Karkonoszach, to napieralibyśmy dalej, bo fizycznie i psychicznie czujemy się dobrze.” - pisze Grzesiek.
 

Piątek, godz. 18:40. Maciek Więcek idzie w ślady Daniela!

Pogoda nie rozpieszcza nikogo. Nie uwierzycie, ale Maciek Więcek doszedł do tego samego (chyba?) miejsca co Daniel i postanowił zejść do Karpacza! Podobno schodzi szlakiem żółtym. Wkrótce powinni się spotkać na dole, a tam już czeka na nich dzielny suport czyli Monika.

Piątek, godz. 18:27. Daniel schodzi do Karpacza!

A jednak! Przeczucie mnie nie zawiodło. Dość długo główkowałyśmy z Moniką, gdzie może być Daniel. Okazało się, że zgodnie z przypuszczeniami ominął „Odrodzenie” i poszedł dalej. Po dojściu do rozwidlenia szlaków, jakieś 3-4 km przed Śnieżką podjął decyzję o zejściu do Karpacza zielonym szlakiem. „W lesie jeszcze jakoś się szło. Ale od rozwidlenia szlak czerwony skręca na południe. Tam idzie się prosto pod wiatr! Masakra i nie do przejścia” - mówi Daniel.

Piątek, godz. 18:15. „Odrodzenie” idzie dalej?

Ekipa zgromadzona w „Odrodzeniu” wyszła niestety na trasę pomimo informacji o bardzo złych warunkach na górze. W ekipie są: Marek z Kamilą, Tomek Radomiński i jego dwóch kolegów oraz Krzysiek Dusza.

Piątek, godz. 17:50. Rozmowy z „Odrodzeniem”

Ekipa się waha, na zmianę dowiaduję się, że się wycofują, to znów, że chcą iść dalej. Niestety zasięg ma tylko Michał… Monika wyrusza do nich od czeskiej strony. Dobra wiadomość jest taka, że Grzesiek z Marcinem, Maćkiem i Krzyśkiem, z którymi napierał cały czas, zostają w Domu Śląskim na noc.

Piątek, godz. 17:30. Grzesiek w Domu Śląskim!

dsc00066.jpg
Nareszcie długo oczekiwane wieści! Grzesiek z ekipą są w Śląskim Domu pod Śnieżką! Wygląda na to, że będzie to najdalsze osiągnięte miejsce na trasie. Warunki określił w rozmowie jako „masakryczne” i doradza, aby ekipa z „Odrodzenia” absolutnie nie szła dalej. Czy uda się ich przekonać? Za chwilę dalsze info. Niestety brak kontaktu z Maćkiem Więckiem (w drodze z „Odrodzenia” do Śląskiego Domu) oraz z Danielem Śmieją. Daniel powinien być gdzieś przed Przeł. Karkonoską. Czy to możliwe, że minął „Odrodzenie” nie zatrzymując się w nim?

Piątek, godz. 17:20. Suport w Karpaczu

Wszystko zmienia się jak w kalejdoskopie, a ja nie nadążam z wrzucaniem newsów. Ekipa z „Odrodzenia” miała przez pewien czas ochotę kontynuować trasę. Za wyjątkiem Michała Minginowicza, który definitywnie postanowił zakończyć z powodu skurczów. Miał przyjechać po niego skuter, jednak z powodu warunków nie dojechał. Monika jest już na dole i jedzie po niego (lub po nich?) od czeskiej strony, z której podobno jest dojazd. Oj, najeździ się dziś dziewczyna. Za chwilę kolejne info.

Piątek, godz. 16:40. Tymczasem na Śnieżce…

sniezka_piatek16.jpg

…wygląda to tak. Słoik nutelli zaproponowany przez Janka chyba niezagrożony. Nawet jeśli ktoś stanąłby tuż przed kamerką, raczej go nie zobaczymy. Idzie noc! Cały czas czekam na połączenie z Grześkiem i Danielem. Zdjęcie pochodzi z kamerki internetowej na czeskiej stronie.
 
 
 

Piątek, godz. 16:15. Suport schodzi na dół, pierwsze wycofy

Monika zdecydowała się zejść do Karpacza póki jest jasno. Udało jej się nawiązać kontakt z większą ekipą, która jak się okazuje zebrała się w „Odrodzeniu”. Z całej ekipy tylko Maciek Więcek postanowił kontynuować, natomiast reszta - wycofuje się schodząc na dół. Monika po zejściu spróbuje ich odebrać. Co z ekipą Grześka i Danielem? Za chwilę spróbuję to wyjaśnić, niestety zasięg jest bardzo kapryśny tam w górach. Co jakiś czas na przykład Maciek próbował się połączyć, ale natychmiast zrywało połączenie.

Piątek, godz. 14:45. Suport idzie w góry?

Monika wjechała wyciągiem pod Śnieżkę i idzie do schroniska - śnieg na „ścieżce” do połowy łydki, obok do kolan, trasa zawiana. Dziś na Śnieżkę poszły tą trasą tylko dwie osoby!

Piątek, godz. 14:20. Odrodzenie!

Grzesiek nadaje ze Schroniska „Odrodzenie”. W środku muzyka disco i cieplutko. Ekipa się rozbiera, a szef pogania, żeby iść dalej, póki jasno! Do Śnieżki nadal 3 h drogi - około 9,5 km.

Piątek, godz. 14:00. Maciek Więcek za Czarną Przełęczą

Jeśli Maciek mówi, że jest ciężko, oj, to na pewno nie jest lekko! „Dobrze, że wziąłem rakiety. Bez rakiet nie dałoby rady iść!” - przyznał Maciek. Maciek niedługo po starcie rozdzielił się z Grześkiem i został z tyłu. W tej chwili jest 1,5 km za Czarną Przełęczą i goni chłopaków. Niestety nie udało mi się uzyskać informacji o pozostałych uczestnikach, ani o tym, ile jeszcze czekolady zostało w kieszonce, gdyż włączyła się miła pani mówiąca po czesku.

Piątek, godz. 13:50. Grzesiek z bananem

dsc00055.jpgGrzesiek się śmieje, naprawdę! Ten banan od ucha do ucha nie jest dorysowany! Widzę, że im wyżej, tym lepszy nastrój. Tak trzymać!
 
 
 
 
 
 
 

Piątek, godz. 13:25. Grzesiek i spółka - we mgle

dsc00057.jpgWłaśnie przyszły takie fotki - prosto ze szlaku! Jaka widoczność - oceńcie sami. Zaraz wrzucę te zdjęcia w większym formacie na picasę.
 
 
 
 

dsc00053.jpgDobrze, że znaleźli sobie domek :)
Dodane do albumu!
 
 
 
 
 
 

Piątek, godz. 12:52. Daniel zakłada ochraniacze

No proszę, Daniel miał mieć tak łatwo, przetorowany szlak, tymczasem nic z tego! Ślady zawiało i biedak musi torować sobie drogę od nowa, zapadając się w świeżutkim puchu po kolana, pomimo rakiet. Daniel zdecydował się właśnie zabezpieczyć swoje dziurawe buty ochraniaczami. Nikogo jeszcze nie dogonił, a minął już Halę Szrenicką. Widoczność 50 cm (według miary Daniela, a więc dość precyzyjnie).

Piątek, godz. 12:40. Grzesiek na Czarnej Przełęczy

Pogoda nieco się uspokoiła, do Śnieżki zostało 13 km, które Grzesiek ocenia na 3 h. Idą we czterech razem z Krzyśkiem Nosalem, Marcinem Pakułą i Maćkiem Tułą. Torują na zmianę, śniegu bardzo dużo. Zrobiło się nieco pozytywniej, a Grzesiek nie zaczął tym razem sprawozdania od nieładnych wyrażeń ;) .

Piątek, fotki ze startu

przejsciekotliny035450.jpgMonika przysłała pierwsze fotki, nieźle na nich sypie! Zaraz spróbuję uruchomić jakiś album w necie i zamieścić więcej zdjęć. Nie wiem, czy strona nie padnie od tak dużych obrazków w tekście. (Padła, wiec obrazki zmniejszyłam) Więcej zdjęć tutaj!
 
 

Piątek, godz. 11:15. Grzesiek za Szrenicą

Grzesiek idzie jako pierwszy - jakiś czas temu minął Szrenicę. Warunki bardzo ciężkie. Silny wiatr (na szczęście w plecy), słaba widoczność, a przede wszystkim mnóstwo śniegu i nieprzetorowany szlak.

Piątek, godz. 11:00. Wyrusza Daniel Śmieja…

…zaopatrzony w 17 żelków, 17 marsów, 2 butelki izotoników, 50 zeta, letnie adidasy z dobrą wentylacją oraz rowerowe ochraniacze na buty z neoprenu. Jak się sprawdzą? Dowiemy się już niedługo, a na razie przed Danielem ambitny cel - dogonić Maćka i Grześka! Daniel narzeka na to, że jest zbyt ciepło, ciekawe, czy nie zmieni zdania na górze? Powodzenia!

Piątek, godz. 10:05. Co ich czeka na górze?

sniezka_piatek10.jpgA tak wygląda właśnie na Śnieżce. Temperatura -10,6°C. Wiatr 8,5 m/s. Zdjęcie pochodzi z kamerki internetowej na czeskiej stronie.
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Piątek, godz. 9:20. Prawdziwy START

Tym razem ruszają już naprawdę - nie ma żartów! Przez chmury nieśmiało prześwituje słoneczko. Rakiety na nogach, nastroje bojowe!
O 10.12 przyjeżdża trzynasty zawodnik - Daniel.

Piątek, godz. 8:15. To był falstart!

A jednak jeszcze w bazie! Nareszcie udało się nawiązać kontakt. Start nastąpi dopiero spod wyciągu, pod który zawozi wszystkich Monika. Około 9.00 prawdopodobnie. W nocy napadało 10 cm nowego śniegu - jest sypki i bardzo rakietowy. Jak to określił Grzesiek, szykuje się napieranie raczej „ekspedycyjne” niż biegowe. Maciek bierze aż dwie tabliczki czekolady - więc będzie ostro! Zdjęcia niestety trochę później.

Piątek, godz. 8:00. 3.. 2.. 1.. poszli!

Ależ tam muszą być emocje! Kiedy wybija godzina startu, to choćby nie były to zawody (bo formalnie nie są), to emocje zawsze sięgają zenitu! Niezależnie od tego ile osób stoi na starcie - czy tysiąc, czy 12 - tak jak dziś w Szklarskiej Porębie. Wiadomo - potem wszystko dzieje się bardzo szybko. Czekam na telefon od Moniki, która od rana ma mnóstwo pracy - odśnieża samochód, aby był w gotowości bojowe, kręci filmy i robi zdjęcia, którymi na pewno niedługo się podzieli!

PS. Beleczki pod nagłówkami, które Grzesiek zwykle dawał deszczowoszare (pasujące do jego melancholijnej natury) zmieniłam na żółte.

Piątek, godz. 7:25. Pakowanie

Oto co donosi Grześ - w ferworze pakowania i ostatnich przygotowań. Nastroje póki co bojowe. Na miejscu pogoda pochmurna, ale bez opadów. Widoczność wczoraj w Karkonoszach była bardzo mała, zaś wiatr dął silny. Plan jest taki, że Maciek z Grześkiem przecierają szlak (jeśli będzie się dało gdzieś biec, to biegną), a pozostali uczestnicy początkowo trzymają się w większej grupie, która pod koniec Karkonoszy już powinna w sposób naturalny podzielić się na mniejsze części. Trzymam kciuki! Przed nimi na pewno najtrudniejszy fragment całej trasy.
PS. Tym razem Grzesiek zabrał na trasę pieniądze ;)

Piątek, godz. 7:00. Przed startem


Dla przypomnienia, o co w tym wszystkim chodzi - mapka. Po kliknięciu można obejrzeć ją w nieco większym formacie. Trasa ZPCh rakiety.pl pokrywa się z trasą Przejścia dookoła Kotliny Jeleniogórskiej. Oprócz tego Marek podesłał profil trasy. Jak widać największe podejście jest na samym początku. Za chwilę spróbuję połączyć się z bazą - chyba już wstali? :)
trasa_profil_sam.jpg

Popularity: 100% [?]

28 styczeń | Zimowa Próba Charakteru rakiety.pl: Uczestnicy

No to zaczynamy! Na początek witam wszystkich. Przyznaję, że czuję lekką tremę - nigdy jeszcze nie robiłam relacji LIVE. Liczę na Waszą wyrozumiałość - po pierwsze to mój debiut w Wordpressie, w którym tworzone jest pk4. Po drugie - robię relację z gór, w których nigdy nie byłam! Tak, tak, nie będę udawać żadnego specjalisty od Kotliny Jeleniogórskiej. Ani od napierania w rakietach, ani nawet od śniegu. Kilka rodzajów śniegu pewnie bym wymyśliła, ale nie znam ich eskimoskich nazw. W Kotlinie rodzajów śniegu będzie na pewno dużo, dużo więcej! Ale o tym wszystkim opowiedzą nam sami uczestnicy Zimowej Próby Charakteru - przynajmniej mam taką nadzieję, że będą chętni do opowieści, a ich komórki dobrze zabezpieczone pod kurteczkami dadzą radę co najmniej tak długo jak oni! Oprócz tego w bazie w Szklarskiej Porębie dziś wieczorem (a raczej w środku nocy) pojawi się w roli suportu Monika Strojny. Na pewno od czasu do czasu podeśle jakiegoś newsa, a może nawet fotki. W tej chwili czekam na jakieś info od Grześka, który ciągle w drodze.

Na początek, aby tradycji relacji LIVE na pk4.pl stało się zadość - przedstawiamy pokrótce dramatis personae. Nie zrobiłam co prawda takiej fachowej ankiety jak zwykle robi Grzesiek, zadałam w sumie tylko jedno pytanie - „dlaczego?”. I również zgodnie z tradycją osoby wstępują na scenę w kolejności alfabetycznej - według imion.

daniel_smieja.jpgDaniel Śmieja:
Rakiety i kijki załatwia dla mnie Grzesiek. W życiu nie miałem czegoś takiego na nogach, więc nie wiem, jak to będzie. Jadę, by sprawdzić, ile wytrzymam w tych zimowych warunkach. Szkoda, że przyszło ocieplenie, o wiele ciekawiej by było, jakby mrozy trzymały, jak kilka dni wcześniej.
Mój najdłuższy pieszy dystans to ok. 159 km podczas Próby Mamuta w 2004 r. A od tego czasu trochę kości się zastały, więc trzeba je rozruszać.
 
grzesiek_luczko.jpgGrzegorz Łuczko:
Zawsze z łatwością przychodziło mi zadawać to pytanie, „dlaczego to robisz?”. Sprawa jednak bardzo mocno komplikuje się, gdy to ja staję się jego adresatem. Nagle pojawia się pustka w głowie i tak naprawdę nie wiem dlaczego. Może to chęć sprawdzenia siebie - po raz kolejny. To taka nieustanna gra, w której wciąż pokonujesz kolejne, coraz trudniejsze, etapy. A może to po prostu coś we mnie jest takiego, że muszę i chcę podejmować się takich prób, nie potrafię tego nazwać…
Więcej o przedstartowych rozterkach Grześka możecie przeczytać tutaj.

kamila_i_marek.JPGKamila Nawrocka i Marek Kowalski:
Pewnie to zabrzmi jak dość wyświechtany truizm, ale skoro w pełni oddaje rzeczywistość, nie będziemy się silili na zbyt daleko idący indywidualizm:-) Zatem, bierzemy udział w ZPCh, aby przesunąć kolejną granicę naszych zespołowych możliwości. Tym bardziej to dla nas ważne, że Team stanowimy na co dzień w wymiarze poza sportowym.
 
 

krzysztof_dusza_1.jpgKrzysztof Dusza:
Jestem początkującym zawodnikiem rajdów na orientację o średniej kondycji, mieszkam we Wrocławiu. Wchodzę w skład zespołu “O jeden PK za daleko”. Brałem udział w 8 tego typu imprezach, startuję od 2008 roku. Połknąłem bakcyla i ciągnie mnie to tego typu imprez.
Mimo że ZPCh to trudna impreza, postanowiłem wystartować. Trudne warunki to dla mnie wyzwanie. Jaki dystans przejdę i jak sobie poradzę - to dla mnie duża zagadka. Podczas imprezy powinienem być dobrym przykładem, na ile zawodnik o średniej kondycji, taki jak ja, da sobie radę na tego typu imprezie. Myślę że znajdzie się jakiś bar niedaleko startu, co? ;)
Obawiam się trochę silnych wiatrów na grzbietach gór. Jak poradzi sobie z nimi ubranie, organizm? Sprzęt już przygotowany, dziś wieczorem test na rakietach w pobliskim lasku. Tak czy inaczej, postaram się dać z siebie wszystko.

krzysztof_nosal_2_kadr.jpg
Krzysztof Nosal:

Lat 20, student z Wrocławia. Jestem maniakiem gór i wszystkiego, co z nimi związane. Staram się pogodzić ze sobą dziedziny takie jak wspinaczka, turystyka, skitouring, a ostatnio także imprezy spod znaku ultra.
W podobnych imprezach nie mam dużego doświadczenia. Do tej pory ukończyłem dwukrotnie Przejście Dookoła Kotliny Jeleniogórskiej.
Wyzwanie pokonania tej trasy chcę podjąć dlatego, że… jest i chyba nikt tego jeszcze nie robił. Chcę się przekonać, czy jestem w stanie fizycznie i, co ważniejsze, psychicznie zmierzyć się z takim dystansem zimą. W porównaniu z latem będziemy w końcu szli z większym bagażem na plecach, w trudniejszych warunkach i temperaturze, która zwiększa intensywność myślenia o wycofie do ciepłego domku :)

nn.jpgMaciej Tuła:
Kolega Marcina Pakuły, z którym wspólnie będzie napierać. Jego motywem jest żądza przygód i sprawdzenia się. Nigdy jeszcze nie brał udziału w tego typu przedsięwzięciu, ani w żadnych długodystansowych zawodach. Mimo to nie opuszcza go optymizm, a Próbę traktuje na luzie. Kondycyjnie nie przygotowywał się w jakiś specjalny sposób. Chodził oczywiście po górach, choć nigdy nie było to 48 h pod rząd. Pewnym problemem może być to, że nie zna tych terenów.

maciej_wiecek.JPGMaciej Więcek:
Przejście dookoła Kotliny Jeleniogórskiej w warunkach zimowych to ambitne wyzwanie, któremu nie potrafiłem się oprzeć. Do kolejnego planowanego startu zimowego ponad 3 tygodnie, zbyt długo by czekać, całkowicie wystarczająco, by się zregenerować. Swobodna formuła zawodów i warunki pogodowe być może pozwolą na wypróbowanie rakiet śnieżnych.

marcin_pakula.JPGMarcin Pakuła:
Jeśli chodzi o takie imprezy, to ja nie mam żadnego doświadczenia:) I dlatego startuję, chcę zobaczyć co warta jest moja 7-letnia przygoda z górami ;) Oczywiście nie będę traktował tego jako wyroczni. Chodzę trochę po górach, czasami wsiądę na rower, czasami trochę się powspinam, fotografuję analogowo. O tej imprezie dowiedziałem się z miesiąc temu, przed tygodniem kupiłem rakiety i zaprzyjaźniałem się z nimi w ostatni łikend w G. Stołowych. Serwowałem już sobie kilkunastogodzinne przejścia, ale zastanawia mnie jak zareaguje moja psychika na takie wyzwanie-próbę, no i czy kolana się nie popsują, co zdarza im się czasami :)

michal_minginowicz1.JPGMichał Minginowicz:
Jeśli chodzi o kwestię, dlaczego startuję w ZPCh, to odpowiem dość krótko. Gdy we wrześniu kończyłem Przejście Dookoła Kotliny, od razu pomyślałem jak fajnie by było zrobić taką imprezę w zimie. I proszę, chwilę później Grzesiu wystąpił z inicjatywą ZPCh. Oczywiście od razu zgłosiłem się. Interesuje mnie wszystko, co ekstremalne: od skoków ze spadochronem, na banji, przez speleologię, po biegi i marsze długodystansowe, włączając w to surwiwal militarny. Do tej imprezy przygotowywałem się już od września. Na treningach postawiłem na siłę i wytrzymałość nóg. Uważam, że nie ma rzeczy niemożliwych - wszystko zależy od nas, a więc do dzieła!

tomek_radominski.jpgTomasz Radomiński
Od zawsze czułem potrzebę rywalizacji i podejmowania wyzwań. Kiedy 5 lat temu jadąc samochodem usłyszałem wywiad w radiu z Gawłem Bogutą na temat rajdów przygodowych i jego startu w Maratonie Piasków, natychmiast po powrocie do domu sprawdziłem polecaną stronę napieraj.pl. Już 2 miesiące później wystartowałem w Rajdzie Orła Bielika w Świnoujściu u Wieśka Rusaka. Oczywiście poniosłem porażkę i rajdu nie ukończyłem, ale wiedziałem też, że to jest to co chcę robić. Kolejne dwa lata to zdobywanie cennego doświadczenia i próba podejmowania walki na kolejnych imprezach. Ostatni całkiem udany rok potwierdził, że to był dobry wybór i ciągle mam zapał do kolejnych startów. Cel na przyszłość to zebranie grupy zapaleńców do wspólnych startów w jednym zespole, pomimo, że z natury jestem raczej samotnikiem . Ulubione dyscypliny to nawigacja, rolki i kajak, najgorsza to niestety rower. Preferowana taktyka: nie za mocno, nie za szybko, ale ciągle do przodu :)
Tekst pochodzi ze strony Dolny San

Razem z Tomkiem ma przyjechać jeszcze dwóch kolegów.

Popularity: 39% [?]

28 styczeń | Chwila przed zimowym spacerem…

Muszę się streszczać - Ula za chwilę przejmie niepodzielną władzę na PK4 (tymczasowo znalazłem “przystań” u niej na Tofalarii ;) . Swoją drogą polecam okołorajdowego bloga Kroliska), poza tym muszę się jeszcze spakować i uciekać na pociąg.

Szukam słów, które oddałyby stan mego ducha, tuż przed stawieniem czoła temu wyzwaniu… Tak naprawdę najważniejszy jest ten czas pomiędzy chwilą, gdy myśli niebezpiecznie zaczynają wirować wokół zbliżającego się wysiłku, a momentem, gdy zaraz wszystko się zacznie. Ta cała niepewność i ten cały niepokój mieszczą się właśnie w tym pomiędzy. I w tym pomiędzy jest to wszystko, co mi się tak podoba w tym rajdowaniu (a zarazem nie podoba…). To całe szaleństwo i irracjonalność skazywania się na niewygody, zmęczenie i ból. Czasem myślę sobie, że to będzie ten ostatni raz, że mam już dość tego pieprzonego dyskomfortu i myśli o zbliżającej się niewygodzie, a przecież człowiek dąży do przyjemności, a nie, kurwa, bólu!

Tak, są takie chwile, w których mam tego wszystkiego serdecznie dość. Wtedy marzę o tym spokoju i tkwieniu w strefie komfortu. To nigdy jednak nie trwa długo - zew przygody, a może i samozniszczenia budzi się wciąż na nowo. Trafiłem jakiś czas temu na takie oto zdanie: “Wiek szczęśliwości” nie jest człowiekowi ani potrzebny, ani dla niego możliwy, gdyż byłby to czas demobilizacji i zaniku energii (…) Co prawda, marzenia o “wieku szczęścia” nigdy nie opuszczają człowieka, są to jednak zawsze tylko marzenia, nadchodzące ludzi w okresach wypoczynku po wzmożonym wysiłku”, i myślę, że dokładnie oddaje ono istotę tego, z czym przychodzi mi się zmagać. To taka nieustanna potyczka pomiędzy tym pragnieniem “wieku szczęścia” - zasiedzenia się w strefie komfortu, a rozczarowaniem wynikającym z nudy i monotonii, które z kolei budzi zew…

Ten właśnie zew sprawił, że tak łatwo dałem się namówić Markowi na to szaleństwo! Oczywiście, że chcę spróbować! Wszak w tym największa zabawa, gdy ktoś mówi: “to niemożliwe”, “będzie cholernie ciężko” i pokazanie mu, że się myli. Mam rzecz jasna świadomość, tego że to nie będzie zabawa. 145 kilometrów po górach, zimą, to prawdziwe wyzwanie! I to chyba w tym wszystkim najbardziej mi się podoba. W ostatnich miesiącach, a w gruncie rzeczy, i w ostatnim roku nie przyszło mi brać udziału w tak wymagających “zawodach” (formalnie to nie są zawody, a zlot towarzyski ludzi niespełna rozumu ;) ), stąd chyba ta dość spora dawka stresu i zastanawiania się - jak to będzie tam już na miejscu?

Moja największe obawy dotyczą sprzętu i tego czy dotrzymam kroku Maćkowi Więckowi - startujemy w jednej parze. Kto czytał ostatni wywiad z Maćkiem na PK4, ten wie co z niego za zawodnik. To wielka przyjemność napierać wspólnie z nim - ale to pytanie, czy wytrzymam jego tempo i czy nie będę go spowalniał, towarzyszy mi nieustannie w ostatnich dniach… Z drugiej strony, być może za dużo się zastanawiam, w ostatnich tygodniach moja forma prezentuje się całkiem przyzwoicie, czego dowodem są dobre występy na Nocnej Masakrze i na AST Trophy. Na tę chwilę najbardziej obawiam się jednak nie mocy Maćka, ale problemów z butami. Startuję w Salomonach XA PRO 3D bez gore-texu. Nie będę miał więc żadnej ochrony przed przemoczeniem.

Przy tak potwornym dystansie to może być kluczowa sprawa. Bo sam dystans i nawet spodziewane ciężkie warunki mnie tak nie przerażają - wiedziałem na co się piszę, więc nie będę marudził. Przeczytałem ostatnio “Endurance”, książkę która opowiada o walce o przetrwanie ekspedycji Sir Ernesta Shackletona i te warunki, w których przyjdzie nam napierać to pikuś w porównaniu do tego z czym mierzył się Shackleton i jego ludzie. Jestem zdeterminowany, żeby walczyć do końca i ponownie, po kilkudziesięciu godzinach od startu, znaleźć się w Szklarskiej Porębie, ale na pewno nie za wszelką cenę. Zdrowie cenię sobie wyżej niż satysfakcję z pokonanego dystansu…

Przyjemnie jest robić coś, czego nie próbował jeszcze do tej pory. Być może zabrzmi to nieco pompatycznie, ale mierząc się z trasą ZPCH przesuwamy granicę z napisem “to możliwe!” hen do przodu. Taka to już ekstremalna kolej rzeczy, że trzeba pokonywać kolejne limity możliwości… Liczę na to, że przynajmniej jedna osoba z 12, która zmierzy się z 145km trasą, wyjdzie z tej próby zwycięsko!

Wieczorem Ula opublikuje krótkie wypowiedzi uczestników ZPCH z odpowiedzią na kluczowe pytanie: “dlaczego startujesz?”, a jutro, o 8 rano rozpoczniemy regularną relację LIVE z przebiegu naszych zmagań! Zapraszam do regularnych odwiedzin PK4! Do zobaczenia w poniedziałek! :) .

Popularity: 38% [?]

Starsze wpisy »