Kuertiego przypadki no image

Opublikowany 15 stycznia 2011 | autor Grzegorz Łuczko

25

Wracam do gry!

Bite trzy tygodnie bez biegania. Bez jakiegokolwiek wysiłku. Wyobrażacie to sobie?! I nawet nie chodzi o to, że tak trudno było mi odzwyczaić się od regularnych treningów, wiecie, praca, inne zajęcia – człowiek ma głowę zaprzątniętą czymś innym. Mija pierwszy, drugi, trzeci… dziesiąty i dwudziesty dzień – pogrążasz się w tym bezruchu i wydaje się, że wszystko jest w porządku.

Tak, wydaje Ci się! Bo nie jest. Po tych trzech cholernych tygodniach obijania się miałem już tego dość. Ze zgrozą któregoś dnia stwierdziłem, że podczas zwyczajnego chodzenia po mieście bolą mnie nogi. Jak to?! – pomyślałem. Przecież nic nie robię, odpoczywam w zasadzie cały czas, regularnie się wysypiam. To dlaczego czuję się wiecznie zmęczony?

Dzień mijał za dniem, a ja przyzwyczajałem się do tego stanu. RUTYNA. Codzienność. Pieprzone przyzwyczajenie. Ale cały czas czegoś mi brakowało. Czułem to. Nie wychodzisz codziennie na trening, nie marzniesz i nie ślizgasz się na zdradliwych chodnikach, niby jest przyjemnie – ale czegoś cały czas brakuje.

To paradoksalne, bo przecież często podczas trudnych treningów, a jeszcze częściej podczas cholernie wymagających zawodów w mojej głowie pojawia się myśl „skończy z tym!”, „odpuść, odpocznij, nie rób tego więcej!”. I owszem, prawie wypluwasz płuca, docierasz na metę na skraju wycieńczenia i wtedy pojawia się to nieopisane uczucie, mieszanka ulgi, zadowolenia, dumy, radości, spełnienia – o ile oczywiście uda Ci się dotrzeć do tej mety…

No i pogrążam się wtedy w tym stanie spokoju, nic nieróbstwa – jakie to jest wtedy przyjemne! Wydawać by się więc mogło, że jeśli zapewnię sobie ten odpoczynek, tę ulgę (że już nie trzeba dawać sobie w kość) na co dzień, to będę spełnionym człowiekiem. A jednak nie! Permanentne trwanie w tym stanie nie przynosi niczego oprócz nudy, zmęczenia i rozdrażnienia, a w końcowym rozrachunku nieodpartego przeczucia, że czegoś w tym wszystkim brakuje.

Ulga, odpoczynek, zadowolenie – tak, ale tylko po wysiłku. Tylko po zmęczeniu, a im większe zmęczenie tym ten odpoczynek lepiej smakuje. Do czasu. Aż znów budzi się w nas chęć na danie sobie w kość. I tak w kółko. Tak to właśnie funkcjonuje – przyzwyczaiłem się.

Wyszedłem wczoraj na krótki trening. Byłem u lekarza, powiedział, że wszystko jest OK. Więc wyszedłem na krótkie rozbieganie w paskudnej odwilży, po asfalcie, w środku betonowej dżungli. I choć te warunki były skrajnie nieprzyjazne, nieprzyjemne, to sam bieg sprawił mi ogromną frajdę. Znów mogę biegać, jakie to fantastyczne! Znów mogę snuć plany startowe, znów mogę obserwować swoje codzienne postępy.

I nawet nie jestem zły na to, że znów niejako rozpoczynam wszystko od początku. Od maratonu na początku października mało co trenuję, jestem bez formy i znów stawiam pierwsze kroki. Znów męczą mnie te krótkie 5-6 kilometrowe przebieżki, znów mam wysokie tętno i zmęczone nogi. Nie przeszkadza mi to jednak, wiem, że za kilka tygodni organizm się przyzwyczai, że z czasem forma wróci.

Kiedyś, gdy byłem nieco młodszy i miałem mniej kilometrów w nogach, a może przede wszystkim byłem po prostu mniej pewny swoich możliwości, to takie zaczynanie od początku było dla mnie bardzo frustrujące. Teraz, udało mi się nabrać do tego dystansu. Na przymusową przerwę w treningach nie patrzę już jak na koniec świata, nie – przecież w końcu znów zacznę biegać. Zawsze przecież zaczynałem, prędzej czy później. I choć te początki zawsze były trudne – no bo jak to? Kiedyś mogłem zrobić super czas w biegu na 100km, a teraz mam problem z przebiegnięciem 30 minut?! To jednak z czasem zawsze forma wracała. Tak to właśnie wygląda, nie jesteśmy cyborgami, mamy swoje ograniczenia – jednym z nich jest prosta prawda, nie trenujesz? Słabniesz. Koniec, kropka. Ale pocieszające jest to, że późniejszy powrót do formy jest znacznie szybszy, niż gdyby zaczynać zupełnie od nowa.

A więc cierpliwości! Będzie dobrze! Ten powrót do treningów wlał sporo optymizmu we mnie na początku tego nowego roku. Nie wiem jeszcze jaki to będzie rok, póki co nie mam żadnych sprecyzowanych planów startowych. Zdam się chyba na los. Czasem nie ma innej możliwości. Na razie pozostaje mi uśmiechnąć się do wspomnień z tych wszystkich fajnych zawodów, na których byłem w poprzednim roku i czekać na to, co przyniesie ten nowy rok…

To pisałem ja, endorfinowy ćpun.

PS. A jak Wasze nastawienie przed kolejnym sezonem?


O autorze

Tu pojawi się kiedyś jakiś błyskotliwy tekst. Będzie genialny, w kilku krótkich zdaniach opisze osobę autora przedstawiając go w najpiękniejszym świetle idealnego, czerwcowego, słonecznego poranka. Tymczasem jest zima i z kreatywnością u mnie słabiuśko!



25 Responses to Wracam do gry!

  1. Camaxtli mówi:

    Ja straciłem tydzień na chorobę, ale mam nadzieję, że to ostatnia w tym roku;) a nastawienie nie może być lepsze, skoro jest kategoria Open w PMnO, cieszy sama świadomość.

    Wracasz, to i cel może się pojawił na horyzoncie?

  2. pitos mówi:

    Witam, od dłuższego czasu czytając Twojego bloga kusiło mnie żeby w końcu spróbować swoich sił na setce i w tym roku już zapadła decyzja. Zaczynam ostre przygotowania do Biegu 7 Dolin (no i jak widzę z listy startowej Ty też tam się pojawisz). Nie wybrałem chyba zbyt łatwej setki na początek, ale skusiło mnie to, że najbliżej domu no i liniowo. Jutro 5o-cio kilometrowe marszobieganie. Nastawienie więc przed kolejnym sezonem (a dla mnie pierwszym poważnym) bojowe!

  3. Adamo mówi:

    Kuerti,
    Ciesze sie, ze wrocila radosc i optymizm.
    Ja bede do znudzenia jednak marudzil 🙂
    Czy lekarz dokladnie Cie zbadal? Czy tylko popatrzyl pogadal i wizyta trwala kilka minut?
    Najpewniej to tylko zwykle przeciazenie ale trzeba dmuchac na zimne.
    Pamietaj, o czym juz pisalem przy pierwszych objawach i bede nadal trul, ze jesli teraz nie zajmiesz sie cwiczeniami sprawnosci i zapomnisz o kolanie…ono o sobie przypomni 🙂
    Wracajac do samego wpisu. Wiele dobrych rzeczy robimy na zasadzie dobrego przyzwyczajenia nad ktorym nie musimy sie zastanawiac. I warto aby trenowanie tez bylo takim nawykiem jak np. mycie zebow, rak itp.
    A uciekajace dni bez trenowania bardzo szybko zamieniaja sie w tygodnie, miesiace…czlowiekowi wydaje sie ze wlasciwie nadal jest sprawny, ze cos robi, rusza sie. Mi tak ucieklo jakies 10 lat 🙂

  4. borman mówi:

    Adam, może czas na odmianę i wielki come back 😀 ?

    Grzechu, świetnie, że wracasz, choć przyznać muszę, że daleko nie odszedłeś 🙂 . Taka przerwa jest wskazana, ładowanie akumulatorów, z resztą nie muszę o tym pisać, nijaki JD już o tym pisał, no i jest autorytetem w tych sprawach :).

    A może jakaś WB w lutym? Sowie?

    P.S. Rozpieprzyła mnie fizjonomia tego włochacza z ilustracji do wpisu. Wizualizuję sobie pewnego pana, robiącego przed lustrem 😉 foty asortymentu dostępnego w pewnym sklepie, właśnie z taką miną 😛 .

  5. Adamo mówi:

    Borman,
    Moj come back trwa od dwoch lat 🙂
    Ruszac sie ruszam, nastawienie mentalne bojowe – 10/10… tylko, ze materia oporna… psuje sie, zacina, skrzypi itp.
    Ale musze przyznac, ze to wlasnie PK4 zmotywowal mnie do powrotu do aktywnosci…chyba, ze to kryzys wieku sredniego 😉

  6. jasiekpol mówi:

    Szliśmy sobie kiedyś z panią na wycieczkę,
    Pani mówi weźcie ze sobą śpiworki…

    I dośpiewaj sobie refren

  7. Marek MAKHI mówi:

    Ja miałem przerwę od „po świetach” złapałem jakiegoś lenia a ostatni tydzień to była masakra, chodziłem bardzo bardzo zdołowany. Przez ten ostatni okres ćwiczyłem bardzo mało. Dwa dni temu udało mi się chyba przełamać i pomału wracam do porządnego trenowania. Dziś pobiegłem do pracy, biegło mi się początkowo ciężko ale jak spojrzałem na zegarek skończywszy trening byłem bardzo zadowolony. Jakieś 16,5km w 1:25. Bardzo mi się ten czas podoba zwłaszcza że nie czuje się zmęczony. Wychodzi na to że przerwa mi nie zaszkodziła.
    Co do najbliższych startów to nie jest dobrze. Planowałem zimowy kros maraton na który chyba sie nie wybiorę bo straciłem fundusze.(padł mi komputer …)

  8. Kuerti mówi:

    Karol,

    A widzisz, pochwaliłem się, że wracam do treningów, a tu się wczoraj okazuję, że… prawa stopa (dokładnie pięta) mnie pobolewa! Twardy byłem i wyszedłem dziś na trening, przebiegłem 300 metrów i tak bolało, że po prostu nie dało rady dalej biec! Wkurzyłem się i zawróciłem do domu. No i tu zapaliła mi się lampka w głowie, no przecież Ty masz rower – pomyślałem. No jasne, że mam! Doprowadziłem go do, względnego, stanu używalności i przejechałem 23 kilometry, to pierwsze kilometry od kilku miesięcy… Tyle więc na razie z mojego trenowania…

    Celu jako takiego nie mam – zapisałem się na Ultramaraton 7 Dolin, ale co z tego wyjdzie? Nie wiem. Wolę na razie nie planować. A Ty widzę, że masz bogate plany 🙂 .

    Pitos,

    Witaj na blogu! Widziałem Twojego mejla na liście prenumeratorów, cieszę się, że wreszcie zabrałeś głos w dyskusji 🙂 . Fajny cel sobie wybrałeś, zawody trudne, towarzystwo znakomite (i bynajmniej nie mam tu na myśli siebie), no i brak nawigacji. Na początek – ideał! Zobaczysz jak to wygląda, jak się będziesz czuł po tym 70 kilometrze. A czasu masz tyle, że na pewno się świetnie przygotujesz – ale koniecznie weź udział wcześniej w kilku terenowych imprezach, w kalendarzu na ten rok jest ich bez liku – http://maratony.home.pl/ – a doświadczenia nie zbierzesz tylko na treningach… a to jest kluczowe na tak długim dystansie.

    Jak było na marszobiegu? Pamiętam, że kiedyś też takie robiłem, fajny – ale czasochłonny – środek treningowy!

    Adam,

    No wiesz, USG nie miałem, dość dokładnie wybadał okolice kolana, nigdzie nic nie znalazł – wierzę mu, albo chcę mu wierzyć 🙂 . Za sprawność się biorę, powoli nabieram rozpędu 🙂 .

    Tak, rutyna czasem bywa zbawienna – tylko zależy co robimy, bo łatwo wpaść zarówno w rytm „kanapowy”, jak i treningowy…

    Heh, ja Was chłopaki motywuję tym smęceniem? 🙂 . Bez jaj! 😉 .

    Borman,

    Niby racja, ale do cholery, ile można mieć tych przerw na ładowanie akumulatorów?! 🙂 . Ja je cały czas ładuje i ładuję, teraz czas je nieco wreszcie rozładować!

    Co do PSa, bez komentarza 😉 . Dopracuję ten element!

    Jasiekpol,

    :))

    Marek,

    Wypisz wymaluj moja sytuacja – w sensie tego popadania w dołek. Jak człowiek odpuści kilka dni, wypadnie z rytmu to później ciężko wrócić – nawet jeśli wewnątrz cały czas czujesz, że czegoś Ci brakuje, chodzisz zdołowany itd. Gdyby jeszcze ta pogoda była przyjemniejsza, a jak ma zachęcać ta plucha?

    Współczuję komputera! Z drugiej strony może taki spokojny czas na sam trening dobrze Ci zrobi? Wiosna będzie Twoja!

  9. Kuba mówi:

    Do boju, do boju Grzesiek! Trzymam kciuki za powrót do formy 🙂

  10. pitos mówi:

    Kuerti,

    Dzięki za rady, mam nadzieję że uda się przed Krynicą zaliczyć jeszcze jakąś imprezę. Dzisiaj wyszło 46km, zacząłem o 5 rano czyli jeszcze po ciemku. Nie wiem jak Wy to robicie, że biegacie w nocy po lesie, bo mi na każdy szmer skacze od razu puls. Muszę się jakoś przełamać. Ścieżki szczególnie koło strumieni ostro oblodzone więc musiałem uważać ale dotarłem do końca po ośmiu godzinach. Jutro zasłużony odpoczynek.

  11. Kuerti mówi:

    Kuba, dzięki! 🙂 . Biegniesz w sobotę na Rusałce? Ja nie wiem, kurde, może tak treningowo…

    Pitos,

    Na zawodach nigdy się nie boję, nawet jak jestem sam gdzieś w leśnej głuszy, ale na treningach, gdy biegam po ciemku ten strach się czasem pojawia. Pewnie dlatego, że na zawodach skoncentrowany jestem na pokonywaniu trasy…

    Dobry trening! 🙂

  12. TMS_racer mówi:

    Kuerti, jakiś czas temu borykałem się z „niedomaganiem” kolana – z tego co wygrzebałem na forach, dość miarodajny jest dopiero rezonans, nawet w USG ludzie nie wierzą. Być może pięta „ratuje” kolano 🙂

    >>Uciekajace dni bez trenowania bardzo szybko
    >> zamieniaja sie w tygodnie, miesiace…
    >> czlowiekowi wydaje sie ze wlasciwie
    >> nadal jest sprawny, ze cos robi, rusza sie.
    >> Mi tak ucieklo jakies 10 lat

    Adamo, mi też uciekło 10 lat. Zszedłem z BMI 35 na BMI 25 i nie mam zamiaru wracać. Moja teoria jest taka: jeżeli przeskoczysz pewien próg świadomości już raczej nie masz szansy wrócić. Jesteś pieprzonym ćpunem z marnymi widokami na wyleczenie.

    Obecnie muszę się uczyć, jak CIESZYĆ SIĘ dniem wolnym (tzn. co ze sobą zrobić). Staczam walki ze sobą, żeby „dzień święty święcić”, czyli jak odpuścić trening a nie docisnąć (kolanem, hehe) jakąś dychę czy piętnastkę…

  13. Orientus mówi:

    Grzegorz wszystko powinno sie poukładać, ja gdy trochę „odpuszczę” i zrobię sobie „labę” od treningów…to makabra, jak zaczynam to wszystko mnie boli, męcze się, psycha rozwalona…ale z czasem jest corac lepiej :).
    A plany…hmmm dzieki temu że moja „firma” wysłała mnie na ponad pół roku do Afganistanu więc mam wymuszona mozliwość stałego treningu na wysokości ok. 2200m n.p.m…wprawdzie sztuczna bieżnia i stacjonarny rower nie oddaje tego co naturalne ściezki w kraju 😉 ale mysle że bedzie ok.
    Mam plan na jeden dość „mocny wynik” po powrocie ale….nie chcę zapeszać bo w zeszłym roku nie udało się wystartować więc…
    Powodzenia i pozdrawiam

  14. Adamo mówi:

    Kuerti,
    „(…)przebiegłem 300 metrów i tak bolało, że po prostu nie dało rady dalej biec! Wkurzyłem się i zawróciłem do domu.(…)”
    vs.
    „(…)Kuba, dzięki! 🙂 . Biegniesz w sobotę na Rusałce? Ja nie wiem, kurde, może tak treningowo…(…)”

    Zaraz chyba wyskocze do Ciebie i tylek porzadnie skopie!!! 🙂
    Tak nie mozna. Dobrze pisze o piecie TMS_racer.
    Cos zaczelo sie sypac i trzeba sie za to powaznie wziac poki czas. Jest zima i musi byc sprawnosc 🙂

    p.s. Moze warto by bylo jak ostatnio wspominal Jasiekpol zaczac plywac?
    Praca ramion w kraulu idealna do wzmocnienie rak do kijkow trekkingowych. Do tego stabilizacja miesni tulowia, wydolnosc tlenowa, wzmocnienie miesni nog bez obciazania stawow, poprawienie elastycznosci stawow.

  15. Midi mówi:

    No właśnie, cierpliwość jako cecha podstawowa biegacza… Doskonale znam to uczucie, kiedy wszystko buduje się od początku, idzie powoli, męczy się człowiek, poci, tętno jak Himalaje, zmian nie widać…
    Życzę szybkiego łapania formy 🙂

  16. Petro mówi:

    Grzesiu, napieprzaj na drągu, pompki, brzuchy itp. W bieganiu nie pomoże, ale parafrazując motto kolegów wspinaczy: „Nieważne jak biegamy, ważne jak wyglądamy” 😉 Yo!

  17. Kuerti mówi:

    TMS_racer,

    Zgadzam się z tym progiem świadomości, przez te 7 lat biegania, rajdowania zupełnie inaczej patrzę na świat, jestem pewien, że nie mógłbym się zamienić w typowego kanapowca, to już nie wchodzi w grę. A Ty, a Ty uważaj, bo jesteś uzależniony 😉 .

    Orientus,

    No to będzie forma, jak nic! Jeden z czytelników PK4 również trenuje w podobnych warunkach co Ty, ciekaw jestem Waszych wyników na wiosnę! A gdzie planujesz wystartować? Albo choć przybliż dystans, coś z ultra? Może przyjedziesz do Krynicy na Ultramaraton 7 Dolin?

    Adam,

    OK, ok 🙂 . Żadnego biegania nad Rusałką 🙂 . A pływać raczej na razie nie zacznę… Miałem uczyć się jeździć na nartach tej zimy i co? Zimy nie ma!

    Midi,

    Dzięki!

    Jak tak patrzę na życie z szerszej perspektywy to ta cierpliwość nie tylko przydaje się w bieganiu, ale wszędzie… Cieszę się, że dzięki bieganiu udało mi się wzmocnić tę cechę.

    Petro,

    Hyhy, robię pompki, macham hantlami 😉 . Na drążku się nie podciągam, bo mam za szerokie futryny, ale ćwiczę, ćwiczę 🙂 .

  18. TMS_racer mówi:

    Polecam posty, bardzo mi się spodobały:

    http://bieganie.pl/forum/viewtopic.php?p=203083&sid=42576f9dbba72d53c6f391148e180ca7

    nie dajcie się zwieść SHIN SPLINTS w temacie, przedstawiają ogólne podejście do leczenia kontuzji.

  19. Kg mówi:

    Mógłbyś zamiast tyle gadać zrobić coś ze sklepem, bo wieje nudą

  20. Kuerti mówi:

    TMS_racer,

    Dzięki za linka, zawsze lubiłem czytać posty Laszlo, później zabiorę się za lekturę.

    Kazig,

    A co dokładnie masz na myśli? Cały czas coś tam dłubię przy sklepie, jeśli masz na myśli asortyment, to niestety nie tak prosto dodać nowe towary 😉 . Kasa, kasa, kasa…

  21. Orientus mówi:

    Grzegorz…przyznam się..priorytetem w pierwszej połowie roku jest Sudecka Setka i wynik poniżej 10 godzin, może brzmi to nazbyt pewnie ale ciężko nad tym teraz pracuję i nie poddam sie zbyt łatwo, no i ponadto kilka 50-tek…nie zdążę żeby zrobic limit w Pucharze ale kilka chcę zaliczyć. No i oczywiście w grudniu wracam na Nocną Masakrę..
    Mam do Ciebie pytanie jako do fachowca: szukam na polskim rynku butów Saucony Progrid Razor mógłbyś doradzić czy są osiągalne?
    pozdrawiam

  22. Kuerti mówi:

    Orientus,

    Czas poniżej 10h? Ładnie! Będę trzymał kciuki!

    Jeśli planujesz kilka 50tek to może znów się skuszę na jakiś start, będzie z kim rywalizować, albo kogo plecy oglądać 🙂 .

    Co do Saucony, najlepiej skontaktuj się z dystrybutorem Saucony na Polskę – http://bartoszak-biegi.pl/ , on będzie miał informacje z pierwszej ręki.

  23. Orientus mówi:

    Dzięki Grzegorz za „namiar”, znalazłem buty teraz tylko czekam na własciwy rozmiar dla mnie :). Co do 50tki to jesli „rozminiemy” się gdzieś na startach to myślę że na Nocnej Masakrze spotkamy sie napewno, zawsze miło poscigac się w Twoim doborowym towarzystwie.
    Pozdrawiam

  24. Maciej mówi:

    Grzegorz,

    Wpadłem na Twój blog.

    Czytam i pytam: Czytałeś Danielsa, prawda!?

    W Przedmowie pada takie stwierdzenie:
    ” Ktos, kto chętnie słucha, może wiele nauczyć się od sportowców, którzy odniesli sukces. Wszyscy oni zgadzają się, że kluczem jest unikanie kontuzji i natychmiastowe leczenie każdego urazu.”

    Dbaj o siebie!
    Pozdr.
    M

  25. Kuerti mówi:

    Czytałem, jasne, że czytałem.

    Ale czytać to jedno, a rozumieć drugie 🙂 . Niestety czasem trzeba popełnić błąd, nie jeden i nie dwa, żeby to zrozumieć taką, nawet banalną wiedzę.

    Dzięki!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Back to Top ↑