Kuertiego przypadki no image

Opublikowany 9 marca 2011 | autor Grzegorz Łuczko

19

Włóczykij 2011: Relacja


Graj muzykę! Hafdis Huld w utworze Action Man. Muzyka z małej, zimnej wyspy. Islandii oczywiście.

O presji

W piątek wieczór, dzień przed kolejnym (trzecim już) startem we Włóczykiju, miałem zamiar napisać coś o presji. Że jadę tam po raz trzeci, że dwa razy wygrałem, a jeśli tak, to przecież nie wypada NIE wygrać i po raz kolejny.

Miałem napisać o tym wszystkim, ale… stwierdziłem, że pieprzyć presję! Co ja będę się tym przejmował. Z biegiem lat, coraz lepiej śpię przed kolejnymi zawodami. Coraz mniej się przejmuję. Zasypiam. Wstaję. Jadę. Przybywam na miejsce. Startuję. Najlepiej wyłączyć myślenie, wtedy ten proces przebiega bez zakłóceń. W ogóle „bezmyślność” to stan wysoce pożądany! Nie myślisz? Nie przejmujesz się!

O strefie komfortu

Jedna rzecz, która denerwuje mnie we Włóczykiju to start co 2 minuty. Przyjeżdżasz na miejsce i… i czekasz. Start w zawodach to każdorazowo wyjście poza strefę swojego komfortu – zakładając, że Twoja strefa komfortu to doświadczanie tego, co doskonale znane, to każdy starty jest wyjściem poza ten teren. Oczywiście, że wraz z doświadczeniem Twoja strefa poszerza się, ale jednak zawsze ze startem nierozerwalnie wiąże się pewnego rodzaju niepokój. Czasem przybiera on postać ekscytacji, a czasem totalnego zniechęcenia. I to pierwsze, i to drugie przybierają na sile w miarę zbliżania się godziny zero. To czekanie więc jest deprymujące.

Startuję z Marcinem. To jego debiut na tego typu zawodach. Założeń przedstartowych nie mamy żadnych – poza tym, że biegniemy. Od początku do… momentu, w którym obaj będziemy mieli siły. Rzut oka na mapę i wszystko jasne. Czeka nas sporo punktów do znalezienia, ale punkty te wydają się względnie łatwe. No i start o 14:30 – za dnia przebiegniemy większość trasy, a później to już będzie przyciąganie mety.

O rozgryzaniu łamigłówek

W połowie trasy umiejscowiony jest tzw. punkt stop, można zatrzymać się tam i odpocząć przez godzinę, która nie zostanie wliczona do końcowego wyniku. Do tego miejsca czekają nas długie, proste przeloty. W sam raz na początek, na rozgrzanie mięśni i przyzwyczajenie się do mapy. To mój pierwszy start po ponad 2 miesięcznej przerwie. Jest coś takiego jak czucie mapy, im częściej startujesz i rozgryzasz te nawigacyjne łamigłówki, tym łatwiej Ci to przychodzi. To zupełnie jak z grą w kalambury. Po kilku grach załapujesz pewne schematy i w mig odgadujesz kolejne hasła.

Z nawigacją jest tak samo. Narzucamy dość szybkie tempo, biegniemy 5min/km z hakiem. Kolejne kilometry uciekają nie wiadomo kiedy. PK 21 – 22 – 23 – 24 i już jesteśmy na 2 kilometry przed półmetkiem. Powoli zaczynam odczuwać zmęczenie – nogi zaczynają delikatnie ciążyć. To uczucie jednak szybko mija, po chwili spędzonej na punkcie wraca świeżość i straszny luz w nogach. Biegnie mi się fantastycznie. Poza tym wkraczamy w lesisty teren, nawigacja staje się bardziej wymagająca. Potrzeba więcej skupienia.

Przed PK26 mijamy pas mokradeł – rzut oka na mapę i odbijamy na zachód. Po chwili mamy punkt. Myślę sobie – jest dobrze! Tempo trzymamy niezłe, no i co ważniejsze – napieramy bezbłędnie, punkty wchodzą bez problemów. Do PK 27 prowadzi przecinka, która po jakimś czasie ginie w gęstwinie leśnej, kierujemy się dokładnie na północ, gapię się raz na kompas, a za chwilę pod nogi, żeby nie wyrżnąć orła na jakiejś gałęzi.

O koncentracji

Wychodzimy na polankę, idealnie na punkt! FLOW! Koncentracja na full – wpadam w dziwny trans. Totalnego skupienia na mapie zsynchronizowanego z rytmicznym przebieraniem nogami. Nie ma zmęczenia, nie ma żadnego dyskomfortu, jestem tylko ja, mapa i ruch. Idealne połączenie. FLOW! Fantastyczny stan.

Za PK 28 zaczyna się ściemniać. W powietrzu czuć delikatny chłodek zbliżającej się nocy wymieszany z ciepłem mijającego dnia. Wiosna wisi już w powietrzu. Uwielbiam takie wieczory, spędzane gdzieś w biegu od jednego do kolejnego punktu kontrolnego. Wkraczamy w sieć przecinek i leśnych dróżek – kontrolujemy mapę i nie rozstajemy się z kompasem. Czasem, w zmęczeniu, możemy sobie wkręcać różne dziwne rzeczy, może nam się wydawać wiele rzeczy, ale nasz przyjaciel kompas zawsze wie najlepiej. To on wyprowadzi Cię we właściwe miejsce, gdy znajdziesz się w totalnej głuszy.

PK 30 wydaję się czujny. Nie możemy pogubić się gdzieś na tych przecinkach. A jednak! W pewnym momencie wyraźna droga kończy się, kompas podpowiada, żeby biec dalej przed siebie. Biegniemy. Brakuje słupków działowych, które pomagają się zlokalizować. Trzeba kombinować. Odbijamy na południe. Ale to nie tu – punkt stoi przy płocie, płot jest, ale kierunek drogi wzdłuż płotu się nie zgadza. Jesteśmy niedaleko. I faktycznie, po kilku minutach biegu mamy PK.

Kolejny punkt również nie należy do łatwych, nie lubię punktów ustawianych gdzieś na brzegach rzek, zwykle trudno namierzyć takie miejsca, brakuje sensownych punktów ataku. Ale wygląda na to, że to nasz dzień! Znów trafiamy bez pudła! Została nam już końcówka, ostatni PK i meta!

O magicznych momentach

Zerkam w niebo rozświetlone tysiącami gwiazd. Jest fantastycznie! Kiedy ostatni raz widziałem tyle gwiazd? Chyba w Maroku. Ale to było ponad 2 lata temu. Magia. To punkt stały, ten magiczny moment. W grudniu, na Nocnej Masakrze, to była przeprawa przez pole przykryte mgłą. Trzy postaci, mgła rozświetlona światłem czołówek i różowa łuna gdzieś w oddali. Sceneria rodem z innego świata. A tutaj? A tutaj kosmos zagląda na nasz malutki grajdołek…

O chęci na coś więcej

Nie czuję zmęczenia, biegnie mi się fantastycznie, myślę sobie, że mógłbym jeszcze tak długo. I to był właśnie ten moment, w którym poczułem, że znów mam ochotę na dłuższe starty. Ostatni rok i te kilka biegów na 50km były dla mnie odpoczynkiem od dystansu 100km. Czułem znużenie, totalnie nie czułem tego katowania się przez kilkanaście godzin. Ale w tym momencie poczułem, że znów mam ochotę na więcej.

Koniec!

Ostatni PK sprawia nam mały problem – jestem już rozkojarzony, koncentracja leci na łeb na szyję. Czuję już metę, jestem zmęczony tą ciągłą nawigacją, ostatnie godziny wytężonego gapienia się w mapę i kompas dają mi się we znaki. Marcin zachowuje nieco więcej trzeźwości umysłu i po kilku minutach mamy punkt. Kierunek meta!

I znów Gryfino. I znów po raz trzeci biegnę w kierunku mety Włóczykija. I znów jako pierwszy. Wpadamy na metę po 6 godzinach i 13 minutach. Przebiegliśmy dokładnie 51 kilometrów.

Zdjęcie: klasycznie już Szymon Szkudlarek. Dzięki Szymon! 🙂


O autorze

Tu pojawi się kiedyś jakiś błyskotliwy tekst. Będzie genialny, w kilku krótkich zdaniach opisze osobę autora przedstawiając go w najpiękniejszym świetle idealnego, czerwcowego, słonecznego poranka. Tymczasem jest zima i z kreatywnością u mnie słabiuśko!



19 Responses to Włóczykij 2011: Relacja

  1. Kg mówi:

    pierwszy, brawo

  2. Camaxtli mówi:

    Słyszałem, że druga leśna połowa trasy miała być trudniejsza, ale mieliście flow, więc i przygód nie było:)
    Trzy lata, trzy pudła, ciekawe swoją drogą, czy jest ktoś w Pucharze, kto też dzierży taką serię?;)

  3. Kuerti mówi:

    Kg,

    Dzięki 🙂 .

    Karol,

    Była trudniejsza – ale był flow, koncentracja, wszystkie punkty braliśmy z rozpędu, to był chyba mój najlepszy start pod względem nawigacji.

    Ładna seria, ale teraz czas powalczyć z najlepszymi setkowiczami, no nie teraz, ale na jesień na pewno 🙂 .

  4. Sabinchen mówi:

    Hm… a ja tego pasa mokradeł przed PK 26 chwilkę szukałam. W ogóle zeszło mi kilka godzin na błędach nawigacyjnych. No ale założenia przedstartowe zostały nawet zrealizowane. I przybyło mi troszkę pewności siebie :).
    A dla Ciebie gratulacje za obronienie tytułu sprzed roku i dwóch!!

  5. Paweł mówi:

    Gratulacje Grzesiek!

    A może przyjedziesz na DYMnO? To będą Mistrzostwa Polski w Pieszych Maratonach na Orientację na 50 km. Było by to ładne ukoronowanie Twoich startów w pięćdziesiątkach. Będzie pewnie bardziej wymagająca konkurencja bo przypuszczalnie i Jerzy Parzewski przyjedzie i Wojtek Wanat. To w okolicach Warszawy a z Poznania do Warszawy nie tak znowu daleko. Pomyśl 🙂

  6. Marcin mówi:

    Gratulacje dla was obu. Nawigowaliście obaj cały czas równolegle?

  7. borman mówi:

    Marcin, dzięki.
    To mój debiut, z mapą miałem mało do czynienia, nawigował Grzesiek. Ja miałem czasami przebłyski geniuszu ;), tyle. Ale cały czas miałem mapę i kompas w użyciu, analizowałem trasę – to chyba najlepsza forma nauki. Generalnie jeśli biegłbym sam, to wpadłbym w tarapaty po PK28.

    Mam w planach start w DYMnO. Chcę się sprawdzić. Zostało dużo czasu aby podciągnąć nawigację i przygotować się kondycyjnie.

  8. Guliwer555 mówi:

    Gratulacje, czas godny podziwu. Nawigacja,tylko 51km rewelacja, też tak chcę 🙂 Musieliście biec niemal idelanymi wariantami.Ja zapraszam do siebie na 50 km, obiecuję ,że nie da się zrobić trasy w
    51 km,to by było zbyt proste 😉

  9. borman mówi:

    „Musieliście biec niemal idealnymi wariantami.”
    Do PK25 praktycznie poruszaliśmy się na azymut. Zaliczyliśmy forsowanie ogrodzenia PGRu, bieg przez pola (utrzymując średnio tempo 5:20/km 🙂 ), pamiętam jak za nami gwizdali autochtoni. Biegnąc do PK23 przebiegliśmy przez prywatną posesję. Skracaliśmy drogę gdzie tylko to było możliwe. Grzesiek wyprowadzał nas na kolejne PK niemal idealnie (tak było np. przy PK27,28,29,31).

    Tempo? 🙂 Było… było intensywnie. W pewnym momencie złapałem nas na tym, że biegniemy coś w granicach 4:45/km.

    Cholera, znowu mam ten nieświadomy uśmiech na twarzy 🙂 . Uśmiech buddy.

  10. Krolisek mówi:

    Brawo Chłopaki, dobra robota!

  11. Maciek mówi:

    Witam wszystkich.
    To mój debiut tutaj, w takich imprezach w zasadzie też. I przy okazji powolny powrót do sportu po dłuuugiej przerwie.

    Miło było poznać niektórych z Was, z innymi mam nadzieję z czasem też będę miał okazję się poznać. Wystartowałem we Włóczykiju, częściowo zachęcony opisami Grześka. Wiecie – flow, loty, endorfiny… te sprawy :).

    Chłop ma wielkie szczęście, że nie miałem go pod ręką tak około 30 kilometra gdy od godziny, ubłocony od kolan w dół, pierwszy raz w życiu zupełnie po ciemku usiłowałem samodzielnie namierzyć punkt kontrolny :).

    Nie będę się rozwodził nad rajdem, są lepsi w pisaniu relacji, przejdę do rzeczy. Biegaczem jestem słabym ale sądzę, że wszystko (znowu) przede mną. Mam do Was pytanie. Mianowicie kupiłem przed rajdem Garmina 310XT i dzisiaj zacząłem analizować odczyt z trasy.
    Okazuje się, że pierwsze 30 km pokonałem na tętnach 88-98%. Wydaje mi się, że to trochę dużo. Na jakich tętnach Wy biegacie? Jak rozkładacie siły na dłuższych trasach?

    Pozdrawiam
    Maciek

  12. Kuerti mówi:

    Sabina,

    Dzięki! Tobie również należą się Wielkie Gratulacje! Piękny wynik zrobiłaś, fajnie, że biegłaś sama, to da Ci więcej niż kolejny start z kimś. Później to zaprocentuje.

    Paweł,

    Dymno.. strasznie napaliłem się na ten start, ale nie wiem czy wyrwę się z pracy. Na wiosnę/lato mam 2 mocne starty – Rzeźnik i U7D, mam dość napięty grafik i praktycznie zero wolnego, więc Dymno prawdpodobonie będę musiał odpuścić.

    Oczywiście, że chciałbym się sprawdzić w mocnej stawce zawodników, nie boję się rywalizacji.

    Marcin,

    Jak jest dwóch względnie kumatych gości, to to zawsze pomaga. Czasem zafiksujesz się tak na swoim wariancie, że nie jesteś w stanie dostrzec tego, że tak naprawdę to obok biegnie dużo lepsza ścieżka, krótsza i wygodniejsza.

    Guliwer,

    Dzięki! Tak zrobiliśmy trasę w zasadzie idealnie (nie liczę drobnych błędów, których nie da się uniknąć). Dzięki za zaproszenie, ale patrz wyżej – brak czasu 🙁 .

    Krolisek,

    Dzięki!

    Maciek,

    Witaj na PK4! 🙂 .

    😀 . Dam sobie głowę uciąć, że na mecie zapomniałeś o tych trudnościach i byłeś z siebie cholernie zadowolony 🙂 . Gdyby w czasie nie było tak ciężko, że kurwa mać 🙂 to później nie byłoby takiego zadowolenia.

    Wrzucisz swój track na http://connect.garmin.com/ – zobaczymy jak to wyglądało.

    88-98% podczas tego typu zawodów to strasznie wysokie tętno. Biegłeś na trasie? Mnie na tego typu imprezach wychodzi tętno na 75% HR MAX, wyniki podane przez Ciebie osiągam na półmaratonach, biegach na 10km, tam gdzie jest wysoka intensywność.

    Ale nie martw się! Może być tak, że po prostu masz predyspozycje do utrzymywania wysokiego tętna. Niektórzy z kolei mają w drugą stronę.

  13. Orest Tabaka mówi:

    Uwielbiam czytać Twoje relacje – tyle w nich energii. Idę pobiegać 🙂

  14. Kuerti mówi:

    Orest,

    Witaj na PK4! 🙂

    Dzięki 🙂 .

  15. Adamo mówi:

    Gratulacje,

    Grzeskowi powinni dac puchar Wloczykija na stale i wprowadzic 2 letnia karencje w startach 😉
    Swietnie tez czytac tekst bez zadnego marudzenia 🙂

    Co do dlugosci trasy to podobno specjalnie trasa byla lekko niedomierzona aby nie wyszlo mocno ponad 50 km :). Podobno 49km bylo zmierzone przez Organizatora. A to dlatego ze w poprzednich latach zawsze wychodzilo zdecydowanie wiecej niz zakladali Organizatorzy.
    Ale ekipa, ktora tez nie zrobila bledow
    miala 54km
    http://ekotrendy.pl/sport/wloczykij-2011-bawelna-jest-nasza
    Czyli ja zrobilem okolo 60km 🙂
    Popelniajac dwa ale glupie bledy ale za to drogo kosztujace. 30 min szukajac PK27 (absurd) i lecac daleeeeko za PK29
    Dziwne to jest ale myslalem, ze formy fizycznej nie bedzie a nawigacja bedzie OK a wyszlo akurat na odwrot choc w zasadzie tylko na dwoch PK.

    Co do czekania na start to bylo dobijajace.
    Zostalem w GDK, wiekszosc znajomych pojechala do Bani a w Baniach na szybkiego cos przegryzalem bo juz czulem jak mnie ssie. A w domu odmowilem sobie schabowego 😉 Naciskajmy wiec za rok na Organizatorow.

    A jako stary Gryfiniak nie musze juz chyba polecac na przyszly rok urokliwej dziczy i polodowcowych krajobrazow.

    -> MACIEK
    Czesto nasze HRmax (pewnie ze wzoru 220-wiek) nie ma nic wspolnego z tym prawdziwym
    http://bieganie.pl/?show=1&cat=15&id=411
    Inna rzecz to progi wysilku sa zwiazanie z tetnem ale u kazdego wygladac moze to inaczej.
    http://bieganie.pl/?cat=15&id=132&show=1
    http://bieganie.pl/?cat=16&id=114&show=1
    http://bieganie.pl/?cat=16&id=711&show=1

    A i tak Noakes swoje wie 🙂

  16. Maciek mówi:

    Kuerti
    Nie będę zaśmiecał bloga bo nie ma czego pokazywać. Wystarczy, że zamiast w Gajkach wyszedłem w Bartkowie 🙂

    Adamo
    3 minuty! W przyszłym roku jak się dowiem do czego służy kompas to zobaczysz 🙂

    HR max: 80-98% – źle wpisałem. Po prostu moja kondycja jest w takiej a nie innej postaci 🙂

  17. Adamo mówi:

    Maciek,

    Tak myslalem, ze tutaj Ty to Ty :). Wpierw mnie oszukales co do Twojej formy swoimi 90 kilogramami pozornej nadwagi a pozniej pedziles jak maly samochodzik. Co do nawigacji to nie martw sie 😉
    Ja w tym roku wlasnie mialem nie popelniac bledow a wyszlo jak wyszlo-poczytaj krotka relacje na forum wloczykija (Ryjek).
    Napisz tam na PW to troche info na temat HRmax itp przekaze.
    Dwa lata temu tez o rzut kamieniem ogralismy naszego zasluzonego w srednim wieku 😉 gryfinskiego Wloczykija ktory w tym roku zrobil mocne 17 godzin na 100km
    Wazna wskazowka bedzie Twoje srednie tetno z calej trasy i jego % w stosunku do HRmax.
    Wyjdzie pewnie cos kolo 155-160
    Cieszy mnie, ze za pare lat Gryfino stanie sie zaglebiem rajdowcow niczym Wisla dla skoczkow narciarskich 😉

    Sorry Kuerti za prywate – juz nie smiece

  18. selin mówi:

    Gratulacje !! ;))

  19. Kuerti mówi:

    Selin,

    Witaj na PK4 i dzięki 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Back to Top ↑
  • TUTAJ PRACUJĘ

  • FACEBOOK

  • OSTATNIE KOMENTARZE

    • Avatar użytkownikabeautifulbabyshowerinvitations First, we have to keep in mind, the purpose of the law Ideally, I do understand the psychological aspects of... – WIĘCEJ
    • Avatar użytkownikapurplebabyshowerinvitations.com Are these those experimental ones that keep going missing? – WIĘCEJ
    • Avatar użytkownikaTears of Time I visit every day some websites and blogs to read content, however this web site offers feature based writing. – WIĘCEJ
    • Avatar użytkownikaGrzesiek Łazarz Ładowanie strony trwa bardzo długo... – WIĘCEJ
    • Older »
  • INSTAGRAM

    • Bunkry s i jest fajnie  trailrunning mountains karkonosze runninghellip
    • Zimowy Ultramaraton Karkonoski ju za trzy tygodnie! A tymczasem kolejnyhellip
    • Jak mija Wam majwka?  Pogoda dopisuje? nbrteam buja sihellip
    • Kierownik wrci po dwch latach na t sam tras cortinatrailhellip
    • Ju za kilka godzin pmaratoskie kombo poznan warszawa NorBeRt yczyhellip
    • nbrteam zbiera siy na jutrzejszy zimowyultramaratonkarkonoski Jutro 53 km pohellip
  • ARCHIWA