Kuertiego przypadki no image

Opublikowany 18 września 2008 | autor Grzegorz Łuczko

88

Przed bardzo długim spacerem…

Śmiać mi się chce. To niebywałe, ale naprawdę nie mogę pozbyć się tego natrętnego uśmieszku z twarzy. Teoretycznie powinienem rozpaczać, a przynajmniej do niedawna właśnie tak by było, a teraz nic. Spokój i optymizm, no z lekką szczyptą niepewności, ale to tylko po to, żeby cała ta sytuacja nie wydała się nazbyt mdła. W piątek wieczorem ruszę na trasę Przejścia dookoła Kotliny Jeleniogórskiej z zamiarem pokonania całego dystansu w 24 godziny, to nic, że od prawie 3 tygodni moja forma zjeżdza po równi pochyłej, to nic, że nadal czuję się słabo i wreszcie, to nic, że nawet gdybym był w formie to pokonanie 145 kilometrów w górskim terenie poniżej 24 godzin to cholernie ambitne zadanie. Mimo to podejmuję się próby!

Szaleństwo? Może, ale dobrze mi z tym moim szaleństwem. Nie mam pojęcia, w którym momencie pojawiła się ta subtelna zmiana w moim podejściu do podejmowania kolejnych wyzwań. Może legendarna już dla mnie Rumunia? Pokonanie siebie i droga w nieznane, tak to mogło mnie „przełamać”. Może tatrzańska przygoda z lipca? Albo kolejna przerwa w treningach, może właśnie to jest to, kolejna przerwa, złość, rozczarowanie i w końcu coś pękło. Shit happens, pamiętacie? Otóż to, plan się zawalił. Najpierw bardzo mocno mnie to wkurzyło, no bo jak to, 3 miesiące przygotowań na nic? Jak to tak?! Najpierw złość, później rozczarowanie. Ale co zrobię? Stało się, mówi się trudno. Miałbym zrezygnować? Co niby to miałoby mi dać? Nic.

Kompletnie nic. Chyba złapałem dystans do całej sytuacji, do tych wszystkich rypnięć, które prędzej czy później nas dopadają. Psy szczekają a karawana jedzie dalej. Psy to problemy, a karawana to ja. Jadę więc dalej, rajdy są fajne, więc co się denerwować? A że przepadły być może moje marzenia i nadzieje na jakiś konkretny czas? Nic nie poradzę. W jednej z mądrych książek wyczytałem pewną ciekawą rzecz o kręgach zainteresowania i kręgach wpływu. Ta przerwa w treningu i dramatyczny spadek formy to krąg zainteresowania, teraz już nic z tym nie zrobię, nie obchodzi mnie więc to. Moim kręgiem wpływu jest natomiast moja postawa wobec tej sytuacji. Stany mentalne można dość swobodne modelować – i to chyba najrozsądniejsza rzecz jaką mogę zrobić teraz – pozytywnie nastawić się przed piątkiem.

Nie wiem czym dla Was są te 24 godziny i 145 kilometrów. Zresztą to nieistotne. To moje wyzwanie, nieobchodzi mnie to czy ktoś byłby w stanie zrobić to w 20 godzin czy potrzebuje dwie doby, to nie moja działka. Ja koncentruję się na 24 godzinach, 1440 minutach, 86400 pieprzonych sekundach, w których muszę, chcę się zmieścić. Pomyślałem sobie, że ten start to będzie dobre podsumowanie ostatnich 5 lat, przez które zajmowałem się tematem adventure. Egzamin maturalny z rajdowego liceum. Trudny teren, ogromny dystans i wyśrubowany limit czasu… Tylko czemu to wydaje się takie, hmm.. niemożliwe? Nierealne?

Formy nie ma. Jest jakieś tam doświadczenie i wiara, nikła wiara w końcowy sukces… Nie wiem czy to nie za mało. Może rzucam się na coś niemożliwego, przynajmniej dla mnie. Ciężko staje się na linii startu z przeświadczeniem, że przecież i tak przyjdzie taki moment, że będziesz miał dość. Mięśnie wyprute wielogodzinnym wysiłkiem zaczną się buntować, wreszcie przyjdzie taki moment, w którym skasuje stopy, a wtedy będę mógł tylko gorzko zapłakać. Pozostanie mi zaciśnięcie zębów i wiara we własną silną wolę, która doprowadzi mnie do mety. Ciężko będzie mi stanąć na linii startu spodziewając się tych wszystkich rzeczy. Mam świadomość, że moje założenie jest zbyt naiwne, ale przecież nie urwałem się z choinki, startowałem już nie raz, wiem co mnie czeka, musi być więc jakiś promyczek nadziei, inaczej nie marzyłbym o takim czasie…

Widzę więc dla siebie szansę. Chciałbym zamknąć furtkę z napisem „rezygnacja”, ale nie jestem w stanie obiecać Wam, że tak się nie stanie… Zresztą, kto z Was złożyłby takie przyrzeczenie? Tak łatwo, można coś napisać na klawiaturze, przecież to nic nie kosztuje, ale później, na zawodach, gdy przyjdzie ciężka chwila.. To nie jest, nie jest łatwe. Zdaję sobie z tego sprawę, mogę złożyć osobiste przyrzeczenie o walce do końca, ale Wam nie mogę obiecać niczego. Prowadzenie bloga to w pewnym sensie stawianie siebie na świeczniku, przyznam się, że lubię gdy ktoś opisuje to, co dzieje się z nim w środku, co czuje i o czym myśli w chwilach słabości. Tylko dlaczego tak trudno o tym pisać? To jest jeden z tych momentów, w których zastanawiam się czy warto było napisać to wszystko, czy warto było zdradzać moje rozterki? Zwłaszcza, że cel jest mało prawdopodobny, wręcz dziecinnie naiwny.

Podobne wątpliwości ogarnęły mnie przed wyjazdem do Rumunii. Napisałem wtedy: „Być może jest coś żałosnego w tym wyznaniu słabeusza. Być może… Jednak jeśli moja wyprawa uda się, cokolwiek to znaczy, to czy to nie będzie kapitalna wiadomość? Skoro taki słabeusz jak ja może, to każdemu się uda! Spełniajmy marzenia! Ja za 4 godziny zacznę spełniać jedno z moich marzeń…”. Wtedy się udało. Teraz.. teraz, no kurczę, chyba nie, chyba nie… Może faktycznie ta poprzeczka wisi za wysoko, im dłużej stukam w te klawisze tym większa niepewność mnie ogarnia, ale zostawmy to. Pisałem niedawno o wielkiej próbie, o podejmowaniu wielkich wyzwań, o napinaniu struny i czekaniu aż pęknie… O szukaniu miejsca, za którym już nic nie ma. No i ja w to naprawdę wierzę! Chciałbym żeby to nie była tylko czcza gadanina ale pewien styl życia, życia w rytmie adventure. No i stąd ta Rumunia, przełamanie pewnych barier, no i teraz to Przejście. Zmiana nastawienia. Praktyczny kurs nauki mówienia „a dlaczego by nie?!” zamiast „to niemożliwe”. I nawet jeśli się nie uda, to co? Przynajmniej spróbuje, będę wiedział co poprawić następnym razem, zaatakuję więc te 24 godziny! Jeśli spadać, to tylko z wysokiego konia!

Trzymajcie kciuki za mnie i za Was samych!

PS. Chyba pierwszy raz przed startem opisałem tak dokładnie moje oczekiwania względem końcowego wyniku, wcześniej bałem się jasno deklarować to, co chcę osiągnąć, teraz też się boję 😉 . Może jeszcze bardziej, bo cel zaiste jest szalony…


O autorze

Tu pojawi się kiedyś jakiś błyskotliwy tekst. Będzie genialny, w kilku krótkich zdaniach opisze osobę autora przedstawiając go w najpiękniejszym świetle idealnego, czerwcowego, słonecznego poranka. Tymczasem jest zima i z kreatywnością u mnie słabiuśko!



88 Responses to Przed bardzo długim spacerem…

  1. Ragnarokk mówi:

    Heh, ja mam optymistyczny plan, aby w 44h się wyrobić 🙂

    Ale przede wszystkim planuję wziąć udział we wspaniałej przygodzie. Pozdrawiam i może się spotkamy jutro! 🙂

  2. faba mówi:

    Ostatnio dzień w dzień wchodze na whereskarl.com i się zastanawiam, jakim sposobem koleś daje rady codziennie walnąc 60-100km z buta w górach. I to trwa już ponad 40 dni! Miał tam po drodze „mały” defekt ale nie o to chodzi. Chodzi o to że Karl ma najprawdopodobniej wyłączone w mózgu jedno NIE więcej. I częściej sentencje w stylu „To NIE jest możliwe” on zamienia na „To jest możliwe”. Wiadomo że kondycja, doświadczenie etc. dużo mu pomagają. Ale pewnie bardziej jego pancerna – jak można się spodziewać – psychika.

    Może zadziała też w piątek mechanizm podnoszenia poprzeczki. Walnąłem już 100 w 18h to walne i 144 w 24h. Co nie Kuerti? ;D

    Podsumowujac – IMO dasz rady. I mam nadzieję że dzięki temu coś Ci tam przeskoczy i będzie jedno NIE mniej. Czekam zatem na ciekawą relacje i trzymam kciuki!

    PS. Pamietaj o żarciu i płynach – odwodnienie i brak węglowodanów to może być twój największy wróg.

  3. robert59 mówi:

    Trzymam kciuki za Ciebie i za siebie :-). Ciągle mam nadzieję, że się spotkamy w sensie odwirtualnimy.

  4. Pankins mówi:

    Kuerti
    Jeżeli Ci to pomoże to powiem tylko że zrobienie 145 km nie jest szaleństwem. Nigdy w życiu naraz tyle nie zrobiłem ale ten sport zaczyna mnie wciągać dość mocno i już dość dużo o nim wiem. Niektórzy mogą podważać moja słowa ale ja i tak zdania nie zmienie. Przejście Kotliny Jeleniogórskiej w 24 godziny jest realne i możliwe.
    Osobiscie mocno trzymam kciuki i wierze że Ci się uda pomimo że w tym roku bedzie to jeszcze bardziej ciężkie z powodu pogody. Życze wszystkim startującym dotrwania do końca i mam nadzieje że w przysżłym roku się spotkamy. W tym roku wiek jeszcze mi nie pozwolił na wzięcie udziału.

  5. Paweł mówi:

    Grzesiek,

    Jestem trochę zaskoczony. Myślałem, że będziesz chciał tylko przejść. A tymczasem czytam o 24 godzinach. Kurdę, moim zdaniem cel bardzo, bardzo ambitny. Poprzeczkę powiesiłeś cholernie wysoko. Nie wiem, może przesadzam, patrzę na to ze swojego punktu widzenia i wytrenowania. Sobie nie dawał bym szans na zrobienie 145 km po górach w 24 h ale Ty może dasz radę. Trzymam kciuki ale szczerze mówiąc….

    No nic, nic nie będę mówił. Poczekajmy, zobaczymy. Jestem bardzo ciekaw wrażeń, czekam na relację.

  6. Yanek mówi:

    Ja w przeciwieństwie do Pankinsa nie daję Kuertiemu żadnych szans. Jest cienki, zdecydowanie przereklamowany, zamiast trenować pisze blogi, gdzie mu tam do 145 kilometrów, może 14 i pół kilometra to i owszem, czemu nie ? Po pierwsze zgubi się zaraz po starcie na rozwidleniu szlaków i będzie po sprawie, poza tym o 19:30 zacznie go brać senność i odpuści przy pierwszej nadarzającej się okazji przespania się w ciepłym łóżku. I nie pomogą mu nawet doskonałe warunki pogodowe ( nie jest za ciepło ), bo do takich dystansów to trzeba mieć charakter, wiem bo kiedyś szliśmy ze szwagrem na działkę i wcale tak blisko nie było.
    Ale kciuki trzymam 😉

  7. sebas mówi:

    Apropos tego istotnego zdania, ktore napisales : Chciałbym zamknąć furtkę z napisem “rezygnacja”

    Tym razem chyba nie masz potrzeby niczego udowadniac w swietle ostatnich startow/wypadow. Walcz dla wlasnej satysfakcji, dystans jest abstrakcyjny, zakladany czas to z-y-l-e-t-a 😉 powodzenia!

  8. Mickey mówi:

    Powodzenia, trzymam kciuki!

  9. Marta mówi:

    Kuerti powodzenia!
    ja się na listę startową Przejścia nie załapałam… i całe szczęście 😉 bo jak sobie pomyślę o tych 145km to słabo mi się robi 😀 ale Ty sobie poradzisz

    M.

  10. Paweł mówi:

    Przydała by się relacja live… Do niedzieli daleko, pewnie wyniki będą dopiero w poniedziałek:(

  11. Yanek mówi:

    O 12:30 rozmawiałem z Grześkiem – będzie coś w rodzaju relacji live. Umówiłem się z Grześkiem na telefony i sms-y, kto chce znać ostatnie wieści z trasy może od czasu do czasu tu zaglądać, relacje będę wpisywać po prostu tutaj, w komentarzach.
    Grzesiek oczywiście zaczął rozmowę od tego że jest bez formy 😉 ! Jest już w Szklarskiej, dojechał na miejsce pociągiem. Start o 20:00, jeszcze przed ósmą postaram się przekazać jego ostatnie wrażenia przed startem.
    Mam nadzieję że taka świadomość bycia obserwowanym przez miliony 😉 dodatkowo Grześka zmotywuje.

  12. Pawel mówi:

    Super! czekamy zatem na wieści z trasy

  13. sebas mówi:

    bedzie ciekawie, miazdzacy dystans. waznie, ze nie powinno byc zbyt duzo H2O na trasie, teoretycznie ma nie lac

  14. Yanek mówi:

    Wiadomości od Grzśka z godz. 18:50 ( będę się starać możliwie najwierniej odtwarzać rozmowy telefoniczne ):
    „Jestem w bazie, która mieści sie pod gołym niebem, na terenie amfiteatru. Pogoda jest fajna, jest rześko, niebo zachmurzone, ale ponoć nie ma padać. Podobno na Śnieżce panują dość ostre warunki – leży śnieg i wieje silny wiatr, ale tego po zaprawie na Bergsonie się nie boję”.
    „Na pytanie o formę odpowiedź uzyskam po pierwszym odcinku, po Karkonoszach.”
    „Towarzystwo zdecydowanie bardziej turystyczne niż adventurowe, choć na liście startowej jest kilku harpaganów, jak Michał Jedroszkowiak, który zwyciężył na Wielkopolskiej Szybkiej Setce, czy Rocha, który był drugi. Obu stać na to by połamać 24 godziny, ale nie wiadomo jaką przyjmą taktykę, zobaczymy.”
    „Mam numer startowy 156. Zdecydowałem się biec sam.”
    Umówiliśmy się że Grzesiek będzie przesyłał sms-y z ważniejszych , charakterystycznych punktów na trasie. Dzięki temu będziemy mieć wiedzę „where is Kuerti” niemalże w czasie rzeczywistym. Postaram się bez zwłoki wpisywać nowe informacje.
    „Przerwę technologiczną” przewiduję na godz. 2:00 – 7:00.

  15. Paweł mówi:

    Super! Dzięki Yanek za wieści z trasy.

    Grzesiek,

    Nie daj się zarżnąć zbyt szybkim tempem na początku!

    p.s. najciekawsze będą wrażenia z odcinka pomiędzy 100 a 145 km:)

  16. Yanek mówi:

    21:02 rozmowa z Grześkiem :
    „Jestem juz za Szrenicą, na razie cały czas podejście więc trudno rozwinąć jakąś konkretną prędkość. Pogoda zła, silny wiatr, widoczność na jakies trzy metry…”. Niestety, nie tylko widoczność jest zła, nie ma też chyba zasięgu bo rozmowa się urwała.

  17. faba mówi:

    No te rejony to jedna wielka chmura i pizgawka prawie non stop. I jak za Szrenicą to prawie cały czas będzie teraz miał po płaskim zasadniczo.

    Całkiem przyjemnie się kibicuje z domu. Gorzej gdy popatrze na meteo.pl, za okno i pomyśle co On tam teraz ma. No nic trzymam kciuki dalej i wielkie dzieki za relacje ;D

  18. Yanek mówi:

    22:38 Fatalna łaczność, usłyszałem tylko „Nie pada, ale taka mgła że dalej niż półtora metra nic nie widać. Byle tylko ta noc się skończyła”.

  19. Yanek mówi:

    Próbuję dzwonić, ale bez skutku. Nie chcę też być zbyt uciążliwy – jak Grzesiek prowadził transmisję ze Skorpiona czy z Kieratu to miał kilku korespondentów, więc z każdym z nich kontaktował się raz na kilka godzin, co im pewnie nie przeszkadzało. Ale my mamy tylko jednego korespondenta, więc nie chcę go za szybko zamęczyć 😉

  20. Yanek mówi:

    22:57 Gdzie jesteś ? „Kilkanaście minut temu minąłem schronisko Odrodzenie.” Zapytałem czy jest błoto i czy biegnie. „Tu jest bardzo kamieniście więc błoto nie przeszkadza. Idę. Po pierwsze moja forma…”. Koniec łączności…

  21. Yanek mówi:

    O 23:05 wysłałem do Grześka sms-a, jeszcze nie został doręczony. Myślę że z czystym sumieniem mogę zakończyć nadawanie na dzisiaj i zaprosić licznie zgromadzoną publiczność na jutro rano. Odłóżmy trąbki, szaliki, transparenty i flagi, udajmy się na zasłużony wypoczynek a jutro od rana kibicujmy Grześkowi na pk4.pl. 🙂
    PS. Oczywiście gdyby coś się jeszcze za chwilę pojawiło to wrzucę tu niezwłocznie.

  22. Yanek mówi:

    Przed chwilą pierwszy raz w życiu rozmawiałem przez komórkę stojąc pod prysznicem… Grzesiek zadzwonił dwadzieścia minut po północy, oczywiście połączenie trwało tradycyjnie już kilkanaście sekund 🙁 .
    „jestesmy pod Śnieżką, warunki tragiczne, niesamowicie wieje. Idziemy razem z Irkiem ( ? imienia nie jestem pewien, mogłem coś przekręcić ), ktoś jest czterdziesci minut przed nami” ( koniec połączenia ).
    Wygląda na to że ułomność telefonii komórkowej nie pozwoli na prowadzenie transmisji, na coś wiecej poza szczątkowymi informacjami.
    Z drugiej strony pokonanie 145 km w 24 godzin to baaaardzo przedłużony sprint. Grzesiek walczy z sekundami, nie ma w tym przypadku czasu na pogaduszki, wstukiwanie w ciemnościach sms-ów, a zwłaszcza na mozolne próby uzyskania połączenia.
    Nic to, próbować trzeba, spróbuję zadzwonić do niego rano.

  23. Yanek mówi:

    Dzień Dobry ( i połączenie w końcu także dobre !). Grzesiek: „Jestem w Janowicach Wiekich, ostatnim punktem kontrolnym była Różanka. Usłyszałem tam że to siedemdziesiąty kilometr, ale nie chce mi sie wierzyć, moim zdaniem bardziej sześćdziesiąty. Trochę przeszkadza własnie ten brak informacji o odległościach. Noc była ciężka, od pierwszej zacząłem odczuwac senność, yłem jakiś przytłumiony. Myślę że daje sie we znaki ostatnie pół roku, kiedy dużo pracowałem i tak naprawdę nie miałem się kiedy porządnie wyspać. Ale zaczął się dzień, dzień dodaje dużo sił i teraz jest w porządku. Próbowałem trochę podbiegać, ale jak sobie pomyślę o dystansie który jeszcze pozostał do przebycia to się odechciewa biegania 🙂 . Przed około godziną byliśmy w punkcie na Wołku, ludzie z obsługi przyszli tam jakieś dwadzieścia minut przed nami. Wiem że przed nami idą cztery osoby, ale straty nie znam, na pewno więcej niż dwadzieścia minut skoro obsługa z Wołka ich nie widziała, przeszli przed przybyciem organizatorów na punkt.” ( Rozmowa z godz. 7:05 )

  24. Yanek mówi:

    Musiałem coś pokręcić z tą Rózanką, mea culpa bo nie zapisałem dobrze. Różanka jest NASTĘPNYM punktem po Janowicach Wielkich. Grzesiek mówił też że wiatr się uspokił i w porównaniu do warunków z nocy to teraz panuje komfort termiczny.

  25. Yanek mówi:

    SMS z godz. 8:45 : :Ide z Wirkiem. Bylismy na Rozance po 12h. Ponoc 62 km. Mialo byc jedzenie, ale nie zdazyli przywiezc ! Batony pale juz w chwile i dalej jestem glodny :-). Jest chyba cieplo. No i na razie ok. Oby do setki!”.
    Wiedziałem, ze coś pokręciłem z tym „Irkiem” !Odesłałem Grześkowi motywująco-pocieszającego sms-a, ale jedzienia to mu nie zastąpi. Dla mnie ten brak obiecanego jedzenia to „lekka” porażka. W końcu 145 km to nie wycieczka zakładowa na grzyby, każdy normalny uwzględnia taki punkt z jedzeniem pakujac swój plecak… Zaskakujące, zwłaszcza gdy organizatorem jest GOPR, który najlepiej wie co oznacza nieprzygotowany turysta w górach.

  26. Paweł mówi:

    No nieźle, pogoda się poprawiła, może będzie ok. Grzesiek o kryzysie coś nic nie wspomina czyli chyba jest całkiem dobrze. No ale zobaczymy po setce.

  27. Yanek mówi:

    10:40, rozmowa telefoniczna : „Jesteśmy z Wirkiem ok. 77 kilometra, pogoda w porządku. Idziemy, czasem przeradza się to w świński trucht, musi to zabawnie wyglądać 🙂 . Wirek jest „miejscowy”, zna świetnie te szlaki wiec odpada mi zastanawianie sie nad oznakowaniem drogi. Fizycznie czuje się dobrze, coś tam powoli tworzy się na stopach, jakieś małe bąbelki :). Na Okolu, a będziemy tam za jakieś 30-40 minut, zdejmę buty, to się zobaczy. Mam na nogach Salomony, a w rezerwie „najki”, Salomony bardzo dobrze się spisują, choć dotychczas biegłem w nich tylko raz. Organizatorzy stanęli na wysokości zadania i przywieźli nam zaległe jedzonko na Okole, już dzwonili że czekają na nas. Czyli nie można narzekać, full service ! Ogólnie wszystko w porządku, tylko psychicznie rozwala mnie myśl o tych siedemdziesięciu kilometrach do przebycia.” – zakończył Grzesiek, ale mówiąc te ostatnie słowa śmiał się, więc moim zdaniem z jego psychą nie jest wcale tak źle.

  28. sebas mówi:

    po 70km miec jeszcze 70km do mety… wszystko z buta… 😉

  29. sebas mówi:

    czyli w 14.5 Kuerti myknal 77km (sr ~ 5.3km/h)

  30. Yanek mówi:

    SMS z 12:05 : „Kurwa mać :-). 20 minut w plecki, kółeczko zrobiliśmy. Ale humor dopisuje, makaron prima sort, no i nowe butki na nogach :). Oby do setki. Będzie tylko 50 km.”

  31. Yanek mówi:

    SMS z 13:15 – „Mijamy Chrośnice. Wtopy było jednak na 40 min., szkoda. Robi się coraz bardziej tępo, nudnie, monotonnie i takie tam. Czas zamienić się w robota. Byle do Perły Zachodu.”

  32. Petro mówi:

    Rozmawiałem właśnie z Kuertim, są chyba gdzieś koło Jeżowa. Mało biegną, głównie idą razem z Wirkiem. Kuerti ma nadzieje, że już do końca dotrą razem. Nogi wciąż spoko. Nasz bohater wydaje się lekko zgnębiony wizją kolejnych kilometrów.

  33. Yanek mówi:

    Ja mam ostatnie wieści z godziny 14:55, nie mogłem wcześniej ich podać ze względu na mojego psa, któremu o tej porze w soboty należy się długi spacer po lesie 🙂 .
    A jak myślicie, co o tej porze robili Kuerti i Wirek ? Statystyczny Polak w soboty po południu robi tzw. „siopping”, czyli buszuje po sklepach. I tu niespodzianka : otóż nasi koledzy niczym nie róznią się od statystycznego Polaka ! My tu nerwowo spoglądamy na zegarki, a oni spokojnie oddają się przyjemności zakupów w Jeżowie Sudeckim !
    Grzesiek ( w tle dźwiękowym słychać przejżdżające samochody ) : „Zostało nam jeszcze 50 kilometrów, zrobimy tu jakieś zakupy i ruszamy dalej. Najgorze są długie odcinki między punktami, na których nic się nie dzieje. Jeśli punkty są gęsto to jakoś łatwiej się idzie. Wirek, tu wchodzimy, w tym sklepie jeszcze nie byliśmy 😉 „. Na pytanie o meritum, czyli o to czy dojdą Grzesiek odpowiedział : „Wirek na pewno, a ja to zobaczymy :)”. Umówiłem się na telefon po zakupach, jest 17:10 ale jak widać nadal coś kupują, pewnie jakieś fajne promocje są.

  34. Yanek mówi:

    A jednak idą ! SMS z godz. 17:30 : „Jesteśmy w Goduszynie. Idzie nieźle, nic nie boli za mocno 🙂 . Tylko stopy rosną jak na drożdżach i zrobiło się dość ciepło, albo to my tak parujemy 🙂 .

  35. Yanek mówi:

    SMS z godz. 18:45 – „W Wojcieszycach. W lesie beznadzieja, trasa słabo oznaczona, trochę minut w plecy. Coś czuję że noc będzie ciekawa…”

  36. Yanek mówi:

    Już wiadomo że Grzesiek nie przeskoczy poprzeczki zawieszonej niewyobrażalnie wysoko. Właściwie już rano coś w tym temacie przebąkiwał, ale zignorowałem ten fragment jego wypowiedzi, bo on najczęsciej zaczyna od tego że forma nie ta itp. :). Chętnie się zamienię na „nie tą” formę, oferując w zamian swoją własną :). Ale miał rację, „plan 24 h” się nie powiódł. Sam zanalizuje na pewno każdy detal, tak jak to robi po każdej swojej eskapadzie. Teraz już tylko trzymam kciuki żeby po prostu doszli, będziemy nadawać na pk4.pl do samej Szklarskiej.
    PS. Napisałem mu SMS-a w którym zadeklarowałem pobiegać trochę wieczorem po schodach w wieżowcu w geście solidarności. Oto odpowiedź Grześka : „Ja po Przejściu nawet po bułki 200 m od domu samochodem jeździć będę 🙂 „

  37. Yanek mówi:

    20:55 – przed sekundą skończyłem rozmawiać z Grześkiem. Idzie sam, Wirek postanowił chwilę pospać. Plan jest taki że Wirek dogoni Kuertiego na trasie. „Jak będzie trzeba to na niego poczekam. Szliśmy prawie cały czas razem więc tak pasuje skończyć. A nie chciałem na siłę odpoczywać, bo to działa wręcz odwrotnie. Czuję się bardzo dobrze, tylko te cholerne stopy strzasznie spuchły, zaczynają sie nie mieścić w butach, choć ubrałem o wiele za duże. A poza tym żadnych dolegliwości, żadnych środków farmakologicznych…Zbliżam się do Zakrętu Śmierci. Do mety mam niecałe 30 km. Z przodu są trzy osoby : Radek Rój, Artur Wójcik i jeszcze ktoś. Czołówka się ustabilizowała, nikogo nie wyprzedzam, ani nikt mnie nie dogania. Problem zacznie się o czwartej nad ranem, nie ma żadnej bazy w Szklarskiej oprócz tej „pod chmurką”, trzeba będzie gdzieś się podziać.”
    Umówiliśmy się na telefon ok. północy.

  38. Faalka mówi:

    Kuerti – trzymaj się. Powodzenia!

  39. Paweł mówi:

    Dojdzie na pewno. 24 godzin nie złamał ale i tak będzie miał bardzo dobry czas i miejsce.

    p.s. ciekawe jaki dystans wybiegania zaplanował Grzesiek na poniedziałek:)

  40. Paweł mówi:

    p.s. Ciekawe gdzie Michał Jędroszkowiak…

  41. Petro mówi:

    Właśnie rozmawiałem z Kuertim, jest gdzieś pod Wysokim Kamieniem, idzie/czeka na Wirka. Kazałem mu docisnąć na finiszu. Wykręca się, mówi że mu stopy urosły nieco, no i chce kończyś razem z Wirkiem, więc nie wie jeszcze jak to będzie.

  42. Kazig mówi:

    Ja tam bym się nie bawił w jakieś zabawy z czekaniem, to nie jest dobre dla tempa i psychy

  43. Yanek mówi:

    SMS 22:25 – „Nadal sobie wolno maszeruję czekając na Wirka. Mgła, mało co widać, ale ile wyobrazić można 🙂 . Dobrze się czuję, cjhoć senność mnie ogarnia. Piszę poprawnie, więc forma jest! 🙂 .”

  44. Petro mówi:

    Kazig, też uważam, że powinien już teraz dociskać i finiszować, nie czekając. Jak rozmawialiśmy przed startem to zgadzał się, że na trasie powinien lecieć swoim tempem i nie bawić się w jakieś kolegowanie się z innymi, ale jak widać zmieniła mu się perspektywa 😉

  45. Petro mówi:

    EDIT:
    Zadzwoniłem do Grześka, żeby go pogonić i powiedzieć, że Obi Wan Kazig każe mu biec, a jak Kazig każe, to biec trzeba, ale okazało się, że Kuerti poczuł wiadomość od mistrza telepatycznie i już biegnie. Czuje się zadziwiająco dobrze, jedyny problem, to słaba widoczność. Zaraz mu się zacznie lepsza droga, więc powinno być git.

  46. Kazig mówi:

    Powiedz mu, żeby się tam streszczał, bo nie zamierzam dla gościa nocki zarywać 😉 Wypatruje wesołego procentowego raportu z mety 🙂 oglądając w międzyczasie dla ukojenia emocji – pornole 😉 Pozdrawiam

  47. Petro mówi:

    Kuerti mówi, ze za jakąś godzinkę powinien byc na mecie. Liderzy są tam juz zapewne od jakiegos czasu (co, gdzie i jak – nie wiadomo). Grzesiek czuje się świetnie, biegnie cały czas, mówi że chyba już się nie będzie zatrzymywał, tylko wraca biegiem na Wolin. Dziwi się sam sobie, że jest w tak dobrej formie, wniosek – będzie pewnie potem zrzędził, że miał rezerwę i nie wykorzystał potencjału.
    Kazig – jesteś perwersem. Jak możesz oglądać pornosy i jednocześnie myśleć o biegnącym i spoconym Grześku?

  48. Yanek mówi:

    To już ostatnia relacja z trasy, którą za moim pośrednictwem przekazuje Grzesiek. Dostał jakiegoś niesamowitego powera! „Nie wiem czy skończę…” – zaczął Grzesiek, a mnie zamurowało ! Na szczeście po tym katastroficznym wstępie kontynuował : „Biegnę, jestem przed Jakuszycami, a stamtąd to już rzut beretem. Nie wiem czy skończę na tych 145 kilometrach, może pobiegnę do Wolina 🙂 !”. Nastrój Grześka jest rewelacyjny, słychać że rozsadza go emergia. Nawet jeśli padnie jak Filipides tuż za linią mety ma leżąc wstukać SMS-a z wiadomością o ukończeniu 🙂 , tak obiecał ! Dzięki wszystkim którzy czytali to co Grzesiek chciał przekazać z trasy, miło mi było spełnić rolę przekaźnika 🙂

  49. Kazig mówi:

    Dzięki Yanek i Petro

  50. faba mówi:

    No rispekt za te komentarze z pola boju 😉

  51. Petro mówi:

    Kuertiemu tak się spodobało na trasie, że postanowił sobie przedłużyć tę przyjemność i nieco się pogubił. W tle słychać ujadające wilki i złowieszczy szum drzew. Sam Kuerti jest podejrzanie nakręcony. Przypuszczam, że chłopak po prostu łyknął jakiegoś koksa 😉

  52. Petro mówi:

    Kuerti jest już na mecie. Sam.
    Dosłownie. Na mecie nie ma nikogo. To, że nie ma kibiców nie dziwi, ale że nie ma żadnej obsługi… Na goprowskiej imprezie…
    Pomijając ten smutny akcent jest wesoło, bo Kuerti jest tak nakręcony, że nie wie co ze sobą zrobić. Zastanawia się, czy nie pójść pobiegać.

    A więc nabiegał 30h w dobrym zdrowiu i humorze. Gratulacje! Teraz bohater dziękuje wszystkim kibicom, którzy wspierali go duchowo na trasie. Przez sen powspierajmy go jeszcze, żeby doczekał jakoś do swojego pociągu, którym pomknie rano w rodzime strony, by żyć długo i szczęśliwie.
    FIN/KONEC/THE END.

  53. Kazig mówi:

    Niech idzie do Gopru, albo poczeka na mecie na kogoś, w dwójkę raźniej, albo Szrenica 😉

  54. blas mówi:

    big szacun. brak słów…
    gdzie można poczytac o wyposazeniu i treningu Grzeska? 😉

  55. Yanek mówi:

    SMS : „META! 29:57. GODZINA NA KOŃCU DO URWANIA, ALE BŁĘDY, BŁĘDY. MAM MOC, MÓGŁBYM JESZCZE TYCH KM ZROBIĆ 🙂 „.
    Grzesiek gratulacje ! Czas byłby jeszcze lepszy, i to o dobre „naście”, a może nawet „dziesiąt” minut, gdyby odjąć czas, który poświęciłeś na dostarczanie info do relacji.
    PS. Sms-a zachowuję, wraz z komórką przekażę go do Muzeum Sportu w Warszawie 🙂 . Choć o samą komórkę pytało już Muzeum Techniki.

  56. TomekK mówi:

    gratulacje. dales czadu ziomus:)

  57. Yanek mówi:

    O 8:10 dostałem od Grześka odpowiedź na sms-a z gratulacjami : „Hej. W końcówce, jak zostałem sam, zacząłem nieco odjeżdżać, usiadłem, poczekałem na Wirka, zadzwonił Piotrek i zaczął nawijać o finiszu. Rajd trwa, a ja sobie siedzę i gadkuję, sytuacja zaczęła się wydawać irracjonalna. A poza tym to mimo 130 km świetnie się czułem, stopy perfect, no i najważniejsze, nie udało mi się zarżnąć, pilnowałem się bardzo. No to próbuję tego finiszu, okazuje się że mam jeszcze rezerwy, wiesz 130 km, a ty możesz biec, super uczucie ! PS. bateria pada.”

  58. Paweł mówi:

    Moje Gratulacje Grzesiek, bardzo ładny wynik:) Z tym czekaniem na Wirka to gest bardzo ładny ale też myślę że powinieneś był dociskać. To w końcu rajd.

    Pisz relację i wstaw zdjęcie stóp, najlepiej stóp i całej sylwetki obok. Chcę zobaczyć jak bardzo zmieniły się proporcje:)

  59. Paweł mówi:

    Przez to czytanie wieści z trasy tak się wkręciłem, że mam wielką ochotę spróbować za rok. Siedzenia przed kompem i czytania relacji gdy inni tak dobrze się bawią więcej „nie zniese”

  60. memor mówi:

    30H ZŁAMANE!!!! WIELKIE GRATULACJE!!!

    Petro i i przede wszystkim Yanek – Wielkie dzięki za relacje!!!

  61. robert59 mówi:

    Gratulacje. To WIELKI wynik. Ja doszedłem tylko do 1PT na Przełęczy Kowarskiej.

  62. Bart mówi:

    Szacuneczek KUERTI !!! NO to się porobiło !!! Jeszcze raz szacuneczek !!!

  63. Pankins mówi:

    Gartuluje wyniku. Naprawde jestem pod wrażeniem!!

  64. Kuerti mówi:

    Od 60 godzin nie wiele spałem, więc nie wiem co tu napisać sensownego :). Przede wszystkim dzięki, wielkie dzięki dla Yanka za organizację relacji – to jego pomysł, o którym dowiedziałem się na kilka godzin przed startem 🙂 i telefony w czasie marszu, za to również wielkie dzięki Piotrkowi, to jego nawoływanie do finiszu zmobilizowało mnie do podjęcia próby, sam chyba bym po prostu podreptał na metę, bez żadnych zrywów.

    No i dla Was wszystkich za kibicowanie, tych kilka smsów na trasę (Sebas, Memor, BartekW), dzięki, dzięki jeszcze raz, to była dodatkowa mobilizacja (i coś co mnie bardzo wkurzało jednocześnie – nie mogłem się poddać 😉 ).

    Coś więcej napiszę jutro, dziś jestem już nie do życia.

    Aha, kurde, trochę głupio się czuję z tą całą akcją, jakbym był nie wiadomo jakim zawodnikiem, a ja przecież cienki jestem. Naprawdę, czas daleki od moich oczekiwań – w końcu miały być 24h! Ok, żartuję, tak naprawdę to jestem strasznie zadowolony z tego wyniku i, że to już koniec tego marszu. Z tego drugiego chyba bardziej 😉 .

    PS. Gratuluje Arturowi i Radkowi wspaniałego czasu (27:40), Wirkowi dziękuje za wspólny marsz, bez niego przejście zajęłoby mi znacznie więcej czasu, no najważniejsze – gratuluje tym wszystkim, którzy podjęli się wyzwania, bez względu na to czy tym wzywaniem było przejście całych Karkonoszy, dojście na 50km czy połowę Przejścia.

  65. Ryba mówi:

    Nie wierzcie Kuertiemu!
    Nie dało się tego zrobić w takim czasie!
    Śnieżka – wiatr w porywach 110 km/h temperatura odczuwalna minus 24 stopnie + śnieg i grad walący po twarzy.
    Trasa wytyczona przez sadystę. Śladowe ilości terenów płaskich. Podejścia w porywach o nachyleniu 40 stopni.
    W plecaku musiał mieć rolki zamiast zapasowej pary butów.
    Jednym słowem – gratulacje to za mało

    PS. Grzegorz na chwilę przed startem „idę asekuracyjnie” 🙂

  66. Tkp mówi:

    Super Grzesiek. Brawo.

  67. sebas mówi:

    ile osob sie na to w ogole porwalo?

  68. Marta mówi:

    Super, że się udało i to w takim czasie! Gratuluje Grzesiek 🙂

    Yanek dzięki za relacje – dobra robota

  69. jacek mówi:

    WIELKIE GRATULACJE!!!Po częsci moge sobie wyobrazić jakie chwile przeżyłeś. W ten weekend startowałem u siebie na Podlasiu w „Zażynku”. Pomimo, że to tradycyjna |”100″ z łatwą nawigacją, to dla mnie była jedną z najcieższych (9 którą ukończyłem). Głównym powodem wielkich kryzysów była pogoda, przemeoczone buty, odparzenia na stopach po kilkunastu km. Jak pomyśle sobie, że półtora dystanu, który ja pokonałem miałeś do przejścia w górach, gdzie pogoda jest jeszcze gorsza, to jedyne co mi się nasówa na myśl to pierwsze słowa z mojego postu. Jeszcze raz serdecznie gratuluje!

    P.S „ból przemija, duma pozostaje”

  70. Kuerti mówi:

    Ryba, Tkp, Marta,

    Dzięki! 🙂 .

    🙂 . Gdyby nie ta asekuracja to nie miałbym sił na taki finisz.

    Sebas,

    Ja na liście w necie byłem na ostatnim 160 miejscu, ale poza limitem 160 osób było jeszcze miejsce dla ludzi z GOPRu, od sponsorów itp. Już w Szklarskiej odebrałem nr. 156. Podejrzewam więc, że w sumie na trasę wyruszyło ok. 170 osób.

    Jacek,

    Dziękuje i gratuluje ukończenia Zażynka! Nawet względnie łatwy rajd może przeistoczyć się w istny koszmar. Chciałbym napisać, że wiele kosztowało mnie pokonanie tych niemalże 150km, ale.. to wcale nie było takie ciężkie. Odcisków nie było, bólu też nie. Lekko, łatwo i przyjemnie. Prawie. O tym prawie napiszę później 🙂 .

    PS. Blas, jeśli to jeszcze czytasz. Kurde, poczułem się jak gwiazdor 😉 . O moich treningach i przygotowaniach poczytać można właśnie na pk4, tak się składa, że prowadzę ten blog 🙂 . Po prawej stronie masz wybór kategorii, są tam odnośniki do opisów treningów, startów w zawodach itd. Ale generalnie – jestem raczej cienki – a na długim dystansie to jest tak, że im dłuższy tym trzeba mieć więcej samozaparcia i wytrwałości niż jakiejś super formy czy talentu…

  71. Yanek mówi:

    Kuerti napisał : „Aha, kurde, trochę głupio się czuję z tą całą akcją, jakbym był nie wiadomo jakim zawodnikiem…”
    🙂 Grzegorzu ! Wybrałeś drogę sławy i musisz teraz czasem pocierpieć ! Ty, Małysz, Kubica – wszyscy macie lekko przewalone 🙂

    Paweł, faba, Kazig, memor, Marta, no i oczywiście Kuerti – dzięki za miłe słowa o naszej „transmisji” live. Muszę przyznać że relacjonowanie jest nie mniej pasjonujące od napierania. Zwłaszcza że Grzesiek wykazał wręcz anielską cierpliwość odpowiadając nawet na najgłupsze pytania samozwańczego „pożalsięBoże” redaktora 🙂 . Taaak, podoba mi się ta robota… Myślę sobie nawet że możemy iść na taki układ – wy będziecie popirzać po krzakach w deszczu, a ja to ładnie zrelacjonuję 😉

  72. Kuerti mówi:

    Yanek,

    Rozejrzyj się! Jesteśmy w zamkniętym kółeczku i biegamy jak te chomiki w jednym miejscu.

    Ok, prowadząc pk4 robię coś fajnego, dostarczam ciekawych treści, staram się pokazać rajdy od tej wewnętrznej strony, nie końcowego wyniku, ale i kryzysów, cięzkich chwil. Myślę, że to się podoba ludziom. Czasem udaje mi się tez uzyskać niezłe wyniki, czy to na WSS, czy półmaratonie czy teraz. Bo te 30 godzin to jest cholernie dobry czas (mimo wszystko 😉 ).

    Ty zrobiłeś kapitalną relację i to było super. Dlaczego więc piszesz coś takiego: ” samozwańczego “pożalsięBoże” redaktora”. Nie! Pytania nie były ani głupie ani Ty nie jesteś „pożalsięBoże” redaktorem. Odwaliłeś kawał dobrej roboty. Problem w tym, że ciężko jest otwarcie mówić o sobie, o swoich dokonaniach, że są dobre.

    Wygodniej jest umniejszać swoje zasługi. Ale dlaczego? No właśnie, nie wiem. Albo to temat na szerszą dyskusję, która wykracza zdecydowanie poza ramy adventure…

  73. Yanek mówi:

    Wymieniając sławnych zapomniałem jeszcze o Dorocie „Dodzie” Rabczewskiej… Przepraszam Cię, Doda !

    Grzesiek, zgadza się, napieranie na 100 czy 145 kilometrów to jest zupełna nisza. Nie mam żadnych złudzeń. W tej niszy Małyszem jest np. Paweł Dybek. Ale to nazwisko mówi coś pewnie dwustu, może trzystu osobom w kraju, nie myślę oczywiście o jego znajomych z serwisu nasza-klasa.pl 🙂 , lecz o środowisku adventurowym. Za kilka lat to środowisko pewnie się powiększy o 100%, a nawet 1000% i … dalej będzie to kompletna nisza ! Paweł Dybek i Grzegorz Łuczko będą mogli spokojnie robić zakupy, spacerować po mieście, nikt nie będzie chciał sobie z nimi zrobić zdjęcia jak z małpką w ZOO.
    Napieranie jest wg mnie piękne także dlatego że jest tak bardzo niszowe.

    Oczywiście, nie jestem „pożalsięBoże” redaktorem -jestem młodym, utalentowanym, obiecującym amatorskim redaktorem. Jak mnie naczelny pk4.pl dopuści jeszcze kiedyś do mikrofonu to dopiero mój talent eksploduje !

  74. Bart mówi:

    Grzesiu Pięknie po prostu pięknie … Grzesiu, Adaś, Robciu, no i Dorotka …pięknie !!!\
    NO i ten młody redaktorek … super …mniam … świat jest piękny
    PZDR
    Bart

  75. Kuerti mówi:

    Bart,

    Ja to Cię czasem nie rozumiem 🙂 . Nie chodzi mi o tworzenie jakiegoś kółka wzajemnej adoracji, po prostu jeśli ktoś wykonuje fajną rzecz to nie rozumiem dlaczego miałby umniejszać swoje zasługi? Wiem, że to ciężka sprawa, bo sam tak bardzo często robię. Zreszta to tylko taki wtręt, poza tematem.

  76. Yanek mówi:

    🙂 Bart, jak mam Ci wytłumaczyć to co chciałem powiedzieć ?… przyznaję, że nie umiem. Jak dotąd nigdy nie musiałem się tłumaczyć z moich wygłupów, pewnie nie są do końca czytelne, ale dobrze mi z tym 🙂
    Obiecuję nie pisać za dużo, a jeśli już to bardziej poważnie 🙂

  77. Bart mówi:

    Panowie !!!!!!!!!!!\
    To kosmiczne nieporozumienie !!!!!
    Chodziło o to że ucieszyłem się iż nie tylko mnie kręci AR ( choć jestem tylko trenującym kibicem ) ale że jest więcej takich popaprańców. Grzegorz to naprawdę wielki ale to wielki wyczyn w moich oczach ten czas i przejście. RESPECT !!!!
    Yanek
    Bardzo podobało mi się budowanie tej atmosfery z relacji !!! Naprawdę !!!
    Bart
    Tym razem to cię poniosło z twoim monty paytonowskim poczuciem humoru !!! Nie ładnie.

    PZDR
    Bart
    ps. Sorry jeśli ktoś poczuł się urażony !! Nie to było moją intencją.
    pss. Ale gdyby tak bartuś znalazł się w galeri sław obok Grzesia, Robcia, Adasia , no i Dorotki …och jakie życie było by piękne … ale najpierw muszę zrobić 145 km w 30 h – a to kurwa jest niemożliwe !!!

  78. Kuerti mówi:

    Bart,

    Faktycznie poteżne nieporozumienie, ale to taka specyfika słowa pisanego, niestety..

    Faba napisał fajny komentarz:

    „Ostatnio dzień w dzień wchodze na whereskarl.com i się zastanawiam, jakim sposobem koleś daje rady codziennie walnąc 60-100km z buta w górach. I to trwa już ponad 40 dni! Miał tam po drodze “mały” defekt ale nie o to chodzi. Chodzi o to że Karl ma najprawdopodobniej wyłączone w mózgu jedno NIE więcej. I częściej sentencje w stylu “To NIE jest możliwe” on zamienia na “To jest możliwe”. Wiadomo że kondycja, doświadczenie etc. dużo mu pomagają. Ale pewnie bardziej jego pancerna – jak można się spodziewać – psychika.”

    Ja od jakiegoś czasu dokładnie tak staram się myśleć i przede wszystkim pytać, pytać, pytać – „a dlaczego by nie?!”. Z tymi 24h mi się nie udało, ale znów zacytuję Fabę 🙂 – „mam nadzieję że dzięki temu coś Ci tam przeskoczy i będzie jedno NIE mniej.”. Rzeczywiście przeskoczyło 🙂 . Więc Ty też przestać myśleć o tych nie, nie, nie, zamień je na tak, tak, tak uda mi się!

    Ja też zawsze myślę, że jestem słaby itd, bo ktoś tam jest szybszy, mocniejszy itp. Dopóki będziemy tak myśleć o sobie to ciężko marzyć o rozwoju. Pewnych furtek nie otworzymy, nie dlatego, że nie będziemy w stanie, ale po prostu nawet do nich nie podejdziemy.

    Już Ci o tym pisałem, ale może faktycznie spróbuj wziąć udział w Harpaganie? Start za 3/4 tygodnie. Od czegoś trzeba zacząć 🙂 .

    Ps. To jakieś szaleństwo, dodaje właśnie 79 komentarz do tego wpisu 🙂 .

  79. Bart mówi:

    Ale jakże piękne szaleństwo !!! A w prasie piszą że ludzie tylko telewizor i pornosy. Nie, jednak to prawda !!! Telewizja kłamie.
    PZDR
    Bart

    ps. Ostatnio na odprawie moich dyrektorów spytałem czy wiedzą kto to jest Kurek – cisza, Dymek – cisza, to może Kosmala – cisza, panowie a Pani Zając ktoś zna – na to kierownik liniowy z produkcji, ” to nasza była vice Prezes” – i jak tu być szczęśliwym.

  80. Yanek mówi:

    Bartuś, w sumie z Tobą i Dodą to jest was pięcioro, tylko o Tobie jakoś wcześniej zapomniałem. Sorry !
    PS. Ilość wpisów zbliża się do setki. Apeluję o kolejne wpisy 😉

  81. Kazig mówi:

    Bart

    Masz coś do pornosów 😉

  82. memor mówi:

    W ramach dobicia do setki wpisów.

    Oglądam sobie zdjęcia Kuertiego z „przejścia…” i tak jakoś mi wychodzi, że Wirek jego partner niedoli to tydzień wcześniej biegł maraton we Wrocławiu….mocno biegł – 3:15!

  83. memor mówi:

    nr 83

    [img]http://lh6.ggpht.com/memor.mk/SNZGY_UooCI/AAAAAAAACAU/J_242GdA3j0/s400/DSC_0097.JPG[/img]

  84. Bart mówi:

    Yanku gdzież mi tam do tych sław !!!
    Memor czy mam coś do pornosów – w zasadzie nie !! Ale nad tym muszę pomyśleć dłużej bo to trudny temat, wymagający zgłębienia tematu. A tu i czasu brak i chęci.
    PZDR
    Bart
    ps. A może do galerii sław by włączyć niejakiego Gosiewskiego, ale on to chyba w pkp pracuje.

  85. memor mówi:

    Kazig pytał ale mimo że odpowiadasz 🙂

  86. Adam mówi:

    Powiadacie do 100? 😉
    Ja pełnoprawnie, bo z gratulacjami dla Grześka, których jeszcze nie składałem, a jest za co! Szacunek Kuerti, powaga. 🙂

    Ostatnio zrobiłem po górach 25km i byłem zmachany, więc wyobrażam sobie 6x tyle. Inna sprawa, że miałem na plecach 15 kilo. 😉
    A liczyłeś może, chociażby pobieżnie przewyższenie Przejścia?

    Pozdrawiam!

  87. Kuerti mówi:

    Ludzie przestańcie! 😉 . Jest nowy wpis i tam się produkujcie, no chyba, że na temat pod tym 😉

    Do rzeczy.

    Memor,

    Dokładnie, Wirek tydzień wcześniej pobiegł maraton w 3:15, dla mnie kosmos. Ale to jest jeden z tych ludzi ze stali. Nigdy się nie poddaje i nie straszne mu odciski. Wydaje mi się, że do tego dochodzi się wraz z wiekiem, co dobrze wrózy mi na przyszłość. Podejrzewam, że już za 10 lat mogę być prawie, że cyborgiem nie czułym na ból 🙂 .

    Adam,

    Dzięki. Z przewyższeń wyszło chyba coś ok. 5tyś w górę. Ale oprócz podejścia na dzień dobry pod Szrenicę (400m?) reszta była spoko. Na pewno Sudety są łatwiejsze do wędrówek niż takie Beskidy.

    Nie ma co porównywać 25km do 150 🙂 . To nie jest tak, że ja po 75km jestem świeżutki, albo nawet po 50km. Zmęczenie jest zawsze, po prostu inaczej nastawiasz się psychicznie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Back to Top ↑
  • TUTAJ PRACUJĘ

  • FACEBOOK

  • OSTATNIE KOMENTARZE

    • Avatar użytkownikaGryHazardowe Gorąco polecam tę książkę. Bardzo pomocne są metosy wysyłku. – WIĘCEJ
    • Avatar użytkownikaAnka Interesująca książka, dzięki za fajny artykuł wiem już co szukać w księgarni. pozdrawiam – WIĘCEJ
    • Avatar użytkownikaKrzysztof ze wsi Świetny start, wielkie gratulacje!!! – WIĘCEJ
    • Avatar użytkownikaBorman Co to jest Power Bomba? – WIĘCEJ
    • Older »
  • INSTAGRAM

  • ARCHIWA