Kuertiego przypadki no image

Opublikowany 5 stycznia 2011 | autor Grzegorz Łuczko

17

Priorytety

Priorytety. Są takie słowa, które budzą grozę – no i to jest właśnie takie słowo. Prędzej czy później, w życiu każdego z nas przychodzi pora, żeby dobrze zapoznać się z panem priorytetem. Wreszcie trafiło na mnie…

Długo zbierałem się z napisaniem tego tekstu, w końcu… a dobra, zrobię to szybko! Niestety, ale Zimowa Próba Charakteru w tym roku nie odbędzie się… Ostatnio pisałem o tym, że jak już się osiągnie pewien poziom to później jego utrzymanie nie sprawia wielu problemów. Z ZPCH miałem zupełnie inaczej, pierwsza edycja okazała się sporym sukcesem, poprzeczka została zawieszona naprawdę wysoko, a ja… a ja musiałem ustalić sobie priorytety.

Przepraszam wszystkich czekających na ZPCH, choć przekonany jestem o tym, że podjąłem słuszną decyzję, to jednak już teraz żałuję, że nie spotkamy się w Szklarskiej Porębie ponownie. Pamiętam te pytania o to jak znajduję na to wszystko czas, wiecie, prowadzenie bloga (w najlepszym okresie teksty pojawiały się średnio co 3 dni, to było dość zajmujące), treningi, starty, no i to normalne życie.

Wtedy, jeszcze za czasów studenckich, nie miałem tylu zobowiązań, więc to wszystko było o wiele łatwiejsze. A teraz? A teraz dopadło mnie Życie. Wiecie, praca, prawie własna rodzina, stresy… I nagle okazało się, że – i nie, wcale nie chodzi nawet o ten czas – muszę odnaleźć się w nieco innej rzeczywistości, niż ta znana mi dotychczas. To pochłania sporo moich zasobów, poza tym – to taki czas, w którym chcę się skupić na tych najważniejszych dla mnie sprawach. Starty w rajdach czy blog niestety nie należą do nich.

Albo inaczej, przecież pasja – bo przecież rajdowanie, blogowanie to moja pasja, moja siła napędowa, to cholernie ważna rzecz, jestem na takim etapie, kiedy hobby musi pójść nieco w odstawkę. Mój rajdowy przyjaciel Piotrek nawet się ucieszył z tego faktu, tak! Powiedział mi, że zawsze mi zazdrościł, tego czasu, tych możliwości. Tego, że mogłem tak dowolnie nimi dysponować. Oczywiście mówił to w żartobliwym tonie, ale fakt faktem – pewien okres w moim życiu się skończył. PK4 zawsze było w pewnym sensie zapisem mojej rajdowej drogi. Tym wpisem zaczynam kolejny etap.

Nie chciałbym, żeby ten tekst został źle odebrany (nie marudzę! 🙂 ). Nadal trenuję i nadal startuję w zawodach! I oczywiście nadal prowadzę bloga – tu się nic nie zmienia. Potrzebuję jednak czasu na uporządkowanie swoich spraw zawodowych i osobistych. Rajdy mogą być bardzo przyjemną ucieczką od tych codziennych spraw – trening jest prosty, startowanie również, życie nie. Nigdy nie chciałem uciekać od problemów w trening i zawody, co nie znaczy, że nie zdarzało mi się tak czynić.

Wiem co jest dla mnie ważne i jakie miejsce w moim życiu zajmuje pasja. Ten rok będzie budowaniem solidnych fundamentów pod realizację tej siły napędowej, jaką jest pasja. Początek roku to dobry moment, aby odpowiedzieć sobie na pytanie, czym są dla Was rajdy? Bieganie czy generalnie cały ten outdoor.

Życzę Wam wszystkim udanego 2011 roku!


O autorze

Tu pojawi się kiedyś jakiś błyskotliwy tekst. Będzie genialny, w kilku krótkich zdaniach opisze osobę autora przedstawiając go w najpiękniejszym świetle idealnego, czerwcowego, słonecznego poranka. Tymczasem jest zima i z kreatywnością u mnie słabiuśko!



17 Responses to Priorytety

  1. Mirek mówi:

    Tak, świat się zmienia, a z nim priorytety. Jeszcze pamiętam Twój niesamowity entuzjazm sprzed ponad roku, kiedy tworzyłeś podwaliny pod PMnO. Potem coś się załamało, może to był pierwszy zwiastun obecnej sytuacji…
    Wcale nie jest tak fajnie być dorosłym ;-(

  2. Kuba mówi:

    Wszystko idzie dograć i uporządkować, choć Życie stawia przed nami najwięcej wymagań. Życzę Ci, by ten rok był takim rokiem porządków, po którym na wszystko znajdziesz czas i ze wszystkiego będziesz na tyle zadowolony, że priorytety same ustawiać się będą w szeregu 🙂

  3. Kuerti mówi:

    Mirek,

    Trudno zachować entuzjazm, gdy musisz zająć się innymi ważnymi sprawami, trudno jest znaleźć czas i siły na to wszystko, z czegoś trzeba zrezygnować. U mnie w pierwszej kolejności padło na Puchar, zżyłem się strasznie z setkami, ale czasem trzeba pomyśleć o samym sobie.

    Kuba,

    Tak, też jestem przekonany o tym, że wszystko można dograć i uporządkować, rok 2011 będzie więc rokiem porządków 🙂 .

    Co nie znaczy, że nie padnie kilka życiówek i nie zrobię innych fajnych rzeczy 🙂 .

  4. Adamo mówi:

    Spojrzmy na swiaty alternatywne 🙂
    W jednym z nich Kuerti zaczyna przygotowania do maratonu 2-3 tyg wczesniej niz zaczal. W trakcie przygotowan nie biega za szybko i za duzo, trzyma sie wlasciwego tempa.
    Startuje na 2 tyg przed MP w Jesiennych Trudach na „pol gwizdka”!!! lub odpuszcza sobie ten start wiedzac, ze jest to zbyt duze obciazenie. Po MP nie lapie kontuzji (nie biega w chlodzie w krotkich gatkach 🙂 )
    Planuje Praska 100ke i UTMB. Poniewaz nie ma kontuzji spokojnie ZALICZA Praska 100ke i pelen nadziei, checi i powera wkracza w 2011…
    Do tego w jednych z rozgalezien swiatow rownoleglych 🙂 caly czas solidnie robi sprawnosc bo rozumie, ze bedac juz kims wiecej niz zwyczajnym amatorem musio PLANOWAC trening kompleksowo , nie dobija kolana Nocna Masakra…nie marudzi 😉
    Czy to tak malo prawdopodobne?
    Co przeszkodzilo aby ten lepszy swiat sie ziscil?
    Ile zalezalo od losu a ile od samego Kuertiego?
    Czy dalo sie uniknac bledow?
    Ja mysle, ze mozna bylo uniknac niekktorych bledow.
    Tak niestety sie dzieje kiedy jest sie na styku umownie piszac amatorstwa i profesjonalizmu. To drugie to juz skok na gleboka wode wymagajacy wiecej czasu, o tak, ale i wiecej pomyslunku.
    Przypatrzmy sie jeszcze kontuzji. Kuerti przechodzisz wszystkie fazy (ktore fajnie opisal Noakes) od lekcewazenia, przez zaprzeczenie i wyparcie, poprzez pomyslenie jakos tam bedzie do zdolowania. Na koncu jest akceptacja i wziecie sie za siebie, wyleczenie. Czyli „do lekarza marsz”!
    Mysle, ze jezeli nakreslisz wlasciwe plany a przede wszystkim bedziesz stosowal wlasciwe srodki (i to wcale nie musi zabierac wiecej czasu) 2011 bedzie dla Ciebie udanym Rokiem czego zycze Tobie i Wszystkim!!!

  5. borman mówi:

    Adam, brutalu! Nie kopie się leżącego! 🙂

  6. Bart mówi:

    Witaj w klubie Kuerti. Ja się zmagam z tym już od dawna i jest nadzieja na luz od przyszłego roku ( studia córki ). Poza tym odkryłem wiele innych fajnych zamienników … ale to zawsze zamienniki. A tak ukradkiem to byłem sobie w Peru i Boliwii ale tak żeby nie zwariować .. zero wspinu.
    I właśnie życzę Ci zero spinu, maximum fanu.

  7. Adamo mówi:

    Borman,
    „Myślałem, że jestem już na samym dnie, gdy usłyszałem pukanie od spodu” 😉
    Zeby moj poprzedni wpis nie byl tak jednostronny musze dodac, ze Kuerti zawsze pokazuje jak wazny i zdrowy jest mimo wszystko dystans do jakby nie bylo sportowego hobby. Dawno temu mi tego zabraklo i niepotrzebnie zrezygnowalem w ogole z treningow. Stad moze Kuertiemu wytykam brak tego czego bylo u mnie za duzo a zazdroszcze zdrowego dystansu.

  8. borman mówi:

    Adam, ok. To był kubeł zimnej wody 🙂 .
    Z drugiej strony, chciałbym mieć takie „sumienie”, które sprowadzałoby mnie na ziemię…

  9. Tomek mówi:

    Grześ, witaj w REALU! Z doświadczenia powiem Ci, że na początku trochę będzie ciężko (żal za imprezami-rajadmi, które przechodzą mimo itp). Czasami się wkurzysz, gdy pół roku wcześniej planujesz sobie start w rajdzie a dwa tygodnie przed startem ortodonta dziecka powie Ci, że masz przyjść właśnie za dwa tygodnie – W SOBOTĘ – bo to jedyny termin w najbliższym czasie. Albo odpuścisz treningi bo żona jest chora, i dlatego po pracy, zamiast pobiec do lasu, trzeba zająć się dziećmi etc. itp. itd. I właśnie cała sztuka polega na tym, by w całej tej prozie życia się nie poddać, czerpać radość z tego co się ma – z każdego treningu i startu, i mieć właśnie to hobby-pasję; no i pamiętać, że hobby-pasja to tylko (albo „aż tylko”) hobby-pasja. Pamiętanie o tym pomaga mi nie wkurzać się tak bardzo, gdy padają moje plany startowe z powodu „czynników zewnętrznych.” Odczucia Piotra były także moimi i nawet czasami zastanawiałem się, czytając PK4, kiedy dopadnie Cię „Okrutna Normalność”. No i chyba nadchodzi…. Pozdrowionka w nowym Roku 2011.

  10. Camaxtli mówi:

    Ktoś mądry napisał kiedyś, że: „dziś pozwoliłem słońcu, żeby wstało wcześniej już ja”, więc nie ma się co łamać, jutro Ty wstaniesz wcześniej i kwita;) a i tak jak pojawisz się na jakimś starcie to kilku osobom (w tym mnie bankowo) zatrzęsą się rajtki.
    Powodzenia na nowej drodze życia, ona temu winna;) a jaka ona? no ta prioryteta;)

  11. Kuerti mówi:

    Adam,

    Uderzyłeś celnie 🙂 . Ale… Widzisz, tak to wszystko się mogło potoczyć, gdyby nie problem z kolanem to pewnie pojechałbym do Pragi, zgłosiłbym się do UTMB i dalej siłą rozpędu przygotowywał się do tego biegu. Ale z perspektywy czasu widzę, że ostatecznie dobrze się stało jak się stało – teraz muszę skupić się na innych sprawach, presja przygotowań do ważnego biegu nie ułatwiłaby mi sprawy. I choć zły jestem, że nie mogę teraz biegać, to jednak nie marudzę – już nie mogę doczekać się wznowienia treningów. Będzie dobrze!

    Celna uwaga z tym podejście do kontuzji. Noakes zna się na rzeczy!

    Zdrowy dystant. Może to jest właśnie jedna z tych najważniejszych spraw, wiedzieć co jest dla nas ważne i tego się trzymać.

    Bart,

    „Long time no see”! 🙂 . Wiesz, teraz bardziej (jeszcze bardziej) doceniam tych wszystkich ludzi, którzy mimo obowiązków i braku czasu potrafią nadal kultywować swoją pasję.

    Tomek,

    Wiesz, ja mam o tyle łatwiej, że zawodowo siedzę w temacie biegania/rajdów, więc siłą rzeczy muszę być na bieżąco, sprawdzać ten sprzęt itd. Nie wyobrażam sobie, żebym mógł zupełnie odpuścić rajdowanie. Daję sobie ok. roku czasu na uporządkowanie spraw. Paradoksalnie jestem przekonany, że ten rok też będzie bardzo udany pod względem sportowym, może nie będę tak często startował jak w w 2010, ale będę miał więcej czasu na spokojny trening. A tego zawsze mi brakowało.

    Karol,

    Dzięki 🙂 .

  12. Paweł mówi:

    Jesteś Grzesiek blisko najbardziej zapracowanego etapu życia. Zaczynasz z własnym interesem – pochłania przynajmniej początkowo ogrom czasu. Jeszcze sprawy osobiste, poczekaj, będziesz miał trójkę pociech to nie będziesz wiedział w co ręce włożyć (najczęściej w pieluchy 😉 ). Nie znam sprawy z własnego doświadczenia ale chyba jak przebrniesz przez ten życiowy supeł to powinno być z czasem lepiej. Spośród naszych znajomych spójrz na Michała, Jaśka czy Andrzeja. Mają rodziny, sprawy zawodowe na głowie a pomimo tego potrafią przyjechać na zawody i jeszcze wygrać. Nie wiem kiedy oni trenują (albo kiedy śpią 🙂 ) ale bardzo ich podziwiam. Czyli się da. A żeby wygrać Blanca wzorem Marco Olmo masz jeszcze 30 lat. Zdążysz 🙂

    U mnie trening zajmuje jeszcze dużo czasu, rodziny nie mam, nawet ze znajomymi rzadko się spotykam. Ostatnio zmieniłem pracę na ciekawszą niż poprzednia i boję się, że także i ja będę musiał zastanowić się nad priorytetami.

    Pisałeś że nie możesz się doczekać wznowienia treningów – pamiętaj by zacząć spokojnie. Ta twoja kontuzja z kolanem to chyba przez to, że zacząłeś za ostro z kopyta po dłuższym czasie nicnierobienia. I do tego jeszcze dorzuciłeś asfalt.

  13. jasiekpol mówi:

    Czytam czytam i nie wiem co odpisać…
    Ale jak masz blisko basen to możesz wreszcie nauczyć się dobrze pływać, nie żabką bo kolana szkoda 😉
    I też tak myślałem to teraz odstawiam treningi, ale jak długo nie wychodziłem to wkurwiony łaziłem, a tak to taki wentyl, no nie wiem czy jak sex 😉

  14. jip mówi:

    Dobrze napisane. Właśnie, czym jest cały ten outdoor? Może jakimś wentylem w życiu, ale bliżej mu do stylu (spojrzenia) na życie, i wolę tak myśleć. Bo wentyl to raz na jakiś czas z doskoku i ukradkiem, a styl to pewna ciągłość. Nazwać to funem to za mało, musiałby być to co najmniej FUN. Żadna ucieczka od. Po prostu ważny element życia, jak jedzenie, rodzina, praca, pies czy sex etc. (kolejność przypadkowa) i wcale nie wykluczający się z innymi, dający zadowolenie i radość. Jak z każdą ważną rzeczą – należy mu znaleźć odpowiednie i ważne miejsce.

    No właśnie „jak długo nie wychodziłem to wkurwiony łaziłem” (jaksiekpol). To samo czułem i czuję od czasu do czasu. Mój kolega podsumowuje tak „ciężkie jest życie bez wakacji!”. Byle więc nie przegiąć w drugą stronę, bo potem smutno 😉 I staram się jak w tygodniu praca to np. w weekend chociaż jakieś wycieczkowanie 🙂

    Nie będę już bitch’yć o to rozwalanie kolana, i sam się już słuchać nie mogę 😉 Po prostu dobrze, że trochę rozsądku się pojawiło. Z organizmem jak ze spaniem, możesz szarpnąć noc lub kilka na imprezy lub pracę, ale organizm i tak przypomni się o spłatę długu, czasem z ładnymi odsetkami 😉

  15. Kuerti mówi:

    TMS_racer 🙂

    Paweł,

    Dokładnie, najbardziej zapracowany etap, etap przejściowy – tak to właśnie traktuje, okres koncentracji na innych sprawach, jednak w tym czasie nie chcę odpuścić sobie tego, co przez tyle lat mnie napędzało i nadal napędza – pasja. Nie wyobrażam sobie życia bez takiej siły napędowej.

    Myślę, że nie można bać się spojrzenia w siebie i ustalenia priorytetów, w końcu to Twoje, moje, nasze życie, dlaczego mamy koncentrować się na czymś co nie jest tak naprawdę ważne? Powodzenia w nowej pracy!

    O spokojnym wprowadzeniu pamiętam! Już dość chyba popełniłem tych błędów treningowych, teraz może być tylko lepiej 🙂 .

    Jasiek, jip

    Wentyl czy styl życia… czasem może po prostu wentyl, gdy nie ma czasu na regularny trening czy ambitne starty. Wtedy ta codzienna dawka endorfin stawia człowieka na nogi, sprawia, że cały ten stres znajduje gdzieś swoje ujście, nie dusi się w środku. W szerszej perspektywie wolę jednak patrzeć na nasze hobby tak jak Jip, jako styl życia.

    I właśnie, broń Boże nie ucieczka przed czymś. To musi być część życia, a nie jego zaprzeczenie, w sensie, że normalne życie jest be, ale w weekend, albo podczas wyjazdu, na treningu, na zawodach jest super. To do niczego nie prowadzi.

    Tak to widzę. Jako pewien element układanki, problem w tym jak go dopasować/zgrać z innymi niezbędnymi kawałkami? No i nad tym przyjdzie mi podumać w tym roku 😉 .

    Paweł, odsetki… ech, nic mi nie mów 🙂 . Obym szybko spłacił ten „kredyt” :> .

  16. Kuerti mówi:

    W takim razie do zobaczenia gdzieś na trasie, muszę się wziąć za trening, żeby powalczyć z Tobą 🙂 .

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Back to Top ↑