Kuertiego przypadki no image

Opublikowany 9 grudnia 2010 | autor Grzegorz Łuczko

12

Podsumowanie startów w TP50

Czas podsumować minione 12 miesięcy i historię moich startów na dystansie 50km (mniej więcej). Postaram się wyciągnąć jakieś sensowne wnioski z tych 6 startów, które zaliczyłem.

Wystartowałem w 6 „krótkich” biegach…

Pod lupę wziąłem: Nocną Masakrę 2009 (50km), Włóczykija (60km), Rajd Dolnego Sanu (30km), Bieg Rzeźnika (77km), Grassora (50km) oraz Jesienne Trudy (50km). W perspektywie mam jeszcze jedne zawody, ponownie Nocna Masakra, w przyszłym tygodniu ruszam do Barlinka godnie zakończyć sezon, po problemach z kontuzją kolana nie ma już śladu – forsował się nie będę, ale odpuszczać również nie mam zamiaru!

Dlaczego bieganie na tym dystansie jest takie fajne?

OK, pierwsza rzecz, która rzuca się w oczy to fakt, że… bieganie 50tek jest super! Dobra, poważnie, to się nie rzuca w oczy, ale tak rzeczywiście jest. Zaczynałem od startów w setkach, później pojawiły się rajdy przygodowe, a skończyłem na nieco krótszym dystansie. Na chwilę obecną nie widzę siebie startującego regularnie w pieszych setkach na orientację – jedna, góra dwie setki w roku, w porządku, ale cały cykl? Nie, dziękuje – pobiegam na krótszym dystansie.

Co mi tam bardzo podoba się w tego typu biegach? Przede wszystkim fakt, że nie ma tego zmęczenie/zniszczenia organizmu, które pojawia się na dystansie 100km pod sam koniec trasy, mniej więcej na 70-80km. Znów, raz czy dwa razy do roku, super! Ale częściej po prostu mi się nie chce – bo i dlaczego? Nie muszę sobie niczego udowadniać, za słaby jestem, żeby ścigać się z najlepszymi – jeszcze – więc po co mam tylko kończyć kolejne zawody? Wolę zbierać doświadczenie na krótkim dystansie, patrząc wstecz na ten rok, uważam, że dzięki startom w TP50 zrobiłem spory postęp. Znacznie większy niż wcześniej regularnie biorąc udział w rajdach na 100km.

Druga sprawa, taki bieg można zrobić naprawdę mocno – od początku do końca na wysokich obrotach. Kilka razy przekraczałem w tym roku granicę swoich możliwości – nie sądziłem, że stać mnie na wykręcanie tak dobrych czasów. To z kolei wielka zasługa partnerów, z którymi startowałem. Tu przede wszystkim ukłon w stronę Piotrka Szaciłowskiego – jego plecy niezmiennie są dla mnie motywatorem do przekraczania kolejnych granic. Ale z kolei w drugą stronę, startując z kimś nieco słabszym, można nauczyć się współpracy, pomocy drugiej osobie.

Dystans trasy, a dystans rzeczywisty

Dobra, a teraz trochę analizy. Bieg na orientację rządzi się swoimi prawami, jeśli przygotowuję się do maratonu, to z dokładnością niemalże do sekund mogę oszacować swój końcowy wynik. Przez miesiąc przygotowań do tego biegu gapiłem się każdego dnia w moją magiczną kartkę papieru z zapisanym wynikiem: 3:29:xx. Taki czas chciałem uzyskać na mecie. A jak było? 3:24! Taka dokładność w imprezach na orientację? W życiu! Spójrzcie na poniższe dane:

Nocna Masakra, trasa 50km – dystans, który pokonałem: 57,5km – czas: 6:20
Włóczykij, trasa 60km – 68,5km – czas: 8:35
Rajd Dolnego Sanu, trasa 30km – 37,5km – czas: 4:15
Bieg Rzeźnika, trasa 77km – 77km (trasa liniowa, nie było się gdzie gubić 😉 ) – czas: 11:20
Grassor, trasa 50km – 56km – czas: 7:13
Jesienne Trudy, trasa 50km – 64km – czas: 7:16

Przygotowania przed sezonem

Jak przygotowywałem się do każdego biegu? Cofnijmy się do września zeszłego roku. Wracamy z Drewniackim z Niemiec, gdzie w glorii i chwale wywalczyliśmy 3 miejsce podczas naszego zagranicznego debiutu w rajdzie przygodowym The Harz, odpoczywam trochę, jadę rekreacyjnie na Jesienne Trudy i… i siada mi totalnie motywacja do treningu. Sezon dla mnie się skończył, po co trenować? Do czego się przygotowywać? No właśnie. Odpuściłem tak mocno, że miesiąc później, gdy rozpoczynałem treningi na nowo, miałem problem z przebiegnięciem 10 kilometrów!

Musiałem sobie robić marszobiegi, bo nie dawałem rady przebiec takiego dystansu bez zadyszki i totalnego wymęczenia organizmu. Poważnie! Mój stan wyjściowy przed tym sezonem był, delikatnie mówiąc, beznadziejny. Ale! Jeśli ruszaliście się regularnie X czasu, to nawet z takiego punktu wyjścia bardzo szybko można zbudować przyzwoitą formę (moje przygotowania do maratonu w Poznaniu trwały jakieś 4-5 tygodni), to jest chyba ta pamięć mięśniowa – pamięć tych dziesiątek kilometrów, które wybiegaliśmy w poprzednich latach.

Analiza kolejnych startów

Szybko więc zacząłem wracać do niezłej dyspozycji. Podstawą mojego treningu były długie wybiegania robione każdej niedzieli. Do Masakry wykonałem ich ok. 8. W gruncie rzeczy te 2 miesiące porządnych treningów były bazą pod cały sezon – później nie udało mi się już tak regularnie trenować. To potwierdzałoby tylko wagę dobrze przepracowanej zimy. Masakrę poleciałem jak na skrzydłach, czułem dużą moc, czego potwierdzeniem był bardzo dobry czas, w ekstremalnych warunkach (baardzo mroźno, śnieg).

Na Włóczykija jechałem bez przekonania. Trening mi nie szedł w ogóle – ostatnie dni przed startem mocno wyluzowałem. I to był dobry ruch, bo nawet jeśli mentalnie nie czułem się wcale dobrze, to noga podawała. Byłem wypoczęty, do tej pory uważam ten start za jeden z najlepszych w mojej karierze. Przebiegliśmy z Piotrkiem prawie 70km w bardzo ciężkich warunkach (śnieg, chlapa, noc, dużo punktów kontrolnych na trasie), no i co najważniejsze, biegliśmy całą trasę. Dla Piotrka to normalka, ale dla mnie przekroczenie jakiejś magicznej bariery, później już nic nie było takie samo – to był przełomowy start.

Rajd Dolnego Sanu wspominam bardzo miło – marzec miałem bardzo biegowy, start na 10km, start w półmaratonie, a w międzyczasie 30km na RDS z Ulą. Zima powoli już odpuszczała, trasa łatwa nawigacyjnie, można było skupić się tylko na biegu.

Później w krótkim odstępie czasu czekały na mnie 2 starty: Bieg Rzeźnika (z Sahibem) i Grassor (ponownie z Piotrkiem). Znów dopadł mnie dołek motywacyjny, a raczej dół wielkości rowu mariańskiego. Po ukończonym Adventure Trophy, po wielkiem marzeniu, które wreszcie udało mi się zrealizować, nie miałem ochoty na podejmowanie wyzwań. Poza tym w moim życiu wtedy zachodziło sporo zmian, rajdy zaczęły spadać na dalsze miejsce. Już jednak wcześniej zadeklarowałem się na te starty, więc nie mogłem dać ciała.

Nie byłem w formie ani przed Rzeźnikiem, ani przed Grassorem. Mało biegałem, kondycja psychiczna kiepściutka, wszystko układało się przeciwko mnie – start w takich warunkach? Takie właśnie są rajdy, pomyślałem jadąc w Bieszczady, tu nie ma lekko, jeśli chcesz być mocny, to musisz sobie radzić z własnymi słabościami. W gruncie rzeczy, jak już postawisz stopę na linii startu, to wszystko inne przestaje się liczyć – to nic, że Ci się nie chce, że noga nie podaje, że coś Cię boli. To wszystko składa się na Twoje możliwości danego dnia, marudząc nic już nie zmienisz. Po sygnale startu musisz dać z siebie wszystko – nawet jeśli to wszystko będzie oznaczało powłóczenie noga za nogą.

O dziwo, znów zaliczyłem dobry bieg. Motywowaliśmy się z Marcinem na zmianę, raz ja nadawałem tempo, raz Sahib. To był bardzo udany start, w którym zebrałem kolejne cenne doświadczenia. To, o czym pisałem akapit wyżej, to była właśnie cenna nauka z tego biegu. Za 2 minut start. Twoja forma fizyczna? Nie ma znaczenia! Twoja zdruzgotana psycha? Niech idzie w cholerę! To w tej chwili, na tę kilkadziesiąt sekund przed startem nie liczy się. Daj z siebie wszystko. Po prostu.

Przed Grassorem budzę się zmęczony i obolały. Oczywiście nie chce mi się. Ale mam w pamięci tę lekcję z Rzeźnika. Przestaję myśleć o tym, że jestem kiepski, że Piotrek na pewno mnie zajedzie. Biegniemy. Po 10km jestem już ugotowany. Mam dość – to NAPRAWDĘ nie był mój dzień! Kolejne momenty, w których chcę przerwać bieg i przejść do marszu atakują mnie z prędkością kul wystrzeliwanych przez karabin maszynowy. Biegnę jednak dalej, i tak prawie do samej mety. Kolejny start z Piotrkiem, kolejna granica przekroczona!

Wreszcie czas na kilka słów o Jesiennych Trudach, Nocną Masakrę pobiegłem sam – później startowałem w parach. Cykl udanych biegów zamykam startem solo. Te zawody to miało być podsumowanie tego wszystkiego, czego nauczyłem się w ciągu minionych miesięcy. Znów do startu staję nieprzygotowany – raptem 2 tygodnie sensowniejszego ruszania się, a przede mną 50km. Przebiegłem prawie całą trasę. Tym startem przekonałem sam siebie o pewnej prawidłowości – jeśli już raz wskoczysz na jakiś poziom, to utrzymanie tego stanu rzeczy jest dość proste. Nawet jeśli nie trenujesz regularnie. Łamiesz pewną barierę psychologiczną, mam przebiec 50km? Ja?! W życiu!

Utwierdzasz się w tym, aż do momentu kiedy po raz pierwszy uda Ci się to zrobić. „Ej, to nie takie trudne!”. Myślisz wtedy i robisz to po raz drugi, a później kolejny i kolejny. I nawet jeśli później nie masz odpowiedniej formy, to jesteś w stanie bardziej siłą woli dokonać ponownie tej sztuki. Największy problem to wejść na określony poziom – później jest już z górki!

Podsumowanie

Mam nadzieje, że nie odbierzecie tego tekstu jako próby chwalenia się – nie, ja nadal jestem przeciętniakiem! I to wcale nie jest fałszywa skromność. Poważnie. Zresztą, co ja będę się rozpisywał, podam Wam przykład. Wczorajszy trening. Przebiegłem 12km. Tempo? Wolne! 5:40min/km. Tętno? Lepiej nie gadać! 163ud/min! Przecież to jest mój drugi zakres. Drugi zakres, przy 5:40 na kilometr! Ręka do góry kto biega szybciej i na niższych tętnach! Pewnie wielu z Was. Tak, jestem przeciętniakiem, ale dobrze mi z tym.


O autorze

Tu pojawi się kiedyś jakiś błyskotliwy tekst. Będzie genialny, w kilku krótkich zdaniach opisze osobę autora przedstawiając go w najpiękniejszym świetle idealnego, czerwcowego, słonecznego poranka. Tymczasem jest zima i z kreatywnością u mnie słabiuśko!



12 Responses to Podsumowanie startów w TP50

  1. Krolisek mówi:

    Ze swojej strony dzięki za RDS, miło powspominać. Dla mnie to był bardzo udany start i niesamowity (jak na mnie) wynik.

  2. Paweł mówi:

    Fajnie, że są te pięćdziesiątki. Stanowią świetny cel dla początkujących, którzy chcą się bawić w piesze maratony na orientację ale boją się setki. Oczywiście starego wyjadacza orienterskich ultra też mogą zainteresować – nie ze względu na dystans ale na średnią prędkość (stawiam oranżadę temu, kto to przebiegnie ze średnim tempem 4:15/km :)) i końcowy czas na mecie. To też dobra alternatywa dla kogoś, kto chce wystartować treningowo a nie chce się kasować na setce. Jedyny minus to zwykle słaba obsada w mocną czołówkę. Może dlatego, że orienterskie pięćdziesiątki są stosunkowo młode i nie dorobiły się jeszcze stałej grupy fanów takiej, jaką mają setki. Poczekamy, zobaczymy. Pewnie powstanie.

  3. Camaxtli mówi:

    Swoją drogą gratulacje, bo liczby mówią, że wygrałeś puchar TP50:) w przyszłym roku bronisz? Czy plany już będą z innym kierunkiem i wektorem?;)

  4. Adamo mówi:

    Kuerti,
    Co do setek to caly czas uwazam, ze sa one w ogole cholernie obciazajace w mlodym wieku i 2 gora 3 starty to maksimum na rok.
    Mysle, ze dobry dystans to taki podczas ktorego walczy sie o wynik a nie wylacznie o przezycie.
    A na 100kach tylko kilku uczestnikow moze pozwolic sobie na typowa sportowa walke.

    Pawel,
    Sadze, ze powstanie taka grupa a z czasem bedzie o wiele liczniejsza niz setkowiczow.

    p.s. start w Nocnej Masakrze nie bedzie dobry dla kolana…

  5. Krolisek mówi:

    Paweł, jeśli to będzie oranżada z Horodyszcza, to zaczynam trenować 😀

  6. Hej, bedziemy Cie tam gonic. Pojaw sie na trasie to Ci zdjecie strzele.
    Do zobaczenia 😀

  7. Paweł mówi:

    Adamo,

    Na pewno taka grupa fanów (co wolą krócej lub krócej i szybciej zamiast dłużej a wolniej) powstanie, Grzesiek już jest pierwszy 🙂

    Krolisie,

    Oranżada horodyska rzecz jasna, dla Ciebie nawet dwie butelki 🙂

    Grzesiek,

    Wygląda na to, że Puchar Polski w kategorii pięćdziesiątek masz już w kieszeni. Gratulacje!

    P.S. Wiemy, do kogo należy nieoficjalny rekord na 100 km na orientację (Maciej Więcek – 10:29). A do kogo należy na 50 km? Ktoś wie? Myślałem, że wynik Jaśka z przed 3 lat na Skorpionie ale tam było 6:22. Wiadomo, że impreza imprezie nierówna bo inna pogoda, liczba punktów itp. Ale ciekaw jestem. Trzeba by sprawdzić stare wyniki Skorpionów, Dymno i innych pięćdziesiątek. Może ktoś się pokusi o przeszukanie archiwów? 🙂

  8. Kuerti mówi:

    Ula,

    Ja również dziękuje. Bardzo miło wspominam cały ten wyjazd do Ulanowa.

    Paweł,

    Popsuje Ci się ta oranżada, nim ktoś pobiegnie taki dystans, w takich warunkach w takim tempie 🙂 . Zgadzam się, problem, póki co, z 50tkami jest taki, że startuje w nich mało mocnych zawodników, nie ma z kim się ścigać. Ale to był pierwszy sezon, może w kolejnym będzie większe zainteresowanie?

    Karol,

    Dzięki! Wiesz, jakoś specjalnie nie interesowałem się tym, nie biegałem na tych zawodach, żeby wygrać Puchar, to była sprawa drugorzędna – zdobyłem masę doświadczeń i to się liczy.

    Za rok na pewno nie będę bronił Pucharu – nie mam pojęcia co będę robił, na razie zajmowanie się NBR pochłania tyle moich sił, że nie jestem w stanie zobowiązać się do jakichś celów sportowych na kolejny rok.

    Adam,

    Zgadzam się, start dla samego zaliczenia to nie jest to, co tygryski lubią najbardziej 🙂 . Dlatego tak lubię 50tki.

    Ps. Zabieram się cały czas do odpowiedzi na Twojego mejla „biegówkowego”! 🙂 . Zima już w pełni, muszę w końcu kupić te narty!

    Szymon,

    A będę, będę! 🙂 . Zanosi się na to, że przyjedziemy tam mocną i ciekawą ekipą, 4 osoby w sumie. Mam nadzieje, że uda nam się zrobić wspólnie fajny wynik 🙂 .

    Paweł,

    Dzięki! Ktoś musiał przetrzeć szlak 🙂 . Co do rekordów, nie mam pojęcia! Ale pewno był jakiś wynik w okolicach 5h.

  9. WiechoR mówi:

    Witam serdecznie. Grzesiu bez przesady 100 km pieszo to dla Ciebie pikuś, oczywiście poza tą pierwsza 100 na której doszedłeś do mety na moich plecach nie na Piotrka Szaciłowskiego :))))))))))
    Sorki za żarty, zapraszam na 50 km do Ełku w tym tygodniu bedzie zmiana regulaminu i 50 będzie na Ełckiej Zmarzlinie

  10. Kidawak mówi:

    „(…) tu nie ma lekko, jeśli chcesz być mocny, to musisz sobie radzić z własnymi słabościami. W gruncie rzeczy, jak już postawisz stopę na linii startu, to wszystko inne przestaje się liczyć – to nic, że Ci się nie chce, że noga nie podaje, że coś Cię boli. To wszystko składa się na Twoje możliwości danego dnia, marudząc nic już nie zmienisz. Po sygnale startu musisz dać z siebie wszystko – nawet jeśli to wszystko będzie oznaczało powłóczenie noga za nogą.”

    Cześć!
    Jeśli pozwolisz, zrobię z tego życiowe motto 😉 Poważnie, dobrze ubrana myśl.
    Pozdrawiam

  11. wlkp mówi:

    Świetny sezon, gratulacje!
    Aczkolwiek w tym podsumowaniu brakuje wzmianki o jeszcze jednej imprezie… Zimowej Próbie Charakteru i ja właśnie w tej sprawie czy będzie druga edycja?
    Pozdrawiam 🙂

  12. Kuerti mówi:

    Wiesiek,

    Hejka! Dzięki za zaproszenie 🙂 . Niestety w tym czasie startuję w rajdzie 360, ale kiedyś na pewno Cię tam odwiedzę, nigdy nie byłem w tamtych rejonach 🙂 . Heh, ile to już czasu minęło od naszego startu na Masakrze? 6 lat? Szmat czasu. Dzięki za tamten rajd i można powiedzieć rajdowy chrzest 🙂 .

    Kidawak,

    Witaj na blogu!

    Korzystaj z mojej myśli dowolnie, a najlepiej na trasie, w życiu, bo pisać łatwo, a później jak przychodzi co do czego to.. no, mam na myśli samego siebie 🙂 .

    Wlkp,

    Dzięki Staszek! To było tylko podsumowanie/analiza startów na 50km, na podsumowanie sezonu przyjdzie jeszcze czas, po Masakrze. Stąd brak wzmianki o ZPCH. Cholera, mam teraz sajgon, sporo spraw na głowie, kolejne zobowiązania, których starałem się pozbywać, teraz lekką ręką je przyjmuję 🙂 . ZPCH.. może być tak, że będzie totalny spontan i niezorganizowana impreza. Zobaczymy…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Back to Top ↑
  • TUTAJ PRACUJĘ

  • FACEBOOK

  • OSTATNIE KOMENTARZE

    • Avatar użytkownikadownload Hello, for all time i used to check website posts here early in the daylight, since i enjoy to gain... – WIĘCEJ
    • Avatar użytkownikabeautifulbabyshowerinvitations First, we have to keep in mind, the purpose of the law Ideally, I do understand the psychological aspects of... – WIĘCEJ
    • Avatar użytkownikapurplebabyshowerinvitations.com Are these those experimental ones that keep going missing? – WIĘCEJ
    • Avatar użytkownikaTears of Time I visit every day some websites and blogs to read content, however this web site offers feature based writing. – WIĘCEJ
    • Older »
  • INSTAGRAM

    • Bunkry s i jest fajnie  trailrunning mountains karkonosze runninghellip
    • Ju za kilka godzin pmaratoskie kombo poznan warszawa NorBeRt yczyhellip
    • nbrteam zbiera siy na jutrzejszy zimowyultramaratonkarkonoski Jutro 53 km pohellip
    • Jak mija Wam majwka?  Pogoda dopisuje? nbrteam buja sihellip
    • Zimowy Ultramaraton Karkonoski ju za trzy tygodnie! A tymczasem kolejnyhellip
    • Kierownik wrci po dwch latach na t sam tras cortinatrailhellip
  • ARCHIWA