Kuertiego przypadki no image

Opublikowany 7 lutego 2011 | autor Grzegorz Łuczko

35

Kryzys wieku średniego?

Mam 26 lat. Prawie. Niespełna 2 lata temu skończyłem edukację. Nie mam rodziny, psa, ani kota. Żyję na własny rachunek. Mam samochód, rower górski (jeden) i masę sprzętu rajdowego. 3 miesiące temu otworzyłem swój biznes marzeń. Jestem na etapie układania swojego życia na nowo – koniec edukacji to szczególny moment w życiu. Zaczyna się coś nowego, ale – jak wynika z moich obserwacji – jeszcze częściej coś się kończy. Albo inaczej – zaczyna się powolne opadanie, gnuśnienie.

Widzę to po znajomych w podobnych wieku, którzy zaczęli zakładać rodziny. Nie wiem czym to jest spowodowane, może brakiem ruchu? A może to pieprzona codzienność, rutyna. Obowiązki? Nuda? Brak celu? Zwyczajność. Wiem natomiast, że to wyjątkowy moment, w którym trzeba cholernie uważać. Uważać, żeby go nie przespać. Nie obudzić się 10-15-20 lat później i stwierdzić, że coś jest nie tak! I wtedy pojawia się ta myśl, to hasło, jak zwał, tak zwał – kryzys wieku średniego.

Bo to jest tak, że jak jeszcze się uczysz, to wciąż na coś czekasz. Na kolejny egzamin, na kolejną sesję, na koniec roku, na wakacje. Na kolejny rok, na… koniec, na upragniony koniec edukacji. Tylko co wtedy, jeśli on już wreszcie nastąpi? Pamiętam wiele Waszych komentarzy, ludzi starszych ode mnie, ludzi którzy gdzieś tam cały czas pozostawali w ruchu podczas szkoły, studiów. Ale później, gdy przyszła praca, rodzina, to bieganie, sport zeszły na dalszy plan.

Widzę po sobie, że z trudem czasem przychodzi mi trening. Głowa zajęta innymi sprawami… poza tym, kto poważny zajmuje się bieganiem?! Przecież to tak cholernie niepoważne. Dla postronnych osób może nawet bezsensowne, bo jaki jest sens w bieganiu z punktu A do B? Żaden. Wróciłem na weekend do domu. Wybiegłem w niedzielę na dłuższe wybieganie, minąłem kilka nastolatek, które na mój widok zaczęły się spazmatycznie śmiać (biegłem w leginsach). Tak, właśnie tak wyglądamy czasem w oczach innych ludzi, po prostu idiotycznie.

Nie chcę dorabiać jakiejś filozofii do biegania, nie chcę ale mnie to strasznie korci. Choć przecież to zwyczajna, idiotycznie prosta czynność. Jest w tym jednak coś niesamowitego, w tym biegu. Przed siebie, byle dalej, albo szybciej. Biegłem w tę niedzielę tak przed siebie, zbliżał się wieczór, siąpił deszcz, a ja czułem się cholernie zadowolony. Może nawet szczęśliwy. Tyle pisaliśmy o tym, czym jest dla nas bieganie, czy to ucieczka przed życiem, a może wręcz przeciwnie, pełniejsze życie? Nie wiem. Każdy sam musi sobie odpowiedzieć na to pytanie.

Ja wiem jedno, bieganie po prostu sprawia mi cholerną przyjemność. I, jakkolwiek to nie zabrzmi, sprawia, że jestem lepszym człowiekiem. Bardziej zdeterminowanym, cierpliwym, z dystansem podchodzącym do porażek (wszak te zawsze można zamienić na sukcesy), a przede wszystkim bieganie sprawia, że nie pogrążam się w codzienności. Zawsze jestem tuż nad nią. Nie daję się porwać pieprzonemu kieratowi życia. To całe życie, te wszystkie poważne sprawy, poważne miny i poważni ludzie. Nie być kolejnym „poważnym” trybikiem tego całego systemu. Chcę być cały czas ponad tym.

W jaki sposób? A choćby wychodząc biegać podczas deszczu, w śmiesznym obcisłym wdzianku. Śmieją się ze mnie? Niech się śmieją. Mam to gdzieś. Robię to, co lubię. Nie boję się tego, że pochłoną mnie obowiązki, praca i że nie będę miał czasu na bieganie. Mogę trenować i startować mniej, ale nie zrezygnuję z czegoś co sprawia mi tak cholerną przyjemność. Rutyna? Zabij rutynę bieganiem!


O autorze

Tu pojawi się kiedyś jakiś błyskotliwy tekst. Będzie genialny, w kilku krótkich zdaniach opisze osobę autora przedstawiając go w najpiękniejszym świetle idealnego, czerwcowego, słonecznego poranka. Tymczasem jest zima i z kreatywnością u mnie słabiuśko!



35 Responses to Kryzys wieku średniego?

  1. Krolisek mówi:

    Dosyć zabawnie wyglądają workowate dresy, koniecznie w zestawie z ocieplaną kurtką, skoro już zapodałeś temat mody 🙂

  2. Kuerti mówi:

    Ale nie budzą takich kontrowersji chyba jak leginsy. Mimo wszystko 🙂 .

  3. Marcin mówi:

    Tymochowicz w swojej książce wysnuł wręcz tezę, że szkoła uczy czekać, co się potem przenosi do pracy na etacie. Bo umiemy się głównie dostosowywać, oczekujemy że gdzieś „od godziny do godziny” musimy iść, zrobić swoje i wrócić. Zamiast czekania na sesję, koniec nauki itp czekamy na koniec tygodnia, wypłatę, podwyżkę i urlop 🙂

    Dla mnie bieganie zaczęło się, gdy skończyły się studia, i coraz mi z tym lepiej.

    A zastanawiałeś się już nad tym, że gdybyś przestał begać to Twoja praca straciłaby na wiarygodności?

  4. Petro mówi:

    On tylko dlatego jeszcze wykonuje jakieś ruchy pozorne, żeby PR nie siadł…
    Ten tekst to tak dla picu 😉

  5. Camaxtli mówi:

    Z tymi leginsami też ostatnio miałem przeboje i obiecałem sobie wziąć na siebie edukację społeczną w tym zakresie, w moich okolicach. Mam gest;)

    A co do kryzysu, sam jestem ciekawy jak to połączyć, przeważnie zlecenia fotograficzne są weekendowe, a te są zarezerwowane na wybiegania i zawody, mały konflikt? Oby tylko takie;)

  6. Kuerti mówi:

    Marcin,

    Ciekawa uwaga o szkole. Myślę bardzo podobnie. W ogóle jakby się tak dobrze zastanowić to życie składa się z samego oczekiwania. Choćby czekanie na koniec pracy, na weekend, na wyjazd.. na cokolwiek. Trzeba koniecznie mieć to na uwadze i być ponadto. Ja niestety jeszcze tego nie potrafię.

    Tak, zastanawiałem się nad tym. Hmm.. patrząc na resztę sklepów internetowych nikt w taki sposób jak ja – czyli bardzo bezpośredni, nieaninimowy, swojej działalności nie prowadzi. Ja to wszystko firmuję swoim nazwiskiem. Niejako więc moja „kariera” biegowa jest częścią mojej strategii biznesowej. Gdybym nie biegał na pewno byłoby mi trudniej. Teraz na pytania klientów mogę odpowiedzieć, ” no tak, biegałem w tym i….”. To znacznie ułatwia sprawę.

    Petro,

    Oj Ty! 🙂 . Jakie ruchy pozorne, bez biegania wariuję 🙂 .

    Karol,

    Może więc dłuższe wybietania w tygodniu?

  7. Duch mówi:

    Ciekawy temat poruszasz… tak się zastanawiam że tak rzadko rozmawia się na takie tematy, zamiast tego rozmawia się o samochodach, polityce, a przecież szukanie sensu, etapy życiowe, strategie życiowe, szukanie odpowiedzi na pytanie co ja w tym wszystkim robię (np. że biegam i dlaczego), to są najbardziej przecież fundamentalne w naszym życiu sprawy. I dobrze jest mieć w tym rozeznanie. A tymczasem wśród ludzi taka cisza na tematy które poruszasz…. Może to zagadnienia zbyt osobiste?

    Znowu poruszyłeś sporo ciekawych tematów, nie ma miejsca ruszać wszystkiego więc jedno – celnie opisujesz pewien moment w życiu że w młodości człowiek ciągle ma coś przed sobą (egzamin, praca, usamodzielnienie się, mieszkanie itp.). I pamiętam taki moment że nagle się widzi że większość celów została osiągnięta i … teraz będzie inaczej. Następuje reorganizacja myślenia, zmiana podejścia do życia. To fakt.

    Nie wydaje mi się, żeby na InO obecni byli tylko młodzi – weźmy np. ZPCh – „dziadków” też było sporo 🙂 A co do gnuśnięcia – później ważna jest kasa i nie chodzi o materializm tylko o przeżycie. To zabiera sporo energii.

    Z tymi nastolatkami (domyślam się że to dziewczyny) – widzę alternatywny scenariusz 🙂 Panny zobaczyły krzepkiego, jurnego, zmotywowanego kolesia (ich koledzy nie biegają więc nie mieszczą się w spodniach), obróciły się zaciekawione, i wtedy …żeby było mało, zobaczyły męski tyłeczek… nie wytrzymały ciśnienia i musiały odreagować 😀 Następnym razem musisz zagadać, inaczej Ci dziewczyny nie darują!! 😀

  8. Orientus mówi:

    Faktycznie ciekawy temat…niejednokrotnie się zastanawiałem co mnie skusiło po tylu latach „zwykłego” biegania skusic się na rajdy i „setki” gdy już zacząłem dobijać czterdziestki 🙂 ….(wyobraź sobie komentarze mojej żony..hehe) a co do legginsów…to jeszcze nic, wyobraź sobie jak się czułem jeżdżac (próbując) na rolkach po ulicy a komentarzy i porad udzielały mi koleżanki moich nastoletnich synów :D:D ….. wszyscy mieli ubaw (ale nie ja)
    Pozdrawiam.

  9. Piotr mówi:

    Dziwnie z tym zgnuśnieniem i dziećmi. Mam już 18 i 16 letnie i jak były małe to był z nimi maraton codzienny i marzenie by się w końcu wyspać . Tak to jest bo chciałem (chcę) by im było jak najlepiej i doświadczały fajnych rzeczy jak najwięcej. Na teraz to się cieszą że ojciec czyli ja realizuje swą pasję. Aktywność mi nie przeminęła zmieniły się uciechy. Myślę że jeśli ktoś biega ot tak to będzie biegał z nosidełkiem, wózkiem i za rowerkiem to po prostu zajefajne.

  10. Krzysztof mówi:

    Kuerti, kryzys wieku średniego w wieku 26 lat? Jaja sobie robisz??? Nawet za komuny do ZSMP przyjmowali zdaje się do 35 roku życia 🙂

    Ja zacząłem biegać w wieku lat 35 właśnie – chyba w ramach kryzysu wieku średniego 🙂

  11. rocha mówi:

    Dziwne, ale nie mam nic do powiedzenia w temacie…

    🙂

    Dziadek w dziewiędziesiąte urodziny przed dmuchnięciem w świeczki rozmarzył się: „Eh! Mieć znów 70lat!”

  12. Kuerti mówi:

    Duch,

    Rzeczywiście wiele wątków porozpoczynałem, a żadnego nie poprowadziłem do końca…

    Dlaczego tak rzadko rozmawia się na te tematy? Może dlatego, że w pewnym wieku nie powinno się mieć już wątpliwości, masz te 30 kilka lat, żonę, dzieci, pracę, no i masz się teraz zastanawiać o co w tym wszystkim chodzi? Może więc po prostu udajemy sami przed sobą, albo zwyczajnie unikamy takich tematów, żeby nie mącić sobie w głowie.

    Myślę, że mamy dwa takie bardzo ważne etapy, w których następuje ta reorganizacja myślenia. Koniec edukacji, początek nowej drogi, praca itd. A później stabilizacja (rodzina, dzieci), własne mieszkanie, samochód itd. Czyli osiągnięcie tych podstawowych celów. W każdym z tych momentów musi pojawić się pytanie co dalej?

    Kasa.. jasne! Pieniądze szczęścia nie dają, ale bez pokrycia tych podstawowych potrzeb i naddatku na troszkę szaleństwa, co to byłoby za życie?

    Co do nastolatek, 😀 .

    Orientus,

    Myślę, że powinieneś się czuć wyjątkowo! Mało kto z Twoich rówieśników próbuje nowych rzeczy. Cały czas pamiętam jedno ze swoich pierwszych wyjść na trening, dopiero zaczynałem biegać. To było dość niezdarne. Na posesji obok stał niewiele starszy ode mnie chłopak, pamiętam jego szyderczy uśmiech na twarzy. Utkwiło mi to w pamięci po dziś dzień. To było strasznie dopingujące.

    Piotr,

    Mogę Ci tylko pogratulować! Pisząc tekst nie miałem na myśli takich ludzi jak Ty. Chodziło mi o gości w moim wieku, którzy zaczynają nowy etap w życiu, do tej pory jeszcze pełni pasji… Sam widzę po sobie jak łatwo utracić tę pasję. Staram się cały czas ją pielęgnować, choć nie jest łatwo. Zdaję sobie sprawę jak łatwo można by sobie odpuścić i zacząć gnuśnieć. Moja wizja rodziny zakłada podobny scenariusz do Twojego 🙂 .

    Drewniak,

    Widziałem ten film wcześniej 🙂 .

    Krzysiek,

    Oczywiście przesadziłem z tym kryzysem, celowo zresztą 🙂 .

    Rocha,

    Wszystko zmienia się z upływem czasu jak widać 🙂 .

  13. Adamo mówi:

    Ja za to przeskok przez cwiercwiecze mojego zywota wspominam bardzo dobrze.
    Cos sie skonczylo ale wiele wiecej sie zaczelo. Najgorsze jest jesli stoimy w miejscu bez szansy na zmiany, bez perspektyw. I nie ma co myslec, ze teraz juz tylko stabilizacja, gnusnienie (no moze w sensie kondycyjnym podlegajac prawa natury). Na szczescie a czasami niestety zycie potrafi powywracac sie w niespodziewanych momentach i kierunkach. Jesli do tego nie traci sie ciekawosci swiata i checi poznawania nowych rzeczy to zgusniala starosc raczej nie grozi.
    Z innej strony slyszalem kiedys, ze jesli facet czegos nie osiagnie do 40ki to pozniej bedzie juz za pozno 🙂 A ja stoje w rozkroku miedzy 30ka a 40ka 🙂
    Co do edukacji to w moim przypadku akurat czeka mnie nauka az do emerytury 🙂 Nie watpie tez, ze w wielu zawodach nie moze sie bez niej obejsc.
    Jak rowniez w zwyklym zyciu.
    Wlasnie chec ciaglej nauki/stawiania sobie wyzwan/doswiadczania czegos nowego jest wazny czym kolwiek bysmy sie zajmowali.
    Zawsze kolo 90ki mozna nuczyc sie tajemnej sztuki szydelkowania 🙂
    Jesli chodzi o obcisle gatki to wyobraz sobie polowe lat 90tych w malym miasteczku 🙂 Fakt ze moze bylo nas wielu w klubie ale i tak ludzie musieli sie przyzwyczajac.
    A jesli wezmiemy pod uwage kolarzy z ogolonymi nogami na miejskiej plazy? Tylko sie zalamac 🙂

  14. Paweł mówi:

    Mówi się, że bieganie jest najlepszym lekarstwem na kryzys wieku średniego. A Ty Kuerti coś mi się zdaje wyszedłeś przed szereg i łyknąłeś lekarstwo zanim zacząłeś być chory 😉 Ja podobnie.

    Może będziesz musiał myśleć nad jakąś mocniejszą zajawką na swoje wczesne lata czterdzieste bo tabletka z napisem „bieganie” może Ci już do tego czasu spowszednieć i przestać działać.

  15. Patyk mówi:

    A propos nie tracenia pasji:
    Wydaje mi się,że trzeba popracować nad współczynnikiem ilość/zadowolenie. Przychodzą czasy, że trzeba się zadowolić jedną imprezą z kumplami na dwa miesiące, rajdem co trzy i treningiem 3-4 razy w tygodniu wyszarpywanym o 6 rano czy późno wieczorem. Nauczyć się cieszyć mniejszą ilością zdarzeń, zwiększając intensywność przeżywania.

    W kwestii leginsów: Dziewczyny po porostu zazdroszczą Ci zgrabnego tyłka.

    W kwestii sposobu na utrzymanie aktywności: właśnie jestem na etapie kupowania przyczepki/joggera, żeby móc połączyć trening z opieką nad dzieckiem (macie jakieś doświadczenia z tego typu sprzętem?.

  16. Włodek mówi:

    Cześć – witam wszystkich to mój pierwszy tutaj wpis.

    Chłopie jaki kryzys ??? – kryzys mają mięczaki, a brak celów – ludzie bez wyobraźni.

    Całe życie jest fajne, zawsze można robić coś ciekawego i nowego. Opowiem taką anegdotę – mieszkałem kiedyś w miasteczki nad brzegiem jeziora i pracowałem w jednej z największych fabryk w tym kraju. W firmie pracował konstruktor (w momencie w którym to sie dzieje miał sporo ponad 40 lat i dwoje dzieci), gość naprawdę dobry w swoim fachu, i miał propozycję pracy w swoim zawiedzie w Szwajcarii – i powiedział mi że jej NIE przyjoł bo: – TU MA SWOJĄ TRASĘ DO BIEGANIA I PŁYWANIA. Codziennie wieczorem biegał naokoło jeziora (linia brzegowa 16 km) plus odbijał nad kolejne jeziorko, tak czyste że mieszkały w nim bobry, rozbierał się, płynoł 800 m (w poprzek jeziorka tam i z powrotem), wracał ubierał się i biegł do domu. I tak cąły rok, aż jezioro zamarzało. Wtedy odstawiał pływanie tylko biegał. Do tego jeździł na rowerze – szosa – taka generacja (czy ktoś zauważył że styl kolarstwa można powiązać z pokoleniami). Jak myślisz czy On miał kryzys wieku średniego lub jaki kolwiek inny?. Fajnie spotkać takich ludzi. Tak to są wyjątki. Ale przecież nie będziemy równać w dół prawda?

    Powodzenia Ci życzę i więcej optymizmu. Osobicie przekroczyłem wiek „średni” mam rodzinkę – dwójka maluchów – i uwierz mi można nadal robić fajne sprawy. Śledzę sobie te twoje pisanie i mam mięszane uczycia, niby spoko koleś, a momentami to normalnie chce się Tobie skopać tyłek. Do roboty, plan max …

  17. Paweł mówi:

    Patyk, nie podejmę się oceniać zgrabności tyłka Kuertiego 😉 ale do tego co napisałeś mam jeszcze taką uwagę: Ciężko jest chyba zadowolić się słabą dyspozycją biegając (bo nie trenując) 3 – 4 razy w tygodniu. Ma się wtedy świadomość, że kiedyś było się mocnym a teraz miernota. To może być frustrujące. Ja się też zastanawiam jak to będzie, gdy nie będę miał czasu trenować. Czy będę truchtał 3razy w tygodniu by nie złapać brzucha czy całkiem odpuszczę. O wiele łatwiej ma ktoś, kto nigdy nie biegał dla wyniku, nie rywalizował i tych wyników nie miał.

  18. Kuerti mówi:

    Ciekawa dyskusja się rozwija!

    Adam,

    Masz rację, coś się skończyło, ale coś się również zaczyna. Warto mieć na uwadze ten próg, ten moment, tak żeby wejść z niego z otwartą głową. Masz bardzo fajne podejście ogólnie do życia, podoba mi się ono. Rozmawiamy sobie tutaj tak o tym gnuśnieniu, ale target przecież nie ten, my cały czas podejmujemy wyzwania, stawiamy sobie coraz wyżej poprzeczki. Czasem je strącamy, ale nie poddajemy się, wciąż i wciąż. To jest strasznie fajne w tym wszystkim. Taka nieustępliwość. Przydatna cecha.

    Paweł,

    Racja! Bogdan (Orientus) pisał o tym, że w okolicach 40tki przestało wystarczać mu samo bieganie, zajął się ultra. A my? No właśnie co z nami będzie skoro my już sięgnęliśmy po ciężkie „dragi”? 🙂 .

    Patyk,

    Celna uwaga! Jestem właśnie na takim etapie, że musiałem zredukować treningi/starty i zająć się biznesem. Nie odpuściłem zupełnie, ale nie mogę się już w takim stopniu poświęcić pasji co wcześniej. Ale to naturalny proces.

    Włodek,

    Witaj na PK4!

    Dajcie mi już spokój z tym kryzysem wieku średniego 🙂 . Celowo użyłem tego sformułowania, choć tak naprawdę nie dotyczy się ono mnie w żaden sposób. Czy przechodzę jakiś kryzys? Nie wiem, przewartościowuje wiele rzeczy w swoim życiu, to moment na zastanowienie się. Zakończył się pewien etap, zaczyna następny. Rajdy nauczyły mnie jednego, kryzysy przytrafiają się nawet największym mocarzom – tak samo jest w życiu, choćbyś był nie wiadomo jakim twardzielem, to prędzej czy później trafi Ci się słabszy okres. Sztuka w tym, żeby ten kryzys przetrwać i napierać dalej. Twardziele miewają kryzysy, ale tylko mięczaki poddają się.

    Ładna historia. Nie znam człowieka więc nie wiem czy miał kryzys. Jeśli czytasz bloga dłuższy czas, to na pewno czytałeś jedną z wielu naszych dyskusji a propos tego czym jest dla nas bieganie, często powtarza się taka myśl „to ucieczka”. I czasem tak jest.

    Nie patrzę na rodzinę jako coś, co automatycznie oznacza rzucenie mojej pasji w kąt. Wręcz przeciwnie, to szansa na spojrzenie na to wszystko z zupełnie innej perspektywy. Patyk pisał o wózku do biegania, są przyczepki rowerowe, jest multum możliwości. Jak się dorobię rodziny, to na pewno to będzie zwariowana rodzinka z szalonymi pomysłami 🙂 .

    Co do ostatniego akapitu, dzięki! A że czasem marudzę? 🙂 . Taki już mam styl pisania. Czasem staram się podjąć ciężki temat, tak jak teraz, nie zawsze mi to wychodzi, nie zawsze potrafię dobrze ubrać w słowa, to co chcę przekazać.

    Paweł,

    Ciekawa uwaga. Myślę, że to jest moment, w którym musisz nieco inaczej określić priorytety. I znaleźć frajdę nie tylko w treningu po wynik…

  19. Kg mówi:

    Kuerti

    Wyobraź sobie, że zbliżasz się do wysepki i znaku nakazu jazdy z lewej lub z prawej strony:

    z lewej jest to co robisz dla siebie. Bo prawda jest taka, ze człowiek lubi sobie robić dobrze, kupujesz loda, oglądasz mecz lub biegasz, jesteś piepszonym egoistą 🙂 to po pierwsze, dorabiasz sobie teorie, ze zdrowie, że fajne imprezy, że ludzie i maratony, że możliwości a tak naprawde robisz sobie dobrze. WYPŁACASZ. Czy to się czymś różni od masturbacji?;) Generalnie nie różnisz się specjalnie niczym, od goscia z grubym brzuchem co kupuje jacht i płynie łowić rekiny. Wyobraź filmik na YT, ten gościu wtacza się do jachtu, muzyka na podkładzie jest z trailera Primal Quest. Niczym się to specjalnie nie różni od spotu reklamującego maraton des sables z biegającymi brzydko, pokurczonymi amatorami w tle, którym się wydaje że robią niewiadomo co, tak naprawdę są egoistami, robią dla siebie, wypłacają, no właśnie co? Ten gościu może coś tam zapracował to wypłaca, a Ty? Ty NIC, nic nie „zarobiłeś, wytworzyłeś zdziałaeś” a chcesz się bawić, to się bawisz. Troszkę inny temat to dowartościowanie, nałóg, to tez się z tym wiąże

    z prawej strony jest samorealizacja, priortety, cele. Jeżeli uważasz, że tak jak żyjesz teraz chcesz żyć i to cie zadowala, w porządku. Baw się dalej, trać zdowie jak je masz, biegaj w transkarpaciach, czy trans jurach. Natomiast jeżeli chcesz coś więcej np. mieć lub być, to stary powinieś w tym momencie WPŁACAĆ. I zamiast robić sobie dobrze, to się pomęczyć, popracować lub pokombinować. Kurek mówił, że sport jest jego nałogiem, bieganie jest proste. Buty i wyjść biegniesz, można tak robić co wieczór. Tylko czy warto nie robić czegoś innego w tym momencie?

  20. jasiek mówi:

    Ja to nie wiem co teraz mam, zabiegany jestem, zalatany, próbuje trenować, wychowywać dzieci, pracować, wszystkie sroki za ogon. Teraz mi kręgosłup się buntuje. Kryzys to to nie jest,nawet nie wiem jak nazwać.

  21. Adamo mówi:

    Pawel,
    „Ma się wtedy świadomość, że kiedyś było się mocnym a teraz miernota. To może być frustrujące.”
    Jest to cholernie frustrujace!!!
    39 minut na 10km w triathlonie olimpiskim, 36 minut na 10km w pierwszym biegu w duathlonie a teraz drepcze po 6’00” gora kilkadziesiat minut i co rusz cos nawala organizmie. W miedzyczasie przez dlugie lata smakowanie ciemnej i niesportowej strony zycia…
    Kuerti,
    Fajne podejście ogólnie do życia moze mam, ale filozoficzne…z realizacja bywa znacznie gorzej 🙂
    Ale
    „Dopóki walczysz, jesteś zwycięzcą”
    A kiedy nie uklada sie po mysli…

    Moja ulubiona przypowieść Tao:
    http://pl.wikipedia.org/wiki/Taoizm

    „Pewien stary człowiek i jego syn mieszkali w porzuconej fortecy na szczycie wzgórza. Jedyną wartościową rzeczą jaką posiadali był koń.
    Którego dnia koń uciekł. Sąsiedzi przyszli wyrazić im swe współczucie.
    – To naprawdę straszne – mówili.
    – A skąd wiecie? – spytał starzec.
    Następnego dnia koń wrócił, przyprowadzając za sobą kilka dzikich koni. Stary człowiek i jego syn zamknęli je w zagrodzie. Nadbiegli sąsiedzi.
    – To naprawdę wspaniałe! – mówili.
    – A skąd wiecie? – spytał stary człowiek.
    Następnego dnia syn próbował ujeździć jednego z dzikich koni. Spadł i złamał nogę. Sąsiedzi nadeszli, kiedy tylko dowiedzieli się o tym.
    – To naprawdę fatalne – mówili.
    – A skąd wiecie? – spytał znów starzec.
    Następnego dnia nadciągnęła armia, zabierając wszystkich młodych ludzi do wojska, aby walczyć przeciwko barbarzyńcom z północy. Wielu z nich już nigdy nie miało wrócić. Syna starego człowieka nie wzięto, bo miał złamaną nogę.”

    p.s. to taka pora roku…depresja na przednowku 😉
    tylko ze ja w tym roku tesknie za sniegiem bo biegowki sie kurza…

  22. Paweł mówi:

    Adamo, fajna przypowieść. Jednym zdaniem nie wiadomo czy coś co wygląda źle będzie złem w przyszłości a coś co wygląda dobrze przyniesie później złe rezultaty. Mamy dwie ścieżki na rozdrożu, jedną krętą i wąską drugą szeroką i wygodną. Teoretycznie ta łatwa będzie lepsza ale pytanie jest: co będzie za zakrętem? Czy ładna ścieżka nie zmieni się w strasznie wyboistą?

    Śnieg jeszcze być powinien, chłopaki od Skorpiona (Jurasz i Paweł) już pewnie czynią rytuały, tańczą wokół ogniska, gotują nogę żaby, palą wielbłądzie bobki 😉 Odkąd pamiętam zawsze na drugą połowę lutego śnieg załatwili. Przynajmniej na Lubelszczyźnie.

  23. Kuerti mówi:

    Kazig,

    Myślę, że zbyt mocno zarysowałeś te 2 stanowiska, w Twojej metaforze „wypłacanie” jest czymś złym (odnoszę takie wrażenie), natomiast „wpłata” jest czymś dobrym, lecz jakby stojącym w opozycji do sprawiania sobie przyjemności „wypłatami”.

    Już kiedyś dyskutowaliśmy nt. tego czy nasze rajdowo/biegowe hobby jest wartościowsze niż inne zajęcia. Nie podejmuję się prób wartościowania. Masz rację, robię to dla siebie, dlaczego? Ano bo to sprawia mi cholerną przyjemność. Czy jestem egoistą? Myślę, że dopóki nie zaniedbuję innych obowiązków (praca, rodzina itd.) to wszystko jest w porządku, dla mnie modelowymi przykładami takich facetów, którym udaje się to wszystko pogodzić są, komentujący tu Jasiek oraz Michał Jędroszkowiak. Ale i poza nimi znam wiele osób, którym to się udaje, albo przynajmniej tak mi się wydaje. Z drugiej strony znam też singli, którzy mają większą swobodę w realizowaniu własnych pasji.

    Uważam, że każdy z nas ma prawo do egoizmu i działań dla własnej przyjemności, jak wielkie jest to prawo to już zależy od zobowiązań, które sami na siebie nałożyliśmy.

    Pytasz się czy nie warto robić czegoś innego w tym momencie? Jasne, że warto! Nie wiem dlaczego tak mocno polaryzujesz to wszystko? Z Twojego komentarza wynika, że albo albo. Nie ma drogi środka. Spójrz na mnie, nadal trenuję i startuję. Co prawda od dobrych kilku miesięcy musiałem nieco ograniczyć to wszystko. Jednocześnie rozwijam własny biznes, który jest związany z moją pasją. Łączę więc te obydwie drogi, o których piszesz tak ściśle jak tylko to można zrobić. Wypłacając jednocześnie wpłacam, a wpłacając jednocześnie wypłacam.

    Zgodzę się w pełni z tym co powiedział Artur – bieganie jest cholernie proste. Tak samo jak i całe to rajdowanie. Życie jest znacznie bardziej skomplikowane.

    Jasiek,

    A nie boisz się, że przyjdzie taki moment, że będziesz miał dość tego wszystkiego?

    Adam,

    Czytałem tę przypowieść wcześniej. Bardzo mi się podoba i odzwierciedla moją filozofię życiową. Dlatego niczego nie żałuję, nie żałuję zmarnowanego czasu, wszystkich tych porażek, błędów, które popełniłem. To wszystko doprowadziło mnie do miejsca, w którym jestem teraz. Podoba mi się tu. Mam fajne perspektywy 🙂 .

  24. jasiek mówi:

    W zasadzie też jestem jakby w stagnacji, główny ból to praca zawodowa i jakby „kariera” i to że nie mam że tak powiem „zagrzanego stołka” i spokojnej głowy. Jestem teraz w projekcie rozwoju swojej działalności, wiec jak mi przyznają dofinansowanie to się nieco pozmienia. Taki wybrałem moment, wóz albo przewóz, i najbardziej obecnie to moją głowę zaprząta, nawet bardziej niż sport czy rodzina. Ale jak Kazig napisał trenuję bo jestem egoistą, mimo to uważam że za czas spędzony egoistycznie mogę z czystszym umysłem resztą czasu obdarować innych.

  25. "Seniorita" mówi:

    Nastolatki, które śmiały się z Ciebie, ponieważ biegałeś w leginsach, nie wyrażały rozbawienia dlatego, że uprawiasz „niepoważny sport”… Jestem przekonana, że leginsy przylegały do ciała, co za tym idzie uwydatniały co nieco… I właśnie to wprawiło je w stan euforyczny;)
    Powinienes traktować to jako komplement;)

    Jeżeli chodzi o wiek, to co Ty możesz o tym wiedzieć:P Studia można zacząć w każdym momencie – jeżeli ktoś czuję taką potrzebe, jeżeli nie, to wcale nie znaczy, że jest mniej wartościowy. Jednak fakt jest faktem – trzeba zagospodarować sobie mnóstwo czasu, który kradziony był na edukację. Tylko od Ciebie zależy na co go wydasz – powszechnie wiadomo, że czas najlepiej się marnotrawi na głupoty, dlatego proponuję zmarnotrawić go 19.02 w jakimś dobrym pubie na Starym w Poznaniu – chętnie zagospodaruję z Toba kilka godzin przy piwku:D
    Ps. Nie z powodu obcisłych leginsów:P

  26. jasiek mówi:

    Problem leginsowy to miałem 12 lat temu gdy jeszcze takie cuda się nawet w tv rzadko zdarzały, wtedy to się wkurzałem i wstydziłem, a komentarzy było pełno. Pamiętam że raz prawie doszło do bójki z jakimiś dwoma kretynami bo krzyknął któryś za mną „gej” i chyba nie przewidział że zawrócę, a zawróciłem.
    Teraz mam zasadę „niech się wstydzi ten kto widzi”,ale do takich idiotów i tak bym zawrócił jeszcze raz.

  27. Kuerti mówi:

    Oj, uczepiliście się tych leginsów 🙂 .

    Jasiek,

    Życzę w takim razie powodzenia, niech się projekt rozwija i przyniesie „spokojną głowę”!

    Seniorita 🙂 ,

    Piwko jak najbardziej 🙂 .

  28. shane mówi:

    Kryzys, rutyna, zwątpienie w sens tego co robię ?

    Sami piszemy swoją historię,
    róbmy to co lubimy a nie będziemy żałować żadnego dnia, w końcu to że odstajemy od stereotypów codziennego życia, jakże nudnego, nie oznacza, że jesteśmy gorsi.

    link na wzmocnienie:
    http://www.youtube.com/watch?v=FxUlmryhn48

    I am a champion.

    Pozdrawiam !

  29. Maciej mówi:

    Fajna dyskusja.

    Shane pisze „róbmy to co lubimy a nie będziemy żałować żadnego dnia.”

    Brzmi super. Własne doświadczenie mówi mi, że nie zawsze się da…ale próbować warto. Czasami robimy coś czego nie lubimy bo aktualnie nie ma lepszej alternatywy. Wtedy trzeba się pogodzić chyba. „A skąd wiecie ?” Ot, życie. Duż niepewności. Skręcić w prawo, w lewo ? Czekać ?
    Coach Bennewicz pisze, że wszystkie decyzje jakie podejmujemy w danym momencie są dobre. Potem czas je weryfikuje oczywiście.

    Biegajmy więc i cieszmy się, że możemy biegać.
    Bieganie to jednak nie ucieczka. To rozrywka.

    Pozdr.
    M.

    Kryzys, nie kryzys. Po prostu nowy etap. Wszystko mija, zmienia się.

    Staraj się cieszyć nowym etapem. Look at the bright side of life.

  30. shane mówi:

    Zgadzam się Maciej:

    „Czasami robimy coś czego nie lubimy bo aktualnie nie ma lepszej alternatywy.”

    Robimy to dlatego żeby móc powrócić do dawnego życia, takiego jakie nam najbardziej nam odpowiada.
    Przystopowanie też może wyjść na dobre, no i wiadomo że wszystko przemija i takich okresów będzie tzw. wuchta.

  31. Kuerti mówi:

    Myślę Maciej, że mimo dzielącego nas wieku jedziemy na tym samym wózku – realizujemy podobne marzenie i… nie wiem jak u Ciebie, ale ja często mam momenty zwątpienia, trudne chwile kiedy jest cieżko, a przecież robię to, co lubię! Ba, to co kocham! Życie z definicji jest trudne i przynosi wiele cierpienia, błędem jest oczekiwać, że uda nam się znaleźć jakiś cudowny sposób, dzięki któremu unikniemy tego, co przykre i nieprzyjemne.

    To część drogi. Po prostu.

    Nie kryzys, a coś nowego. Zgodzę się, to wszystko jest kwestią przyjęcia odpowiedniej postawy, może zmiany perspektywy.

  32. Maciej mówi:

    Tak, Grzesiek, mam momenty zwątpienia. Teraz może częściej niż kiedyś ? A możę tyle samo ? Nie wiem. Ale godzę się na nie=akceptuję jako element tego życia. Kiedyś może bym się więcej buntował=złościł, ale teraz nie lub mniej. O cierpieniu mało wiem, więc się nie wypowiadam.
    Zwątpienie, cierpienie jak i radość to część drogi. Tak. A to droga jest celem, jak mówią.
    I „cudowny sposób” i „postawa” i „perspektywa”
    Mądrze piszesz Grzesiu.
    Pełna zgoda z Tobą.
    si ja

  33. Adamo mówi:

    Na koniec chcialbym dodac wazna rzecz.
    Rozmowa troche zeszla w klimaty: rob co kochasz, poczuj siebie, czasami wyluzuj, bedzie lepiej…
    W tym momencie trzeba dodac, ze bez ciezkiej i madrej! pracy wszelki sukces jest niemozliwy.
    Oczywiscie jesli praca w danej dziedzinie jest tym co bylo nasza odwieczna pasja to jest latwiej.
    Zauwazcie, ze mistrzowie sportu sa najczesciej ludzmi, ktorzy az rwa sie do ciezkiej harowki.
    Czasami zas bardzo latwo mozna sie (probowac) wytlumaczyc, ze mialo sie pecha, ze w zasadzie to tylko zabawa itd. itp.
    Dlatego nalezy pamietac, ze rownowaga wewnetrzna, jakas filozofia swojego zycia, sportu jest OK ale bez cech takich jak pracowitosc, niustepliwosc, systematycznosc, dokladne wykonywanie nawet najprostszej czynnosci itd. nie da sie rady.
    Twierdzic mozna nawet, ze to wlasnie wczesniej sa umiejetnosci pozwalajace wykonac porzadnie jakas prace a dopiero po tym pojawia sie rownowaga wewnetrzna itp.

  34. Kuerti mówi:

    Adam, jasne! Ciężka i mądra praca to podstawa. Teraz tak sobie pomyślałem, z jak wielu czynników składa się sukces – a tym bardziej ten sukces na najwyższym poziomie. To niewiarygodne po prostu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Back to Top ↑