Kuertiego przypadki no image

Opublikowany 14 grudnia 2010 | autor Grzegorz Łuczko

13

II Grand Prix Poznania na 5km: Relacja

Nastawiłem budzik na 3 godziny przed startem. Tych kilka startów w biegach ulicznych (biegu po zaśnieżonej ścieżce wokół jeziora Rusałka w żaden sposób nie można zaklasyfikować jako bieg uliczny, ale idea – wycisnąć z siebie maksa – pozostaje ta sama) nauczyło mnie jednej rzeczy – zawody biegowe rządzą się swoimi, schematycznymi prawami.

To nie rajdy, gdzie podczas kilkunastu, czy kilkudziesięciu godzin dzieje się tak dużo, że nawet popełniając kilka błędów można osiągnąć dobry wynik. Nie, jeśli biegniesz na czas na określonym dystansie, Twój margines błędu jest cholernie mały – a w zasadzie nie ma go w ogóle. Liczą się takie szczegóły jak rodzaj śniadania jaki spożyjesz przed biegiem, czy liczba godzin pozostałych do startu, kiedy zaczniesz je spożywać.

Nawet taki – na pierwszy rzut oka – detal może popsuć wszystko. Niepozorna kolka, która na treningu, czy na dystansie ultra nie jest niczym szczególnym, na 5 czy 10km sprawia, że cały Twój trud idzie na marne. Tak, bieganie bywa strasznie schematyczne. Ma to swój urok – jeśli lubisz dopracowywać do perfekcji szczegóły i szczególiki to jesteś w domu!

Wstałem sam, bez budzika. Nie był potrzebny. Obudził mnie dziwny niepokój i adrenalina we krwi. 5 kilometrów to na tyle krótki dystans, że nie można zbyt wiele kalkulować, trzeba biec ile fabryka dała. Byłem świeżo po problemach z kolanem. Po obiecującym debiucie podczas poznańskiego maratonu przyszły 2 beznadziejne miesiące. Życie. Nigdy nie jest tak fajnie, jakby się chciało, żeby było.

Oczywiście chciałem poprawić wynik z lutego, kiedy biegłem tę samą trasę. Co z tego, że brak formy, biegi na takim dystansie zawsze traktuję treningowo – jako formę sprawdzenia się. Nie tylko fizycznego, ale może i przede wszystkim mentalnego. Zawsze przychodzi taki moment, w którym chcesz się poddać, odpuścić – i to jest ta chwila, w której możesz pokonać samego siebie. Łatwo pisze się o tym siedząc przed komputerem – co innego zastosować to w praktyce, gdy mięśnie wyją z bólu, a psycha łamie się jak delikatne drzewko pod naporem wiatru.

Warunki – podobnie jak w lutym – były beznadziejne. Śnieg, wąska, na szczęście, przedeptana ścieżka i siąpiący deszcz. Na treningach przed sobotnim biegiem czuję się jak czołg, biegam wolno i bez polotu. Zero dynamiki, samo człapanie. Beznadzieja! Ale po co o tym myśleć na kilka sekund przed startem? Rozmawiam jeszcze z Kubą z formatowni, gdy ktoś w tle zaczyna odliczanie. Już? Już! O cholera, biegniemy!

Mogłem przesunąć się do przodu, bo początek to standardowa przepychanka w tłumie. Próbuję przyśpieszać, ale nie ma jak rozwinąć prędkości. Pierwszy kilometr jest najgorszy – wąsko, nie ma jak wyprzedzać. Po bokach udeptanej ścieżki nieprzetarty śnieg. Powtarzam schemat z początku roku, krótki i bardzo wyczerpujący sprint, i kilka chwil na złapanie oddechu. Biegniemy gęsiego. Po jakimś kilometrze przerzedza się nieco, trasa delikatnie wije się pod górkę.

To jest dobry moment na wyprzedzanie, ale czuję się już nieco zagotowany. Dużo sił kosztował mnie ten początek – poza tym, nie ma formy! Co tu dużo mówić. Dyszę już ciężko, a przede mną jeszcze 4 kilometry. Zwalniam nieco – albo inaczej, nie przyśpieszam. Odpoczywam, zbieram siły. Co jakiś czas wyprzedzam i znów odpoczywam.

Gdzie na 3km przychodzi myśl, żeby odpuścić. Żeby dotoczyć się jakoś do mety bez podejmowania walki. Oswajam się z tą myślą, ale nie zwalniam. 2 kilometry, kurwa mać, tylko 2 kilometry, ile takich odcinków przebiegłem w swoim życiu? No właśnie! Dasz radę! Motywuję się w myślach. To ma być trening psychy, nie odpuszczaj!

I nie odpuszczam. Co jakiś czas znów zrywam się do wyprzedzania, mam już serdecznie dość, ale daje z siebie maks. Tylko 2 kilometry! Czas na mecie nie będzie ważny, liczy się to, czy walczę do końca. Czy w chwili słabości, gdy organizm ma już dość i chce odpuścić, czy w takim momencie jestem w stanie mentalnie zebrać się w sobie i siłą woli, psychiki ciągnąć dalej.

Czekam na ostatni kilometr, wiadomo, końcówka. Znów pojawia się ta błoga myśl – daj sobie na luz! Ale nie, zrywam się do ostatniego wysiłku. Co z tego, że wystarcza to ledwie na utrzymanie dotychczasowego tempa, skoro mijam kolejnych biegaczy. Gdzieś na ostatnim kilometrze zrywa się do sprintu biegacz w beżowym polarze. Ucieka mi na kilkanaście metrów, ale nie zamierzam dam mu się wyprzedzić, o nie stary! Trzymam się za nim do ostatnich metrów.

200 metrów do końca. Sięgam po rezerwy i zrywam się do finiszu. Na ostatnim zakręcie mam go! Mijam i uciekam w stronę mety. Udało się! Wpadam na metę strasznie zmęczony, ale i szczęśliwy. Poprawiłem wynik z lutego o kilka sekund, ale co ważniejsze, udało mi się przez cały dystans nie odpuszczać, pokonałem sam siebie.

I to właśnie sprawia mi największa frajdę!

Zdjęcie: Adam Tomczak


O autorze

Tu pojawi się kiedyś jakiś błyskotliwy tekst. Będzie genialny, w kilku krótkich zdaniach opisze osobę autora przedstawiając go w najpiękniejszym świetle idealnego, czerwcowego, słonecznego poranka. Tymczasem jest zima i z kreatywnością u mnie słabiuśko!



13 Responses to II Grand Prix Poznania na 5km: Relacja

  1. Wojtek mówi:

    O proszę, mamy takie same przemyślenia podczas biegu nad Rusałką. Na 3km myślę sobie coś w stylu:
    – dobra, już mniej niż więcej 😉
    Ciężki bieg, na pierwszym kilometrze miałem 50 sekund straty do czasu sprzed miesiąca, kiedy de facto byłem na kacu, no dobra, pracowałem do późna 🙂

  2. Marek MAKHI mówi:

    Jednak, udało się. a może jesteś lepszy?

  3. Kuba mówi:

    Mi psycha siadała na 2 km, od 3 km już tylko utrzymywałem tempo, bo na przyspieszenie nie widziałem szans. Ale to równe tempo i tak pozwoliło mi wyprzedzać i nie być wyprzedzanym.

    Walczymy dalej, następny sprawdzian w styczniu 🙂

  4. Dziadek mówi:

    Bardzo dobrze Grześ, wlasnie o taką walkę chodzi, bez względu na aktualną formę i obojętnie w jakich zawodach startujesz. Gratuluje!

  5. Paweł mówi:

    Czuję to podobnie. Tylko na ostatnim kilometrze myśli o odpuszczeniu już nie mam. Wtedy zastanawiam się kogo jeszcze mogę dojść i od kiedy zacząć ostry finisz. Jak rozegrać końcówkę partii. Zaś pierwsze 3/4 trasy to skupienie na tym by być jak najbliżej linii która rozdziela „to na moje możliwości” od „to ponad mój poziom wytrenowania”. Być blisko ale jej nie przekroczyć bo skończy się źle.

  6. Kozlik mówi:

    Mi łatwiej przełamać kryzys na rajdzie gdzie jest dużo więcej ‚godzin’ oraz km do przebiegnięcia, przepłynięcia czy przepedałowania niż na takim dystansie – 5km. jakoś mi to nie idzie, może dlatego, że nie ma czasu na ‚przemyślenie’ czy ‚przetrawienie’ kryzysu. z moim nie wielkim doświadczenieniem zauważyłem, że generalnie dużo lepiej radzę sobie na długich dystansach mentalnie i fizycznie niż na krótkich.

  7. Kuerti mówi:

    Wojtek,

    Myślę, że tego typu przemyślenia wymusza nieco sam dystans. Z 10km mam podobnie, liczę kilometry do 5, bo wiem, że później jest już „z górki”.

    Marek,

    W jakim sensie jestem lepszy?

    Kuba,

    Równe tempo czasem wystarczy, szczególnie widać to pod koniec dystansu maratońskiego 🙂 .

    Dziadek,

    Starty w biegach dużo dają, wiesz? To inna zabawa niż rajdy, ale wiele można się nauczyć, kontroli własnego organizmu, biegu na granicy możliwości, panowania nad psychiką w fazie skrajnego zmęczenia (to jest zmęczenie innego typu niż na rajdzie), a to później przydaje się podczas zawodów ultra. Polecam Ci wystartować kilka razy 🙂 .

    Paweł,

    U mnie zależy wszystko od tego jak rozłożę siły, w tym roku np. na 10km na Maniackiej Dziesiątce miałem pełno sił na finiszu, mogłem przycisnąć. Na półmaratonie z kolei ledwo dotoczyłem się do mety. Mentalnie się poddałem na tym ostatnim kilometrze, nie potrafiłem zmusić się do ostatniego wysiłku.

    Fajnie to opisałeś o balansowaniu na cienkiej linii, dokładnie o to chodzi!

    Kozlik,

    Myślę, że wynika to ze specyfiki wysiłku. Na rajdzie ten wysiłek jest mało intensywny, kryzys, jeśli się pojawia ma inną postać niż podczas biegu – możesz się z nim oswoić, przeczekać go – bardziej chodzi o odporność na ból, zmęczenie ogólne.

    Podczas biegu wszystko to, co się dzieje jest bardzo intensywne, mięśnie wyją z bólu, a Ty trzymasz tempo siłą psychy, to bardzo duże obciążenie – łatwo się poddać. Kryzysy podczas biegów i rajdów wyglądają inaczej, ale doświadczając jednych i drugich łatwiej sobie z nimi później radzić. Bieganie na ulicy rozwija mnie w sposób, w który nie rozwinie mnie ultra – dlatego właśnie lubię co jakiś czas sprawdzić się na zawodach.

  8. Sabinchen mówi:

    Ja ostatnio zaczęłam biegać krótkie, lokalne biegi na orientację (dystans mojej kategorii ok. 7 km) i oczywiście jak na dłoni wychodzi mój brak koncentracji (pomijając ogólne niedoświadczenie nawigacyjne). Ruszając z punktu źle spojrzałam na mapę, pobiegłam trochę na około, nadkładając może 400 m w śniegu, ale właśnie te 400m spowodowało, że nie mogłam później już walczyć z osobami, z którymi mogłabym wygrać. A krótkich imprez biegowych się po prostu boję :), chociaż już sobie uświadomiłam, że nie będę miała wyników na długich dystansach, jeżeli odpuszczę zupełnie krótkie.

  9. Kg mówi:

    fajnie napisane i good job

  10. Adamo mówi:

    Nalezy dodac ze starty uliczne sa doskonale do ksztaltowania wielu cech wydolnosci i sily rownie potrzebnej na dystansach dlugich. WB3 gratis 🙂

    Na krotkich dystansach doznaje sie ciaglego bolu w postaci „koncentratu”. Na dlugich koncentrat ten jest dozowany po kropelce 🙂 i o to dba psychika, ktora w jakis sposob nie pozwala od razu sie zajechac.
    W moim przypadku na krotkich dystansach czesciej dochodzi do sytuacji w ktorej walczymy z psychika. W kazdej minucie musimy swiadomie utrzymywac 100% zaangazowania. Kilkadziesiat razy oszukiwac mozg.
    Na dlugich podswiadomie organizm doprowadza do momentow rozproszenia i zwolnienia. Do tego okazuje sie, ze sporo czasu w gruncie rzeczy sie odpoczywa np. nad mapa.
    Ostatecznie uliczna 100ka (nie na orientacje) i 10 km moze miec duzo ze soba wspolnego

  11. Sebas mówi:

    Jesli poprawiles lutowy wynik to moze nie jest tak zle 😉

  12. Kuerti mówi:

    Sabina,

    Dokładnie, spójrz na wyniki Pawła Pakuły, biega szybko na krótkim dystansie i robi świetne czasy w ultra.

    Kg,

    Dzięki!

    Adam,

    Celna uwaga z tym utrzymywaniem 100% zaangażowania. Na rajdach nie potrzeba aż tak mocno angażować się w koncentrację na tempie. Przynajmniej na tym średnim poziomie. Fajne jest w tym wszystkim to, że branie udziału w tych wszystkich rzeczach, biegach ulicznych , ultra, wyjazdach w góry, czy nawet w turystycznych wyprawach sprawia, że człowiek staje się lepszym zawodnikiem. Ma większe doświadczenie, które wynika z próbowania różnych rzeczy.

    Sebas,

    Źle nie jest, nie jest 🙂 .

  13. Spam! mówi:

    Używam Akismet i póki co jestem zadowolony.

    „Innym rozwiązaniem jest wtyczka Akismet, dostępna w WordPress od samego początku. Jednak do jej prawidłowego działania niezbędny jest unikalny API key, który otrzymamy po założeniu konta na stronie WordPress.”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Back to Top ↑