Kuertiego przypadki no image

Opublikowany 30 lipca 2011 | autor Grzegorz Łuczko

9

Dojrzałe bieganie?

Kołysanka na dobranoc, Little Bird by Eels.

„Chcesz biegać, być aktywnym, jeździć na zawody tu i tam…Bieg 7 Dolin, poprawiać wyniki. Z mojego punktu widzenia, a mam 32 lata i moje kolano było 2 razy w remoncie i już nie jest i nigdy nie będzie takie samo…tzn. ja już nigdy nie będę taki sam, wygląda to trochę inaczej. Boję się użyć słowa dojrzalej. Szanuję swoje zdrowie,bo wiem,że z biegiem czasu będzie gorzej utrzymać poziom a też chcę kiedyś przebiec 100K bo akurat mam parcie na dystans, nie na czas. Więc z roku na rok moje bieganie staje się dojrzalsze. Wszelkie strzykania, pukania, sygnały płynące z organizmu traktuje jako motywacje i coraz więcej radości dają mi ćwiczenia stability core, coraz bardziej cieszę się, że żeby biegać nie trzeba tylko biegać. Ćwiczenia ze sztangą, ćwiczenia na poduszkach stabilizujących, rower, rolki czasami jakieś wspinanie. Nawet kąpiel w soli iwonickiej a potem długie rozciąganie sprawia mi przyjemność, szczególnie dlatego, że wszystko to uzupełnia bieganie.”

To komentarz Bartka pod poprzednim wpisem, a poniżej moja dość luźna odpowiedź.

Niedługo minie 8 lat od kiedy zacząłem biegać, i wiecie co? Przez ten czas, przez te cholerne 8 lat, przez tych prawie 3 tysiące godzin, mogłem stać się pieprzonym cyborgiem. Wyobrażacie sobie ile to jest czasu? Ile kilometrów mogłem przebiec w tym czasie? W ilu zawodach wystartować? Ile doświadczeń zebrać? Ile punktów kontrolnych znaleźć? Jak doskonale rozciągnąć i wzmocnić każdy mięsień mojego ciała? Jakie umiejętności opanować?

Miałem jakieś 70 tysięcy godzin, żeby zostać perfekcyjną maszyną do biegania. Ale zamiast tego dziś z trudem przebiegłem 40 minut, pokonałem w tym czasie 7 kilometrów. I jak zwykle zaczynam wszystko, no prawie, od nowa. Idealna wersja Mnie mknęłaby prosto przed siebie, nie zatrzymując się ani na chwilę – pewnie w tym momencie byłaby hen, hen przede mną, byłaby tą pieprzoną maszyną do biegania. Tyle, że ta wyimaginowana maszyna do biegania nie ma ze mną nic wspólnego.

Popełniam błędy, całą masę błędów. Ba! Nie tylko popełniam te błędy, ale i nawet zdarza mi się nie wyciągać z nich wniosków! Najpierw załatwiłem sobie lewe kolano, a później – w identyczny sposób! – prawe. Zamiast teraz szlifować formę pod Bieg 7 Dolin, który odbędzie się już za miesiąc, ja od 4 miesięcy nie przebiegłem więcej niż 8 kilometrów na jednym treningu. I tylko wyłącznie z własnej głupoty.

Bartek wspomina o tym, że jego bieganie staje się dojrzalsze. Nikt jednak nie staje się dojrzały nie popełniając błędów. Bartek dopiero po dwóch „remontach” kolana zaczął w inny sposób patrzeć na bieganie. Ja również dopiero po tych przewlekłych problemach z kolanami zacząłem postrzegać te pozabiegowe sprawy w innym świetle. I dopiero teraz czuję się gotów, żeby na poważnie zająć się bieganiem (co w skrócie znaczy mniej więcej tyle, że wreszcie jestem gotów regularnie trenować i dbać o rozciąganie i te wszystkie okołobiegowe czynności).

Poważnie! Potrzebowałem 8 lat oraz tych wszystkich błędów i niepowodzeń (żadnego z nich nie żałuję!), żeby znaleźć się w tym miejscu, w którym jestem, i w którym wreszcie dobrze się czuję. Staram się nie oglądać za siebie, tego co było nie da się już zmienić, ale każdy dzień to nowy początek. Jakkolwiek banalnie to nie zabrzmi, każdego dnia można układać maleńką cegiełkę budując swoją przyszłość, trzeba być w tym jednak cholernie wytrwałym. Na szczęście mnie determinacji nie brakuje!


O autorze

Tu pojawi się kiedyś jakiś błyskotliwy tekst. Będzie genialny, w kilku krótkich zdaniach opisze osobę autora przedstawiając go w najpiękniejszym świetle idealnego, czerwcowego, słonecznego poranka. Tymczasem jest zima i z kreatywnością u mnie słabiuśko!



9 Responses to Dojrzałe bieganie?

  1. Drewniacki mówi:

    Jak na mój gust, słowo „dojrzałe” jest niebezpiecznie blisko słowa „dziadowate”. Nie tylko biegania się to tyczy, ale życia w ogóle. Zauważam, że filozofia zen i minimalizmu – nam obu chyba bardzo bliska – niebezpiecznie zbliża mnie do dziadowania; utraty radości życia. Uważam, że trzeba się bardzo tego wystrzegać. W końcu mamy dopiero po dwadzieścia kilka lat 🙂

    Kontuzje to zło – bez dwóch zdań. Ale bliższe mi jest podejście „dajmy do pieca i zobaczymy co się stanie” niż „uważajmy na każdym kroku by nie złapać kontuzji” 🙂

  2. Bartek mówi:

    To to czym wyżej pisałem,nie dotyczy dojrzałości biegowej stricte.Przeszedłem też ” remonty ” w innych sprawach życiowych,a wiadomo,że wszystko łączy się w jedność.Bycie dojrzałym nie oznacza,utraty radości życia…wyjaśniał tego nie będe,zrozumienie przychodzi z czasem.Tak czy inaczej jako wolni ludzie mamy prawo zapałować sie na 100 % w czasie biegania.A jako Normalny człowiek uważam wolność za świętość,więc nikt nam tego nie może zabronić Nie zawsze musi to się łaczyć z kontuzją i ” dodawanie do pieca ” też ma swoje dodatnie strony.Pamiętać jedynie trzeba,że wolność łączy się z konswekwencjami,które powinniśmy przyjąć na klate ;-).Nie ma nic gorszego niż powtarzanie starych błędów.Reszty uczymy się całe życie 😉

  3. Kristof mówi:

    dojrzałość.. nie tylko biegowa daje ten spokój i możliwość widzenia dalszych horyzontów. Przeżyłeś już tyle… godzin biegów, kontuzji, zwycięstw, że wiesz, że pewne rzeczy nastąpią… dodając kolejną cegiełkę nawet pozornie zupełnie nie związaną z biegiem widzisz plan i wiesz gdzie Cię zaprowadzi.
    Od kilku mcy zmagam się z kontuzją kręgosłupa, co zmusiło mnie do odpuszczenia, nie „daję już do pieca”;-), ale za to planuję, układam małe cegiełki by uratować z biegania i MTB co się da 🙂

  4. Kuerti mówi:

    Drewniacki,

    A zdarzyło Ci się już poważnie skontuzjować, tak żebyś na kilka miesięcy musiał się pożegnać z treningiem? Ja wcześniej miałem podobne podejście, moja nonszalancja w traktowaniu własnego organizmu uchodziła mi jednak płazem. Do czasu. Nie wydaję mi się, żeby chodziło o jakieś straszne samoograniczanie siebie w tym, co robimy, a po prostu o świadomość tego, że dociskając zbyt mocno możemy sobie zrobić krzywdę. Nadal pewnie będę dał się ponosić swojej ułańskiej fantazji 😉 ale jednak teraz już ze świadomością, że muszę uważać.

    Co do uwagi o minimalizmie. Myślę, że minimalizm to pewne narzędzie, jeśli nie jest celem samym w sobie, to można go fajnie wykorzystać. Zostawia sporo przestrzeni dla fajnych rzeczy, które można robić w życiu, a pozbyć się tego wszystkiego, co nieistotne.

    Bartek,

    Jasne, to wszystko się zazębia, dla mnie ostatni rok był przełomowy w wielu sprawach, nie tylko związanych z treningiem. Całe to doświadczenie ma wpływ na to jak teraz patrzę na swój trening. A nie patrzyłbym na niego w ten sposób w jaki patrzę, gdyby nie te doświadczenia 🙂 .

    Kristof,

    Ładnie to opisałeś. Układajmy więc swoje małe cegiełki 🙂

  5. pieprzony mówi:

    nie uważasz, że wtrącanie co drugie słowo słowa pieprzony jest trochę nie na miejscu? ktoś już kiedyś zwracał uwagę na używanie wulgaryzmów. trochę za dużo tu tego, a szkoda bo czasami mam ochotę poczytać, jednak odrzucają mnie zdecydowanie te wtrącenia 🙁

  6. Kuerti mówi:

    Już kiedyś komentowałem tę sprawę, nie chciałbym się powtarzać. Krótko napiszę tylko, że jeśli piszę o czymś co mnie żywo dotyka, to chcę uchwycić te emocje, a dobrym środkiem wyrazu w takich chwilach są wulgaryzmy, czy też „półwulgaryzmy”, jak słowo „pieprzony”.

    Wygląda na to, że zarówno Ty, jak i kolega z komentarza kilka miesięcy temu jesteście stałymi czytelnikami PK4, tym bardziej więc szkoda, że nie podpisujecie się imieniem i nazwiskiem, a krytykujecie anonimowo. Nie gryzę 😉 . Za słowa krytyki dziękuję, ale nie zamierzam zmieniać stylu pisania.

    Pozdrawiam!

  7. jip mówi:

    Znam Grześka i wyjątkowo kulturalny z niego gość. Jeśli więc gdzieś przeklina tzn. że sytuacja tego wymaga, tak musiało być etc. etc. Jeśli więc rzuci mięchem to wszyscy się dziwią, że tak zrobił, a to znaczy, że coś mu dopiekło niesamowicie. Poza tym przekleństwa z jego strony na blogu, tak jak i w życiu, padają wyjątkowo. Więc nie ma się do czego przyczepiać 🙂
    Uważam natomiast, że niekulturalne jest używanie wulgarnego nick’a. Kurwa mać! ;p

  8. Kuerti mówi:

    Paweł,

    Świetny utwór! Dzięki za linka 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Back to Top ↑