Wywiady no image

Opublikowany 27 grudnia 2007 | autor Grzegorz Łuczko

13

Wywiad z Piotrem Kłosowiczem

fot. Piotrek Kłosowicz

Grzegorz Łuczko: Naszą rozmowę zacznijmy w trochę nietypowy sposób… Ze wszystkich osób, które znam, mniej lub bardziej, ze środowiska rajdowego Ty wydajesz się być największym wariatem! Wybacz stary, ale fakty przemawiają na Twoją niekorzyść. Start w biegu wokół Mt. Blanc (160km i 9km przewyższenia!), Główny Szlak Beskidzki w niespełna 7 dni nonstop… To jest chore, nie oszukujmy się!

Piotr Kłosowicz: To wynika chyba z tego, że w gruncie rzeczy jestem cienki a jest we mnie sporo przyczajonej megalomanii. Zwróć uwagę, że to są rzeczy, których po prostu jeszcze nikt ze środowiska polskich napieraczy nie robił. Nie ma tego z kim porównać i dlatego może wydawać się, że zrobiłem coś wyjątkowego. Podświadomie biorę się za rzeczy, które wybiją mnie nad przeciętność. Jeśli jednak spojrzeć na moje wyniki w rajdach, to natychmiast widać, że mój poziom sportowy jest poziomem przeciętniaka i w tych kategoriach trzeba te moje zabawy oceniać. Jakiejś tam nowości, ciekawostki, ale już niekoniecznie wielkiego wyczynu. Z drugiej strony, chyba po prostu pasuje mi samotne napieranie i bez wątpienia motywuje mnie działanie w górach. Nie zmusiłbym się pewnie do podobnych przepraw na pustyni czy w buszu. Chociaż, kto wie, co mi się kiedyś wykluje w głowie… 😉

GŁ: Startujemy w jednym zespole [raidteam.pl], ale odnoszę wrażenie, że nasze cele i ambicje w znacznym stopniu się różnią, ja koncentruję się na rajdach (a przynajmniej staram się..) i chciałbym w przyszłości odnosić sukcesy na tym polu, a Ty wydajesz mi się rozdarty między rajdy, bieganie, czy góry, generalnie całą tą wytrzymałościową ekstremę. Wiem, że trochę przejaskrawiam, bo przecież w rajdach zawierają się i bieganie i góry, ale chodzi o to rozdarcie, które nie pozwala Ci skupić się na jednej rzeczy na maksa, bo przecież tyle wyzwań dookoła…

PK: To prawda. Nigdy nie potrafiłem się zdecydować na jeden typ aktywności. Poza tym jestem strasznym leniem i gdy trzeba przekroczyć granicę pomiędzy rodzącą się pasją a rozpoczęciem ciężkiej pracy w celu jej realizacji – odpadam. Przeraża mnie trochę wizja, że w coś się zaangażuję, a potem okaże się, że nic nie osiągnąłem i jestem kiepski. Nie jestem typem człowieka, który buduje sobie cele długodystansowe i latami do nich dąży. Szybko się nudzę i wtedy zmieniam obiekt zainteresowania (dziewczyny, nie czytajcie tego 😉 ). Stąd te góry, rajdy, bieganie, wszystko na raz. Zresztą, to chyba normalne i większość rajdowców tak ma. Jest tyle fajnych rzeczy naokoło, że trudno się zdecydować za co się złapać.

GŁ: Dlaczego 160km po górach a nie maraton? Nie kręci Cię żyłowanie czasów, pogoń za minutami, sekundami..?

PK: Nie, z wyżej wymienionych przyczyn. Żeby nakręcić dobre czasy, trzeba włożyć w to dużo regularnej, ciężkiej pracy. Mnie bieganie po szosie po trosze nudzi a po trosze nie jestem przyzwyczajony do tego typu ciągłego wysiłku na wysokich obrotach. Po prostu się męczę, chce mi się rzygać i sam bieg nie sprawia mi przyjemności, choć z pewnością satysfakcja z osiągnięcia dobrego rezultatu potrafi zrekompensować te wszystkie niedogodności.

fot. Piotrek Kłosowicz

GŁ: 2 lata temu pierwszy raz usłyszałem o UTMB, obejrzałem filmik i odpłynąłem, oglądać to, to już jest cudowne przeżycie, a start? Ja na razie odłożyłem to na później. Nie boisz się w tak młodym wieku podejmować takich wyzwań? 500km w tydzień, 160km po Alpach, to wszystko zostawia ślady w Twoim organizmie. Nie obawiasz się, że za np. za 10 lat będziesz musiał zakończyć karierę bo Twoje kolana będą miały dość?

PK: Nie zastanawiam się nad tym, na razie nie mam problemów ze stawami i przypuszczam, że regularnie trenujący na wysokich obrotach zawodnik naraża się na niemniejsze obciążenia. Zbieram się na taki wysiłek raz – dwa razy w roku, długo się po tym regeneruję. Myślę, że wystarczająco szanuję swój organizm, żeby mi jeszcze trochę posłużył. Nie chcę żyć pod ciśnieniem myśli, że mogłem, ale nie spróbowałem, bo się nie wiadomo czego bałem. Na razie to boli mnie nadgarstek, bo trzy tygodnie temu wypier…iłem się na rolkach. O, tego się boję, biegania nie bardzo. 😉

GŁ: Rok temu całą trasę UTMB udało Ci się pokonać w 37 godzin z hakiem, w tym roku zszedłeś poniżej 30 godzin (29h45min), gdzie tkwi tajemnica tej progresji? Więcej treningu czy doświadczenie z zeszłorocznej edycji?

PK: Raczej doświadczenia. Treningowo, to ja się pod UTMB nie bardzo przygotowywałem. Już drugi rok wyglądało to tak samo: przebiegana wiosna z tygodniami po ponad 100k, potem taki okres niewiadomoczego z dorzuceniem roweru i co najmniej miesiąc przed zawodami na Krymie, gdzie nie bardzo jest gdzie biegać i z powodu ograniczeń czasowych nie mogłem sobie pozwolić na komfort długich wybiegań. Trochę inaczej do tego podszedłem sprzętowo – dwa plecaki, trzy pary butów, czyli po parze na przepak. To spory komfort i spora pomoc. Pobiegłem prawie tak samo, ale udało mi się uniknąć masakry stóp i zdążyć przed drugą nocką. Nie miałem takich przeżyć, jak w zeszłym roku i stąd ta poprawa. Samą formą nadrobiłem maks godzinę – półtorej.

GŁ: To, że na trasie jest cholernie ciężko to wiemy, a jak wygląda organizacja takiego biegu? Ile złotówek trzeba przygotować na start? Bo domyślam się, że to nie jest kwota porównywalna z kosztem startu w takim np. Kieracie…

PK: To zależy jak się dojeżdża i jak się traktuje pobyt na miejscu. Samo wpisowe to około 120 Euro, czyli chyba do przeżycia, jak na łestową imprezę. Noclegi na kempie to jakieś 10 Euro na dobę od osoby. Samochodem jedzie się 1700k. W wersji turystyczno-oszczędnościowej, jeśli jeszcze potraktuje się ten wyjazd, jako np. tygodniowe wakacje, nie jest to jakiś porażający koszt.

fot. Piotrek Kłosowicz

GŁ: Jakiś czas temu wybrałem się w Beskid Niski, aktywnie wypocząć na łonie natury, zrobiłem może z ¼ GSB, może nie napinałem się jakoś specjalnie, ale myśl, że miałbym pokonać 520km w tydzień wydała mi się z zupełnie z innej bajki. Jak teraz wspominasz swój wyczyn z przed roku?

PK: Jakiś taki strumień świadomości mi z tego został. Raczej ogólne wrażenie całości, niż konkretne wspomnienia. To na pewno bardzo ważne zdarzenie w moim życiu. Nie do przekazania innym, rzecz bardziej w kategoriach osobistego przeżycia, niż wyczynu sportowego.

GŁ: Planujesz podobne przejścia tego typu?

PK: No jasne. 😉 . Chciałbym zrobić Główny Szlak Sudecki i przymierzam się do non stopu w trzy doby. Szanse powodzenia oceniam na jakieś 5%, ale i tak spróbuję.

GŁ: Dlaczego tak mało ludzi w Polsce podejmuje temat szeroko pojętego biegania po górach? Kiedy i czy w ogóle ktoś pobije Twój wynik na GSB?

PK: Ktoś kiedyś na pewno pobije. Gdyby Flekmusowi (dop. Kuerti – Paweł Dybek) czy Piotrkowi Dymusowi się chciało, to skopaliby mi tyłek w wielkim stylu. Nie mówię już o Tadeuszu Rucie czy innych ultrasach jak np. Piotr Kuryło. Sądzę, że wszyscy oni i jeszcze sporo innych osób mogliby nabiegać nawet 5 dni na tej trasie. To raczej kwestia tego, czy komuś się będzie chciało to robić. To raczej dość niszowa zabawa, bez pucharów i obciążająca dość mocno. Pewnie odstręcza to ambitnie trenujących zawodników.

GŁ: Ile czasu zajmuje Ci dojście do pełnej dyspozycji po takich ekstremalnych wyczynach?

PK: Nie wiem. Dotychczas wypadało mi to pod koniec lata, więc później robiłem sobie względny lub pełny odpoczynek. Dobrze czuję się już po tygodniu, ale nie sądzę, że mógłbym już po tak krótkim czasie znów wystartować. Chociaż w sumie w zeszłym roku mniej więcej taki miałem odstęp między UTMB i GSB. Jeśli nie ma się kontuzji to chyba głównym elementem regeneracji jest zaleczenie mikrourazów i odbudowanie zapasów glikogenu. Nie znam się na teorii i nie wiem ile to trwa, chociaż sądzę, że zapasy glikogenu są wyczerpane prawie do zera i ze dwa – trzy tygodnie to pewnie trwa.

GŁ: Jakie masz plany na przyszły sezon?

PK: Nie wiem, szczerze mówiąc. Chciałbym spróbować jakiejś długiej trasy w mastersach, ciągnie mnie taki rajd w Karpatach ukraińskich, przymierzyć się do GSS (dop. Kuerti – Główny Szlak Sudecki – 352 km) i wleźć na jakąś dużą górę, tak pod 7000. Poskiturować zimą i poprawić rower na wiosnę. Iść szerokim frontem, jak zwykle. 😉

GŁ: A zawody marzenie?

PK: Widziałem gdzieś relację z całkiem świeżych ponadtygodniowych zawodów w Patagonii. Staromodny, dłuuuugi rajd ekspedycyjny. Coś dla powolnych, ale upartych. Coś takiego mogłoby być fajną zabawą.

Dzięki za wywiad!

Mam pomysł żeby nieco urozmaicić wywiady na pk4, a nowym elementem macie być Wy, drodzy czytelnicy! W końcu blog to treść tworzona nie tylko przez autora ale i osoby komentujące wpisy. Macie czasami tak, że czytając jakiś wywiad brakuje Wam odpowiedzi na nurtujące Was zagadnienie? No właśnie, ja mam tak bardzo często. Dlatego począwszy od tego tekstu chciałbym żebyście w komentarzach zadawali swoje pytania. Do dzieła!


O autorze

Tu pojawi się kiedyś jakiś błyskotliwy tekst. Będzie genialny, w kilku krótkich zdaniach opisze osobę autora przedstawiając go w najpiękniejszym świetle idealnego, czerwcowego, słonecznego poranka. Tymczasem jest zima i z kreatywnością u mnie słabiuśko!



13 Responses to Wywiad z Piotrem Kłosowiczem

  1. gawel mówi:

    Jak zwykle na PK4 wspaniałe treści!
    Ja chętnie bym się dowiedział więcej o samej technicznej stronie UTMB. Piotrze, interesuje mnie np co miałeś w plecakach, co jadłeś, ile czasu spędziłeś na przepakch, złote rady na tą trasę.

    dzięki!

  2. jasiekpol mówi:

    Moje pytania ?
    Co ze stroną Raidteam.pl
    Ile to jest dla Ciebie „daleko” ?

  3. Kuerti mówi:

    Na pytanie „co ze stroną raidteam.pl?” odpowiem ja 🙂 . Na dniach powinna wrócić do sieci, mieliśmy małe problemy techniczne.

  4. Petro mówi:

    [Pozwoliłem sobie nieco zedytować odpowiedź Piotrka, przepraszam ale nie mogłem się powstrzymać, lubię jak treść ładnie się prezentuje 😉 – dop. Kuerti]

    Gaweł: Ja chętnie bym się dowiedział więcej o samej technicznej stronie UTMB. Piotrze, interesuje mnie np co miałeś w plecakach, co jadłeś, ile czasu spędziłeś na przepakch, złote rady na tą trasę.

    Petro: W plecakach miałem wyposażenie obowiązkowe (*) i parę drobiazgów: zapasową latarkę*, zapasowe baterie*, NRC*, zapas jedzenia (batony i żele) i wody*, kurtkę*, długie gacie*, zapasowe skarpety i jakąś podstawową bardzo apteczkę* (bandaż + prochy). Gwizdek trzeba też mieć. To chyba wszystko. Tak naprawdę to bardzo mało tego jest. Ja wymieniałem raz cały plecak, bo to szybsze niż wymiana lub uzupełnianie kamela. Na przepaki dostaje się worki, jak na maratonach.

    Na każdym przepaku są kluchy z sosem pomidorowym, serem i mięchem, napoje, przekąski itp.
    Zresztą w kilku innych miejscach na trasie też. A jakieś podstawowe jedzenie prawie na każdym PK.
    Na każdym z przepaków byłem dość długo, może nawet po pół godziny, nie jestem pewien. Zjadałem dużo, zmieniałem buty i skary. Z własnego jedzenia, to wystarczą zwykłe żele i batony jako rezerwa, dużo dobrego żarcia jest na trasie.
    W Chamonix w ogóle kompletnie się przebrałem (po chłodnej nocy – w dzień jest dość ciepło, jak to w sierpniu). Większość zawodników leci całość w jednych ciuchach i jednych butach, ale moim zdaniem warto je zamienić, przynajmniej buty, skoro jest taka możliwość. Buty muszą być dosyć obszerne, bo stopa spuchnie, ja w tym roku się nie poobcierałem, ale paznokcie miałem skasowane i tak (zbiegi).

    Z samych złotych rad, to: take it easy. Atakować można zacząć dopiero gdzieś za Courmayeur najwcześniej. Na starcie można się ustawić z tyłu i całą noc przebiec spokojnie i równo, nie podkręcając zbytnio obrotów. Jeśli będzie się miało dużo sił, to prawdziwe ściganie rozgrywa się dopiero w drugiej części biegu.

    Jasiek: Ile to jest dla Ciebie “daleko”?

    Petro: Daleko to jest z kanapy przed telewizorem, do kuchni, żeby wyłączyć czajnik 😉

    A tak serio, to nie wyobrażam sobie zupełnie Spartatlonu, to jakiś kosmos jest, jak na tempo w jakim ci ludzie biegną.

  5. artur mówi:

    czesc Piotrek,
    czy w 2007 byly jakies kwalifikacje? tera chcom zeby miec ukonczony 1 lub 2 ultrabiegi z listy.

    artur kurek

  6. Konrad mówi:

    A ja mam pytanie o ten rajd w Karpatach Ukraińskich, o którym Piotrek wspomina na końcu wywiadu? Można o trochę więcej szczegółów prosić?

  7. Petro mówi:

    Artur: czesc Piotrek, czy w 2007 byly jakies kwalifikacje? tera chcom zeby miec ukonczony 1 lub 2 ultrabiegi z listy.

    Nie było kwalifikacji. Ja miałem z tym łatwiej, bo 2 lata temu było jeszcze mniej wymagań a w zeszłym roku miałem już ukończony UTMB, więc i tak spełniałem wymagania.
    Zresztą, teraz też można zgłosić do tej listy jakiś bieg lub rajd, w którym się brało udział, jeśli spełnia on wymagania (długości, przewyższeń itp.)

    Konrad: A ja mam pytanie o ten rajd w Karpatach Ukraińskich, o którym Piotrek wspomina na końcu wywiadu? Można o trochę więcej szczegółów prosić?

    Chodzi o Marmot Extreme Marathon. Nie szukaj strony internetowej, bo nie ma (nie wiedzieć czemu, bo zawody wcale nie takie małe). Ja może przygotuję jakieś tłumaczenie prasowej relacji z zeszłego roku i wydębię jakieś fotki od orgów, żeby trochę zareklamować ten rajd u nas.
    Jest też rajd La Sportiva Hałyczyna (czyli „Galicja”).
    To jest główne forum ukraińskiego AR.

    [edit: Kuerti]

  8. Hiubi mówi:

    Tych co lubią na piechote ukontentowalby Gorgan Race- ponad stukilometrowy wyscig dla czwórek w terenie przy którym Kierat to wakacje z ciocią.
    Piotrek- jakbyś szukał składu do ścigania na Ukrainie – daj znać.

  9. Kuerti mówi:

    Hiubi, a więcej szczegółow? Kiedy, gdzie i za ile? 🙂 .

  10. hiubi mówi:

    Ups, wpadka. Gorgany Race ma nie 100 a 80 km. Zwyciezcy zrobili to raptem w 15,5 godziny i wyprzedzili drugą ekipe o … 4 sekundy. Za bardzo zasugerowalem się tym ze kiedyś podobną trasę robiłem z plecakiem i zajeło mi to kolo tygodnia.
    Nie wiem czy impreza będzie kontynuowana, miejsce jest podane w nazwie. Gorgany mają po 1700-1800m, a trudność polega na tym że są wyjątkowo ubogie w wodę i mało ludne, a tam gdzie nie ma szlaków trzeba się przedzierać przez 4-metrową kosówkę.
    http://gorganyrace.blogspot.com/

  11. Kuerti mówi:

    A tutaj kilka słów na ten temat w trochę bardziej zrozumiałym języku.

    Fajna sprawa takie zawody, tylko problemem mogłoby być skompletowanie 4 osobowej ekipy. Ale za to poganiać po Gorganach to by było coś.. Jak wspomnę sobie mój wypad w Niski to myślę, że tam możnaby zrobić coś podobnego. Albo na raz polecieć przez cały Niski (120-140km?), albo rozbić to na dwa dni, tak żeby nie ograniczać imprezy tylko do rajdowców ale i dać szansę ludziom, którzy po prostu lubią chodzić po górach…

  12. TomekK mówi:

    witam
    dziwne,bo nigdzie nie znalazlem relacji,ani nawet wspomnien Piotrka z biegu na Elbrus. Czyzby przeoczenie?:) Skyrunning jest niesamowity. Bylem na elbrusie kilka dni po tych zawodach. To co rosjanie wyczyniaja (Denis Urubko) przechodzi ludzkie pojecie. Z tego co wyczytalem dobiegles do przeleczy. Zabraklo Ci naprwde niewiele. Co sie stalo? Btw. czy wspinasz sie tez, bo poszukuje partnera na zrobienie grani tatr polskich nonstop.
    Pozdrawiam

  13. Kuerti mówi:

    Witaj Tomek na PK4!

    Relacja jest, była, a w zasadzie to będzie za kilka dni znów dostępna w sieci. Padła nam teamowa strona – raidteam.pl – na której Piotrek opisał swoją przygodę z Elbrusem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Back to Top ↑
  • TUTAJ PRACUJĘ

  • FACEBOOK

  • OSTATNIE KOMENTARZE

    • Avatar użytkownikaTrophy Superstore... trophy store brisbane Constant progress should be made and also the runner must continue patiently under all difficulties. Most Suppliers Offer Free Services... – WIĘCEJ
    • Avatar użytkownikaRobbieSup https://pizdeishn.com/classic/365-goryachie-prikosnoveniya.html - Жесткие эро истории, Лучшие секс истории – WIĘCEJ
    • Avatar użytkownikaGryHazardowe Gorąco polecam tę książkę. Bardzo pomocne są metosy wysyłku. – WIĘCEJ
    • Avatar użytkownikaAnka Interesująca książka, dzięki za fajny artykuł wiem już co szukać w księgarni. pozdrawiam – WIĘCEJ
    • Older »
  • INSTAGRAM

    No images found!
    Try some other hashtag or username
  • ARCHIWA