Blogowanie no image

Opublikowany 16 września 2010 | autor Grzegorz Łuczko

2

Jadę potrudzić się trochę…

No i proszę, minęły prawie 3 miesiące od mojego ostatniego startu. Z trudem gryzę się w język, żeby nie powiedzieć „kiedy, do cholery, ten czas minął?!”. Szybko minął mi także poprzedni tydzień, w którym wreszcie zacząłem realizować jakiś tam plan, jakiś tam, bo mam tylko ogólny zamysł tego, jak ma wyglądać mój trening. Zresztą, pisałem już o tym wcześniej – nie jestem zwolennikiem sztywnych planów.

Z podziwem, ale i ze świadomością, że to nie dla mnie (przynajmniej obecnie) patrzę na zapiski znajomego blogera – Wojtka Bobrowskiego. Zerknijcie na jego sprawozdania z katorżniczego treningu wg. planów niemieckiego trenera Petera Greifa. Wojtek przygotowuje się do łamania 3h w maratonie – ja, póki co, nie mam tak ambitnego planu w najbliższej perspektywie. OK, jest UTMB za rok, jest i Praga za 3 miesiące. Ale co z tego? I w jednym i drugim przypadku to szmat czasu. Trudno mi więc sobie wyobrazić takie katowanie własnego organizmu, przynajmniej na razie…

A poza tym, to może ja po prostu jestem leniwy? „115km w tym tygodniu. Wszystko co mogłem, już obtarłem. Bolą mnie mięśnie, zarówno, te które potrafię i nie potrafię nazwać. Prawie codziennie piorę ciuchy. Jadam dziennie 2-3 obiady oraz wypijam do 2 litrów mleka czekoladowego. W ciągu dnia potrafię przybrać nawet do 3kg, ale po treningu i tak będę ważyć 60kg. Sypiam po 8h, nie wliczając obowiązkowych godzinnych drzemek po każdym z treningów. Codziennie, punkt 5:00, budzę się na głodzie i odwiedzam kuchnię. Jedni powiedzą marzenie, drudzy koszmar. Ja twierdzę, że warto. Czuję moc jakiej nigdy nie czułem.” To z zapisków Wojtka.

To katorga. Rozumiem i nie mam zamiaru potępiać, ale na tę chwilę to nie dla mnie. Aczkolwiek potrafię sobie samego siebie na miejscu kolegi, i kto wie, czy za jakiś czas nie popełnię podobnego podsumowania z moich treningów. Bo.. bo trening mnie na nowo zaczyna wkręcać. Tak! Po okresie obijania się, realizowania jakichś tam krótkich wybieganek od poprzedniego tygodnia wziąłem się za siebie. Na razie nabijam spokojne kilometry, brakuje mi wytrzymałości. Ostatni tydzień zamknąłem 63 kilometrami przebiegniętymi w ciągu 5 treningów i to jest chyba mój rekordowy, tygodniowy kilometraż w tym roku…

Jeśli miałbym wskazać na jakieś pozytywy wakacyjnego obijania się to na pewno wymieniłbym: dobrze zregenerowany organizm i po prostu przeogromna ochota na trening! Kończę jeden i już myślę o następnym! To niesamowite. Brakowało mi tego – wcześniej trenowałem nieco z musu, bez żadnej motywacji, a teraz? Zupełna odmiana. Jeśli ktoś z Was przeżywa taki kryzys motywacyjny, niech spróbuje trochę odpuścić, trenować mniej.

Mówi się, że „nic na siłę”, no i to się sprawdza! Nie tylko w życiu, ale i w treningu również, oczywiście, że trzeba przesuwać granice swoich możliwości, czasem robić coś wbrew własnemu organizmowi, ale myślę, że na dłuższą metę to nigdy nie jest słuszna droga. Znów się rozpisuję, a nie napisałem jeszcze nic nt. startu w Jesiennych Trudach. W sobotę punkt 8 startuję na trasie 50 kilometrów. Tak, to mój zdecydowanie ulubiony dystans w tym roku. Mimo pewnych braków treningowych czuję się świetnie – wiem, że stać mnie na podobne wyniki jak na Włóczykiju, Rzeźniku czy Grassorze.

To będzie też sprawdzian przed maratonem w Poznaniu, po każdym treningu zastanawiam się, czy stać mnie na bieg w tempie 5min/km na dystansie 42 kilometrów… Do biegu zostały jeszcze 3 tygodnie, zdążę więc zrobić kilka mocniejszych treningów, ale pewności nie będę miał. Wszystko okaże się 10 października 2010 roku o 10:10. Swoją drogą, coś musi być w tych dziesiątkach…

Tak sobie teraz myślę, mając w perspektywie start na podobnych dystansach, lecz w zupełnie innych warunkach, że bieganie po asfalcie to czysta matematyka – liczą się cyferki, to ile nabiegałeś wcześniej, to na jakich tętnach i tempach trenujesz, to wszystko przykładasz do wyniku, który chcesz osiągnąć i możesz oszacować swoje szanse na sukces. W biegach na orientację wygląda to zgoła odmiennie, jest więcej przygody, a mniej matematyki.

PS. Żeby nie było, że ostatnio piszę tylko o sobie – niedługo spodziewajcie się wywiadu z Krzyśkiem Lisakiem – Krzysiek wyskoczył w tym roku jak diabeł z pudełka i nagle okazało się, że to jeden z najmocniejszych ultrasów w Polsce, ciekawi źródeł jego sukcesów? Czytajcie PK4! 🙂 .

PS2. Na jednym z ostatnich treningów z Karolem (biega ktoś jeszcze po Lasku Dębińskim?) wpadł mi do głowy szatański plan – chcę nabiegać 39:xx na 10km jeszcze w tym roku! Ktoś poleci jakiś fajny bieg w okolicach Poznania w listopadzie?

Zdjęcie: http://www.tordesgeants.it/tordesgeants/index.php


O autorze

Tu pojawi się kiedyś jakiś błyskotliwy tekst. Będzie genialny, w kilku krótkich zdaniach opisze osobę autora przedstawiając go w najpiękniejszym świetle idealnego, czerwcowego, słonecznego poranka. Tymczasem jest zima i z kreatywnością u mnie słabiuśko!



2 Responses to Jadę potrudzić się trochę…

  1. Mickey mówi:

    A dlaczego nie piszesz, że to zdjęcie z biegu dla cyborgów w którym Petro tak dzielnie napierał?

  2. Kuerti mówi:

    Mickey,

    Podpisałem zdjęcie, ale już nie chciałem rozwijać kolejnego wątku, i tak ostatnio moje wpisy to straszny misz masz..

    Petro ukończył Wyścig Gigantów po 4,5 doby napierania.. masakra!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Back to Top ↑
  • TUTAJ PRACUJĘ

  • FACEBOOK

  • OSTATNIE KOMENTARZE

    • Avatar użytkownikaGryHazardowe Gorąco polecam tę książkę. Bardzo pomocne są metosy wysyłku. – WIĘCEJ
    • Avatar użytkownikaAnka Interesująca książka, dzięki za fajny artykuł wiem już co szukać w księgarni. pozdrawiam – WIĘCEJ
    • Avatar użytkownikaKrzysztof ze wsi Świetny start, wielkie gratulacje!!! – WIĘCEJ
    • Avatar użytkownikaBorman Co to jest Power Bomba? – WIĘCEJ
    • Older »
  • INSTAGRAM

  • ARCHIWA