Maratony piesze no image

Opublikowany 25 sierpnia 2008 | autor Grzegorz Łuczko

36

Co z tym Przejściem?

W moim zwyczaju jest robienie wszystkiego na ostatnią chwilę, również zapisywanie się na zawody nie wyłamuje się z tej reguły. Podobnie więc było z wypełnieniem formularza zgłoszeniowego do Przejścia dookoła Kotliny Jeleniogórskiej, załapałem się w ostatniej chwili. Przez moment jednak wydawało się, że zostanę w domu – no i w tym momencie moja główka zaczęła ostro pracować.

Przeczytałem sobie regulamin, a w zasadzie, żeby być szczery to pobieżnie rzuciłem na niego okiem, ale jedna rzecz od razu rzuca się w oczy – Przejście to nie są zawody! W regulaminie stoi punkt, który jasno określa status tych.. no nie napiszę przecież, że zawodów, niech będzie więc status tej imprezy towarzyskiej. Cytuję: „Przejście ma charakter dobrowolny i jest pozbawione rywalizacji”. O co chodzi?

Co tak naprawdę oznacza to zdanie? Zastanówmy się nad tym, myślę, że to poważna sprawa. Każdy organizator ma prawo do ustalania swoich zasad, nawet jeśli te zasady są zupełnie pozbawione sensu, nie przystające do warunków itd. Osobiście uważam, że nie mamy prawa wymuszać na nim zmian tychże reguł (chyba, że w grę chodzi troska o zdrowie itp. przypadki). Rajdów mamy aż nadto – różnorodność jest czymś wspaniałym – to organizator przedstawia nam swój pomysł na rozegranie jego imprezy i albo akceptujemy to albo jedziemy gdzie indziej. Nie rozumiem tych ludzi, którzy na siłę starają się coś wymusić, czegoś się domagają itp.. Przypomina mi się przypadek rajdów przygotowywanych przez ZHP NONSTOP i wymogu startu w zespołach czteroosobowych, natychmiast pojawiły się głosy rozczarowanych, którym brakowało teamu, niemalże żądali wprowadzenia trasy dla dwójek!

Nie muszę tutaj się kryć ( 😉 )więc napiszę prosto z mostu, że zwyczajnie wkurwiają mnie takie próby wymuszenia zmian tylko dlatego, że komuś coś bardziej pasuje. Przepraszam bardzo, ale jeśli nie pasuje Ci formuła to jedź gdzie indziej! Przedstawiłem tą sytuację dla podkreślenia pewnego faktu – ja niczego nie wymagam od Przejścia, zastanawiam się jedynie czym tak naprawdę jest ten dyskusyjny zapis: „Przejście ma charakter dobrowolny i jest pozbawione rywalizacji”?

Co to znaczy rywalizacja? Jeśli chcę być szybszy od kolegi to będzie z pewnością rywalizacja. Tego organizatorzy nie akceptują. To pierwszy punkt widzenia. Drugi wygląda tak: nie walczę z przeciwnikiem, ale z czasem. Przyznam się, że przede wszystkim tak właśnie podchodzę do Przejścia – chcę zmierzyć się z dystansem, który pragnę pokonać w tyle i tyle godzin. I tu pojawia się problem. Bo rywalizacja z czasem wymaga cholernego pośpiechu, czegoś co znacznie wykracza poza ambitną turystykę. Jeśli ustalę sobie limit czasu na 25, 30 godzin to już nie będzie turystyka. Ubiorę się w obcisłę getry, techniczne ciuszki, lekki plecak z camelbakiem i będę napierał ile sił. Jednym słowem będę wyglądał jak sportowiec, a to już może nie podobać się i organizatorom i innym uczestnikom, którzy…

…którzy patrzą na Przejście z trzeciego punktu widzenia – imprezy, na której sprawdza się granicę własnej wytrzymałości, gdzie chodzi tylko o przejście całego dystansu a nie o walkę z czasem (ostatecznym celem jest zmieszczenie się w limicie). Zakładam, że organizatorzy Przejścia tak sobie wyobrażają jego przebieg. Problemem są ci nieszczęśni biegacze…

Czy przeciętny turysta (a zakładam, że będzie większość) nie chce pokonać tych 145 kilometrów jak najszybciej? Chce! Chce i to bardzo, być może nawet z zazdrością patrzy na szybszych kolegów, ale jeśli ktoś okazjonalnie chodzi po górach a na co dzień nie trenuje to nie ma szans z wytrenowanymi amatorami ultrabiegania. Ów piechur wykorzystuje swoje maksimum, być może nawet włoży większy wysiłek w pokonanie całej trasy niż szybszy kolega. Problem w tym, że ktoś może chodzić/biegać nieco szybciej niż przeciętny turysta i on również będzie dążył do wykorzystania swojego maksimum. Dlaczego więc zakazać komuś szybszemu wykorzystanie swojego potencjału w maksymalnym stopniu? Skoro ten słabszy może to dlaczego zabronić szybszemu?

Oczywiście, nic takiego nie ma w regulaminie! A przynajmniej dosłownie nie ma, bo jednak stwierdzenie o braku rywalizacji pośrednio zakłada takie własnie stanowisko! Pytanie więc czy dopuścić do udziału (sporo wysiłku kosztuje mnie zastępowanie słowa „start”, do którego nawykłem, a które jednoznacznie kojarzy się z zawodami, na wyrażenie- „branie udziału”) biegaczy? Przecież nikt rozsądny nie stwierdzi, że piechurzy nie będą ze sobą rywalizować, nawet zwykli turyści zapewne będą zadowoleni z siebie, że za ich plecami jest tyle a tyle osób, a są na takim a takim miejscu. Tylko, że jeśli ktoś porusza się wolniej to ten „rywalizacyjny problem” jest mniej widoczny niż w przypadku biegaczy w lajkrach.

Nie chciałbym wymuszać na organizatorach zmianę koncepcji i uczynienie z Przejścia kolejnego biegu (no może nie „kolejnego” bo jednak dystans wyróżnia Przejście pośród innych podobnych przedwsięwzięć), ale być może to naturalna droga, którą pójdzie ta impreza? Jeśli stajemy na linii startu a obok nas widać innych śmiałków nie ma szans, żeby nie pojawiła się rywalizacja, może więc nie warto walczyć z wiatrakami?

Pojadę do Szklarskiej Poręby zmierzyć się z sobą. Widzę na liście startowej kilku zaprawionych w bojach zawodników i wiem, że nikt z nich na ten jeden raz nie zamieni się w turystę ze śpiworem (bynajmniej nie mam nic do turystów, sam często jeżdzę w góry i staję się jednym z nich, chodzi o podkreślenie pewnej różnicy w tempie poruszania się) i na pewno będą chcieli pokonać tą trasę w jak najszybszym czasie, nikt nie odpuści. Być może nie będą (będziemy?) rywalizować między sobą ale na pewno nikt z nich (nas?) nie będzie sztucznie zaniżał sobie poprzeczki. Te znaki zapytania w nawiasach to moja niepewność. A więc pojadę do tej Szklarskiej zmierzyć się nie tylko ze sobą samym, ale i z czasem. Wyznaczę sobie wyśrubowany limit i będę starał się za wszelką cenę osiągnąć. Taki już jestem, że lubię wyzwania i nic na to nie poradzę…

Co Wy myślicie o tej sytuacji? Chciałbym poznać Wasze zdanie, zarówno „turystów” jak i „biegaczy”.

PS. Zdjęcie zrobił soldiersmediacenter.


O autorze

Tu pojawi się kiedyś jakiś błyskotliwy tekst. Będzie genialny, w kilku krótkich zdaniach opisze osobę autora przedstawiając go w najpiękniejszym świetle idealnego, czerwcowego, słonecznego poranka. Tymczasem jest zima i z kreatywnością u mnie słabiuśko!



36 Responses to Co z tym Przejściem?

  1. Kazig mówi:

    Kuerti witaj

    Szanuje temat, ale chyba szukamy problemu tam, gdzie go nie ma. Startuje już 8 lat, zawsze byli szybcy goście, nie mieli dużych plecaków i zbytniego ubrania, butki biegowe. Jak pamiętam zawsze ci szybcy niezależnie od tego jak wyglądali byli herosami, dla tych z wielkimi plecorami i karimatami wiekszymi niż paleta euro. Howard był pionierem, skrócił rajdy o połowę, to już było.
    Teraz setki i inne dłuższe zabawy to biegacze, trend się nie zmieni, na liście przynajmniej 3 wypatrzyłem.

    Swoją drogą tydzień temu biegłem sobie na Pilsko w słuchawkach stero, przy padającym deszczu wyprzedzając co rusz karawany wielbłądów 🙂 potem przy kominku wieczorem usłyszałem, że jakiś „głupek” biegł na Pilsko 🙂 he he

  2. Kuerti mówi:

    Kazig,

    Masz rację, zawsze byli szybsi i wolniejsi, to się nigdy nie zmieni. Ale problem pojawia się wtedy gdy ci szybsi chcą startować w imprezie, która z założenia nie jest wyścigiem.

    Raz, że mogą naciąć się na podobne uwagi jak tą, którą Ty usłyszałeś na Pilsku 🙂 a dwa pojawia się pytanie czy to jest fair? Bo jeśli ktoś sobie nie życzy ścigania? Czy wypada nam więc ładować się tam gdzie nas nie chcą?

    Mi się wydaję, że problem jednak jest..

    PS. Ostro widzę dajesz po tych górach :> . Ja planuje na 2 tygodnie przed Przejściem wyskoczyć gdzieś na 2-3 dni. Myślę nad słowacką częścią Tatr, ewentualnie Kotlina Kłodzka…

  3. Paweł mówi:

    Jestem zaskoczony takim ujęciem sprawy przez organizatorów. To co, po zawodach będzie tylko lista kto przeszedł a kto nie przeszedł? bez czasów i kolejności? albo w ogóle nie będzie listy? No bo jeśli bez rywalizacji to tak powinni zrobić. Jeśli później puszczą w necie listę z czasami i miejscami to ich koncepcja automatycznie weźmie w łeb bo niczym nie będzie się Przejście różniło od innych zawodów. Zapis w regulaminie o braku rywalizacji pozostanie tylko pustym sloganem.

    Dziwna sprawa. Szczerze przyznam że bardzo mi się te zawody podobają i chętnie wybrałbym się na nie choć z marnymi szansami na ukończenie. Mam już jednak bardzo napięty kalendarz i dużo spraw pozasportowych na głowie. Może za rok.

    Nie wiem jak dla was ale dla mnie rywalizacja ubogaca ekstremalne zawody na które czasem wstępuję. Fajnie jest przejść takiego np. Kierata ale jeszcze fajniej jest zająć stosunkowo wysokie miejsce. To jest coś naturalnego, rywalizacja daje radość, człowiek ma to w genach. Czym były by wyścigi F1 gdyby nie liczyła się kolejność a tylko to, czy bolid dojedzie do mety, nie rozbije się i nie popsuje. Nudne flaki z olejem. No ale ja tu o tym piszę a to przecież oczywiste.

    Kończąc myślę że w przypadku Przejścia będzie podobnie jak z innymi zawodami. Ten dystans to duże wyzwanie więc ludzie najpierw będą walczyć by w ogóle to ukończyć a przy kolejnych startach o jak najlepszy czas i miejsce. I nawet jeśli organizator nie puści w necie listy z czasami i miejscami uczestników to i tak pojawi się gdzieś lista nieoficjalna, ludzie będą się porównywać i mówić, że ja to zrobiłem w tyle a w tyle godzin. Bo to po prostu lubią. Lubią rywalizować nie tylko z swoimi słabościami ale i z innymi uczestnikami.

  4. Paweł mówi:

    W relacji z 2007 roku na stronie organizatora jednak piszą kto to zrobił, w jakiej kolejności i w jakim czasie…

    Dla mnie jest to taka lista wyników zawodów tylko trochę zakamuflowana….

  5. Paweł mówi:

    No dobra, przeczytałem w końcu ten regulamin i zdanie mam takie:

    Nie mam nic przeciwko imprezom towarzyskim pozbawionym rywalizacji choć osobiście wolę jednak formułę zawodów. Tak jak Grzesiek nie zamierzam nikogo do niczego zmuszać, ale widzę tu pewną niekonsekwencję ze strony organizatorów.

    Otóż uważam, że jeśli robimy imprezę towarzyską która zawodami nie jest to nie powinno się później podawać czasów, kolejności, listy kto był pierwszy a kto następny, zachwycać się, że ktoś pokonał ten dystans w takim i takim (rekordowym) czasie. Organizatorzy Przejścia tak właśnie robią podając LISTĘ WYNIKÓW ZAWODÓW tyle że ujętą w formę opisową. W ten sposób sami robią z tej imprezy zawody sportowe których przecież nie chcą.

    Jeśli umawiamy się, że nie rywalizujemy to powinno się podać tylko kto przeszedł a kto nie, listę w formie alfabetycznej, bez czasów. Tyle.

    Grzesiek pyta czy powinniśmy jeździć na „imprezy” na których ludzie się nie ścigają. Uważam że jeśli impreza jest naprawdę nie na wyścigi, nie ma później wyników, kolejności, czasów, rekordów to nie powinniśmy się ścigać tylko dostosować do reguł, uszanować je. Tak jak kierowca, który jadąc po ulicy usiłuje się ścigać z wszystkimi innymi którzy jadą np. spokojnie do pracy wygląda na durnia tak i moglibyśmy wyglądać i my.

    W przypadku Przejścia nie powinniście jednak mieć skrupułów bo tak jak napisałem organizator niezbyt konsekwentnie podchodzi tutaj do zapisu o braku rywalizacji.

    P.s. Nie powinieneś Grzesiek mieć skrupułów przy używaniu słowa „start” odnośnie Przejścia bo organizator sam robi to wielokrotnie na swojej stronie.

  6. Yanek mówi:

    Pewnie ten zapis o „dobrowolnym charakterze” i „pozbawieniu rywalizacji” jest swego rodzaju „dupochronem” dla organizatorów w przypadku jakiegoś nieszczęśliwego wypadku podczas imprezy.
    Ktoś mi też opowiadał że firmy ubezpieczeniowe inaczej traktują imprezy nazywane oficjalnie rajdem, a inaczej te same zawody określone mianem maraton górski, bieg, wyścig itp.
    Może z takich względów wynika ta ostrożność w regulaminie.

  7. radecki.m mówi:

    Przecież wiecie, że…
    Przejście to impreza organizowana ku pamięci dwóch ratowników GOPR. Imienników rajdu. Wypadek sprawił iż nie zrealizowali swego celu -przejścia dookoła kotliny w 48h. Ich przyjaciele z GOPR, ku chwale poległym na służbie organizują ‚przejście’.
    Chcą jedynie utrzymać ideę, to nie są zawody sportowe. Okażcie trochę szacunku.

  8. Marta mówi:

    Regulamin regulaminem, ale ludzkiej natury nie da się zmienić. Zresztą uważam, że rywalizacja w tym przejściu nie jest czymś niestosownym. Jeśli ktoś chce sobie ( i innym ) udowodnić, że jest najszybszy to niech to robi – jego prawo. Idea tej imprezy jest inna, ale nie można też piętnować tych którzy chcą przejść tą trasę najszybciej jak potrafią. Oprócz tego, że Przejście jest organizowane ku pamięci dwóch ratowników GOPR jest także sprawdzianem ludzkiej wytrzymałości – 145km to już jest tak spora odległość, że pokonanie jej jest już same w sobie zwycięstwem.
    Poza tym na takim odcinku w tak krótkim czasie trudno mówić o turystyce górskiej.

  9. Yanek mówi:

    Pozwolę sobie nie zgodzić się z przedmówcą.
    Nikt tu nie neguje idei Przejścia, chyba że nie umiem czytać.
    Skoro organizatorzy nie chcieli zawodów sportowych to jaki jest cel publikowania wyników ?
    Po co sponsorzy, regulamin, wpisowe, numery startowe ( przepraszam, są to z pewnoscią jedynie numery porządkowe. Startowe są na zawodach ) ? Przecież jeśli chce się jedynie uczcić pamięć Daniela i Mateusza to wszystko to niepotrzebne.
    Zauważmy jednak że także cel postawiony sobie przez tragicznie zmarłych GOPR-owców miał charakter sportowy. Chcieli okrążyć kotlinę w czasie mniejszym niż 48 godzin. Założeniem była walka z czasem.

  10. radecki.m mówi:

    po co sponsorzy? bo nic nie ma za darmo. wpisowe? na świadczenia, nr startowe -do łatwiejszej identyfikacji startujących… Jeśli organizuje się imprezę masową, to -to wszystko jest konieczne.

  11. radecki.m mówi:

    co do wyników, nie wiem gdzie na stronie jest oficjalna klasyfikacja z zajętymi miejscami. Widzę jedynie krótką relację, z raptem paroma czasami.

  12. Paweł mówi:

    Pisząc o liście wyników zawodów miałem na myśli relację z zeszłorocznych zawodów którą napisał Maciek Koziński. Jest to niby tylko relacja ale tak naprawdę jest tam zawarta klasyfikacja tyle że ujęta w formę opisową. Przeczytajcie zwłaszcza drugą jej część, są tam czasy, miejsca, kolejności, zachwyt nad ambitną sportową postawą jednego z uczestników. Typowy opis zawodów sportowych.

    Po tegorocznych zawodach ktoś z organizatorów pewnie znowu napisze relację typu: „Uczestnik X był najszybszy i pojawił się na mecie jako pierwszy to godzinie takiej a takiej. Za nim przyszli uczestnicy Y i Z mając 30 minut straty do X. O godzinie takiej a takiej dotarli na metę kolejni uczestnicy….., itd.”

    Jeśli to nie zawody to po co to wszystko? Po co podawać kto był pierwszy a kto ostatni i o której godzinie przyszedł? Przecież to właśnie samo nakręca rywalizację. Gdybym ja startował w tej skądinąd bardzo interesującej dla mnie imprezie to nie chciał bym by napisano o mnie później że dowlokłem się jako ostatni. Wolałbym być pierwszy.

    Mariusz zarzuca nam (mi?) brak szacunku. Nie wiem w którym momencie popełniłem nietakt, czy dyskutując nad zapisem w regulaminie czy pisząc o tym że lubię wyścigi. Dla jasności napiszę, że bardzo szanuję GOPRowców i ich piękną ideę marszu dla upamiętnienia śmierci zmarłych kolegów. Zwróciłem tylko uwagę na to że, z jednej strony to niby nie jest rywalizacja a z drugiej tak jakby jest. Moim zdaniem Przejście będzie mimowolnie dryfować w stronę formuły zawodów.

    Nic nikomu nie narzucam i nie proponuję ale tak sobie pomyślałem, że zamiast organizować co roku kondukt żałobny po górach można zrobić tak jak zrobiono na Cracovia Maraton. Jest tam też taki bieg ku czci jednego z dawnych zwycięzców maratonu który niewiele później zginął tragicznie w wypadku. Nie wiem czy tuż przed startem jest minuta ciszy ku pamięci zmarłego. Być może. Później są jednak normalne zawody, ludzie się ścigają i nie ma w tym żadnego nietaktu.

    To tylko taka moja sugestia, absolutnie niczego nie żądam, nie zmuszam, nie wymagam. Piszę tylko jak by mi się podobało. Chyba mam do tego prawo. Ale jaką formę imprezy wybierze organizator to już jego sprawa.

    W każdym razie impreza ta ze względu na dystans jest dla mnie bardzo interesująca i jakakolwiek będzie jej forma w następnych latach (mniej lub bardziej sportowa) to chętnie się wybiorę. I tak nie będę się ścigał bo taki dystans to przy moich możliwościach co najwyżej walka o przejście.

    Pozdrawiam, szczególnie jeśli ktoś z organizatorów imprezy to czyta. Mam nadzieję że nikogo nie uraziłem.

  13. Kuerti mówi:

    No to rozgorzała nam dyskusja 🙂 .

    Na wstępie, witam Martę w naszych skromnych progach PK4 😉 .

    Od razu odniosę się do tego co napisałaś: „Poza tym na takim odcinku w tak krótkim czasie trudno mówić o turystyce górskiej.” A czy przy takim odcinku w dłuższym czasie możemy mówić o turystyce górskiej? Przeciętny uczestnik po 40 godzinach na trasie wygląda jak zombie i prawdopodobnie w głębokim poważaniu ma to wszystko co dzieje się wokół niego, te wszystkie piękne widoki itd. 145 km to nie jest zwyczajny dystans, który zakwalifikować można jako wycieczkę górską.

    Uważam, że w tym kontekście nie ma różnicy czy ktoś pokona całą trasę w 20 czy 48 godzin. W jednym i drugim przypadku jest to jakaś skrajność.

    I jeszcze jedno: „Idea tej imprezy jest inna, ale nie można też piętnować tych którzy chcą przejść tą trasę najszybciej jak potrafią.”. Powtórzę się: przecież przeciętny piechur też chce pokonać tą trasę jak najszybciej!! Po tych 40 godzinach nie marzy się o niczym innym jak o zakończeniu tej gehenny. Myślę, że tutaj chyba mamy zgodność: każdy chce pokonać Przejście jak najszybciej…

    Problem w tym, że każdy człowiek ma inne możliwości. Oczywiście nikt nam nie zabroni jak najszybszego pokonywania trasy, ale regulamin pośrednio stopuje szybszych zawodników przez zapis o braku rywalizacji.

    Mariusz piszesz o braku szacunku, ale jak my ten szacunek mamy okazać? Zgadzam się z Yankiem, ta próba, którą podjęli Daniel z Mateuszem miała charakter sportowy – ustawili sobie poprzeczkę cholernie wysoko. 145km po górach to potężny dystans. Być może musieliby sięgnąć wyżyn aby dokonać tego? Jak więc mamy ich inaczej uszanować jak poprzez podjęcie wielkiej próby, sięgniecie naszych granic, poprzez wychylenie się za barierkę i spojrzenie co jest dalej?

    Owszem można zrobić z Przejścia kondukt żałobny jak to ładnie ujął Paweł, ale czy to ma sens? Myślę, że czymś o wiele lepszym będzie to, że każdy z nas spróbuje sięgnąć swych krańców. Rozumiem, że istnieje niebezpieczeństwo przeistoczenia się Przejścia w imprezę, na której rokrocznie stawiać się będą dziesiątki biegaczy i gdzieś ta idea przepadnie. Jeśli organizatorzy chcą zachować ten charakter Przejścia to ok, ich wola. Ale…

    Właśnie, po co to całe „podniecanie” się wynikami? Pisanie o niesamowitych czasach itd. Nie wydaję mi się, żeby to była dobra droga, pozbywanie się rywalizacji. Przejście to nie Marszony, gdzie na dystansie 70km grupka kilkudzisięciu osób maszeruje sobie mniej więcej razem i spędza czas na rozmowach, podziwianiu krajobrazów itd. 145km to morderczy dystans, tutaj to nie przejdzie! Nic nie da zakazywanie rywalizacji, zakazywanie biegania, rywalizację mamy we krwi i nic na to nie poradzimy. Taki gen, jak mawiają co niektórzy 😉 .

    Przyznam, że jestem w kropce. Jechać, wystartować i podjąć próbę pokonania Przejścia na maksimum moich możliwości? Na pewno pojadę ubrany na lekko, nastawiony na ostre tempo, na pewno część trasy chciałbym przebiec. Czy postąpię wbrew regulaminowi?

  14. Paweł mówi:

    Grzesiek, jedź na tą imprezę i napieraj ile masz sił w nogach. A jak będziesz miał wyrzuty sumienia, że postępujesz wbrew regulaminowi i zamysłom organizatorów to pomyśl, że nie napierasz ostro bo chcesz dojść przed kolegami tylko że im szybciej będziesz napierał tym większe będą szanse że dojdziesz w limicie. Tym szybciej ujrzysz ciepły prysznic i łóżko. Tym szybciej gehenna się skończy.

    Z tego co zrozumiałem regulamin piętnuje rywalizację pomiędzy uczestnikami ale zaleca walkę z samym sobą. Walcz więc ze swoimi słabościami, dojdź na kres swojej wytrzymałości fizycznej i psychicznej a nawet zobacz co jest dalej. A że pewnie będziesz szybki i wyprzedzisz niektórych górskich turystów? To już przecież nie twoja wina. Ty walczysz z sobą, dajesz na maxa – tak jak zaleca regulamin.

  15. Lupus mówi:

    Witam!

    Zajmuję się stroną „wirtualną” Przejścia (strona www, zgłoszenia Uczestników, itp), więc jestem po części organizatorem, chociaż Bartek Podkański i Maciek Koziński są „sprawcami” całej imprezy. Zaznaczam – opisuję tutaj swój subiektywny punkt widzenia, który nie musi być zbieżny z oficjalną wersją.

    Przejście jest imprezą pozbawioną rywalizacji – przede wszystkim dlatego, iż celem jest pokonanie dystansu, a nie „wyśrubowanie” jak najlepszego czasu czy ściganie się z kolegą X. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że różni ludzie mogą dojść/dobiec do mety w różnym czasie. To jest indywidualna sprawa uczestnika! Myślę że nikt nie piętnuje biegaczy, jako tych którzy postępują wbrew idei. Tutaj każdy walczy sam ze sobą i z trasą, która raczej nie należy do łatwych. Jeżeli stawia sobie za cel pokonanie tego dystansu w czasie XX godzin – chwała mu! Można tylko podziwiać taką postawę. Jednak jest to nadal walka z własnymi słabościami. Należy pamiętać, że chcemy uniknąć rywalizacji z innymi – Przejście ma pozostać imprezą niejako „towarzyską”, spotkaniem ludzi dla których góry znaczą wiele. Chcemy uniknąć swoistej „atmosfery napięcia”, „presji na wynik” jaka jest odczuwalna podczas zawodów sportowych.

    Powiem szczerze, że nie wiem skąd wzięło się przekonanie że ktoś (organizator?) komuś zabrania poruszania się własnym tempem (czołganie/marsz/marszobieg/trucht/bieg/wpisz_co_chcesz). „Alleluja i do przodu” jak mawiał Ojciec Muchomorek 🙂

    Padł tutaj zarzut niekonsekwencji organizatorów w sprawie „wyników”. Otóż, opisane w tekście Maćka „wyniki” przytoczone zostały, aby uzmysłowić innym że można taki dystans przejść szybciej niż w 48 godzin. Może takie osiągnięcie stanie się dla kogoś wzorem, aby pracować nad sobą. Przejście dookoła Kotliny Jeleniogórskiej im. Daniela Ważyńskiego i Mateusza Hryncewicza pozostanie imprezą „nie-sportową”, bez nagród i klasyfikacji, otwartą dla wszystkich.

    Na forum Przejścia jest wątek o formule imprezy: http://przejsciekotliny.pl/forum/formula-przejscia-t-34.html

    Pozdrawiam!
    Sławek „Lupus” Krawczyk-Demczuk

  16. Marta mówi:

    Witam, witam 🙂

    Jeśli chodzi o to co napisałam: „Poza tym na takim odcinku w tak krótkim czasie trudno mówić o turystyce górskiej.” to właśnie chodziło mi o to o czym piszesz – 145km w 48h to nie jest trasa dla turysty… Zatem tak jak napisał Paweł „napieraj ile masz sił w nogach” .

    Ja zapis w regulaminie „Przejście ma charakter dobrowolny i jest pozbawione rywalizacji” rozumiem tak, że po prostu nie ma klasyfikacji, nie ma podium, braw i ogólnego uznania dla tego pierwszego. To jak przejdziesz i w jakim czasie zależy od Ciebie. Stajesz się bohaterem sam dla siebie. Łatwo jest się zachować odpowiednio podczas niepowodzenia. Trudno jest natomiast zachować się odpowiednio w pełni powodzenia, jest to kwestia wrażliwości i wyczucia. Organizatorzy zapewne chcą na mecie usłyszeć ” Dałem radę, przeszedłem” a nie „Ale super jestem 1” .

  17. radecki.m mówi:

    Nazbyt się rozpisaliście, pociągnęły Was emocje. Do rzeczy, celem imprezy jest pokonanie dystansu w limicie czasu 48h, czego próbowali dokonać polegli, to był ich cel, i tego trzyma się organizator. Kto chce może biec (sam biegłem…), zmagać się z dystansem wykorzystując swe predyspozycje, po co się uwsteczniać. Jednak celem jest kultywowanie idei, więc sam udział w imprezie i walka do końca. Nie wiem dlaczego wymagacie wręcz oficjalnych wyników i klasyfikacji i oskarżacie organizatorów o np. „dupochron”. To nie jest impreza gdzie ktoś ma być lepszy czy gorszy, co uwidoczniłaby klasyfikacja. Tu nie startują amatorzy ultrabiegów, lecz przeciętni turyści. Róbcie dobre wyniki, ale dla siebie, chyba że zależy komuś na poklasku. Jednak w takim wypadku warto wystartować z równymi sobie, w imprezie nastawionej na rywalizację.

    powodzenia 🙂

  18. Yanek mówi:

    Wyobraźmy sobie że osoba bez doświadczenia startuje w imprezie X i w wyniku nieznajmości możliwości własnego organizmu doprowadza się do trwałego, poważnego uszczerbku na zdrowiu. A potem wynajmuje prawnika. Co robi prawnik ? Stara się udowodnić winę organizatorowi, bezwzględnie wykorzystując najmniejszą lukę w regulaminie. Próbuje udowodnić np. że jego klient został wręcz nakłoniony do nieludzkiego wysiłku i w wyniku tego doznał szkód.
    To styl postępowania który przywędrował do nas z zachodu, głównie z USA. Pewien człowiek wywalczył tam milionowe odszkodowanie za to że postrzelił się z pistoletu w stopę. Wywalczył odszkodowanie bo na pistolecie wprawdzie była metka z licznymi ostrzeżeniami, lecz nie było podanej w sposób jasny dla półidioty informacji że z pistoletu można się postrzelić.

    W takim znaczeniu użyłem słowa dupochron. Dupochron to po prostu zabezpieczenie.
    Nikogo o nic nie oskarżałem, szukałem przyczyny pewnej niekonsekwencji między regulaminem Przejścia a rzeczywistością ( rywalizacją ) na tej imprezie.
    Każdy regulamin ma na celu (również) uchronić organizatora przed opisaną powyżej, hipotetyczną sytuacją. Tego jak szanuję organizatorów (GOPR) nie będę tu udowadniał bo znów musiałbym nazbyt się rozpisać 😉

  19. Wirek mówi:

    Witajcie.
    Trudno się nie zgodzić z Kazigiem, że jest to problem czysto interpretacyjny. Organizatorzy bardzo ogólnie sformułowali regulamin, co pozwala na takie komentarze jak te „outdoorowe”. W przeciwnym wypadku należałoby ustalić regulamin na wzór np. Marszonu.
    Przeszedłem najszybciej, ale przecież nie rywalizowałem z tymi, którzy nie doszli do Okraju czy Różanki, bo idąc z nimi Przejścia bym nie ukończył. Moimi rywalami na trasie mogliby być Artur, Rafał, Rocha czy Viper. Vipera już na wstępie wyeliminowało ministerstwo infrastruktury (bo nie dojechał na czas z Bydgoszczy), Rafał uległ kontuzji, a z Arturem i Rochą od Przełęczy Karkonoskiej szliśmy cały czas zwartą grupą. Mogłem ich zostawić na Gapie czy Godziszu wybierając inną ścieżkę, mogli mnie zostawić, gdy ja dogorywałem na „Stanisławie”, a jednak zaczekali. Dla mnie to jest brak rywalizacji

  20. Kuerti mówi:

    Dokonałem małej interpretacji, a może nadinterpretacji stanu rzeczywistości 😉 . Oczywiście nikomu nie zabrania się poruszania swoim tempem (a te jak wiemy jest różne dla różnych osób), ale…

    Przejście staje się coraz bardziej popularne. Z roku na rok jest więcej chętnych, a wśród nich znajdują się coraz lepiej przygotowani uczestnicy. Widzę na liście takie osoby jak Michał Jędroszkowiak (wygrana w Wielkopolskiej Szybkiej Setce z czasem 13:30), widzę Rochę, który „wygrał” Przejście rok temu, a na WSS był drugi kilka minut po zwycięzcy, widzę ponownie Wirka, który razem z Rochą był najszybszy rok temu na Przejściu… Wreszcie ja sobie startuje i będę napierał ile sił w nogach, o ile nie skasuje sobie stóp to jestem przekonany, że uda mi się pokonać Przejście w dobrym czasie…

    Z roku na rok takich ambitnych ludzi będzie przybywać. To jest naturalna konsekwencja postawienia wysoko poprzeczki przez organizatorów Przejścia. 145km w 48h? A dlaczego nie w 30? A dlaczego nie w 24? A może da się to zrobić poniżej 20 godzin? Kto z Was nie zadaje sobie takich pytań?

    Za kilka lat, jestem o tym przekonany, na starcie pojawią się całe grupy ludzi, którzy będą chcieli pokonać Przejście poniżej 20 godzin. I jestem o tym przekonany, że ktoś to zrobi, prędzej czy później. Nadal to będzie przede wszystkim walka z samym sobą, mamy chyba to szczęście, że na tak długich dystansach jak setki czy rajdy przygodowe ta rywalizacja jest jakby mniej zacięta niż w innych dyscyplinach. Może dlatego, że wszyscy jesteśmy tak zmęczeni podczas zawodów? 😉

    Ale fakt pozostaje faktem, za kilka lat na starcie Przejścia pojawi się grupka 10-20 typowych biegaczy. Śmiem twierdzić, że wielu osobom to będzie przeszkadzać. Nawet jeśli każdy z tych biegaczy będzie celował przede wszystkim w pokonanie jakiejś tam swojej granicy możliwości a nie rywalizację z kolegami (tylko czy tej da się uniknąć?)

    Biorąc to wszystko pod uwagę stwierdziłem, że jednak być może biegacze nie są mile widziani na takiej imprezie jaką jest Przejście.

    Czy widzę problem tam gdzie go nie ma? Po burzliwej dyskusji widzę, że jednak jest coś na rzeczy 😉 . Jeśli miałem jakieś rozterki podczas pisania tego tekstu to teraz wyzbyłem się ich – jeśli celem Przejścia jest pokonanie własnych słabości to postaram się to zrobić. Ustawię sobie poprzeczkę adekwatną do moich aktualnych możliwości i postaram się jej nie strącić…

  21. Paweł mówi:

    Mi sytuacja z Przejściem trochę przypomina początki setek w Polsce które znam z wywiadów (z Bogdanem Jaśkiewiczem choćby) i opowieści. Na początku była tylko jedna setka, Harpagan dla harcerzy, chodziło w zasadzie o zmierzenie się z dystansem bo 100 km w 24 godziny uważano za morderczy dystans. Nie wiem czy w pierwszych Harpaganach były jakieś tabele, klasyfikacje, być może tak ale jeśli nawet to i do dziś podkreśla się, że jest to przede wszystkim walka z samym sobą i ze swoimi słabościami.

    Z upływem lat ludzie zaczęli się jednak szkolić, ćwiczyć. Powstała grupa osób dla której zrobienie setki w 24 h nie jest już gigantycznym wyczynem. Oni to zrobią, pytanie tylko czy w dwadzieścia kilka czy w kilkanaście godzin. W ten sposób setki ulegały usportowieniu. Zaczęto organizować inne imprezy tak, że ich liczba zbliża się dziś do dwucyfrowej. Doczekaliśmy się nawet Pucharu Polski w tej dyscyplinie.
    Oczywiście wszyscy wiemy, że ta pierwotna idea nadal pozostaje. Przecież tych „harpaganów” którzy trzaskają setki jedna za drugą na wyścigi jest niewielu, większość uczestników walczy o to by w ogóle dojść. To jest dla nich pierwszy cel, nie rywalizacja. Tak że dzisiejsze setki mają jakby dwie twarze: dla większości jest to walka o dojście w jakimkolwiek czasie a dla niewielkiej grupki jest to rodzaj sportowych zawodów. Nikt tu nikomu rąk (a dokładniej nóg) nie wiąże i to mi się podoba. Obie idee, obie twarze tych imprez istnieją równolegle i nie uważam by się kłóciły. Mało tego, uważam że ewolucja fizycznych i psychicznych możliwości uczestnika imprezy to coś naturalnego. Rozwijamy się. Przecież każdy z nas walczył kiedyś o ukończenie pierwszej setki (ja zrobiłem to całkiem niedawno) a teraz co, mamy się zatrzymać? Nie, teraz chcemy to zrobić w jak najkrótszym czasie.

    Być może z Przejściem będzie podobnie jak z pierwszym Harpaganem. Dystans 145 km jest rzeczywiście morderczy i być może organizatorzy uważają że na razie nie ma co wprowadzać w to idei rywalizacji bo samo ukończenie jest mamucim wyczynem. Z czasem jednak ultrasów zdolnych zrobić nawet ten dystans będzie przybywać i być może wtedy organizator zaakceptuje ściganie się ludzi z czołówki. Nie wiem.

    Pisałem wcześniej że nie będę nic proponował ale dobra, napiszę jak bym widział Przejście za parę lat, jak by mi się podobało. Oczywiście to tylko moje widzimisię, na nic nie naciskam.

    Otóż rozumiem, że dla organizatorów kluczowym elementem jest upamiętnienie tragicznie zmarłych kolegów. Można to zrobić na różne sposoby jednocześnie, impreza nosi Ich imię, na oficjalnym rozpoczęciu można przypomnieć ideę imprezy, sylwetki tragicznie zmarłych GOPRowców. Może uczcić Ich pamięć minutą ciszy.
    Później można jednak puścić ludzi w góry nie wiążąc nikomu nóg, niech każdy to robi jak potrafi, większość by w ogóle ukończyć, pewnie kilku, kilkunastu by zrobić to jak najszybciej. Później przybić jakąś tabelkę kto to zrobił i w jakim czasie bo przecież i tak to robią tyle że opisowo. Można przy tym dalej podkreślać, że rywalizacja ma drugorzędne znaczenie, że liczy się przede wszystkim walka z samym sobą.

    Mi się w tym momencie przypomina Comrades Marathon, pewnie znacie ideę tego biegu. Twórca tych zawodów, weteran I Wojny Światowej organizując je chciał uczcić śmierć towarzyszy poległych w wojnie. Ci polegli pewnie też ze ściganiem mieli niewiele wspólnego a jednak dziś jest bieg, są zawody. Czy to w jakiś sposób ujma dla pamięci poległych? Jakaś profanacja? Czy przez element rywalizacji zapomniano o nich? chyba nie.

    Czy usunięcie zapisu o braku rywalizacji i tym samym delikatne usportowienie Przejścia było by jakimś nietaktem wobec pamięci Daniela i Mateusza? Mi się wydaje że nie – chyba, że ktoś kto Ich znał wie, że np. brzydzili się samą ideą współzawodnictwa. Ale nie sądzę, tak jak napisali koledzy powyżej w ich przedsięwzięciu czuć ducha sportu, chcieli zrobić tę trasę w 48 godzin, liczyła się szybkość. W ich zamierzeniu to był wyścig, wyścig z czasem, coś co mi kojarzy mi się wybitnie sportowo.
    Oczywiście oni być może nie zakładali jeszcze idei rywalizacji. Było ich dwóch, byli kolegami, po co mieli się ścigać? Pewnie nie przypuszczali, że z ich ekstremalnego pomysłu wykiełkuje impreza i ludzie będą tak intensywnie roztrząsać jej formułę.

    Gdybym ja dziś wybrał się z Piotrkiem Kłosowiczem na któreś z jego szalonych przedsięwzięć (które nota bene bardzo mi się podobają) to wcale bym nie myślał by się z nim ścigać. Ja bym chciał po prostu zrobić ten dystans w limicie. Tyle. Przypuszczam, że podobnie do mnie myśleli Daniel i Mateusz gdy planowali Przejście.

    Sytuacja jednak zmienia się, gdy zamiast 2 osób pojawia się 100 lub 200, wtedy element rywalizacji jakby samorzutnie się pojawia. Szkoda, że tragicznie zmarli GOPRowcy nie zdążyli się wypowiedzieć, co sądzą na ten temat…

    p.s. Przepraszam za ten zbyt długi wywód.

  22. Paweł mówi:

    Dopiero teraz przeczytałem wypowiedź LUPUS’a na pk4, wcześniej jakoś ją przeoczyłem. Poczytałem też trochę forum na stronie zawodów. Trochę mi się wyjaśniło. Dzięki LUPUS, szanuje Wasze podejście do sprawy i do idei imprezy choć osobiście wolę nieco inne. To jest jednak Wasza impreza i Wasze zasady więc robicie jak chcecie.

    Pozdrawiam serdecznie i życzę udanego Przejścia, chciałbym tam kiedyś do Was przyjechać i spróbować zrobić trasę swoim tempem, bez rywalizacji, tak jak sobie życzycie. Była by to dla mnie ciekawa próba, wielkie wyzwanie i fajny przerywnik pomiędzy zawodami które tak lubię.

  23. robert59 mówi:

    Witam. O Przejściu dowiedziałem się z banera na biegajznami ponad rok temu. Niestety w tamtym roku o tej porze byłem całkowicie roztrenowany i start przełożyłem na 2008. Dla mnie dużą zaletą Przejścia jest to, że jest to impreza nie wyeksploatowana i bardzo chciałem wziąć udział puki jest minimalna ilość napieraczy. Jak miałem okazję już gdzieś napisać, bardzo mi odpowiada obecna formuła, niemniej jestem pewien, że ludzie z „karimatami wiekszymi niż paleta euro” będą stopniowo wypierani przez biegaczy w lajkrach. Zresztą moim zdaniem będzie to zupełnie naturalne, bo po prostu łatwiej jest skończyć Przejście na lekko, a zakładam, że celem każdego, kto staje na starcie jest jednak dotarcie do mety (do końca)(sam będę startował w lajkrze i mam założenie iść non stop).

    A co do rywalizacji, to chyba też chyba kwestia indywidualna. Zauważcie, że w zwykłym maratonie, wśród ludzi biegających w okolicach 4h są gotowi poświęcić 10 minut, żeby biec w fajnym towarzystwie, a są również tacy którzy będą się przepychali przy każdej okazji. Sam mam takie uwarunkowanie, że jak w czasie treningu na szosówce widzę górala to muszę go wyprzedzić :-). Przez ten długi wywód chcę powiedzieć, że rywalizacja to nie tylko kwestia regulaminu, ale również uwarunkowań międzyludzkich i wzrostu popularności tzw. sportów ekstremalnych.

    ps. cieszę się, że dzięki Przejściu trafiłem na tego bloga. Pozdrawiam Autora.
    ps1. przy okazji dowiedziałem się o marszonach, dla mnie okropność :-).

  24. Paweł mówi:

    No dobra, miałem już nie pisać ale jeszcze napiszę. Nie wiem dlaczego zakładacie, że biegacze i piechurzy muszą się wzajemnie wypierać? Taki sens wyczuwam w wypowiedzi Roberta o „wypieraniu” chodziarzy (z „karimatami większymi niż paleta euro” :)przez lajkrowców ?

    Podobnie nie rozumiem jednej rzeczy u LUPUS’a. On kilkakrotnie napisał, że organizatorom chodzi, by Przejście było imprezą DLA WSZYSTKICH. To znaczy, co, jeśli będzie rywalizacja to już nie będzie dla wszystkich? Dlaczego? Przecież przykładowy Harpagan to jest właśnie impreza dla wszystkich pomimo że element rywalizacji tam istnieje (tylko dla tych co chcą). Tak jak już pisałem ta impreza ma dwie strony, przyjeżdżają tam piechurzy i biegacze i nie kłócą się ze sobą. Nie ma tam żadnych wymagań wstępnych, organizatorzy nie wymagają by deklarować, że uczestnik musi mieć poniżej 4 godzin w maratonie by wystartować. Gdy na Harpaganie pojawiłem się pierwszy raz byłem zaskoczony różnorodnością reprezentowanych tam środowisk: byli turyści, byli biegacze, byli militaryści. Jest to impreza dla wszystkich.

    Nie wiem, wyczuwam tu jakąś niechęć pomiędzy środowiskiem piechurów – turystów a biegaczy. Tak jak by piechurzy bali się, że napieracze w laikrach zdominują ich ukochaną imprezę i będzie ona już nie dla nich, NIE DLA WSZYSTKICH. Moim zdaniem obawy niepotrzebne.

  25. Ragnarokk mówi:

    Ciągle mam nieodparte wrażenie, że wszyscy tak naprawdę mówią o tym samym, tylko że innymi słowami.

    Zacznijmy od tego, że rywalizacje człowiek i każde inne żywe stworzenie ma w genach – od początku rywalizujemy o lepsze zabawki od innych dzieci, o lepszy rower od kumpla z podstawówki i o lepszą dziewczynę od kumpla z liceum. Tak było, jest i będzie, bo takimi zostaliśmy stworzeni. Jeśli nie byłoby rywalizacji, to siedzielibyśmy dalej na drzewach.

    Podejrzewam, że dla większości, którzy biorą udział w takim przejściu pierwsze znaczenie ma to, czy dadzą radę przejść wszystko i podejrzewam, że większość z nich chciałby przejść trasę jak najszybciej. Dla jednych to jak najszybciej to będzie 34:05, jak mieli ostatnio najlepsi, dla innych to będzie 47:56.

    Wiem, że dla mnie przejście całej trasy jest kwestią raczej ciężką i spodziewam się, że jeśli uda mi się przejść, to po wielu problemach. Ale przecież chodzi w tym rajdzie przede wszystkim o to, by spędzić przyjemny czas w górach i wiem, że rok temu mimo iż odpadłem relatywnie wcześnie, to byłem bardzo zadowolony, że wziąłem udział w Przejściu. I absolutnie nie widzę nic złego w tym, że w momencie, kiedy ja kończyłem swój kawałek trasy na Różance, to Wirek z ekipą byli gdzieś koło Góry Szybowcowej, jeśli nie jeszcze dalej. Ów brak rywalizacji polega wg mnie na tym, że każdy kto wziął udział może uważać się za zwycięzce – jedni, bo skończyli najszybciej, inni, bo w ogóle skończyli i w końcu pozostali, za to że wzięli udział w tej fantastycznej imprezie.

    Reasumując, niezależnie czyś „napieracz”, czyś „wielbłąd”, mam nadzieję, że będzie nam się świetnie szło na trasie 🙂

  26. Tkp mówi:

    O kur … Pomimo że sprawa jest banalna to można mówić setki godzin! Fajnie, bo w zasadzie wszystkie wypowiedzi mają sporo racji! I co zrobić?
    Dlatego też uważam że najlepiej by było gdyby startować=uczestniczyć mogliby wszyscy: turyści, woźnice, sportowcy, malarze, etc… Najszybsi i tak się będą ścigać i nie ma co – tu dyskutować. Pozostali będą walczyli z sobą i przeciwnościami losu. Też dobrze, jeśli nie lepiej! Jeśli zaś organizatorzy nie będą sobie absolutnie życzyli to przecież sportowcy nie przyjadą. Rozumiem że dobrze wychowani i kuluralni ludzie nie będą się pchali tam gdzie ich nie chcą? Szanujmy organizatorów bo realizują jakąś swoją wizję, ale niech też Oni pamiętają aby słuchać ludu – bo warto.

  27. Paweł mówi:

    Mnie się wydaję że kluczową sprawą w kwestii tego, czy impreza jest DLA WSZYSTKICH czy nie jest limit czasu. Zarówno w przypadku setek (24 godziny) jak i Przejścia (48 godzin) jest to limit tak szczęśliwie dobrany, że nie kłóci ze sobą środowiska napieraczy i środowiska turystów. Piechurzy mogą trasę ukończyć tylko idąc, mało tego, czasem wychodzą na tym lepiej niż biegacze co pokazał w tym roku Mariusz Pietrzak na Skorpionie.

    Stąd uważam,że zarówno na setkach jak i na Przejściu powinno być miejsce dla każdego. Zgadzam się tu w pełni z Tkp.

  28. Lupus mówi:

    Trochę jałowa ta dyskusja. Przejście JEST dla wszystkich – nikt nikogo nie dyskryminuje! Zupełnie nie rozumiem dlaczego staracie się udowodnić że rywalizacja (w rozumieniu wyścigu, punktacji itd.) jest Przejściu potrzebna. Potraktujcie tę imprezę jako odskocznie od codzienności rajdowej. Tutaj naprawdę każdy wygrywa, przez sam fakt że podjął wyzwanie i wałczył z własnymi słabościami…

  29. hiubi mówi:

    Imprezę robia ludzie którzy mają pewien cel i realizują go tak jak sobie wyobrażają i potrafią najlepiej. Wymyślili sobie tak a nie inaczej- ich święte prawo. Może nam się to podobać albo nie. Jak się nam podoba- bierzmy udział. Jak nie- to nie.
    Jeżeli w obecnej edycji bierze udział więcej uczestników niż w poprzedniej- to znaczy że jest pewna grupa ludzi której wlaśnie taka formula odpowiada. Mozemu oczywiscie sugerować organizatorom pewne zmiany na przyszłość, ale na dziś chętni maja startowac wg reguł podanych przez organizatora. Te reguły są dość szerokie: kto chce niech konczy w 48 godzin, kto potrafi- w 24. Przecież nie ma zakazu szybszego pokonania trasy. Co prawda nie bedzie podium i medali, ale nie o medale tu chodzi. A nawet jezeli mimo to ktoś potem dumnie wypnie pierś i powie”Byłem pierwszy na mecie”- też nie widzę problemu. Skoro byl pierwszy- ma prawo.

  30. Kuerti mówi:

    Huh… 🙂

    Wirek, Robert, Ragnarokk, witam na PK4!

    Dzięki Robert za miłe słowo! Mam nadzieje, że zostaniesz stałym czytelnikiem i płodnym dyskutantem 🙂 .

    Teraz do rzeczy, klawiatury ostro pracowały i stworzyliśmy tysiące znaków, słówek, zdań.. Rzeczywiście, często pisaliśmy o tym samym, być może zastanawialiśmy się nad problemem, którego nie ma, ale jednak powstało z tego wszystkiego sporo ciekawych przemyśleń. I to właśnie sprawia, że dyskusja wcale nie była jałowa, Lupus! Jako jeden z organizatorów (nawet jeśli tylko pośrednio odpowiadasz za ten „bałagan” 😉 ) dostałeś do ręki masę opinii uczestników Przejścia. Znasz, znacie już mniej więcej oczekiwania i podejście do sprawy grupy rajdowej.

    Możemy coś radzić, podsuwać pomysły, ale jest tak jak napisał Hubert – jeśli startujemy w Przejściu to według reguł organizatora.

    Jeśli nie ma sprzeciwu wobec startu biegaczy to na tym możemy zakończyć dyskusję. Coś mi jednak mówi, że za jakiś czas znów do niej wrócimy…

    Dzięki wszystkim za opinie! Oczywiście jeśli ktoś chce jeszcze coś dodać niech się nie krępuje! 🙂 .

    PS. Obyśmy na Przejściu napierali z takim zaangażowaniem z jakim postujemy tutaj 😉

  31. Kazig mówi:

    na Przejściu to już wyjścia nie będzie 🙂
    obyście trenowali z takim zaangażowaniem 😉

  32. robert59 mówi:

    > Dzięki Robert za miłe słowo! Mam nadzieje, że zostaniesz stałym czytelnikiem i płodnym dyskutantem 🙂 .

    Mam nadzieję, że się odwirtualnimy na starcie, zanim znikniesz mi w tumanach kurzu :-). Po Towarzyskim Maratonie Karkonoskim wiem, że muszę zacząć bardzo wolno :-). Później będzie chyba jeszcze wolniej niestety.

  33. Kuerti mówi:

    Robert,

    W takim razie do zobaczenia na starcie! Ja również nie planuję szaleć na początku, doskonale wiem czym to może się skończyć…

  34. memor mówi:

    Witam na pk4,

    Czytam od pewnego czasu Blog jednak dopiero teraz postanowiłem włączyć sie skromnie do dyskusji. Tym bardziej skromnie, ze cierpię na podobną przypadłość co Kuerti – wszystko na ostatnią chwilę:-) Niestety ja nie zdążyłem się zapisać. Co do samego problemu regulaminowego to za Kazigiem powiem, że chyba doszukujemy się problemu tam gdzie go nie ma. Nie bawiłbym się w zbytnia nadinterpretację i rozważania czy organizator użył właściwego sformułowania, czy może zbyt wieloznacznego, budzacego szereg wątpliwości. Ważne jest chyba to że regulamina nie określa wyposażenia obowiązkowego w stylu: ciężkie buty do kostki na twardej podeszwie, plecak minimum 80L, materac dmuchany, namiot min 3os., kartusz z gazem, zestaw do gotowania i racje żywieniowe na dwa dni;-) i że nie zakazuje używania butów biegowych/trailowych, cameli i ubioru rodem z robin hood’a:) Osobiście miałem właśnie w taką kreacje sie wbić:)

    Życzę powodzenia na przejśćiu i pozdrawiam
    Marek Kowalski

  35. Kuerti mówi:

    Cześć Memor,

    Ta przypadłość, to bardzo zła przypadłość jest 😉 . Poza tym zapraszam do częstszego włączania się do dyskusji!

    Nie no, pewnie, organizator niczego nie nakazuje. Ja też przecież polecę na lekko, nie biorę niczego więcej niż to, co biorę na tradycyjne trasy setkowe (niedługo zresztą opublikuję listę sprzętu, którą zabieram do plecaka). Sam jestem ogromnie ciekawy jak to wszystko będzie wyglądało na tym Przejściu, ilu tych lajkrowców się pojawi itd. Jeśli rok temu 33h „zwycięzców” były kosmicznym czasem dla większośc uczestników Przejścia to, co powiedzą na 24h wokół, których zakręcą się najszybsi uczestnicy?

    Czy nie będą narzekać zmianę charakteru imprezy?

    Za 3 tygodnie zobaczymy jak to będzie.

    PS. Co to jest ubiór rodem z Robin Hooda?! 🙂 . Masz na myśli „facetów w rajtuzach”? 😉

  36. memor mówi:

    Fakt baaaaaaaardzo zła przypadłość:)

    Dokładnie chodziło mi o rajtuzy:) Pewnie nie tylko mi się zdarzyło być obiektem kpin „turystów” podczas treningów lub rajdów/zawodów:)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Back to Top ↑
  • TUTAJ PRACUJĘ

  • FACEBOOK

  • OSTATNIE KOMENTARZE

    • Avatar użytkownikaGryHazardowe Gorąco polecam tę książkę. Bardzo pomocne są metosy wysyłku. – WIĘCEJ
    • Avatar użytkownikaAnka Interesująca książka, dzięki za fajny artykuł wiem już co szukać w księgarni. pozdrawiam – WIĘCEJ
    • Avatar użytkownikaKrzysztof ze wsi Świetny start, wielkie gratulacje!!! – WIĘCEJ
    • Avatar użytkownikaBorman Co to jest Power Bomba? – WIĘCEJ
    • Older »
  • INSTAGRAM

  • ARCHIWA