Ultrabieganie no image

Opublikowany 14 maja 2009 | autor Grzegorz Łuczko

5

Wywiad z Darkiem Sidorem

Wspólnie z Przemkiem Niemczukiem z TreningBiegacza.pl przeprowadziliśmy wywiad ze znanym wśród amatorów biegania Darkiem Sidorem. Darek jest multidyscyplinarnym trenerem sportów wytrzymałościowych (wiem, dziwna konstrukcja językowa, ale wiadomo o co chodzi), autorem kilku książek nt. biegania, twórcą projektu IM2010 (dla niewtajemniczonych – jest to program dla amatorów triatlonu, którzy chcą zadebiutować na dystansie IronMan, dla tych naprawdę niewtajemniczonych – dystans IronMan to 3,9km pływania, 180km jazdy na rowerze i na koniec pełny dystans maratoński.. dla tych naprawdę niewtaj… stop! Chyba każdy wie jaki dystans liczy sobie maraton?! 😉 ) i… i blogerem. Tutaj przeczytacie o nim więcej – strona domowa, a tutaj przejrzeć bloga.

Darek swego czasu wydał książkę nt. ultra – Mistrzostwo (niestety nakład wyczerpany, ale planowane jest wznowienie poprawionej wersji!) i właśnie z tego tematu go odpytywałem, Przemek natomiast zajął się sprawami stricte biegowymi. Poniższy tekst jest jedynie fragmentem (fragmentem z moimi pytaniami) pełnej wersji wywiadu, którą znaleźć możecie na stronie TreningBiegacza.pl [a dokładnie tutaj]. Zapraszam do lektury! PS. Na pewno Memor będzie mógł coś więcej dopowiedzieć o projekcie IM2010, jako że aktywnie w nim uczestniczy, mam nadzieje, że pochwali nam się swoimi postępami i planami na start w Ironmanie!

PK4: Spoglądając na Twój sportowy życiorys pojawia się w nim naprawdę wiele dyscyplin: pływanie, sporty walki, piłka nożna, lekkoatletyka, bieganie, rower, nurkowanie, triatlon i wiele innych. Która dyscyplina jest Ci najbliższa i dlaczego akurat właśnie ta?

Darek Sidor: Trochę wcześniej mówiłem o młodzieńczych fascynacjach nie będę się więc powtarzał. Uzupełnię tę wypowiedź o filozoficzne „poszukiwanie sensu życia” i uzupełnię słowem „sportowego”. Od dziecka. Od pierwszych utarczek na podwórku. Od dorastania, które przebiegało w schyłku tzw. komuny i podczas którego liczył się spryt, siła, szybkość i gdzie nie robiono awantury politycznej z rozdartych w czasie przepychanek, czy „walki na przewracanki” koszulek. Twarda szkoła życia na podwórku popychała do klubów sportowych. Trzeba się była przecież czymś wybić, czymś wyróżnić, ale tylko w sprawności fizycznej, czyli coś w stylu: przetrwania najsilniejszych.

Sprawny chłopak mógł liczyć na uznanie, mir, szacunek kolegów i budził respekt na innych podwórkach. Zawody w rzucaniu kamieniami na odległość, czy w przerzucaniu czteropiętrowych kamienic, to była powszedniość. Nie można było nie być sprawnym, a na dodatek gdy się w tej łobuzerce zetknęło z klubem sportowym, z rywalizacją całkowicie odmienną od grania w kapsle, a o niebo satysfakcjonującą, to zostawało się w sporcie na wieki wieków.

Poza tym lubię sport w jego wielowymiarowości, wielopłaszczyznowości, nieprzewidywalności. Dla mnie, to przede wszystkim emocje i to zarówno zawodnika jak i kibica, i jestem uzależniony od dawania i otrzymywania wzruszeń, które on dostarcza. Bliskie są mi konkurencje, w które sam się sportowo angażuję, ale także i te, którymi się niegdyś zajmowałem a do których nie zawsze już mogę wrócić… Nie, nie mogę jednoznacznie wskazać faworyta. Obecnie dużo czasu poświęcam na triathlon i bieganie ultradystansowe, zwłaszcza cudze, ale jestem w stanie dostrzec sportowe piękno w walkach sumo, a nawet relacji z meczu szachowego o mistrzostwo świata.

PK4: Czym dla Ciebie jest Ultra? (mowa o bieganiu na naprawdę długim dystansie, czy generalnie pokonywaniu możliwie najdłuższych dystansów o własnych siłach).

DS: Czym jest Ultra? Jeśli dużą literą, to trzeba przedstawić to z jakąś filozofią. Coś trącącego sensem życia. Coś z pogranicza istnienia samoświadomego bytu, a elementarnego boskiego pierwiastka. Może niepotrzebnie trzeba tak się w to zagłębiać. Choć są tacy, którzy tak właśnie na to patrzą. Sam nie wiem… Jeśli małą literą, to jest to po prostu dystans większy niż maraton. I już.

PK4: Z tego, co wiem, nigdy nie startowałeś w zawodach typu ultra, skąd więc pomysł, żeby zająć się tym tematem i napisać o tym książkę? Nie boisz się, że ktoś zarzuci Ci brak praktycznych doświadczeń, które dyskwalifikują Cię jako trenera pod ultra?

DS: No i niespodzianka! Startowałem. Największy mój sukces, to chyba 15-ste miejsce w Sudeckiej Setce (już nie pamiętam). Ale faktycznie długo w tym towarzystwie nie zagrzałem miejsca. Było to dla mnie trudne ze względu na parametry fizyczne, gdyż byłem i jestem zbyt ciężki i zbyt masywny jak na biegacza ultra. Trudno, nie można mieć wszystkiego. Jak pisał Wiliam Wharton: Są ślady ptasich lotów w niebie / I nic więcej / Coś było, coś odeszło / Pozostało coś (motto z Ptaśka).

Może skupiając się na trenowaniu ultrabiegaczy rekompensuję tęsknotę za odległościami, za czasem pozostawania w biegu, do którego mnie ciągnie? Tym dziwnym odczuciu bycia wolnym, niezależnym, nieskrępowanym? A co do niekompetencji, czy braku osobistych doświadczeń, to taki zarzut stawiają nieszczęśni ignoranci. Idąc ich tokiem myślenia lekarz dokonujący amputacji np. nogi pewnie też nie powinien mieć kończyny, bo inaczej co on może wiedzieć o ucinaniu?

Pisałem o tym w „Mistrzostwie” myśląc o malkontenctwie, narzekaniu i paru innych pejoratywnych przymiotach nie wystawiając dobrej opinii bezmyślnym krytykantom: „Wydawanie zuchwałych wyroków w nadziei, że śmiałość zaświadczy o wiedzy, na której zdobycie nie starczyło hartu powoduje pogardę”. Może to są nawet zbyt mocne słowa, ale nikogo nie będę przepraszał.

Poza tym, w tym kraju pokutuje jakieś przekonanie, jakieś powszechne domniemanie, że najlepsi sportowcy są/będą najlepszymi trenerami a często zapomina się, że najlepszy zawodnik z reguły nie ma czasu by uzupełnić swoją wiedzę. To jedno, a drugie to, że jego ruchy są na takim poziomie automatyzmu, na takim poziomie mistrzostwa, że większość z nich nie jest w stanie nie tylko dokładnie wytłumaczyć właściwej pozycji, przebiegu ruchu, to nawet podać odpowiedniej metodyki. Są tylko odtwórcami własnej drogi do mistrzostwa. Albo ktoś się wpasuje w ich propozycję, albo nie. Dzięki temu domniemaniu wielu wartościowych, młodych trenerów zamiast jeździć na igrzyska trenuje młodzików w osiedlowych klubach i z roku na rok kapcanieje.

PK4: Jeśli na trasie jesteś dłużej niż kilka godzin coraz bardziej zaczyna liczyć się to, co masz w głowie niż to, ile masz jeszcze sił w nogach. Jestem przekonany, że trening mentalny powinien odgrywać równie ważną rolę, co zaliczanie kolejnych kilometrów na treningach, ale jak to wytrenować głowę? Masz jakiś pomysł?

DS: Tak. Wiedzieć, że się ukończy. Naprawdę. Z tym, że trzeba to wiedzieć nie w trakcie zawodów, ale dużo, dużo wcześniej. W momencie rozpoczęcia treningów do 100 km trzeba wiedzieć, że się ten dystans ukończy. Są odpowiednie techniki pozwalające trenować psychikę, a raczej wyrabianie w sobie przekonania i pewności co do powziętego zamiaru. Biegacz ze swoim automatyzmem ruchu ma łatwiej niż np. narciarz, kolarz, hokeista. Z reguły nie musi brać pod uwagę sprzętu. To bardzo ułatwia taki mentalny trening.

Zacytuję kawałek „Mistrzostwa”, codzienną mantrę biegacza ultradystansowego:

Nie bacząc na trudy i wyrzeczenia nie zrezygnuję z wytyczonego celu.
Zrobię wszystko co w mojej mocy, aby go osiągnąć.
Będę wytrwały i niezłomny,
ale poddam się i wycofam kiedy to będzie konieczne.
Zanim ostatecznie zrezygnuję, podejmę jeszcze jedną próbę,
choćby się wydawało, że nie ma żadnych szans powodzenia.

DS

PK4: Zatrzymajmy się jeszcze przy temacie psychiki. Jak ważną rolę w ultra odgrywa wiara we własne możliwości? Czy jeśli będę święcie przekonany, że uda mi się przebiec 100 kilometrów to dokonam tego?

DS: Nie i tak. Nie, bo pewnie nie przebiegniesz bez odpowiedniego przygotowania, ale ukończysz (jest różnica między ukończyć, a przebiec!). Tak, bo wiara czyni cuda zwłaszcza poparta treningową pracą.

PK4: Często słyszy się o zapierających dech w piersi biegach na dystansach nie z tej ziemii, bo czym jest 100 czy nawet 200 w porównaniu do 1000 kilometrów?! Czy jest gdzieś granica naszych możliwości, czy istnieje w ogóle coś takiego? Mam kolegę, który pokonał Główny Szlak Beskidzki (520km) w 163 godziny, to szaleństwo, ale przecież można to zrobić szybciej, a jeśli nawet nie szybciej to dalej!

DS: Uważam, że nie ma. To znaczy jest granica, którą można wyliczyć opierając się na przesłankach odporności i możliwości organizmu. Jeśli przyjmiemy czas biegu na 100 metrów i przeniesiemy go na dystans 100 km, to można założyć, że będzie to nieprzekraczalna granica. Granica motoryki człowieka. Jeśli przystawimy do wysiłku miarę codziennej fizjologii, codziennych, typowych przemian wysiłkowych, to takiej granicy nie ma. Biegi transkontynentalne, Lizbona-Moskwa, Kapsztadt-Kair, trawersy kontynentów tylko to potwierdzają.

PK4: Zaczynam od zera i mogę pozwolić sobie na trening 4 do 5 razy w tygodniu, kiedy będę w stanie przebiec swoje pierwsze ultra (100km)?

DS: Już jutro z poważnym narażeniem swojego zdrowia. A tak poważnie, to za rok jeśli jesteś uzdolniony, ale, moi zdaniem, dopiero dwuletni okres przygotowań powinien gwarantować bezpieczeństwo i dobre samopoczucie „dzień po”. Bo to „dzień po” ukazuje siłę naszego przygotowania. W przeciwnym wypadku, czyli bez predyspozycji, proponowałbym „rzucić się” na 100 km rok, a jeszcze lepiej dwa lata, po ukończeniu maratonu.

PK4: Jak powinien wyglądać trening zorientowany na pokonywanie bardzo długich odległości, czy to biegiem czy rowerem? Na co kłaść szczególny nacisk?

DS: Na objętość. Niestety. Niestety, bo objętość nierozerwalnie wiąże się z czasem, a ten nie zawsze jest dostępny w takiej ilości jakiej pragniemy. To objętość stanowi podstawę, tlenowy fundament, na którym buduje się wytrzymałość. Jeśli zabrzmiało to dość groźnie, to na pocieszenie dodam, że dystans startowy i objętość treningowa nie są wielkościami rosnącymi we współzależności wprost proporcjonalnie aż do nieskończoności. Przychodzi taki moment rozwoju treningowego i nasycenia objętością, że już się jej nie przekracza. Wystarcza jej i na bieg 100 km, i na 1000 mil.

PK4: Jaką rolę w treningu pełnią rolę ćwiczenia uzupełniające? Wszelka gimnastyka, basen, rower (dla biegacza) czy bieganie (dla rowerzysty). Temat interesuje mnie szczególnie gdyż trenuję pod rajdy przygodowe, ale chciałbym również biegać ultra, czy z biegania 3 razy w tygodniu (kolejne 3 treningi to rower) jestem w stanie to zrobić na przyzwoitym poziomie? Czy potrzebna jest jednak ścisła specjalizacja?

DS: Ćwiczenia uzupełniające, czy tzw. trening krzyżowy pełnią rolę dużą, naprawdę ważną i jednocześnie niedocenioną. Często powtarzam biegaczom – myślcie o sobie od pach, od piersi w dół, a nie od pasa i mam na myśli, metaforycznie rzecz ujmując, ich mięśnie. Słabe mięśnie brzucha, mało elastyczny grzbiet jest przyczyną wielu niedomagań pojawiających się w obrębie kręgosłupa. Stąd już prosta i szybka droga do upośledzenia aparatu ruchowego i zakończenia biegania. A nic tak mocno nie boli jak niemożność biegania.

PK4: Czy ultra jest dla każdego? Jakie kryteria psycho-fizyczne spełnić musi ewentualny kandydat na ultrasa?

DS: Jeśli myślimy o incydentalnej przygodzie ze 100 km, to tak, ale jeśli mówimy o trwałym bieganiu ultra, to już nie. Typy o atletycznej budowie raczej skazani są na porażkę. Ultra predysponuje asteników. Zawziętych asteników.

PK4: Czym różni się trening do maratonu od takiego na 100 kilometrów?

Objętością i przede wszystkim intensywnością. To co jest owb2 dla maratończyka może się okazać nieosiągalne dla ultrabiegacza. Jednak powinien on sobie zdawać sprawę, że jest to prędkość, do której powinien zdążać.

PK4: Biorę udział w maratonach pieszych na orientację, dystans oscyluje w granicach 100 kilometrów. Zwykle na 30-40 kilometrze przychodzi taki moment, w którym mięśnie stają się bardzo zbite i odmawiają współpracy, z trudem zmuszam się do dalszego biegu, ale przyjemności w tym nie ma żadnej. Co jest tego przyczyną i jak to wyeliminować? Brakuje mi siły? Więcej długich wybiegań?

DS: Przyczyna nigdy nie jest jednoznaczna. Nawet otwarte złamania powstają wskutek oddziaływaniu kilku czynników. Z reguły to suma drobnych zdarzeń prowadzi do tragedii. Jeśli moment kryzysu przychodzi tak wcześnie, to oznacza, tylko tyle, że nie jest się przygotowanym do tak długiego dystansu.
„Klasyczny” kryzys przy 100 km ma miejsce gdzieś około 70 kilometra. Na szczęście nie każdy go doświadcza i jest on czymś innym niż przysłowiowa „ściana” w maratonie.

PK4: Chciałbym kiedyś wystartować w IronManie, ale na razie koncentruję się na rajdach przygodowych, jestem natomiast pod ogromnym wrażeniem projektu IM 2010. Mógłbyś opowiedzieć nieco więcej na ten temat? Skąd w ogóle pomysł na tego typu przedsięwzięcie?

DS: Promieniowanie z kosmosu? [śmiech]. Przychodzi taki moment w życiu człowieka… Albo inaczej… przychodzi taki moment, że bieganie już nie wystarcza. Ironman jest alternatywą, a zarazem przygodą, wyzwaniem, rzuconą rękawicą, wyprawą Argonautów, etc., czyli wyprawą w nieznane obszary własnej wytrzymałości. Wyprawą, która na dodatek daje ogromną szansę odniesienia wielkiego i spektakularnego sukcesu, gdyż samo ukończenie 226 km dystansu budzi respekt.

Sam pomysł jest realizacją młodzieńczych pragnień, a że radość współdzielona jest odczuwana intensywniej zamiast indywidualnie, cicho i po kryjomu zmagać się z dystansem chciałem tym uszczęśliwić wybraną grupkę zapaleńców. Projekt IM 2010 i przeszło 70-cio osobowa reprezentacja startująca w 2009 roku w Wiedniu na „połówce” oraz w Borównie na „połówce” i „długim” jest tego jaskrawym przykładem.

PK4: Niestety większości ludzi brakuje inicjatywy, czasem nawet nie chce im się korzystać z owoców pracy innych, a co dopiero mówić o robieniu czegoś dla innych! Skąd więc u Ciebie tyle zapału? Dlaczego chce Ci się chcieć?

DS: To są unikalne łączenia neuronów w mózgu, które uzewnętrzniają się specyficznymi cechami charakteru, osobowością… To bagaż doświadczeń i refleksji. To nieustanne kształtowanie i ścieranie w tzw. życiu. To kompilacja patrzenia na świat i wyuczona potrzeba niesienia pomocy.

To szczątki słów i zdarzeń, które potrafią wryć się w pamięć i stać motorem napędowym.

Achillesowe spojrzenie na życie.

Odległa i patetyczna melodia w tle z powtarzaną, dumną frazą „Alles Meschen werden Brueder…”.

Nostalgiczne: Non omnis moriar. Et cetera, et cetera…

PK4: Czy masz jakieś wsparcie w tym projekcie ze strony PZTri?

Nie, no bez żartów, bardzo proszę. Projekt IM 2010 jest dla PZTri w ogóle z innej planety. Po pierwsze IM 2010 stawia na długi dystans i tzw. połówkę, czyli 226 km i 113 km, a zainteresowanie PZTri kończy się na „ćwiartce”, czyli dystansie olimpijskim. Poruszamy się po innych trajektoriach wokół planety triathlon. Choć mam wrażenie, że Mistrzostwa Polski w Suszu zorganizowane na 113 km przez PZTri są właśnie tym oddolnym ciśnieniem mas amatorskich unoszących pokrywkę szczelnego gara olimpijskiej kipieli. Wierzę, że Projekt IM 2010 znacząco się odcisnął na działaczach, choć pewnie będą temu stanowczo zaprzeczać.

PK4: Czy po zakończeniu projektu IM 2010 planujesz kolejne inicjatywy tego typu? Nadal będziesz namawiał ludzi na zostanie człowiekiem z żelaza czy masz inne pomysły?

I znowu: i tak i nie. Wątek triathlonowy na pewno będzie kontynuowany i będą kolejne edycje akcji, pod zmieniającymi się szyldami, jak choćby IM 2012 (to dla tych, którzy nie zdążą na IM 2010, a też będą chcieli zaistnieć na tym polu). Pewnie zrodzi się kolejna akcja z pogranicza przygody i sportu. Pewne pomysły dopiero się rodzą i kształtują. Inne są w pełni gotowe do wcielenia. Otoczmy plany przyszłościowe mgiełką tajemnicy. Niepewność w tym przypadku jest nadzwyczaj mobilizująca.

PK4: Jak to się mówi, każdy ma swój Everest. Każdy o czymś marzy, dla jednych to będzie ustanowienie nowej życiówki, a dla innych udział w jakiś szczególnych zawodach. Co rozpala Twoją wyobraźnie i sprawia, że znajdujesz zapał i motywację do kolejnych treningów?

Wyobraź sobie ogromną halę sportową albo stadion wypełniony po brzegi. Wokół panuje mrok i tylko centralny punkt jest oświetlony. Czy wiesz już do czego zmierzam? Albo wyobraź sobie taśmę na mecie czekającą na pierwszego, który ją przerwie, szpaler ludzi, setki, a może nawet tysiące pochylonych ku wąskiemu przejściu twarzy. Do tego dołóż wszczynany przez nich hałas: dłońmi, kołatkami, gwizdkami, głosem. I koniecznie zapach tego miejsca, trochę kurzu, trochę potu, nieco słodyczy kwiatów, smażonych kiełbasek z pobliskiego grilla i wyciąganej cukrowej waty.

W tym wszystkim jesteś Ty. Sam ze sobą, ze swoim bólem, z minionym zwątpieniem i z szeroko rozłożonymi rękoma coraz bliższy zakończenia walki. Jesteś nieco zdumiony, trochę oszołomiony, nie masz sił płakać, a Twój uśmiech przypomina grymas bólu, ale to jesteś Ty. Prawdziwy i niepowtarzalny, i dla wielu w tej właśnie chwili jesteś najważniejszą osobą na świecie. Przez kilka sekund jesteś bohaterem, jesteś legendą, jesteś wzorem i przykładem. To właśnie ta siła drzemiąca w nas od tysiącleci jest moją motywacją. Jest niekończącą się drogą, po której stąpam. Każdy zdobyty Everest odsłania następny.

A mówiąc lakonicznie – teraz dążę do wbiegnięcia na metę „Grossglockner Berglauf” (12 km i ok. 1600 m przewyższenia w 5 progach), poprawie wyniku na 113 km w triathlonie we Wiedniu oraz ukończenia triathlonu długiego dystansu w Borównie, we wrześniu tego roku, a także do bycia z moimi podopiecznymi na metach wszystkich zawodów w jakich wezmą udział. W 2010 będę razem z ponad 20-sto osobową grupą na zawodach IM w Klagenfurcie w Austrii i powiadam, że 4 lipca 2010 roku będzie świętem nie tylko w USA!

PK4: Dzięki za wywiad!

PS. Zdjęcie ze strony Teamu Entre.

    Podobne wpisy:

  • Michał Glinka – jeden z najlepszych zawodników w biegach terenowych na 100km w Polsce.
  • Bogdan Jaśkiewicz – Pomysłodawca i organizator pierwszych edycji Harpagana.
  • Radosław Rój – Uczestnik przejścia Kotliny Jeleniogórskiej, pokonał 145 kilometrów w górskim terenie.
  • Piotr Kłosowicz – „Przyczajony megaloman” jak sam o sobie mówi, biega po górach naprawdę dłuugie trasy!
  • Wywiad ze Świętoszów Stars – Bogdan Rycerski oraz Mariusz Plesiński dzielą się ze mną wrażeniami ze startów w PMnO za sezon 2008: cz.1 | cz.2


O autorze

Tu pojawi się kiedyś jakiś błyskotliwy tekst. Będzie genialny, w kilku krótkich zdaniach opisze osobę autora przedstawiając go w najpiękniejszym świetle idealnego, czerwcowego, słonecznego poranka. Tymczasem jest zima i z kreatywnością u mnie słabiuśko!



5 Responses to Wywiad z Darkiem Sidorem

  1. robert59 mówi:

    Pochwalę się. Darek to mój Trener. Jakieś 3 lata temu odeszliśmy od szczegółowych tabelek (praca uniemożliwiała ich dokładną realizację – co powodowało wielki stres), i teraz Darek konsultuje ramy treningu. Jednym słowem najbardziej cenię Darka za to, że znajduje czas zarówno dla Konrada – zawodnika ze ścisłej światowej czołówki biegów 24h, jak i dla mnie kompletnego amatora.
    Nie mogłem się powstrzymać, żeby napisać powyższy tekst :).

  2. Kuerti mówi:

    Chodzi o Konrada Różyckiego, to tak dla rozjaśnienia.

    Hmm.. Odrzucając to całe parcie na wynik i kulturę zwycięzców i idoli to de facto dla każdego trenera nie powinno istnieć rozróżnienie na słabych i mocnych zawodników, a jedynie na wykorzystanie potencjału. Obiektywnie rzecz biorąc większym sukcesem będzie wyciągnięcie ze „słabeusza” 90% jego potencjału co w efekcie da mu miejsce w środku stawki na zawodach X niż wyciągnięcie 70% z człowieka bardzo utalentowanego i wygranie tych samych zawodów.

    Co o tym myślicie?

  3. jasiekpol mówi:

    Super wywiad, Darek to mistrz angażowania się we wszystko. I super przemyślenia, zwłaszcza o Ultra i ultra.

  4. Camaxtli mówi:

    Kuerti,
    Jeżeli chodzi o obiektywność, to może masz rację, tylko to takie pytanie o moralność trenera, czy woli wstrzelić się w superkompensację swoich lekko słabszych protegowanych, czy skupiamy się na wyniku czołówki.
    Też pytanie czy średni poziom środka stawki jest spowodowany faktycznie przeciętnymi możliwościami, czy zaniedbaniem treningowym, jeżeli pierwszą to trener zasługuje na brawa, jeżeli drugą to zawodnik oszukał sam siebie i trenera, a sukces środka stawki będzie połowiczny.
    Zadałeś trudne etyczne pytanie:)

    Przyczepię się tylko do jednej rzeczy, chodzi o argumentację na przykładzie lekarza, to nie do końca tak wygląda, ale wątku nie chcę rozwijać.

    Ogólnie wywiad świetny! W porównaniu z dystansem maratońskim, to o Ultra/ultra wciąż jest mało info, więc fajnie, że ten dystans się zmniejszył po przeczytaniu! Dzięki!

  5. Kuerti mówi:

    Camaxtli,

    Chodziło mi o coś w stylu: mamy idealny świat, w którym umiejętności trenera oceniamy na podstawie tego w jakim stopniu jest w stanie wydobyć z zawodnika X jego maksymalny potencjał. Zostawiamy naturalne predyspozycje do bycia mistrzem olimpijskim itd.

    Albo inaczej, każdy trener powinien na własny użytek stosować taką miarę, dzięki temu praca ze „słabeuszem” może być tak samo ekscytująca jak praca nad mistrzem..

    Jasiek,

    Mi również spodobała się odpowiedź na pytanie o Ultra i ultra, może dlatego, że każdy z nas ma małe ciągoty w kierunku nadawanie głębszego sensu temu, co robimy? 🙂 .

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Back to Top ↑
  • TUTAJ PRACUJĘ

  • FACEBOOK

  • OSTATNIE KOMENTARZE

    • Avatar użytkownikaRobbieSup https://pizdeishn.com/classic/365-goryachie-prikosnoveniya.html - Жесткие эро истории, Лучшие секс истории – WIĘCEJ
    • Avatar użytkownikaGryHazardowe Gorąco polecam tę książkę. Bardzo pomocne są metosy wysyłku. – WIĘCEJ
    • Avatar użytkownikaAnka Interesująca książka, dzięki za fajny artykuł wiem już co szukać w księgarni. pozdrawiam – WIĘCEJ
    • Avatar użytkownikaKrzysztof ze wsi Świetny start, wielkie gratulacje!!! – WIĘCEJ
    • Older »
  • INSTAGRAM

    No images found!
    Try some other hashtag or username
  • ARCHIWA