Po pierwsze, cierpliwość!

Trzeci dzień bez treningu za mną. Już w piątek z rana wiedziałem, że coś jest nie tak. Czułem się podejrzanie słabo. Do końca jednak miałem nadzieje wykonać zaplanowany trening, przebrałem się, nałożyłem pulsometr i raźnym krokiem ruszyłem na moją trasę biegową. Tętno podczas marszu mówi wiele, tym razem znaczenie cyferek było jasne – nic z tego! Przebiegłem jeszcze z kilometr dla pewności i wróciłem się do domu. Trening w takim stanie nic by nie dał, a może jeszcze złapałbym jakieś paskudne przeziębienie? Pogoda była okropna.
Takie przerwy są nieuniknione. Nie jesteśmy przecież cyborgami. Zdaję sobie z tego sprawę, ale mimo to czuję się źle. Nikt chyba nie lubi jak jego plan bierze w łeb, ja również. W tym przypadku nie jest tak źle, szykuje się po prostu mała korekta, ale jednak całość została zaburzona. Czasem brakuje mi cierpliwości. Chciałbym widzieć wyniki już teraz. Najlepiej na każdym treningu. Wiem, że tak się nie da ale jednak podświadomie tego oczekuje. Wydaje mi się, że to jeden z głównych problemów osób trenujących – brak cierpliwości.
Trenujemy za dużo, zbyt intensywnie, kosztem odpoczynku dokładamy kolejne obciążenia. Wydaje nam się, że się pali i czym prędzej musimy ugasić ogień. A tak przecież nie jest. Moje własne doświadczenie podpowiada mi, że chęć „pójścia na skróty” zwykle kończy się przymusową przerwą. Zamiast nadgonić tylko tracimy. Wiele razy popełniałem ten sam błąd i chyba wreszcie załapałem (to nie jest wcale proste!), że czasem warto jednak odpuścić i stracić kilka dni niż później dochodzić do siebie kilka tygodni.
Będę starał się o tym pamiętać tej zimy. Do Bergson Winter Challenge, czyli moich zawodów docelowych pozostał jeszcze szmat czasu. Nie ma więc co wpadać w panikę z powodu kilku dni przerwy. Cierpliwość ponad wszystko. Przyznam się szczerze, że nie robię długofalowych planów, myślę raczej o najbliższych miesiącach, a to błąd. W perspektywie kilkuletniej gdy do celu pozostało tak wiele czasu łatwiej pamiętać o cierpliwości. Przez ostatni miesiąc często podczas treningów zadawałem sobie pytanie: pobiegać 15 minut dłużej czy lepiej poczekać aż obiegam się z tym dystansem i dopiero wydłużyć trening?
Zwykle odpowiadałem sobie – poczekaj jeszcze. Wiedziałem, że do realizacji celu jest jeszcze kupa czasu i nic się nie stanie jeśli trening będzie trwał 15 minut krócej. Jeśli cierpliwie, krok po kroku będę realizował rozsądny plan to na pewno mi się uda. Pominę całą tą frustrację, która mówi, że „właśnie zaliczam tygodniową obsuwę, a pewnie taka przerwa trafi mi się jeszcze nie raz tej zimy i jednak nie zrealizuje planu”, pomijam ten fakt bo to też część treningu i trzeba sobie z tym radzić, ale o tym może innym razem…
Mała refleksja na koniec. Nie wydaje Wam się, że to paradoks? Nie uprawiającym sportu ciężko zrozumieć, dlaczego odpuszczenie treningu jest trudniejsze niż wyjście z przytulnego domu w deszczowy wieczór?


Hehe, bardzo cię dobrze rozumiem! Ja mam to samo, niestety (a może dobrze…). Zdarza mi się, że wyobrażę sobie jakiś fajny trening, (przeważnie trudny) i mam taką ochotę spróbować go zrobić, że aż mnie roznosi, a tu plan wyraźnie mówi, że nie wolno… No i wtedy jest walka z samym sobą, czy może raczej – z własnym ego.
Szczególnie ostatnio mnie to męczy, bo założyłem sobie, że zacznę bieganie bardzo powoli i ostrożnie, żeby nie złapać znowu kontuzji. Wyszedłem od dwóch treningów tygodniowo i dokładam po 10% ogólnego czasu co tydzień. Jak dojdę do 200 minut to dołożę trzeci trening. Ale czasami aż mnie nosi, żeby zrobić coś`więcej, zwłaszcza jak poczytałem u Skarżyńskiego o sile biegowej (nawet mam tu pod ręką nieduże górki, jak w sam raz na podbiegi). Ale trzeba być cierpliwym – jeszcze 4 tygodnie:-D.
A w ogóle to widzę, że zacząłeś wklejać obrazki. Z Flickra?;-)
Dokładnie Konrad, to jest ból, wielki ból. Ale innej drogi niż cierpliwość chyba nie ma. Czym są te 4 tygodnie? Za pół roku będziesz robił dopiero konkretne treningi. A co to jest pół roku?
200 minut na 2 treningach? Wydaje mi się, że na tym etapie, na którym już jesteś, czyli bieganie 2 x ponad godzina, warto wprowadzić 3 trening. Przynajmniej ja bym tak zrobił.
Ładna fotka, co? 😉