Kuertiego przypadki historiajednego_f

Opublikowany 21 marca 2013 | autor Grzegorz Łuczko

7

Historia jednego treningu

Do posłuchania: Massive Attack – Teardrop.

Eksperymentuję. Układam trening na bieżąco, z tygodnia na tydzień. Ustaliłem sobie ogólne ramy, w obrębie, których się trzymam (zwiększam kilometraż – chcę biegać około 80 kilometrów na tydzień, a najlepiej 2 maratony, czyli 84 kilometry, każdej niedzieli robię długie wybieganie – ostatnie, rekordowe to 30 kilometrów, no i jeden akcent szybkościowy, w każdą środę daję sobie ostro popalić), ale generalnie zdaję się na samopoczucie.

Trening układa się pięknie, zresztą spójrzcie na mój profil na Endomondo (jednocześnie zapraszam do dołączenia do grupy Natural Born Runners, fajna ekipa nam się tam zebrała!), jest naprawdę dobrze. Nigdy tak ciężko nie trenowałem i nigdy nie czułem się tak mocny. Jest jednak jedna rzecz, która nie daje mi spokoju. Zima!

Czy ona nie ma zamiaru się skończyć?!

Codziennie sprawdzam długoterminową prognozę pogody, każdego poniedziałku myślę sobie, że to już musi być ostatni tydzień zimna, że wiosna jest tuż tuż… W środę biegałem tzw. Yasso. Yasso, czyli osiemsetki. Facet o tym nazwisku wymyślił sobie, że jeśli jesteś w stanie pobiec 10 razy 800 metrów w założonym czasie (przykład: w Pradze chcę nabiegać 3:05, więc każdą osiemsetkę muszę zrobić w 3:05. Proste? Proste!), to dasz radę pobiec i maraton!

Trening układa mi się tak dobrze jak nigdy dotąd, ale wciąż czuję, że moja nowa życiówka wisi na włosku. Potrzebuję czegoś co upewni mnie, że biegnę właściwą drogą, tę pewność miał mi dać właśnie trening Yasso. Ten trening poleca się robić na stadionie, na pięknej płaskiej i NIEZAŚNIEŻONEJ bieżni.

Malta w Poznaniu o tej porze wyglądała paskudnie. Śliska nawierzchnia, nieprzyjemny wiatr, no i być może najgorsze: to zmęczenie zimą. Ta niema bezsilność, gdy wstajesz rano, zerkasz za okno, a tam dostrzegasz nową dostawę śniegu. A przecież Ty do cholery nic nie zamawiałeś!!

Pierwsze 3 kilometry to wprowadzenie, rozgrzanie organizmu. Koncentracja przed tym, co mnie czeka za chwilę. Zawsze delikatnie stresuję się przed takimi treningami. To nie są zwykłe rozbiegania, nie wystarczy przebiec określonego dystansu, trzeba to zrobić w założonym tempie. A założone tempo zwykle przynosi ból.

Pomyślałem, że bezpiecznym będzie na początek zrobienie 8 powtórzeń, z założeniem, że jeśli po ostatnim będę czuł się dobrze, to dociągnę trening do pełnych 10 interwałów. Po trzech kilometrach Garmin piknął dając mi sygnał do przyspieszenia… Nie lubię tych pierwszych powtórzeń, nie jestem jeszcze przyzwyczajony do prędkości. Przyspieszam do prędkości docelowej 3:51min/km, którą muszę utrzymać przez dokładnie 3 minuty i 5 sekund.

I tak 8 razy (albo i 10 jeśli dam radę).

Biegnę w leciutkich startówkach Asicsach (moich ukochanych zielonych Hyperspeedach, moich Kermitach), mam pełną kontrolę nad stopą, Kontakt z podłożem to ułamki sekund, ląduje na śródstopiu, by za moment już odbijać się z palców. Sama prędkość nie robi na mnie wrażenia, ale to paskudne podłoże!

Nierówny, ubity śnieg. Przy każdym kroku czuję jak nogi rozjeżdżają mi się na boki. Z zewnątrz tego nie widać, ale czuję te minimalne obsunięcia. Doprowadzają mnie do szewskiej pasji. Czuję jakbym tracił niepotrzebnie energię próbując utrzymać równowagę na tej ubitej śnieżnej pokrywie. Oblodzone fragmenty tylko potęgują moją frustrację. I zmęczenie, które narasta z każdym powtórzeniem.

Po piątym, w akcie desperacji, wbiegam do lasu z nadzieją, że tam będzie lepiej. To oczywiście było idiotyczne założenie, zmordowałem się tak, że nie miałem sił utrzymać założonego tempa. W ostatnich sekundach interwału z trudem łapię oddech, zmrożone powietrze ledwo przechodzi przez usta.

Robię nawrót, do końca zostały mi jakieś 3 powtórzenia. Jestem już cholernie zmęczony, ale i otumaniony endorfinami, czuję się jakbym znalazł się w innym świecie, chronicznego zmęczenia i jakiejś nieokreślonej radości z tego, że jest mi ciężko. Że walczę z samym sobą, z tymi pieprzonymi powtórzeniami, z tym celem, który sobie sam postawiłem.

Motywuje mnie chęć pokazania sobie, że potrafię zmusić się do takiego wysiłku, że dam radę. W gruncie rzeczy to idiotyczne, mógłbym siedzieć teraz w ciepłym mieszkaniu i popijać gorącą herbatę, a jednak wybieram to zimno i zmaganie z samym sobą.

W tym jednym momencie wydaje mi się to cholernie ważne, takie podniosłe. Świat zewnętrzny nie istnieje. Czas, rosnące zmęczenie i podupadająca psychika to moi przeciwnicy. To tak cholernie proste, utrzymać założone tempo przez określony czas. W aspekcie fizycznym to może być piekło, natomiast psychicznie odpoczywam.

Skupiony na celu tak jasno określonym jak nic innego w życiu nie mam żadnych wątpliwości. To poczucie sensu, celu i pewności wprawia mnie w nieokreślony stan, w którym miesza się skrajne zmęczenie i euforia.

Wreszcie nadchodzi ósma próba. Biegnie mi się lekko, koncentruję się na ruchach mojego ciała. Na rytmicznej pracy rąk, na równym kroku. Wreszcie łapię sensowny rytm, nogi same niosą. Wiem, że to ostatnie podejście, że nie zrobię tych 1o powtórzeń.

Nie dlatego, że nie mam sił, bo mam, ale czuję, że lepiej je zachować na później. Że przecież ta pieprzona wiosna w końcu przyjdzie i jeśli teraz nie odpuszczę, to gdy zrobi się ciepło, będę zbierał owoce tej ciężkiej pracy.

Robię jeszcze 3 kilometry rozbiegania i zmęczony, ale szczęśliwy wracam do domu. Ta satysfakcja, gdy pokonujesz swoją słabość, wygrywasz sam ze sobą… jest po prostu bezcenna. Czasem trzeba zrobić coś, z pozoru bezsensu, żeby to poczuć.

A warto to poczuć. Zdecydowanie warto!

PS. Czy Yasso dało mi odpowiedź czy jestem w stanie pobiec to 3:05? I tak i nie. Póki co wszystko układa się po mojej myśli – jeśli nadal będę tak ciężko pracował, to z Pragi wrócę z nową życiówką – jednak jeśli trafi mi się jakieś przeziębienie, osłabienie czy coś w tym stylu, to moje szanse automatycznie mocno polecą w dół. W środę zrobiłem 8 razy 800 metrów po 3:05, jak zejdzie śnieg powtórzę ten trening i pobiegnę 10 powtórzeń.


O autorze

Tu pojawi się kiedyś jakiś błyskotliwy tekst. Będzie genialny, w kilku krótkich zdaniach opisze osobę autora przedstawiając go w najpiękniejszym świetle idealnego, czerwcowego, słonecznego poranka. Tymczasem jest zima i z kreatywnością u mnie słabiuśko!



7 Responses to Historia jednego treningu

  1. borman mówi:

    „Skupiony na celu tak jasno określonym jak nic innego w życiu nie mam żadnych wątpliwości. To poczucie sensu, celu i pewności wprawia mnie w nieokreślony stan, w którym miesza się skrajne zmęczenie i euforia.”
    ALLELUJA 🙂 !

    Grześ, na jakich przerwach biegasz to Yasso? Ciekawy ten sprawdzian. Bardzo mnie zaintrygował. Bez problemów robiłem interwały 6 x 1000m w tempie 3:50 /km i wiem, że dziesięć powtórzeń też nie sprawi mi kłopotu. A skoro 1 km robię w tempie 3:50 /km, to może powinienem celować wyżej niż w 3:20 – 3:15 podczas łódzkiego maratonu? Wiem, mówiłeś o tym, abym atakował 3:10, ale jakoś tego nie czułem. Teraz nabieram pewności siebie.
    Jej, ale mi ćwieka zabiłeś 🙂 .

  2. Dorota mówi:

    „Skupiony na celu tak jasno określonym jak nic innego w życiu nie mam żadnych wątpliwości. To poczucie sensu, celu i pewności wprawia mnie w nieokreślony stan, w którym miesza się skrajne zmęczenie i euforia”
    Aż sobie to gdzieś zapiszę i powieszę!! Zgadzam się że pięknie napisane 🙂

  3. Borman,

    Na takich samych na jakich biegnę szybkie odcinki. Zerknij na ten artykuł:

    https://treningbiegacza.pl/trening/plany-treningowe/item/9-yasso-800s

    Oczywiście oprócz tego, że pobiegniesz Yasso, musisz mieć podbudowę w długich biegach, sile itd. Wiadomo.

    3:10, stary po takim treningu nie masz wyjścia jak nabiegać taki wynik! A więcej niż 3:15 nawet się nie pokazuj! 😉

    Dorota,

    Dziękuje 🙂

    Ale w następnych wpisach muszę odejść od tego treningowego cierpiętnictwa, może opiszę moje dietetyczne porażki 😉

  4. Dorota mówi:

    Chętnie poczytam o jedzeniu, gdyż nie umiem się mu oprzeć od zawsze 🙂 zresztą czekam na wiosnę (znowu ta wiosna) jak już będą świeże warzywa i owoce, które smakują słońcem a nie sztucznością.

  5. Wpis o jedzeniu już gotowy 🙂 . Opublikuję go po weekendzie.

  6. pokonacsiebie.pl mówi:

    Dziękuję za komentarz.
    Urlop bardzo długo wyczekiwany, zamierzam mocno naładować akumulatory!
    Twojego bloga dobrze znam. A mam na imię tak samo jak Ty i po Endomondo widzę, że mamy tyle samo wzrostu 😉
    pozdrawiam!!

  7. Znafca mówi:

    Słabo.Gdybyś biegał codziennie po 100 km to by było coś .Oczywiście pocieszę że słabo jak na wymogi bezlitosnego trenera oczekującego że zawodnik nie tylko nie jest księżniczką na ziarnku grochu ale wytrwa nawet na okrutnych torturach.Ale niestety aby ktoś osiągnął rekord takie coś jest bardzo zalecane.Jak wiadomo trening czyni mistrza.Na pocieszenie napisze że mogę przedstawić dietę która poprawia kondycję.I tez odżywki.Niestety ale większość z tego jest eksperymentalna więc nie gwarantuję efektu.na pocieszenie napisze że staram się aby cena była jak najniższa i zamiast piguł polecam tanie materiały typu kreda czy zardzewiałe gwoździe.Może się nie podobać ale nie ulega wątpliwości że kreda jest tanim źródłem związków wapnia a gwoździe są dobrym źródłem żelaza.Oczywiście te ostatnie powinno się przerobić.No i nie znalazłem tego artykułu o diecie.Jak chcecie to mogę opisać to w bardziej profesjonalnym stylu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Back to Top ↑
  • TUTAJ PRACUJĘ

  • FACEBOOK

  • OSTATNIE KOMENTARZE

    • Avatar użytkownikapurplebabyshowerinvitations.com Are these those experimental ones that keep going missing? – WIĘCEJ
    • Avatar użytkownikaTears of Time I visit every day some websites and blogs to read content, however this web site offers feature based writing. – WIĘCEJ
    • Avatar użytkownikaGrzesiek Łazarz Ładowanie strony trwa bardzo długo... – WIĘCEJ
    • Avatar użytkownikaAlbany, Georgia auto insureance Die sehen aber lecker aus - ich denke, die mache ich demnächst auch mal, vorallem ist die Apfel-Zimt-Kombi so schön... – WIĘCEJ
    • Older »
  • INSTAGRAM

    • Bunkry s i jest fajnie  trailrunning mountains karkonosze runninghellip
    • Ju za kilka godzin pmaratoskie kombo poznan warszawa NorBeRt yczyhellip
    • Jak mija Wam majwka?  Pogoda dopisuje? nbrteam buja sihellip
    • Zimowy Ultramaraton Karkonoski ju za trzy tygodnie! A tymczasem kolejnyhellip
    • Kierownik wrci po dwch latach na t sam tras cortinatrailhellip
    • nbrteam zbiera siy na jutrzejszy zimowyultramaratonkarkonoski Jutro 53 km pohellip
  • ARCHIWA