Góry no image

Opublikowany 18 maja 2010 | autor Grzegorz Łuczko

28

Lżej, szybciej, dalej

Kuerti: Dziś gościnny tekst Uli Wojciechowskiej, a właściwie przedruk jej pracy nt. fastpackingu, z jej bloga Tofalaria – czyli pakowania się na lekko. Pisałem już kiedyś na ten temat, możecie porównać nasze spojrzenie na ten temat, a Was zapraszam do dyskusji w komentarzach. Sprzętowy case-study z Adventure Trophy pojawi się wkrótce.

„Gdy w gronie ekspertów omawia się, co trzeba zabrać w drogę, toczą się gorące spory, bo idzie tu o odwieczny dylemat pomiędzy przydatnością bagażu a jego wagą. Decydującą rolę odgrywa zazwyczaj osobista zdolność do dźwigania i umiejętność przetrwania ze skąpym wyposażeniem we wszelkich możliwych sytuacjach. (…) Wygody postoju piechur zawsze przypłaca niewygodami marszu”. Hans-Otto Meissner „Sztuka życia i przetrwania”, 1982

Każdy wyjazd, dłuższy czy krótszy, to wielkie pakowanie. Pakowanie obarczone dylematami, co zabrać, co tak naprawdę okaże się konieczne? Chyba każdemu z nas zdarzyło się po powrocie z wyjazdu znaleźć w plecaku przedmioty, których nie użył. Czasem nawet niezjedzone jedzenie, cóż za marnotrawstwo – sił oczywiście! Jedyny wyjątek to apteczka – najlepiej jak wraca do domu w nienaruszonym stanie – tu możemy nie mieć wyrzutów sumienia.

Pomimo wielu przemyśleń na temat pakowania, stosowania wagi, zawsze mam wrażenie że zabrałam za dużo. Mam swoje małe grzeszki w dziedzinie pakowania. Z wielką zazdrością patrzę później na spotkanych na szlaku prawdziwych „fastpackerów”, z plecakami dwa razy lżejszymi niż mój! Sprzymierzeńcami-motywatorami w walce o lekkość są też małe plecaki oraz lotnicze limity wagowe.

Co to takiego – fastpacking?

Fastpacking to filozofia, która może być przydatna nie tylko dla biegaczy ultra albo rajdowych zawodników pokonujących wielkie dystanse z małymi plecaczkami i absolutnym minimum sprzętu. Fastpacking to nic innego jak minimalizm w pakowaniu i sztuka znalezienia kompromisu pomiędzy komfortem, który chcemy sobie zapewnić, a wagą noszonego plecaka. Skrajnością jest podejście survivalowe, przetrwanie w terenie z przysłowiowym nożem i zapałkami. Ten tekst nie będzie jednak o tym, ale o próbie znalezienia własnego złotego środka.

Nie ma jednej gotowej recepty, jak się spakować, bo wszystko zależy od tego dokąd jedziemy, w jakiej porze roku, w jakiej formule, na jak długo, samotnie czy w grupie, jakich środków transportu używamy. Umiejętność spakowania tego, co niezbędne najbardziej przyda się piechurom i rowerzystom.

Są też sytuacje, które fastpackingowi nie służą: zimny klimat, dzikie miejsca, oddalenie od cywilizacji, samotne podróżowanie, podejmowanie specjalistycznych aktywności wymagających dodatkowego sprzętu (profesjonalna fotografia, wspinaczka, łowiectwo, obserwacje przyrodnicze itd.). Znajomość terenu, rozmowy z osobami, które już tam były, czytanie relacji – pomagają spakować się lepiej, czyli oszczędniej.

Każda rzecz waży

Jest jednak kilka zasad, którymi fastpacking można podsumować. Przede wszystkim przekonanie, że KAŻDA rzecz waży, w tym sam plecak i rozmaite pokrowce. Szukanie lżejszych, a równie dobrych zamienników posiadanego sprzętu. Odchudzanie sprzętu (usuwanie zbędnych elementów). Stosowanie wielofunkcyjnych rozwiązań (dobrym przykładem jest buff). Naszym najlepszym przyjacielem powinna na kilka godzina stać się elektroniczna waga (wystarczy zwykła, kuchenna, do 2-3 kg, dokładność to zwykle 2 g). Dobra metoda to zważyć posiadany sprzęt raz i zrobić listę do ponownego użytku.

Nie dla pesymistów

Fastpacking zakłada pewien optymizm, który nie oznacza rezygnacji z rozsądku. Nie rezygnujemy na przykład z apteczki, jednak zabieramy taką ilość odpowiednio dobranych leków, by w najczęściej spotykanych wypadkach móc sobie poradzić. Optymizm przejawia się w tym, że rezygnujemy z zabezpieczania się od nietypowych, bardzo rzadkich sytuacji, albo stosujemy w nich rozwiązania awaryjne.

Trochę konkretów

Zawartość plecaka możemy podzielić na kilka kategorii: plecak, biwak, gotowanie, żywność, ubrania, kosmetyczka, apteczka, mapy i przewodniki, sprzęt nietypowy i „przydasie”. W każdej kategorii możemy uszczknąć co najmniej parę gramów.

Plecak. Ostatnio wymieniłam plecak na lżejszy. Sporo się naszukałam, dużo przymierzała, opłaciło się. Mój plecak 70 l waży 1900 g. To dużo czy mało? Standardowo plecaki o tym litrażu ważą około 2,5 kg, jestem zadowolona. Poza tym jest bardzo wygodny. Mogłabym jeszcze wyciągnąć z niego rzadko używane sznurki i skrócić paski.

Biwak. Namiot czy płachta biwakowa? A może spanie w szałasach i awaryjne NRC? A jeśli namiot – to czy możemy nasz namiot jakoś „odchudzić?” Niektórzy producenci oferują wymianę stelaża na aluminiowy, lżejszy niż z włókna szklanego. Można kupić komplet lekkich szpilek i wymienić odciągi na kawałki cienkiego repa. Niektóre pokrowce namiotów mają dodatkowe kieszonki lub paski, które nie są niezbędne i można je po prostu odciąć. Karimata czy mata samopompująca? A może po prostu zwykłą alumata? To kwestia komfortu i ciepła. Mata samopompująca jest bardzo wygodna, nieźle izoluje, ale waży około 1 kg. Dobra karimata to ok. 0,5, kg, alumata połowę mniej. Zwykle wybieram opcję złotego środka czyli karimatę. Śpiwory to osobny temat.

Gotowanie. Jeśli chodzi o samą kuchenkę czyli palnik, to niewiele możemy zaoszczędzić – jedynie na etapie zakupu możemy wybrać najlżejszy model. Może być on mniej stabilny i mniej wygodny w użyciu niż cięższy, z dłuższymi ramionami. Zabierając gaz warto mieć pewien zapas, jednak nie przesadny – tu przydaje się umiejętność oceny, jak szybko nam schodzi gaz (latem, zimą). Inne opcje to kuchenka benzynowa (cięższa niż palnik gazowy, ale niezastąpiona w podróży lotniczej), gotowanie na ognisku (jeśli jest opał), jedzenie w schroniskach lub barach. Do zestawy kuchennego wchodzą ponadto menażki, kubek, łyżka, nóż. Widelec zawsze uważałam za zbędny, praktycznie wszystko można zjeść łyżką. Łyżka stalowa to około 36 g, podobnej wielkości łyżka z tytanu lub aluminium to 20 g, a więc prawie o połowę mniej! (Jeśli kogoś zaskakuje mój entuzjazm przy oszczędzeniu tych 16 g to proponuję przejść do działu: kosmetyczka) Kubka nie zabieram, piję z menażki. Odkąd stałam się szczęśliwą posiadaczką tytanowych menażek, nie mam dylematu co do wagi. Ważą tyle, co aluminiowe, około połowy tego, co stalowe. Niestety słono kosztują i to ich główna wada. Kupując menażki wybierałabym jak najlżejsze i bez przymocowanych na stałe rączek. Nóż – są zwolennicy ciężkich myśliwskich finek. Moja stara finka waży 222 g! Aż trudno mi w to uwierzyć, że kiedyś była moim stałym towarzyszem wędrówek! Wypasiony scyzoryk z wieloma funkcjami i w miarę sporym ostrzem to 100 g. Mały „rajdowy” scyzoryk waży tylko 46 g.

Żywność. Podobnie jak śpiwór czy ubrania to temat na osobny artykuł. Dobrą metodą, którą stosuję od jakiegoś czasu, jest paczkowanie jedzenia na dzienne porcje – śniadaniowe i obiadowe, plus przekąska w środku dnia. Łatwo wtedy zajrzeć do worka z jedzeniem i policzyć, na ile dni nam zostało. Od herbat odcinam zbędne sznurki i papierki. Zabieram dobrej jakości herbaty. Stosuję jako szczelne opakowania np. lekkie plastikowe pojemniczki na mocz, które można kupić w aptece oraz torebki strunowe. Unikam zabierania „pustych kalorii” takich jak zupki w proszku. Wolę zabrać więcej płatków owsianych, kaszy.

Ubrania.
To moja pięta achillesowa. Pomimo tego, że swego czasu zważyłam wszystkie wyjazdowe koszulki, polarki i skarpetki, pakowanie ubrań zawsze spędza mi sen z oczu. Staram się brać ubrania nadające się jako cebulka, w których da się chodzić i spać. Uwielbiam wielofunkcyjnego buffa (kiedyś robił nawet za siatkę na jabłka i jako cumka do kajaka). Polecam ważenie ubrań – można się nieźle zdziwić. Trójwarstwowy goretex to około 700 g. Packlite, świetny latem – połowa tego!

Kosmetyczka – mój konik, jeśli chodzi o odchudzanie sprzętu. Poniżej lista oszczędności:

  • papier toaletowy – usuwam zbędną tekturkę ze środka, stanowi ona wagową równowartość 1,5 m papieru – 5 g oszczędności.
  • pasta do zębów – zamiast tradycyjnej tuby 75 ml (waga z tubą 100 g) stosuję malutką skoncentrowaną Ajonę (do kupienia w aptece) – ok. 8 g z opakowaniem – 92 g oszczędności
  • zamiast dezodorantu (waga ok. 150 g) używam odciętego kawałka dezodorantu w sztyfcie w torebce strunowej – około 15 g – 135 g oszczędności
  • mydło – zabieram tylko tyle, ile naprawdę potrzeba, zwykle około 30 g
  • mały grzebień 10 g
  • szczoteczka do zębów – moja ma 22 g, ale miałam kiedyś taką, która ważyła 16 g, możne oczywiście obciąć jej kawałek rączki, to już chyba tradycyjny przykład odchudzania plecaka
  • ręcznik mam leciutki, tylko 90 g, ale jeszcze mniej waży pielucha z tetry – 50 g (zanim kupiłam ten ręcznik zwykle na wyjazdy zabierałam tetrę)
  • krem – tubka 25 ml wystarcza zwykle na miesiąc (w wyższe góry większa tubka z mocnym filtrem)
  • sama lekka kosmetyczka waży aż 70 g! zamiast niej polecam torebkę strunową – około 5 g
  • Można zmieścić się w około 200 g (nie licząc papieru toaletowego).

    Mapy i przewodniki.
    Od map śmiało odcinam zbędne okładki. Czasem nawet odcinam niepotrzebne fragmenty. Zamiast mapnika biorę torebki strunowe. Z grubych przewodników zdarza mi się wycinać niepotrzebne kartki, okładkę. Ostatnio coraz częściej nie biorę notesu tylko złożoną kartkę papieru.

    Reszta sprzętu. Telefon, aparat, czołówka, okulary, baterie, kijki teleskopowe, podstawowy zestaw naprawczy i inne „przydasię”. Praktycznie każda z tych rzeczy może być lżejsza lub cięższa.

    Ciekawa jestem Waszych opinii i patentów. Uważajcie, to wciąga!

    Zdjęcia: archiwum Uli


    O autorze

    Tu pojawi się kiedyś jakiś błyskotliwy tekst. Będzie genialny, w kilku krótkich zdaniach opisze osobę autora przedstawiając go w najpiękniejszym świetle idealnego, czerwcowego, słonecznego poranka. Tymczasem jest zima i z kreatywnością u mnie słabiuśko!



    28 Responses to Lżej, szybciej, dalej

    1. Marcin mówi:

      Hej,

      Niezłe badanie każdego grama, na pewno jak się to sumuje można zyskać dużo. Analiza kosmetyczki jest arcyciekawa. Też się kiedyś zdziwiłem, jak znajomy na 2 miesiące zabrał się w plecaku 25l, a miał w tym śpiwór i dodatkową parę butów.

      Ja jako sztućce używam plastikowego łyżkowidelca. Kiedyś zamiast śpiwora używałem nrc+peleryna przeciwdeszczowa. Oczywiście minimalizm ubraniowy wskazany.

      Czytałem ostatnio Lesa Strouda, który proponuje np. zabieranie wytrzymałych linek (alpinistycznych?) w postaci sznurowadeł, lub zamiast paska. Buty też można używać ultralekkie. Fajnie, że czołówki są coraz mniejsze i na baterie AAA zamiast AA. A dobrą herbatę można parzyć nawet 3 razy 🙂

      Czy wyjeżdzając z domu zostawiasz klucze znajomym?

    2. Kuba mówi:

      Dobra karimata waży połowę tego, co tu napisano. Czyli około 250 gram (Packlon Lego, czy Therm-a-Rest Z-rest). Dobry Gore 3L waży poniżej 500 gram (Arc’Teryx Alpha LT).

      Główną wadą naczyń tytanowych nie jest wcale cena, a przewodnictwo cieplne tytanu, które jest tragiczne w porównaniu do aluminium. Najlepszą opcją jest moim zdaniem aluminium pokryte tytanem- chociażby naczynia szwedzkiego Primusa.

    3. memor mówi:

      Nie wiem czy dobrze skumałem ten patent na dezodorant, nie bardzo mogę sobie wyobrazić jego użytkowanie?

    4. jip mówi:

      hihi, ula, największe „zapasy” do zminimalizowania wagi piechura tkwią najczęściej w nim samym 😉

      aluminiowa anodyzowana menażka jest i lekka i całkiem tania i nie rysuje się bardzo

      bielizna szybkoschnąca – wystarczą dwa komplety, w tym jeden na sobie i szybkoschnące ubrania

      z naczyń to spork (ale biały głęboki) i składany większy scyzoryk np. opinela

      z żywności – żelazny liofilizat, herbata, a reszta w/g uznania, najlepiej po drodze

      no i teraz mogę w końcu do plecaka włożyć cztery butelki piwa, trzeba być eco co nie? 😉

    5. Wigor mówi:

      wszytko zależy od celu, a cele bywają rożne, jako minimalista polecam lekturę moje relacji z MRDP 2005

      http://maratony.home.pl/mrdp/archiwum/2005/relacje/wigor.htm

    6. sahib mówi:

      Jako niepoprawny czytelnik zamiast wczytać się w treść poprzestałem na przeczytaniu tytułu i obejrzeniu zdjęć pod tekstem.
      Tekst: o tym jak Ula odchudza swój ekwipunek, na drugim zdjęciu ktoś (nie Ula) wpatruje się w dwa pokaźne plecaki.
      Wniosek: Ula znalazła sposób na zredukowanie wagi dźwiganych przez siebie bagaży – zabiera na wyjazdy tragarza – sherpę.
      Może pownienem jednak przeczytać ten tekst 😉

    7. Adamo mówi:

      „Uważajcie, to wciąga!”
      I to jest w tym wszystkim najlepsze 🙂
      Pamietam jak kilka lat temu pukalem sie w czolo.
      Teraz pukaja sie niektorzy znajomi.

      Twoje patenty kosmetyczne to wzor do stosowania. Sam polecam malutkie pasty, szampony itp do dostania w drogeriach. Pomysl z kawalkiem antyperspiranta ok ale ja czesto specjalnie zostawiam sobie na wyjazdy koncowke a sam plastyk opakowania duzo nie wazy a jest bardziej porecznie.
      Czesto mozna wziac tez wspolne kosmetyki a i fajnie jest tez jak mozna wziac jedna ladowarke do telefonow tej samej marki.
      Ogolnie warto wczesniej ustalic z towarzyszami wyprawy co mozna podzielic na cala ekipe.

      Jak sie jedzie w lagodny klimat i lekkie warunki sledzie do namiotu moga zastapic patyki (sam tak kiedys kombinowalem – bo zgubilem kilka sledzi 🙂
      Idealna jest bielizna i rzeczy szybkoschnace ale trzeba miec stala kontrole i samozaparcie do regularnego prania a nie kazdemu sie chce.
      Duzym plusem sa tez spodnie z odpinanymi nogawkami i jak piszesz komlecik ubran Cebulka 🙂
      Moim ulubionym nozykiem jest Opinel
      http://wildcamping.files.wordpress.com/2009/10/opinel_knives.jpg
      ok 60g w zaleznosci od dl ostrza.
      Lekki, ostry idealny w kuchni (bo jak czesto w zasadzie bawimy sie w MacGyvera?)
      I co najwazniejsze idealnie kroi pieczywo czego wiekszosc finek i scyzorykow nie potrafi 🙂
      Widelec jest oczywiscie zbedny.
      Warto zrobic mieszanke soli/pieprzu/ziol i umiescic np w opakowaniu po kliszy fotograficznej.
      Na krotkie wyjazdy trzymac koncowki puszek z gazem
      ktore zostaly po dlugich wyjazdach.

      Na koniec warto zauwazyc, ze duza umiejetnoscia jest robienie zakupow i noszenie jedzenia/wody w takich momentach aby nie nanosic sie a nie byc spragnionym/glodnym.
      Bo co nam z 0,5 kg urwanej z bagazu jesli dzwigamy 1.5 litra wody aby sie dowiedziec ze i tak czekalo na nas zrodelko lub tez sklep 🙂
      Tego typu wyczucie szczegolnie wazne jest w „plecakowych krajoznawczych wyprawach” gdzie poruszamy sie roznymi srodkami transportu publicznego i mimo, ze spimy w miastach/miasteczkach atrakcji turystycznych (ale i na dziko) to w zasadzie codziennie spimy gdzies indziej bez mozliwosci zaplanowania.

      Moze to dziwne ale z roku na rok biore coraz mniej chociaz 3 tygodnie na alumacie (cieplo ale twardo) w ostatnie wakacje byly ciekawym doswiadczeniem ;).

      Ogolnie najwiecej i najlatwiej oszczedza sie na kosmetykach i prowiancie. Paradoksalnie na ubranich (ktore i tak juz sa wysublimowane) najmniej. Niestety ceny lekkich namiotow (maszty/sledzie) i innego sprzetu sa juz znaczace ale powoli wymieniajac zuzyty sprzet mozna zmierzac w dobra (dla niektorych chora ;)) strone.

    8. Krolisek mówi:

      Jako autorka dziękuję za wszystkie komentarze i oczywiście czekam na kolejne 😉

      Marcin, zdarzało mi się zostawiać klucze, ale nie zawsze (mam tylko dwa, w dodatku nieduże)

      Kuba, do niedawna Arcteryx był u nas mało popularny, naprawdę mają tak lekkie gore? To już waga porównywalna z packlite’ami. Tytan faktycznie słabo przewodzi ciepło. Ma to tylko jedną zaletę – obiad dłużej jest ciepły. Zwłaszcza zimą miło wyskrobywać wciąż ciepłą kaszę z dna menażki i dłużej delektować się ciepłą herbatą 😉

      Jip, tych „wewnętrznych” zapasów nie należy pochopnie redukować, zwłaszcza zimą 😉 Czy spork to jest jakaś widelcołyżka?

      Memor, odcięty kawałek dezodorantu w sztyfcie, włożony do foliowej torebki. Da się tego użyć przy odrobinie zręczności. Co do dezodorantów – widział ktoś gdzieś w Polsce dezodorant w tubce? Widziałam coś takiego, ale za granicą. Byłoby idealne.

      Wigor, Twoją relację czytałam jakiś czas temu i zrobiła na mnie duże wrażenie. Mimo to nie mówimy tu do końca o sportowym czy ekstremalnym wyczynie. Raczej o „zwyczajnych” wyjazdach, na których i komfort chciałoby się mieć nieco wyższy.

      Sahib, patent z własnym Sherpą oczywiście niezastąpiony 😀 (i już wiadomo, skąd nazwa teamu)

      Adamo, dzięki za obszerny komentarz! Co do noża, to nie do końca się zgadzam. Opinela miałam – szybko rdzewiał, faktycznie jest bardzo ostry, ale tak to już jest z nożami, że te najostrzejsze stale są bardziej podatne na rdzę. I kruche! Dość szybko ukruszył się czubek. Dobrze naostrzony scyzoryk daje radę i w krojeniu chleba, a korkociąg czasem bywa przydatny 😉

    9. Adamo mówi:

      Jest tez wersja drozsza ze stali chromowej (taka posiadam), ktora nie rdzewieje i nie jest krucha.
      Podobno tylko trudniej sie ostrzy od tych ze stali weglowej.
      Chociaz prawdziwi fascynacji Opinela uwielbiaja ostrza wylacznie ze stali weglowej, ktore smaruja oliwa/olejem po kazdym uzyciu 😉
      Cos kurcze jest w tych Opinelach-nozach z dusza 🙂
      p.s. zgadzam sie w 100% – korkociag to bardzo istotna sprawa 🙂

    10. jip mówi:

      Adamo,
      pranie jest easy – wystarczy reklamówka, mydło i więcej wody raz na kilka dni;

      co do wody z przyrody to po tym jak w Bieszczadach mapa skłamała o jednym strumyku, a drugi wyschnął straciłem zapał do tej metody zaopatrzenia i żelazny zapas zawsze w plecaku, są to często zbawienne „kilogramy”

      Krolisek,
      spoon+fork=spork, spotykany w różnych konfiguracjach
      opinele są w dwóch rodzajach, te ze zwykłym, rdzewiejącym ostrzem są dużo lepsze – ostrzy się je nawet na kamieniu, te droższe mają stal bardziej nierdzewną ale nie są tak ostre
      próbki perfum są w sam raz

    11. Adamo mówi:

      jip,
      Ja to kiedys nawet wylalem ponad pol butelki wody zeby bylo lzej a dalej strumyka oczywoscie nie bylo 🙂
      Z drugiej strony przez 2-3 dni wozilem butelke piwa bo albo nie mialem ochoty albo byla knajpa z…zimnym.
      A prac, oczywiscie piore. Trudno byloby na 3 tyg nabrac i nosic tyle bielizny 🙂 wiec zostaje przy 2-3 sztukach.
      Przypomnialo mi sie, ze przez caly rok zbieram przy roznych okazjach male torebki z cukrem (takie to juz skrzywienie 🙂

    12. borman mówi:

      A ja zabierałem tylko dania główne z racji żywnościowych MRE, żeby palnika nie tachać.
      Na kilkudniowych wypadach pomysł się sprawdził.

    13. Kuba mówi:

      Krolisek,

      Tak- Arc’Teryx robi w pełni funkcjonalne 3L z proshella, z wywietrznikami, trzema kieszeniami, zalaminowanym wszystkimi szwami, łącznie z wieszaczkiem i wagą około 500 gramów, a w małych rozmiarach pewnie sporo poniżej 🙂

    14. Krolisek mówi:

      Kuba, tak się jeszcze zastanawiam nad tymi karimatami, bo moja wymaga wymiany (mam starego wysłużonego Karrimora, już nie do kupienia, waga 500 g). Czy spałeś na którejś z tych, które wymieniłeś? Chodzi mi o spanie na wilgotnym gruncie, w rodzaju mokra glina albo bagienko albo na śniegu. Dobrze izolują? Jakiej są grubości?

    15. Duch mówi:

      Namiot: kupiłem kiedyś prosty, 1 osobowy namiot (od biedy 2 osoby wejdą) w jakimś hipermarkecie… waga to tylko 1.3 kg, niska cena.

    16. sahib mówi:

      Uff! Ula, obudziłaś w nas demona gadżeciarstwa (devil)
      A gdzie idea minimalizmu? :S

    17. jip mówi:

      Sahib, masz na myśli poduszkę z jednego trapera pod głową, drugi wsadzony pod nery jako ocieplacz, a pół-śpiwór z plecaka? Uff, mam nadzieję że to już za nami 😉 Z gadżetów pod choinkę zawsze zamawiam u Mikołaja zaczarowany ołówek, bo to najprzydatniejsze na wyprawach, ale jakoś olewa co roku moją prośbę, a może wie że nie potrafię rysować? 😉

    18. rocha mówi:

      W ferworze oszczędzania zdarzają się wpadki…

      Zimowy wyjazd na lody, przez tydzień temp. miała być poniżej -20stC. Jako podstawowy środek higieniczny wzięliśmy takie pakowane niemowlęce husteczki. Pomysł świetny, tylko, że taką zamarzniętą paczką można było co najwyżej świstaki dobijać.

      Na Elbrusie (też zimą, brrrr) odcięło nas w Dieslu na parę dni z liofilizatami marki „ELENA-Konin”. Nie wiem, czy rzygaliśmy od wysokości, czy od tej suszonej szynki ze szczura.

      Dziki ryż gotuje się dłużej niż kartusza wystarczy.

      Teflon z ultra lekkich garnków jest niesmaczny.

      Porcje dzienne: musli zmieszane z mlekiem w proszku w jednej paczuszce to świetny pomysł. Nie wolno tylko za dużo mleka wsypać…

      Jeżel rezygnujesz z papieru toaletowego, przestudiuj atlas botaniczny.

    19. Paweł mówi:

      Na moim zeszłorocznym kilkudniowym wyjeździe do Mołdawii miałem namiot z irlandzkiego Lidla za kilkanaście euro. mały i ciasny ale lekki i poręczny. Jak nie ma wichury i nie leje jak z cebra to się sprawdzi (optymizm to podstawa 🙂 ).

      Wyczytałem u Cejrowskiego, że mydło szare, naturalne mniej truje (lub nie truje). Najlepiej takie właśnie wziąć na wycieczki w teren gdzie myjemy się np. w strumieniach. Takie miałem też w Mołdawii (kupiłem na miejscu dużą i ciężką „bułę”. Oczywiście lepiej zabrać małą kostkę z domu).

    20. Wigor mówi:

      jip

      jako poduszkę polecam litrowy bidon, fajnie się ugina pod ciężarem ciała a i wysokość jest idealna, można spać też w kasku, jak to akurat jakiś maraton:) plecak?? za duży a ponadto mało wygodny, 2 rowerowe koszulki z 3 kieszonkami każda załatwiają sprawę:)
      śpiwór, namiot, załatwia jedna albo dwie (dla wygodnych) folie nrc, nie ma nic mniejszego, materac można sobie zrobić z liści bądź siana,a jak się śpi w lesie wystarczy tylko wyzbierać szyszki by się w d… nie wbijały:)

      idąc dalej stricte rowerowym myśleniem (na marginesie doskonale sprawdza się to też na trasach pieszych) zamiast spodni można używać nogawek, zamiast kurtki, rękawków.
      Dalej, kurtka przeciwdeszczowa może służyć nie tylko do chronienia przed deszczem, ale przede wszystkim przed zimnem i wiatrem. Gdy się robi za zimno wystarczy ja wsunąć luźno rozłożoną pomiędzy dwie warstwy koszulek tak by pęd powietrza nie przeszywał torsu, a w miarę spadku temperatury można ja ubrać w tradycyjny sposób bądź tyłem na przód tak by plecy oddychały, oczywiscie to samo można zrobić z nrc, czy nawet kawałka foli czy mapy, byle zabezpieczyć przód przed wiatrem.

      Takich przykładów można mnożyć, jeden przedmiot może mieć wiele innych zastosowań

      Osobiście na wszelkie wyprawy turystyczne polecam zabieranie krzesiwa, kilka iskier i mamy ogień, nawet gdy wszytko dokładnie przemoczymy.

    21. Kuerti mówi:

      Wigor,

      Twoje podejście jest skrajnie ekstremalne 🙂 . Ale to ciekawy temat na „lżej, szybciej, dalej” w czasie zawodów. Bo jednak na wyjeździe turystycznym na tydzień czasu na rowerach wolałbym mieć śpiwór i namiot zamiast nawet 3 folii nrc 😉 .

    22. Krolisek mówi:

      Wigor, ostatnio jeden kolega mnie zapytał, czy pod tymi NRC to faktycznie tak ciepło? Oczywiście poleciłam mu Twoją relację z MRDP. Może znajdzie się naśladowca, kto wie? 😉

    23. jip mówi:

      Wigor, bardzo koszerne podejście 🙂

    24. Kuba mówi:

      Krolisek, przepraszam, ale sytuacja wodna mnie jakoś tak zaaferowała, że zapomniałem zajrzeć.

      Tak spałem na Packlonie i muszę przyznać, że jest świetny. Dwa różne rodzaje pianki, niezła izolacja. Moim zdaniem można brać w ciemno. Grubość to odpowiednik 2 centymetrów, bo mata jest mocno karbowana, przez co przy okazji nieźle nadaje się pod śpiwór puchowy.

      Ja w ogóle sypiam w wiatach i innych takich cudach 🙂

    25. Krolisek mówi:

      dzięki, Kuba! na pewno się za tym rozejrzę, bo tak jak pisałam czas już na wymianę starego materacyka spod znaku K.
      mam nadzieję, że nie uległeś podtopieniu?

    26. Kuba mówi:

      Nie, we Wrocławiu, 800 metrów od mojego domu brakuje jeszcze z 1.5 metra do korony wału 🙂

    27. Petro mówi:

      Z tych karimat, to ja używałem Z-resta – złego słowa nie mogę powiedzieć, poza tym, że np. śnieg jak się topi w namiocie, to się pięknie zbiera w tym karbowaniu (razem z okruszkami z żarcia, piachem itp.,i trudno to wytrzeć. Drobiazg, ale mnie wkurzał.
      Ale izolacyjnie działa ok.

    28. Pingback: Marcin Kozioł – refleksje » Archiwum bloga » Eksperymenty z fastpackingiem

    Dodaj komentarz

    Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

    Back to Top ↑
    • TUTAJ PRACUJĘ

    • FACEBOOK

    • OSTATNIE KOMENTARZE

      • Avatar użytkownikaGrzesiek Łazarz Ładowanie strony trwa bardzo długo... – WIĘCEJ
      • Avatar użytkownikaAlbany, Georgia auto insureance Die sehen aber lecker aus - ich denke, die mache ich demnächst auch mal, vorallem ist die Apfel-Zimt-Kombi so schön... – WIĘCEJ
      • Avatar użytkownikahttp://www.vegetarianminimeals.com/ man muss es halt anders aufziehen: wird es als gegendemo verkauft, so kommen wenige piraten. wird es als spontaner flashmob... – WIĘCEJ
      • Avatar użytkownikajumbo auto and truck plaza Excellent blog! Do you have any tips for aspiring writers? I’m hoping to start my own website soon but I’m... – WIĘCEJ
      • Older »
    • INSTAGRAM

      • Kierownik wrci po dwch latach na t sam tras cortinatrailhellip
      • Jak mija Wam majwka?  Pogoda dopisuje? nbrteam buja sihellip
      • Zimowy Ultramaraton Karkonoski ju za trzy tygodnie! A tymczasem kolejnyhellip
      • Ju za kilka godzin pmaratoskie kombo poznan warszawa NorBeRt yczyhellip
      • Bunkry s i jest fajnie  trailrunning mountains karkonosze runninghellip
      • nbrteam zbiera siy na jutrzejszy zimowyultramaratonkarkonoski Jutro 53 km pohellip
    • ARCHIWA