Góry no image

Opublikowany 10 czerwca 2008 | autor Grzegorz Łuczko

41

Filozofia fastpackingu

Fast and Light. Szybko i lekko. To moja górska filozofia, swego rodzaju wojna wypowiedziana ciężkim plecakom. Pamiętam swój pierwszy pobyt w górach, te 20 kilogramów na plecach oraz ból i zmęczenie, które przyszło tak szybko. To wtedy powiedziałem stanowcze nie ciężkim plecakom! Do dziś staram się zabierać w góry jak najmniej rzeczy i tylko te, których naprawdę będę potrzebował. Poniżej zarys mojej „filozofii”:

Zabieram tylko to, co rzeczywiście przyda mi się w górach.

Tu często pojawia się problem, bo co rzeczywiście jest niezbędne a bez czego możemy się obyć? Oczywiście można powiedzieć, że dla każdego będzie to nieco inny zestaw rzeczy, bo przecież każdy ma właściwe sobie potrzeby i upodobania. Oddzielmy jednak to, co naprawdę jest niezbędne i bez czego obyć się nie sposób (lekarstwa itp.) od przyzwyczajeń, które każą wozić nam zupełnie niepotrzebne kilogramy. Być może stoję na uprzywilejowanej pozycji, przecież moją przygodę z górami zacząłem tuż przed tym jak wpadłem w sidła rajdów przygodowych, sportu, który nie tylko preferuje ale niemalże wymaga tego, żeby na trasę zawodów wybierać tylko to, co niezbędne i najlżejsze. Mój sposób na turystykę górską mocno związany jest więc z rajdami.

Wybór tego, co zabieram w góry to ciężka sztuka kompromisu. Z grubsza cały sprzęt można podzielić na niezbędny – ten, bez którego wyjazd w zasadzie byłby niemożliwy, oraz taki, który uprzyjemnia/ułatwia nam życie w górach, ale bez którego moglibyśmy się obejść. Wyjazd w góry bez kijków trekingowych? Pewnie, że można, ale czy wygodniej i przyjemniej nie byłoby podróżować z nimi? Oczywiście para kijków to dodatkowy ciężar – około 400-500 gram – ale czy wygoda jaką zapewniają nie jest warta tego, żeby ponieść ten wydatek? Moim zdaniem w fastpackingu to właśnie główny problem – znaleźć kompromis pomiędzy wygodą a lekkim plecakiem. Im na większe ustępstwa pójdziemy tym lżejszy ciężar nosić będziemy na plecach. Nawet jeśli ktoś nie jest fanatycznym zwolennikiem chodzenia na lekko to i tak ten temat go nie ominie, bo jeśli nawet nie zaprzątasz sobie głowy wagą poszczególnych elementów Twojego wyposażenia i liczy się dla Ciebie przede wszystkim wygoda to i tak przyjdzie taki moment, że stwierdzisz – wolę obejść bez tego a tego, niż dźwigać tyle na plecach, bo to nie jest przyjemność a mordęga!

Wybieram możliwie najlżejszy sprzęt.

Wariant idealny – wybieram tylko najlżejszy sprzęt. Czasem jednak tych dwóch ogromnie ważnych właściwości – lekkiej wagi i użyteczności – nie da się pogodzić. Do tego dochodzi jeszcze problem finansowy – lekki sprzęt zwykle jest diablo drogi. Znów czeka nas poszukiwanie kompromisów. U mnie to wygląda tak, że nawet jeśli mógłbym znaleźć lżejszy plecak (obecny Wolfgang Wędrowiec 70l waży ok. 2,7kg) albo śpiwór (kupiony kilka dni przed wyjazdem do Rumunii – Marmot Wave III – aż 1,96kg!) to zwyczajnie na chwilę obecną nie mam pieniędzy, żeby wymienić je na lżejsze (ale równie dobre) odpowiedniki. Czasem jednak wystarczy drobna zmiana, choćby zamiast karimaty bierzemy alumatę (zyskujemy na wadze, ale tracimy komfort – patrz punkt 1), zwykły ręcznik zastępujemy odpowiednikiem z mikrofibry, a całe opakowania na pastę do zębów czy szampon zamieniamy na mniejsze porcje itd.

Im mniej rzeczy tym lepiej!

To przyzwyczajenie z rajdów. Pamiętam jak kiedyś na Kieracie Paweł Dybek, jeden z najwytrzymalszych ludzi w Polsce pytał się czy długopis koniecznie trzeba zabrać na trasę? Głupstwo? Drobnostka? Nie. Im mniej rzeczy w plecaku tym lepiej, łatwiej nam będzie znaleźć to, czego będziemy potrzebować w danej chwili. Mniej rzeczy to również większy porządek, zatrzymujesz się na chwilę, żeby odsapnąć i przetrzepujesz cały plecak w poszukiwaniu łyżki, brzmi znajomo? No właśnie. Staram się, żeby w moim plecaku było a/ jak najmniej przedmiotów, b/ to, co już jest musi być ułożone w sposób możliwie najwygodniejszy do ewentualnego wyciągania potrzebnych akcesoriów. Przykład. Kurtkę mam zawsze w bocznej kieszeni, nigdy nie wiadomo kiedy zacznie padać, albo zerwie się mocniejszy wiatr. To samo z czołówką, zawsze mam ją pod ręką. Śpiwór i reszta rzeczy noclegowych chowam na samym dole, w ciągu dnia i tak nie będę z nich korzystał. Staram się trzymać zasady – rzeczy najpotrzebniejsze zawsze w zasięgu ręki!

Waga plecaka a typ wędrówki.

To jak lekki plecak targać będziemy na naszych plecach w dużej mierze zależy od tego w jaki sposób podróżujemy. Jeśli jedziemy gdzieś w głuszę to raczej nie ma co spodziewać się rozbudowanej infrastruktury turystycznej, a co za tym idzie musimy zabrać stosowny sprzęt potrzebny na noclegi. Karimatę (alumatę, matę czy cokolwiek innego, może nawet samą nrc-tę, ale to tylko dla fanów wersji hard…), śpiwór, namiot albo płachtę. Maszerując od schroniska do schroniska wystarczy nam sam śpiwór i folia nrc (w razie czego). Nam będzie przyjemniej, a i plecy sobie odpoczną. Pytanie tylko czy interesuje nas taka forma turystyki? Może wolimy spanie na dziko, poranki o wschodzie słońca na grani? Kwestia wyboru.

Jeśli miałbym w jednym słowie ująć filozofię fastpackingu to opisałbym ją jako kompromis, pomiędzy naszą wygodą a ciężarem, który musimy dźwigać na plecak. Co i tak w końcu redukuje się do wygody! Wygoda więc czy „wygoda”?

Przedstawiłem Wam moją filozofię chodzenia po górach, dziś tylko w teoretycznym zarysie, kolejny wpis na ten temat poświęcony będzie rumuńskiemu „case study”. Ciekawi mnie to jak Wy podchodzicie do wagi Waszych plecaków? Szybko i lekko to również Wasza filozofia? Nie piszcie o patentach i sposobach na redukcję wagi plecaka, na to będzie czas przy następnym tekście, porozmawiajmy raczej o teoretycznych aspektach tego sposobu podróżowania. Co wybierzecie? Komfort uzyskany dzięki dodatkowej rzeczy zapakowanej do plecaka czy wygodę związaną z brakiem nieznośnego ciężaru na plecach? Na jakie ustępstwa jesteście gotowi pójść?

PS.Ten ładny obrazek pochodzi ze strony www.aworldofadventure.com .

Wyłowione z sieci:

  • Konrad Kosecki – Im lżej tym lepiej? Zrzucanie zbędnych kilogramów… z wyprawowego bagażu.
  • Darek Sidor – Fastpacking jest ofertą skierowaną dla prawdziwych twardzieli, dla złaknionych przygody „niespokojnych duchów”…


O autorze

Tu pojawi się kiedyś jakiś błyskotliwy tekst. Będzie genialny, w kilku krótkich zdaniach opisze osobę autora przedstawiając go w najpiękniejszym świetle idealnego, czerwcowego, słonecznego poranka. Tymczasem jest zima i z kreatywnością u mnie słabiuśko!



41 Responses to Filozofia fastpackingu

  1. Bart mówi:

    U mnie było to proste przełożenie kasy do posiadanej wagi sprzętu. Teraz gdy jestem już duży, przekłada się to na naj naj naj lżejsze na rynku do moich potrzeb. Ale i tak najbardziej lubię extremalną formę zabawy z wagą sprzętu….czyli……lotnisko w sierpniu i tony ubrania na sobie ze skorupami na nogach przy 35 stopniach. Ciepła oczywiście. Mniam.

  2. Kuerti mówi:

    Bart,

    A jak to się ma do komfortu poruszania?

    Z Twojego komentarza wynika, że lubisz mieć wszystko, co tylko może przydać Ci się na szlaku. Pół biedy gdy pomysł na wyjazd opiera się na jednej bazie i wypadach każdego dnia w inne miejsce. Tylko co zrobić jeśli startujesz w jednym miejscu a kończysz wędrówkę w drugim? Chyba nie taszczysz tego wszystkiego?

    Ja preferuje ten drugi sposób poruszania się, można by nawet wyprowadzić z tego pewien wniosek, jeśli masz stałą bazę to ilość sprzętu nie ogranicza Cię nadto, ale jeśli poruszasz się z punktu A do B to liczy się niemalże każdy gram.

  3. Bart mówi:

    Kuerti u mnie jest to różnie. ALe teraz kompletuję Gore Pack Lite mam upatrzone albo z ruskiego BASK-a albo z Patagoni. Do tego bluzy windstoperowe + pierdy i jak najmniej !!!
    Komfort – tylko jeśli grozi to odmrożeniami muszę mieć sto procent, ale w pozostałych przypadkach radzę sobie.
    Pozdrawiam
    Bart

  4. wikiyu mówi:

    Pakowanie… cóż, jestem pomiędzy paroma wyjazdami. krótkie już mam za plecami, długie przed sobą.
    Cóż u mnie nie ma mowy o „fast packingu”, ZAWSZE pakuję się powoli, raz żeby niczego nie zapomnieć, dwa żeby to ułożyć rozsądnie, a trzy żeby mieć czas na wywalenie tego co „a nuż mi nie będzie potrzebne”, ostatnio na rajd pieszy gdzie prowadziłem jedną drużynę młodszą* to miałem w plecaku ze swoich rzeczy tylko to co potrzebne na nocleg, żarcie po drodze zdobywałem, a plecak i tak musiał być duży bo miałem na ramionach wyposażenie obowiązkowe patrolu plus apteczka, i różne dziwactwa.

    Jak jadę sam to przeważnie jestem gdzieś pomiędzy „wygodą”, a wygodą. Wszak śpiwór kilogramowy i mimo to cieplutki, ale też często brak karimaty mimo spania w warunkach dzikich, tylko jakaś folia by się odgrodzić od wody [od góry i dołu] i minimum przedmiotów, czołówka, jakiś kawałek menażki albo metalowy duży kubek, długie spodnie kolarskie gdyby zrobiło się zimno, dokumenty, i w sumie to wiele więcej człowiekowi do życia potrzebne nie jest.

    Teraz w kwestii pakowania jestem chyba na etapie w którym potrafiłbym się spakować w worek kompresyjny od śpiwora jadąc na parę dni w teren słabo ucywilizowany, tj na tyle by dało się dostać żarcie i nic więcej.

    *-harcerską, młodsza czyli dzieciaki w wieku 4-6kl podstawówki + początek gimnazjum]

  5. Adam mówi:

    Myślę, że licytowanie się „kto da mniej” mija się z celem, bo można wziąć tylko nóż, metr sznurka i też przetrwać w lesie 3 miesiące, ale nie mylmy trekingu z survivalem.

    Ja w wiekszosci przypadkow wybieram komfort nad wage. Zwłaszcza zimą wole miec o polar za duzo niz za malo. (kiedys na wypadzie rowerowym zima w beskidy, zlamalem ta zasade i skonczylo sie tak, ze na zjazd zalozylem sobie kalesony na klate…)
    Ale generalnie zawsze mam duzo picia i slodyczy.:]
    No i jako ze nie lubie zyc w zbyt duzym (i tak nieuniknionym) grzybie, to preferuje koszulki i skarpety na zmiane w nie minimalistycznej ilosci.

  6. Kuerti mówi:

    Fastpacking to raczej pewna filozofia szybkiego poruszania się w terenie z jaknajmniejszą ilością sprzętu niż sztuka szybkiego pakowania się, tak gwoli formalności.

    Faktycznie chyba trzeba oddzielić wielką krechą fastpacking od survivalu, bo to jednak dwie różne sprawy. Kiedyś chciałbym spróbować co prawda survivalu, ale to jednak nie fastpacking, nie turystyka, jak słusznie zauważył Adam.

    Wikiyu,

    Piszesz o folii zamiast karimaty. Na jak długie wyjazdy jesteś w stanie zaakceptować to rozwiązanie? Po rumuńskiej eskapadzie doszedłem do wniosku, że jednak sen to podstawa 😉 . Na dłuższą metę spanie w pociągach, dworcach i gdzieś w góach w płachcie to nie jest dobry pomysł. Bo jadąc gdzieś daleko liczy się dla mnie to co przeżyje na miejscu, a nie tylko fakt samego przeżycia. A brak porządnego snu wpływa na to jak odbieramy wyjazd, przynajmniej w moim przypadku.

    Może po prostu przyzwyczaiłeś się do samej folii? Mi na alumacie było dość niewygodnie i teraz będę kombinował z karimatą, tylko muszę znaleźć coś co nie zajmuje tyle miejsca, bo mam dość spory model.

    Ale może to faktycznie zależy od przyzwyczajenia, nie często zdarza mi się sypiać w takich warunkach stąd być może słaba adaptacja.

  7. hiubi mówi:

    Na razie wszyscy teoretyzują, a nikt nie pisze co, ile i na ile. Dla jednych minimum to jedne majtki , koszulka i skarpetki na tydzień, inni muszą je co dzień zmieniać. Ja tak co drugi dzień. Waga karimaty to pryszcz, kto nie wierzy-niech zważy swoją najcięższą.
    Bardziej ciekawi mnie jaki spakowalibyscie zestaw żarcia na tydzien poza ludzkimi siedzibami; konkretnie co i ile.
    A ogólnie to czuję takie zawieszenie między plecakowcami i śmigaczami. Bo wkurwia mnie jak idę z plecakiem świadomość ile więcej zrobilbym na lekko. Ale są tereny gdzie nie ma szans dotrzeć i pośmigać bez plecaka. natomiast w górach ze ścigantami nie czuję się do konca dobrze- gubią się jakieś niuanse, nie zawsze potrafią zrozumieć dlaczego chcę wejść na TĘ górę, skoro tamta wygląda tak samo.

  8. Adam mówi:

    Hiubi, ja juz mialem gotowy komentarz odnosnie mojego pakowania, ale sobie przypomnialem, ze Kuerti napisal coby pod tym wpisem teoretyzowac, a dopiero pod nastepnym bedzie czas na dyskusje nad konkretnymi rzeczami. 😀 Tak wiec, aby sie nie wylamywac po raz kolejny, poczekam grzecznie na kolejny wpis. 😀 😉
    Z Twojej charakterystyki „smigacze” i „plecakowcy” zdecydowanie zaliczam sie do „plecakowcow”, chyba ze jednodniowe wypady w Tatrach- wtedy niczym kozica, na lekko. 😀
    Ten dylemat jest nawet na najwyzszym poziomie- chocby taktyka oblężnicza i styl alpejski w najwyzszych gorach swiata.
    Nie wiem czy jest sens sie rozwodzic ktory jest „ten wlasciwy”. Kazdy robi tak jak mu pasuje, jedni robia GSB w 7 dni inni w miesiac. Nie smiem ferowac wyroku ktory wyczyn jest bardziej wyczynowy. 😉 To chyba spor akademicki, czyli jak wszystko co akademickie- bez sensu. ;P
    Pozdrawiam!

  9. Adam mówi:

    PS Co do tygodnia totalnie poza cywilizacja, to ja bym juz chyba inwestowal w liofilizaty, bo inaczej sobie nie wyobrazam tego…

  10. Kuerti mówi:

    Hiubi,

    Za kilka dni wrzucę tekst o liście sprzętu jaki zabrałem do Rumunii, myślę, że to będzie fajny punkt wyjścia do dyskusji ile i na ile.

    Nie wiem czy ok. 200 gram różnyicy pomiędzy alumatą a karimatą to pryszcz. 200 gram tu 200 tam i już zbierają się kilogramy. Dla mnie minusem karimaty jest to, że jest dość obszerna (przynajmniej moja), można ją co prawda przytroczyć do plecaka, ale to z kolei utrudnia podróżowanie. No ale na pewno jest na niej wygodniej niż na cieniutkiej alumacie.

    Tydzień w góry bez dostępu do żarcia? Z takim założeniem pakowałem się jadąc do Rumunii, obyłem się bez liofizatów, cały prowiant ważył 4,7kg (700gram na dzień), co dawało ok. 2000 kalorii. Więcej szczegółów w następnym wpisie 🙂 .

    Skoro już weszliśmy w dość drażliwy temat „ścigantów” i „turystów”.. Ja osobiście jestem mieszanką obydwu stylów, w teorii jestem zwykłym „turystą”, a w praktyce „ścigantem”. Zawsze chciałbym spokojnie pochodzić sobie po górach, posiedzieć to tu i tam, ale fakt, że rzadko tam bywam i dusza rajdowca każą mi pędzić przed siebie. Trudna sprawa, bo chciałoby się i „pooglądać kwiatki” i zrobić jakiś fajny długi i szybki przelot…

  11. hiubi mówi:

    Czekam z niecierpliwością na twoją listę wyposażenia i jadłospis. Pamiętam że twoj plecak w Rumunii ważył ok. 15 kg. Przeczytalem to z niedowierzaniem, szacunkiem i ( wybacz) rozbawieniem jednocześnie. Jestem więc naprawdę ciekawy.
    Tematu „różnicy stylów ” nie uważam za drażliwy. Niemniej jednak są pewne różnice i cos co w jednym środowisku jest zupełnie naturalne w innym jest nie do przyjęcia.
    Co do wyposażenia- nie wiem gdzie wg twojego podziału postawić siebie. Pamiętam wyjazd plecakowy gdzie mój plecak zważony w domu mial 20 kg. + 2 litry wody każdego dnia na starcie. W plecaku oprócz moich rzeczy były jeszcze rzeczy mojej dziewczyny. Mimo to moj plecak wydawal sie być najlżejszy z calej ekipy ( probowałem ). Mimo to dostalem ksywkę „nosiciel”- po czterech dniach wyciągnałem ze środka sporą butelkę wina 😉

  12. Kuerti mówi:

    Widzę, że bez porównań list sprzętu się nie obejdzie. Mój „rumuński” plecak w wersji bez prowiantu to 12 kilo… I wcale nie musiałem iść na jakieś straszne kompromisy. Już po czasie okazało się, że mogłem wziąć to i owo ze sobą, ale te dodatki nie zwiększyłyby znacząco wagi plecaka. Nie rozumiem więc za bardzo co Cię tak mogło rozbawić? Mógłbyś rozwinąć tą myśl?

    A więc „nosicielu” 🙂 , sporo wydaje mi się zależy od tego kto z jakiego „środowiska” pochodzi, ja jak już pisałem wywodzę się bezpośrednio z rajdów, u mnie w zasadzie nie było wyjazdów w góry przed tym jak zainteresowałem się rajdami, stąd mój sposób na podróżowanie zdeterminowany jest podejściem fast&light. Inaczej nie potrafię!

  13. hiubi mówi:

    Masz rację pisząc że sporo zależy od środowiska w jakim dzialasz. Przynajmniej częściowo przejmujesz od niego sposób na to co robisz a czasem nawet poglądy.
    Co do mojego rozbawienia moje myślenie wyglądało tak: „Gość jedzie w góry z pustym plecakiem i bez namiotu. Chyba chce dostac w d… i jeżeli nie wykaże odrobiny rozsądku to dostanie w d…”A ze mam trochę wredny chcarakter to w takich sytuacjach lubię się pośmiać. Poza tym po paru wyjazdach mam wbite w głowę że trzeba TAK (patrz początek wypowiedzi), a inaczej będzie źle.
    Teraz trochę matematyki: miałeś mieć 15 kg. Było 12 + 5 kg jedzenie. Do tego dokladamy 2 l płynów codziennie rano jeżeli jest dostęp do wody. Razem 19 kg czyli…zupelnie normalnie, tylko namiotu jeszcze brakuje.

  14. sebas mówi:

    ciekawy temat. niestety z reguly mam ciezkie i obladowane plecaki – „a co ty tam wieziesz” 😉 staram sie ograniczac pakowane bety, ale nie zawsze sie udaje, dlatego ciekaw jestem uszczegolowienia twojego rumunskiego dobytku. powiem szczerze, ze czesto wybieram komfort za cene tachania dodatkowych kg, ale elastycznie, bo tak naprawde zalezy gdzie jedziesz (klimat, pogoda, pora roku), na jak dlugo i jak wyglada sprawa noclegow (spanie w terenie/schroniska/nocleg-baza)

  15. sebas mówi:

    apropos Kuerti, jak tam prognozy przed meczem z Austryjakami 😉 czuje remis, moze 1:1

  16. Kuerti mówi:

    Hiubi,

    No właśnie, kwestia podejścia, ja lubię jest jak ciężko i wcale nie czuję z racji tego faktu żadnego dyskomfortu. Cała idea rumuńskiego wyjazdu to było takie wpakowanie się trudną sytuację i próba poradzenia sobie z nią. Mogło to wyglądać nieco niepoważnie, ale.. swoje widziałem i doświadczenie na następny raz zgromadziłem.

    Później zerknę w dokładne statystyki ile tych kg rzeczywiście miałem na sobie. Dużo na pewno zależy od prowiantu i jego dostępności, w polskie góry na tydzień czasu nie brałbym 5kg żarcia, a tylko porcję na dzień. Już miałbym 4 kilo mniej na plecach.

    Sebas,

    Ideą mojej „filozofii pakowania” jest pewna niezależność od pór roku, oczywiście zimą weźmiesz znacznie więcej sprzętu, ale tak czy inaczej staniesz przed koniecznością szykania kompromisów (tyle, że widełki w których będziemy się poruszać przy zimowych warunkach są znacznie węższe niż w innych porach roku).

    Może uda nam się przygotować takie „idealne” listy rzeczy na wyjazdy górskie? Na zimie się nie znam, ale myślę, że ta moja letnia jest już dość dobrze skomponowana.

    Polska-Austria, ciężko będzie, wyobrażacie sobie tą presję, którą nasi piłkarze muszą czuć? 3 mistrzostwa z rzędu, 3 pierwszy mecz z rzędu przegrany 0:2, 3 mecz z rzedu ostatniej szansy.. Psychicznie pewnie są mniej więcej w tym miejscu jak ja po rezygnacjach na rajdach ;), jeśli od początku nie „zaskoczą”, nie strzelą bramki to będzie cholernie, cholernie ciężko. Do boju!

  17. hiubi mówi:

    Austria to drużyna z ok. 80-90 miejsca w światowym rankingu. Albo takie rzeczy się wygruywa albo do konca życia będzie się rezerwowym w przeciętnych klubikach. 3:1

  18. sebas mówi:

    niestety trafilem wynik..

  19. Adam mówi:

    na sędziego skurwysyna z małym penisem niestety nic nie poradzisz…

  20. sebas mówi:

    wynik sprawiedliwy. my na 1:0 ze spalonego, a o grze w pierwszych 30min nie ma co wspominac, gdyby nie Boruta miedzy drewnem to byloby 0:3 😉

  21. hiubi mówi:

    Sprawiedliwy?
    W piłkę gra się po 11. Jezeli paru drewniaków nie potrafi mając sam na sam 3 razy z rzędu pokonac bramkarza to nie swiadczy to o wyzszości Austriakow, bo byli słabsi od bramkarza. Natomiast spalony- popatrz na powtórkę, piłka poszła po nodze obrońcy, więc nie można mówić o momencie podania, bo nie było podania! Spalonego więc też nie bylo, szkoda że komentują to laicy, bo powinni zauważyć. Nie zauważyli spalonego dla Niemców, to i nie widzieli że saganowski i obrońca razem pilkę dotknęli.
    karny- brak słów! Sprawiedliwość?- K… ja chyba powinienem zapomniec że istnieje takie słowo, bo to wartość zupełnie teoretyczna

  22. Kuerti mówi:

    To tak jakby nam na zawodach ktoś PK sobie przestawił, człowiek czuję ogromną bezsilność. No bo jak można w takiej sytuacji podyktować karnego? Boniek słusznie mówi, takich przepychanek na mecz jest kilkanaście. Zwyczajne oszustwo.

    Inna rzecz to, że nie graliśmy zbyt dobrze do momentu strzelenia gola, graliśmy beznadziejnie! Przecież tych 11 facetów wyszło na boisko bez wiary w sukces, zero, nic, jakby wyszli na arenę walczyć z lwami. Problem to psychika, bo umiejętności mamy, żeby ogrywać takich Austriaków… Bo to, że nie mamy teamu na złoty medal to wie chyba każdy.

  23. Adam mówi:

    Sebas, nie istnieje cos takiego jak wynik sprawiedliwy… Boruc przez 30 minut gral za 10, ale te niewykorzystane sytuacje sie na autryjakach zemscily w koncu naszym golem. Ostatnia minuta to kpina. powtorzenie rzutu wolnego, karny… Leo byl wkurwiony jak nigdy. Hiubi, z tego co pamietam przebieg tego gola, dobrze mowi, ze nie bylo spalonego. Ale durne pismaki wiedza swoje… Chociaz nie przesadzam, bo nie pamietam na 100%. Ok, dosc tego, bo zenujacy byl to spektakl. Ciekawe jakie auto kupili temu sedziemu za to.
    Pozdro!

  24. sebas mówi:

    nie no chlopaki austria miala w skladzie zawodnikow z 2 ligi norweskiej i 3 ligi niemieckiej, sedzia nie moze byc naszym alibi, nawet z ta katastrofalna decyzja 😉 zal jest, ale obiektywnie mielismy ich przez 60min na lopatkach, niestety wygral polski minimnalizm. w zasadzie zremisowal. zabraklo pazernosci na dobicie Reichu, a dokladnie takiej koncowki przy wyniki 1:0 mozna sie bylo spodziewac. na tyle na ile znam nasza lige (dosc dobrze) i kadre to taki przewidywalem scenariusz naszego euro. wynik jest sprawiedliwy, supremacji orlow nie widzialem, sytuacji jak na lekarstwo, zreszta faktycznie co tu mowic o sprawiedliwosci jesli Reich partaczy 4 setki w 30min… ;;;)

    ps. Hiubi, nie widzialem obietkywnej powtorki (czyli kat zero), musze luknac, nie mialem ochoty juz wczoraj na to patrzec hehe. ale w momencie kiedy sagan dotyka pilki, a roger stoi za linia obrony jest spalony. pilka sie odbija od austryjaka, ale dopiero po ulamku sekundy.

  25. sebas mówi:

    ale nie popadajmy w pesymizm. jesli austria wygra z niemcami (kto sedziuje? Webb? ;), a my z hrvatska, gramy dalej ;))))

  26. hiubi mówi:

    Trochę mnie wczoraj poniosło, z nerwów o 23 zezarłem pół chleba. Ten spalony trzeba dokładnie obejrzeć. Na pewno Roger byl na pozycji spalonej. W momencie gdy Saganowski podawał pilkę blokował obronca. Spalony był jezeli dołożyl nogę ułamek sekundy po podaniu. Jezeli dołożyl wcześniej i zagrał równo z saganowskim to spalonego nie było. Potem odbił piłke jeszcze bramkarz i dopiero potem Roger. to takie gdybanie po faktach, ale pomaga przetrawić wynik.

  27. sebas mówi:

    za 4 lata euro u nas, moze powtorzymy sciezke Korei na MŚ (czyt. obstawimy sedziow czyli tzw. „sciany nam pomoga”). zal tego 1:1 to bedzie jesli wygramy z Chorwacja i okaze sie, ze nam zabraklo tych 30 sekund …

  28. Kuerti mówi:

    Tak nawiązując do tematu wpisu, Polacy jak zwykle uskuteczniają na Mistrzostwach „fastpacking” 😉 .

    Muszę zgodzić się z Sebasem, nie ma co płakać nad decyzją sędziego (choć żal pozostaje), gdybyśy strzelili jeszcze jedną bramkę byłoby po zawodach.

    Wydaje mi się, a nawet jestem przekonany, że spalony był – jeśli w momencie strzału nasz zawodnik stał przed obrońcami to jest spalony, nie ważne co dzieje się później z piłką, od kogo się odbija itp. (Gram trochę w Pro Evolution Soccer, taka elektroniczna piłka na konsole, tam takich styuacji jest multum, sędzia zawsze gwiżdze offside, a że to jest z grubsza symulator piłki nożnej więc zakładam, że projektanci gry znają się na przepisach).

  29. faba mówi:

    LUDZIE PROSZE!!!

    nie rozpierdzielajcie mi ulubionego bloga tekstami o football’u – miejcie litosc

    co do tygodniowego wyjazdu w dzicz to zazwyczaj wychodzi mi cos kolo 600g jedzenie/dzien

    ostatnio mialem taki mix:
    – 150g musli + kisiel instant
    – 200g batony/mleczka w tubce/marcepan/chałwa/isostar
    – 100g makaron sojowy lub inny bez gotowania
    – 100g mieso puszka/kabanosy
    – 50ml oliwy z oliwek

    i to jest takie minimum ale da sie dzialac gorsko jakos znosnie i nie czuc mega gloda

    wazne aby miec duzo gazu na robienie wiekszych ilosci wody – czyli dochodzi conajmniej 0.5kg gazu na twarz

    w moim przypadku wyjazdy tygodniowe nigdy nie beda light&fast bo jak sie doliczy ciezar sprzetu
    wspinaczkowego to wychodza zawsze jakies potworne
    ilosci ale zauwazylem ze duzo daje – pojemnosciowo, wagowo i komfortowo – inwestowanie w puch

    czyli dobry spiwor puchowy i sweter/kurtka puchowa
    dzieki temu mozemy spac prawie wszedzie – namiot nie jest konieczny plachta daje rady – no i nie musimy miec miliarda polarow tylko jeden plus puch i jakas membrana na deszcze

    jakie sa wasze triki jedzeniowe na takich wyjazdach??

  30. Kuerti mówi:

    Faba,

    Myślałem, że już przepadłeś i nie odwiedzasz PK4 😉 .

    Ej, czasem nie zaszkodzi zejść nieco z tematu, choć faktycznie offtop straszny.

    Przed chwilą wrzuciłem tekst o praktycznym wymiarze fastpackingu, a przynajmniej praktyka w moim wykonaniu. Pozwolę sobie przekopiować Twój komentarz właśnie tam.

  31. harpoon mówi:

    Raz tylko przedłozyłem wagę ponad komfort. I przez 10 nocy marzłem niemiłosiernie na Ukrainie :(.2 lata wcześniej miałem poządny ( ale cieżki) śpiwór i było O.K mimo potoku w namiocie., a w tym roku myslę – po co mi taki ciepły ( ciężki!), w końcu to lipiec…i sie przekonałem jakie upalne lipce tam bywają 🙁

  32. Kuerti mówi:

    Harpoon,

    Witaj na pk4! 🙂

    Ze śpiworem zawsze można pokombinować – są przecież puchówki. Ok, nie na każde warunki, ale zawsze istnieje jakieś pole manewru. Co oczywiście nie znaczy, że zawsze trzeba patrzeć tylko na wagę. Sam zabrałem ostatnio do Maroka matę samopompującą zamiast alumaty, dźwigałem 400g więcej, a maty użyłem tylko 2 razy na 3 tygodnie…

    Po sobie widzę, że wraz z doświadczeniem dużo łatwiej się spakować na kolejny wyjazd, człowiek po prostu wie czego mu trzeba i wie mniej więcej jak jego organizm reaguje na dane warunki (a te oczywiście trzeba sobie wcześniej jakoś wykoncypować 🙂 ).

  33. Krolisek mówi:

    Witajcie, to mój pierwszy komentarz na tym blogu, choć czytuję go od jakiegoś czasu, ku rozrywce, jak i ku nauce. Chętnie podzielę się doświadczeniami na ten pakowania.
    Jakiś czas temu zajęłam się mocnym odchudzaniem plecaka. Latka lecą, plecy już nie te same, pomysłów na wyjazdy mnóstwo. Mam kilka sprawdzonych patentów. Najważniejszy z nich – zdecydowanie – to waga kuchenna. Przed wyjazdem jest w robocie non-stop (choć większość rzeczy jakiś czas temu już zważyłam i wiem, który kubek czy menażka są najlżejsze). Przyznam, że trochę kasy też musiałam zainwestować, ale stwierdziłam, że rzeczy te będą mi służyć długo. Kupiłam leciutki, ale mocny plecak i menażki tytanowe. Poza tym okazało się, że porządna (gruba) karimata waży połowę tego, co mata samopompująca! Każda koszulka, każde gatki ważą inaczej. Warto to sprawdzić. Suma małych różnic może dać nawet 2 kg. Z pasty do zębów polecam np. Ajonę – do kupienia w aptece. Jest to koncentrat, najmniejsza tubka ma 6 ml. Krem biorę też malutki – są takie tubki z kremem pod oczy, które mają 25 ml – wystarcza na miesiąc. Na krótki wyjazd zabieram pół mydła (albo i mniej). Ręcznik też kupiłam taki leciutki – opłaca się, bo szybko schnie (a może poprosiłam o niego św. Mikołaja? – nie pamiętam). Niestety nie dorobiłam się jeszcze lekkich gore, to inwestycja na przyszłość. Zwykle jeżdżę z mężem, jeśli ktoś będzie zainteresowany jadłospisem, to chętnie podam (w zeszłym roku np. robiliśmy trekking w górach Grenlandii przez ok. 2 tygodnie bez dostępu do jakiejkolwiek żywności).
    Na tego typu wyjazd gorąco polecam przepakować prawie całą żywność. Robimy to w ten sposób, że kupujemy woreczki takie mocniejsze, do mrożonek, niebieskie, i robimy porcje na 1 posiłek. Śniadanie to musli (które przyrządzam sama, więc to nie żadne ni to płatki, ni to rodzynki, tylko robię naprawdę wypas – orzechy, pokrojone figi, daktyle, rodzynki, słonecznik itd itd, co kto lubi) + mleko w proszku. Oczywiście ważę to w miarę dokładnie, przy pewnej wprawie robi się to raz-dwa. Obiadokolacja to ryż/kuskus/kasza gryczana + granulat soj./soczewica/płatki sojowe. Na dzień – jakieś słodycze (czekolada/chałwa/batony). Przyprawy, sól, izotonik w tabletkach rozpuszczalnych. Gramatury na 2 osoby mam gdzieś spisane.
    Polecam – w każdym momencie wyjazdu bardzo łatwo przeliczyć ile porcji zostało, łatwo też komponować poszczególne posiłki z gotowych elementów. Po jakimś czasie wkrada się oczywiście monotonia. Ale coś za coś. Da się na tym przeżyć i sensownie napierać w górach.
    Pozdrawiam!

  34. Kuerti mówi:

    Krolisek,

    Witaj na blogu! Dzięki za obszerny komentarz 🙂 .

    Waga kuchenna to również i mój ulubiony sprzęt przed wyjazdem. Dla leniwych: faktycznie wystarczy raz wszystko poważyć, później zostaje już tylko matematyka 🙂 .

    Jaki masz plecak? Ja ze swojego Wolganga jestem bardzo zadowolony, ale ciężki drań jest… W przyszłości planuję wymianę. Dzięki za tip z pastą, przyda się.

    Ręcznik pewnie masz z mikrofibry? Ja mam właśnie coś takiego – oczywiście to nie ten sam komfort co ciepły i duży ręcznik ze zwyczajnej tkaniny, ale waga i objętość są warte tego małego dyskomfortu.

    Z jedzeniem radzę sobie podobnie jak Ty, wszystko popakowane w torebki (ja wykorzystuje worki strunowe) i podzielone na porcje.

    Mogłabyś umieścić tutaj Wasz jadłospis z Grenlandii?

  35. Krolisek mówi:

    Plecak – Alpine Lowe Contour Hyperlite 60+10, wersja męska, waga ok. 1,9 kg (właśnie go wyciągnęłam i stwierdziłam, że wcale nie jest taki super lekki, ale kupując go kierowałam się bardziej wygodą – po obejrzeniu kilkudziesięciu plecaków i przymierzeniu kilkunastu).

    Ręcznik – wygląda jak ircha do okularów, waga 84g, wielkość 40x90cm. Kiedyś jak nie było takich wynalazków, to zamiast ręcznika zabierałam pieluchy z tetry – działało podobnie i szybko schło (a po wyjeździe bez żalu wyrzucałam albo miałam szmatkę do roweru). Nigdy nie miałam na wyjeździe „normalnego” ręcznika!

    Jadłospis zaraz spiszę z przyjemnością.

  36. Krolisek mówi:

    Jadłospis – PORCJE NA 2 OSOBY

    Śniadanie:
    – musli (jak je przygotować – poniżej) 200g + 2 łyżki płatków owsianych
    – mleko w proszku 120g (zwykle załatwialiśmy sobie mleko owsiane, moja teściowa kupowała od kogoś, kto sprowadzał je ze Słowacji, ale myślę, że spokojnie sprawdzi się też krowie lub sojowe – to już kwestia preferencji)

    MUSLI – orzechy włoskie, laskowe, brazylijskie, nerkowce (ważne – mają dużo tłuszczu), figi (pokroić na mniejsze kawałki), daktyle (też), rodzynki, słonecznik, suszony ananas kostka, migdały (najlepiej obrane), otręby żytnie, suszone banany, suszone brzoskwinie, gruszki, co kto lubi

    Wszystko wysypuję razem albo do bardzo dużej miski, albo po prostu na blat w kuchni. Odmierzam woreczki, zanim je pozawiązuję, aby uniknąć monotonii, do niektórych woreczków wsypuję trochę bonusów – a to szczyptę cynamonu, a to kakao, a to trochę sezamu. Każdą porcję wzbogacam płatkami owsianymi błyskawicznymi (ok. 2 łyżki).

    Takie śniadanie zjedzone najlepiej na ciepło daje sporo powera.

  37. Krolisek mówi:

    Obiad: (PORCJE NA 2 OSOBY)
    składa się z dwóch elementów, umownie zwanych węglowodanem i białkiem.
    Węglowodan to:
    – ryż 250g lub
    – kasza gryczana 250g lub
    – kuskus 250g

    (największym powodzeniem cieszy się u nas zawsze ryż, a na końcu chyba kuskus – jest on zwykle zjadany w te dni, gdy padamy na nos, albo nie ma możliwości żeby długo gotować, jednak ryż ok. 10 min. trzeba gotować)

    Białko to:
    – proteina sojowe drobna lub gruba 90g
    – Płatki sojowe 100g
    – soczewica czerwona 200 g

    (najlepiej „wchodzi” nam soczewica, ma jednak 2 wady – trzeba ją chwilę namoczyć i trochę gotować, i jak widać jej porcja dzienna jest też najcięższa)

    Do tego:
    – warzywa suszone (2 paczki po 100g starczają na ok. tydzień)
    – wszelkie bonusy typu np. pomidor suszony (2 sztuki na porcję – i jakie emocje panują podczas łowienia ze wspólnej miski)
    – oliwa lub miso czyli koncentrat, z którego robi się sos sojowy (najlepsze do przechowywania są jałowe pojemniczki na mocz – do kupienia za grosze w aptece)
    – sól, przyprawy, rosołki w kostce
    – herbata w torebkach (ok. 4 dziennie) – obcinam metki i nigdy na herbacie nie oszczędzam, jeśli ma być na wyjazd – kupuję taką z wyższej półki o sensownym smaku, w końcu to jeden z nielicznych luksusów, który można mieć
    – pluszcz albo inny izotonik (1-2 dziennie)
    Nie zabieramy gotowych sosów, zupek, błyskawicznego makaronu. Zwykle są one mało wartościowe i jeśli ktoś chciałby przeżyć miesiąc na samych yum-yumach to…. hm, może to być mało przyjemne.

    Marcin, który od czasu do czasu je mięso, zabrał ostatnio na wyjazd suszone mięso, które przysłał nam kolega ze Stanów. Na paczce 100g był wstanie wiosłować kilkanaście km pod wiatr canoe. Wtedy oddał mi swoją porcję słodyczy (ja nie jem mięsa). Nie wiem, czy takie mięso jest do kupienia w Polsce. Najbliżej widzieliśmy coś takiego w jednym sklepie na lotnisku w Kopenhadze.

    Co do słodyczy – część jadłospisu najprzyjemniejsza:
    – czekolada, chałwa, batony, sezamki, cukierki – 100g dziennie (na 2 osoby)

    To chyba wszystko… Na Grenlandii ruszając na trekking mieliśmy jeszcze zakupioną w miasteczku pokaźną kiść bananów (najtańsze owoco-warzywo we wszechświecie), ale zjedliśmy je w ciągu jednego dnia. Pod koniec w jednym husie odkryliśmy trochę zostawionego cukru, nazbierawszy pełną menażkę jagód zrobiliśmy dżem i zjedliśmy, to było bardzo przyjemne.

    Oczywiście ten jadłospis nadaje się na lato. Jeśli ktoś jedzie zimą, powinien wziąć więcej i skupić się na jakimś tłuszczu. Kiedyś rozważaliśmy, jakie produkty są najbardziej kaloryczne w 100g. Z tego co pamiętam, to przodowało masło orzechowe, chałwa, czekolada, twarde paczkowane sery.

    Myślę, że nie-wegetarianie mogą dodać sporo ciekawych modyfikacji.

  38. Kuerti mówi:

    Krolisek,

    Wielkie dzięki za opisy! Na pewno się przydadzą!

    PS. Napisałaś jakąś relację z wyjazdu na Grenlandie? A może można obejrzeć gdzieś zdjęcia?

  39. Krolisek mówi:

    Właśnie zrobiłeś bardzo dobry uczynek – nareszcie ktoś zmotywował mnie do założenia konta na Picasie (kiedyś, mam nadzieję, będą galerie na naszej klubowej stronie, na razie mamy bezwład informatyczny).

    Oto link do świeżutkiego albumu:
    http://picasaweb.google.pl/Krolisek/Greenland2008#
    oraz
    http://picasaweb.google.pl/Krolisek/Greenland_bonusy# (dodatkowe kilka migawek).

    W tym drugim albumie jest fotka spotkanego zupełnie przypadkowo, eskimoskiego biegacza Nielsa Berthelsena. Zdjęcie z tej seryjki miałam przyjemność opublikować w jednym z jesiennych numerów „Biegania”. Niels startuje w zawodach AR, a trenuje sobie jak widać 😉

    Życzę miłego odbioru!

    ps relacji nie mam, ale napisałam coś w formie książeczki – dziennika z podróży, tyle że na razie leży w szufladzie (czyt. dysku)

  40. Kuerti mówi:

    Karolisek,

    Wreszcie obejrzałem fotki. Piękne miejsce! Zupełnie różne od tego, co mamy tutaj w Polsce. Na dłuższą metę wolę chyba jednak nasze swojskie lasy.. 🙂

    PS. O co chodzi z tymi kolorowymi domkami w krajach skandynawskich? Nie mają lasu – a co za tym idzie wszędzie jest szaro buro – a to wprawia ich w depresje? Kolorowe domki to filtry na szarą rzeczywistość?

  41. Krolisek mówi:

    Wiesz, że miałam to samo wrażenie, choć być może nie chodzi o szarą rzeczywistość, tylko o szare, ciemne pół roku (lub więcej niż pół) + noc polarna. Arktyczne lato to jest jakaś eksplozja życia, kolorów, kwiatów i zawsze mnie to fascynowało. Trochę megalomańsko zacytuję swój dziennik 😉

    „Przechodzimy przez środek dawnej amerykańskiej bazy. Złom jak w Rosji, cmentarzysko martwych urządzeń, tylko może bardziej kolorowe. Obite panelami domy – bloki i bliźniaki – są tak pstrokate, jakby szalony malarz wypróbował na nich wszystkie farbki z nowej palety. Może to przeciwwaga dla surowej białej zimy, to upodobanie do żywych, nasyconych barw. Tak samo kolorowe są huśtawki, samochody, łódki, ubrania – w tym miasteczku, w którym latem słońce nie zachodzi, w którym są tylko dwa małe sklepy, a turystów więcej niż miejscowych, gdzie dzieciaki według najbardziej globalnego zwyczaju bawią się wszędzie i wszystkim. Może to pomalowane w tęczę lato ma być przeciwwagą dla ciemnej zimy, a może dla tych lat biedy i głodu, które dosięgały całe pokolenia?”

    ps. nie zgodzę się, że brak lasu to szaro-buro 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Back to Top ↑
  • TUTAJ PRACUJĘ

  • FACEBOOK

  • OSTATNIE KOMENTARZE

    • Avatar użytkownikaTrophy Superstore... trophy store brisbane Constant progress should be made and also the runner must continue patiently under all difficulties. Most Suppliers Offer Free Services... – WIĘCEJ
    • Avatar użytkownikaRobbieSup https://pizdeishn.com/classic/365-goryachie-prikosnoveniya.html - Жесткие эро истории, Лучшие секс истории – WIĘCEJ
    • Avatar użytkownikaGryHazardowe Gorąco polecam tę książkę. Bardzo pomocne są metosy wysyłku. – WIĘCEJ
    • Avatar użytkownikaAnka Interesująca książka, dzięki za fajny artykuł wiem już co szukać w księgarni. pozdrawiam – WIĘCEJ
    • Older »
  • INSTAGRAM

    No images found!
    Try some other hashtag or username
  • ARCHIWA