Rozpoczynamy przygotowania!
Dziedziniec kamienicy był jeszcze bardziej ponury niż zwykle. Kałuże na betonowej posadzce i przenikliwe zimno tylko potęgowały uczucie późno jesiennego rozkładu tego, co żywe. Bo to, co żywe jeśli nie musi, nie rusza się z ciepłego mieszkania w takie dni jak ten. Marsz do miejsca, w którym rozpocznę bieg dłużył się potwornie. Już po kilku minutach gdy wpadłem jedną nogą w kałuże, całe ciepło, które trzymałem w sobie gdzieś uleciało, nie pozostało mi więc nic innego jak ruszyć do biegu, a szczególny to był bieg, bo pierwszy w przygotowaniach do nowego sezonu!
Ostatni trening przeprowadziłem 23 października, jak nie trudno wyliczyć od tego czasu minęły 3 tygodnie. 3 tygodnie bez treningu! W międzyczasie wystartowałem w Harpaganie, byłem w górach kilka dni i zaliczyłem jeden bieg – 40 minut – kilka dni temu. Po Harpie miałem pławić się w błogim okresie roztrenowania, ale z gór wróciłem z przeziębieniem i zamiast bawić się w bieganie, rower, czy jakikolwiek inny sport ne robiłem nic. Pierwsze roztrenowanie w karierze można więc spisać na straty. Po części, bo jednak koniec końców wypocząłem w jakiś tam sposób. Nie był to aktywny wypoczynek, ale zawsze coś.
Wczorajszy trening o dziwo! wypadł całkiem nieźle. W nogach czai się jakaś dziwna moc, może to po górach? Biega mi się strasznie lekko, z dużym zapasem. Tętno w normie, podczas godzinnego biegu średnia – 151 ud/min – czyli przepisowy pierwszy zakres. Żeby nie było tak różowo to biegam wolno, mniej więcej ok. 5:55 min/km. Latem udało mi się zejść do 5:20min/km przy podobnym tętnie. Ale tym się nie martwię, 2 tygodnie i dojdę do formy. Tym samym pozbyłem się dziwnej obawy, że jeśli jakiś czas nie będę trenował to po powrocie do treningów czeka mnie budowanie formy prawie od zera, teraz wiem, że nawet po kilku tygodniach przerwy można być w całkiem niezłej dyspozycji.
Najbliższe tygodnie wypadają mi dość pracowicie, zaczynając od początku grudnia chcę wziąć udział w Darżlubie (~30km nocnego biegu na orientację), pojechać w Tatry na 3 dni (ktoś chętny?) i wystartować na Nocnej Masakrze (trasa rowerowa). To tylko plany, bo najważniejsze jednak będą spokojne przygotowania, jeśli nie będę się czuł na siłach to bezwględnie odpuszczam. Moim przewodnikiem będzie organizm i jego odczucia.
Plan na następne 2 tygodnie wygląda tak: 4 x bieg (rozbiegania, bez przebieżek) + 2 x rower (spokojne jazdy) / tydzień. Wreszcie mam zamiar zacząć robić długie wybiegania, zaczynam od tej soboty z dystansem 27-30km (mam taką fajną pofałdowaną traskę nad Zalewem Szczecińskim ,nie wiem dokładnie ile liczy kilometrów), sporo jak na początek, co? Ale jak to mówi nasz wspaniały trener Leo Beenhaker: „krok po kroku”, zamiast prawie 3 godzin ciągłego biegu – marszobieg, który z czasem będzie przechodził do samego biegu. Ciekawy jestem jak sprawdzi się ta metoda? Oczywiście w sobotę/niedzielę po treningu zdam Wam relację.
Czuję ogromny zapał do treningów, oby tylko zdrowia nie zabrakło… Was też trzyma się taki entuzjazm?
PS. „Na dniach” chcę zapisać się na basen, muszę wreszcie nauczyć się pływać! A jak ja zapisze się na basen to będzie trzeba chyba jakieś święto narodowe ogłosić, no i będziecie mieli pozamiatane, bo tak zdeterminowany Kuerti będzie nie do zatrzymania 😉 .


Ho ho, faktycznie ambitne plany. Oby się udało w pełni zrealizować. A zostawiłeś trochę miejsca na GS;-)? Żal by było, żeby wszystkie moje wypociny na blogu poszły na marne:-D. 3m się
Tak! Basen, nareszcie…
Ale pozwolisz, że pogratuluję Ci dopiero, jak już się zanurzysz w wodzie i z niej szczęśliwie wyjdziesz. 😉
Oczywiście GS trzaskam aż miło! Po „pistoletach” odezwały się takie mięśnie, o których już zdążyłem zapomnieć, że je mam 🙂 . Od jakiegoś czasu już robię GS i GR, rajdy to jednak ogólnorozwojówka, nie wolno o tym zapominać.
Petro, ja też sobie pogratuluje jak pierwszy raz się tam wybiorę, ale mam naprawdę solidną motywację 🙂 .