Przemyślenia no image

Opublikowany 10 sierpnia 2008 | autor Grzegorz Łuczko

5

Czym jest ultra?

Kuerti: Rezygnuję z prowadzenia bloga! Z dniem dzisiejszym w trybie natychmiastowym… na okres tygodnia czasu. Przez najbliższe siedem dni PK4 przechodzi w ręce Piotrka Kłosowicza (Petro), który napisał kilka fajnych tekstów o bieganiu ultra. Będzie o przełamywaniu granic, sięganiu tam gdzie nikt nie sięga (część teoretyczna), będzie opis próby pokonania GSS w 72 godziny (studium przypadku) a na koniec tryptyku Petro udzieli kilku porad jak radzić sobie na trasach ultra (a kto ma o tym wiedzieć jeśli nie on?). Zapraszam do lektury i jednocześnie zachęcam do przejmowania bloga 😉 . Przydałoby mi się takie zastępstwo, zwłaszcza na czas wyjazdu do Maroka… Może ktoś więc coś?

Muzyczna inspiracja

Piotrek jest dość mocno związany z Ukrainą stąd muzyczna rekomendacja właśnie z tamtych rejonów, do posłuchania zespół Dacha-Bracha, o której Petro pisze tak: „to ukraiński projekt muzyczno-teatralny, czasem robią jakieś bardziej performance’owo-teatralne koncerty. Jak słychać – hard-core roots prosto ze stepu – hardkory z obory”. Zwłaszcza to ostatnie określnie brzmi interesująco. Miłego słuchania!

Studium pewnego przypadku lub poradnik dla tych, którzy chcieliby biegać ultraultra.

Kuerti napisał niedawno, że nie należy bać się sięgać wysoko. Problem polega na tym, że kiedy człowiek się już tam wysoko wdrapie, to okazuje się, że zawsze może być jeszcze wyżej. I znowu trzeba się rozciągać i sięgać dalej. Można też niestety spaść.

To samo z rzucaniem się na głęboką wodę. Szybko okazuje się, że morze jest głębsze niż po kostki i jeżeli nie skręci się karku przy tym pierwszym skoku, to można w całości zanurzyć się w nowym, podwodnym w tym przypadku, świecie. Utopić się albo wyłowić skarb.

Najgorszy jest fakt, że za horyzontem zawsze coś jest. Niektórych może to nie interesować, innym wystarczy reportaż w telewizji, ale zawsze pozostają też ludzie, którzy chcą sami się o tym przekonać i dokonać swoich własnych małych lub dużych odkryć.

Nie to, żeby siedzenie we własnym ogródku było złe – tam też można zrobić świetne rzeczy. Nawet nie to, żeby było łatwiejsze – trzeba cały czas trzymać się wyznaczonych granic. Po prostu niektórzy mają potrzebę zaglądania za płot, aż wreszcie decydują się przez niego przejść.

Jeśli zajęliście się sportami outdoorowymi, to znaczy, że jesteście już po drugiej stronie płotu. I w zasięgu wzroku macie pewnie kolejny płot. Ci, którzy i przez niego przeszli to ultrasi i inni mocno trenujący zawodnicy. Oni być może też widzą kolejne płoty.

Błąd. Następnych płotów i granic już nie ma. To znaczy są, ale tylko tam, gdzie oni sami je postawili. Czas więc zająć się przesuwaniem płotu lub inaczej – przebijaniem muru głową. Najlepiej tak, żeby jej sobie nie rozbić.

Górskie ultra

Tak naprawdę to nie będzie poradnik o tym, jak przygotować się do ultra. Po prostu parę spostrzeżeń z komentarzem z próby na trasie, która jest dla mnie czymś więcej niż po prostu zwykłym ultra. Dlaczego w ogóle się na to porywam i ważę się próbować.

Oddzielmy najpierw dwie rzeczy – klasyczne ultra asfaltowe i ultra w terenie. Różnica na pierwszy rzut oka taka sama jak pomiędzy klasycznym trailem i ulicznym bieganiem na tradycyjnych dystansach. Tylko z pozoru, bo najdłuższe biegi asfaltowe odbywają się najczęściej na pętlach, czasem nawet bardzo krótkich, i stają się, moim zdaniem, parodią samych siebie. Oczywiście mam wielki szacunek dla ludzi, którzy je biegają i świadomość ich wielkiej mocy, ale sam dla siebie w tym miejsca nie widzę. Sto kilometrów dookoła stołu? Proszę bardzo, ja jednak wybieram teren, najlepiej z logicznym przelotem „stąd dotąd”.

Nie jestem świetnym biegaczem, więcej, jestem biegaczem mocno przeciętnym. Jednak teren, góry, trasa z historią dają mi masę inspiracji i siły. Wydaje mi się, że czerpię energię ze skał, z powietrza, lasu. To dlatego w terenie porywam się na dystanse, który przerażają mnie na asfalcie. Jeśli się tego nie czuje, nie wydaje mi się, że warto wybierać się w góry dla samego wyczynu.

Z drugiej strony, nie oszukujmy się, górskie ultra nie jest przyjemne. A raczej jest przyjemne inaczej. To nie jest kilkunastokilometrowe hasanie po pagórkach, gdy endorfiny buzują we krwi a my w biegu czujemy się jak podczas dziecięcych zabaw i pogoni przez las z karabinem z patyka w ręku. Górskie ultra boli, jest męczące i zwykle nikt nie bije braw. Za to daje satysfakcję, poczucie wyjątkowości i siły, krótko mówiąc – zaspokaja ambicje a po wszystkim przyjemnie łechce i nadyma zawodnicze ego. Ewentualna porażka jest być może bolesna, ale daje się łatwo wytłumaczyć, w końcu polegliśmy w starciu z czymś naprawdę poważnym. Podsumowując, ultra, górskie czy nie, nie jest dla osób, które szukają w sporcie emocji, zabawy, adrenaliny. To nie jest sport ekstremalny. To jest tuptanie – długie i trudne, ale jednak tuptanie. Bardzo wielu by mogło i byliby w tym świetni, ale bardzo niewielu się chce. Stąd też stosunkowo łatwo jest zrobić w tej dyscyplinie dobry wynik.

A najłatwiej zrobić dobry wynik w czymś, co ja na swój użytek nazywam ultraultra – na dystansach dłuższych od tradycyjnej w naszym kraju setki. Bo każdy wynik na dystansach dłuższych jest uważany za wynik dobry. Setka jest barierą psychiczną, brzmi jasno i prosto, brak dłuższych imprez sprawia, że grupa osób, które mają coś do powiedzenia w tym temacie jest niewielka. To znowu błąd. W USA tradycyjne dystanse ultra to 50 i 100 mil. Też okrągłe liczby. Tylko, że to 100 mil to jednak ponad 160 km. Skoro tam mogą i się nie boją, to dlaczego u nas jest to już wartość uznawana za bardzo wysoką? A skoro taka jest rozbieżność między dystansami uważanymi za normę, to dlaczego nie ustawić sobie normy na 180, 200, 220 km? To tylko magia tradycji i okrągłych liczb. Jeśli się o tym zapomni, granice znikną. A 50 mil stanie się lekkim i przyjemnym wybieganiem.

Autor tekstu: Piotr Kłosowicz

Zobacz również:


O autorze

Tu pojawi się kiedyś jakiś błyskotliwy tekst. Będzie genialny, w kilku krótkich zdaniach opisze osobę autora przedstawiając go w najpiękniejszym świetle idealnego, czerwcowego, słonecznego poranka. Tymczasem jest zima i z kreatywnością u mnie słabiuśko!



5 Responses to Czym jest ultra?

  1. Yanek mówi:

    5 sierpnia Amerykanin Karl Meltzer rozpoczął próbę podobną do podjętej przez Piotra, tylko troszkę dłuższą.
    Chce przebiec 2174 mil ( 3500 km ) w ciągu 47 dni szlakiem appalachijskim ( Appalachian Trail ). Czyli dziennie zamierza robić ok. 75 kilometrów.
    Jego postępy można śledzić prawie „na żywo” na stronie : http://whereskarl.com
    W tym kontekscie nie do końca się zgadzam z tym co napisał Piotr o ultrabieganiu : „Bardzo wielu by mogło i byliby w tym świetni, ale bardzo niewielu się chce.” To znaczy, z druga częścia zdania zgadzam się w stu procentach 😉

  2. Kuerti mówi:

    W tym co Piotrek napisał wydaję mi się, że jest sporo takiej ostrożności, bo w końcu mało kto ma odwage powiedzieć o sobie, że jest w czymś bardzo dobry, a Petro w ultraultra taki właśnie jest. Co z tego, że wielu mogłoby być lepszymi skoro prawie nikt nie próbuje?

    Ja też zawsze mówię o sobie, że jestem biegaczem mocno przeciętnym, no ale co z tego skoro wielu maratończyków z życiówką poniżej 3 godzin nie będzie miało ze mną większych szans na trasie orienterskiej setki? Chyba potrzeba nam więcej wiary we własne możliwości.

    Yanku, a co konkretnie zastanawia Cię w tym zdaniu? Uważasz, że dystans, na który porywa się Meltzer jest poza zasięgiem powiedzmy 99% biegaczy? Dla mnie ultra to nie tylko przygotowanie fizyczne, ale przede wszystkim psycha, a tego być może brakuje wielu biegaczom. Mówi się, że maraton to jest wielkie wyzwanie, ale kto zasmakował większych dystansów temu te 42 kilometry wydają się być czymś w rodzaju miłej przebieżki (nie mówimy o biegu na granicy możliwości, chodzi o sam dystans). Naprawdę nie wielu stać na to, żeby się porwać na coś więcej.

    Nie wiem czy mnie stać. A jeśli tak, to wcale nie przychodzi mi to łatwo, myśl o zbliżającym starcie na 145km w Przejściu dookoła Kotliny Jeleniogórskiej przepełnia mnie niepokojem..

    Aha, jeszcze pytanie do Piotrka, ktoś już Ciebie o to pytał, ale postawię to pytanie nieco inaczej: jaki dystans jest dla Ciebie czymś co przestaje już mieć sens? Piszesz, że ultra tak naprawdę nie ma granic, zgodzę się z tym, ale czy przychodzi taki moment, że wyzwanie, które sobie postawiliśmy przestaje mieć sens? Dla mnie nieporozumieniem są 10x IronMan rozgrywane na bieżni itd. Czy bieg Meltzera to dla Ciebie jeszcze coś co rozpala Twoją wyobraźnie czy to już ten moment, że mówisz, nie to nie dla mnie, nie czuję tego?

  3. Yanek mówi:

    To co robi uczestnik Harpagana czy Kieratu ( czyli próba przejścia 100 km, niekiedy udana ) jest poza zasięgiem 99,9 % społeczeństwa z powodów mentalnych. Te 99,9% w jakimś momencie swojego życia byłoby w stanie w sensie fizycznym przebyć taki dystans, ale nigdy nie spróbuje bo nie odczuje takiej potrzeby.
    Ale to co robi Piotrek czy Meltzer jest moim zdaniem poza zasięgiem 99,9 % członków tej niszy, która wie co to umowna „setka” i próbuje ją pokonać. „Ultraultra” są poza ludzkim zasięgiem w sensie fizycznym, a Piotr i Metzler to tylko… właśnie, kto ? Boczna gałązka ewolucji 😉 ?
    Nazywanie „ultraultra” dreptaniem to tak jakby ktoś nazwał wyczyny Adama Małysza takim sobie podskakiwaniem.

  4. Petro mówi:

    Kuerti,
    Meltzer to jest zajebiściak, mam nadzieję, że jak się podstarzeję trochę i wejdę w wiek prawdziwego wytrzymałościowca, to też mi się będzie chciało takie rzeczy robić.
    Chociaż, szczerze mówiąc, to już dziś wydaje mi się, że byłbym gotowy spróbować czegoś takiego, jeśli miałbym odpowiedni support. Tu akurat kluczowe jest to, że jest możliwość snu, regeneracji. 75 km dziennie w terenie, to na razie dla mnie taka granica tego, co da się zrobić za dnia. Ja wiem, że ledwo w tym tempie zrobiłem GSB, ale 2 lata już minęły od tego czasu i wydaje mi się, że dziś stać mnie na więcej. Przy całym zachowaniu proporcji – gdzie mi tam do Meltzera, facet jest niesamowitym biegaczem.
    Tutaj klucz to dbanie o stopy i modlitwa, żeby nie trafiła się kontuzja. Sam dystans dzienny nie jest porażający i pozwala jeszcze na „zwiedzanie” – cieszenie się okolicznościami przyrody.
    W ogóle wydaje mi się, że przy ultra nastawionym na robienie odległości kluczem są te pieprzone stopy. Można śmignąć setkę z odciskiem, ale jak masz w perspektywie kolejną setkę, to robi się nieprzyjemnie.

    Co do miejsca w którym ultra traci już sens, to ja tego tak nie widzę. Po prostu czym innym jest 10 x 50km a czym innym 1 x 500km. I to ultra i to ultra. Pierwsze to pewnie przygoda, drugie to wyczyn i zarzynanie się w trupa. Nie oceniam tego w ogóle. Dla mnie dopóki rozgrywa się to na trasie a nie na bieżni, to ma to sens.

    Yanek,
    rzecz właśnie w tym, że nie masz racji. Ja nie robię nic niesamowitego pod względem fizycznym. Jestem duuużo słabszy niż czołówka w AR. Wyróżnia mnie jedynie to, że ja się w to ultra czasem bawię a inni, często lepsi i silniejsi, nie. Tak samo było z rajdami. Była grupka poza zasięgiem, wydawało się – półbogów a teraz, mimo, że czołówka też się bardzo rozwinęła, to okazuje się, że poziom bardzo urósł i nie ma już takiego dystansu między czółówką a „aspirantami”. Dzisiejsi „aspiranci do tytułu” pewnie opędziliby liderów sprzed paru lat.

  5. Kuerti mówi:

    Ultra zawsze będzie taką zaporą, którą sforsować będę w stanie tylko nieliczni. Być może dalej, tak jak mówi Piotrek, barier nie ma, ale dla niektórych (zdecydowanej większości) te 100 czy więcej km będzie stanowiło jakiś kres, za którym nie będą widzieć dla siebie miejsca.

    Nie wiem czy jest sens nimi się zajmować w tym kontekście? Jak już to porównywać się tylko do ludzi nam podobnych, którzy zabierają się za podobne wyczyny, a nie zajmować się tymi, „którzy mogli by ale im się nie chce”. Petro będzie miał problem, bo nie ma się z kim porównać, ale oby taki stan rzeczy nie trwał zbyt długo…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Back to Top ↑
  • TUTAJ PRACUJĘ

  • FACEBOOK

  • OSTATNIE KOMENTARZE

    • Avatar użytkownikaGryHazardowe Gorąco polecam tę książkę. Bardzo pomocne są metosy wysyłku. – WIĘCEJ
    • Avatar użytkownikaAnka Interesująca książka, dzięki za fajny artykuł wiem już co szukać w księgarni. pozdrawiam – WIĘCEJ
    • Avatar użytkownikaKrzysztof ze wsi Świetny start, wielkie gratulacje!!! – WIĘCEJ
    • Avatar użytkownikaBorman Co to jest Power Bomba? – WIĘCEJ
    • Older »
  • INSTAGRAM

  • ARCHIWA