Góry no image

Opublikowany 29 lipca 2008 | autor Grzegorz Łuczko

8

Tatry Instant cz.1

Ostatnio miałem mniej czasu, stąd mniej wpisów na blogu. Z tego powodu postanowiłem podzielić relację z wyjazdu w Tatry na 3 części, od dziś do czwartku ukazywać się będą kolejne partie tekstu. Jednym słowem sezon ogórkowy w pełni 😉 .

Ty głupcze! Rozejrzałem się niepewnie dookoła w poszukiwaniu źródła głosu. Kto niby jest tym głupcem? Ty! A kto niby?! Ale o co chodzi w ogóle? Jeszcze się pytasz? Przypomnij sobie o czym myślałeś przed wyjazdem w Tatry? A o czym myślisz teraz? Warto było robić idiotę z siebie?

Plan był prosty, ale ambitny, a nawet z odrobiną kultury w tle. Plan prosty ma to do siebie, że nic w nim nie może pójśc nie tak. Plan jako taki ma natomiast do siebie to, że lubi się pierdzielić, okrutnie pierdzielić. W środowy poranek znalazłem się w Warszawie, po nieprzespanej nocy w samochodzie i nocno-mocno porannych przebieżkach po ponoć największym targu Europy. Do odjazdu pociągu do Zakopanego miałem dobrych kilkanaście godzin – pierwsza część planu zakładała wykorzystanie tego czasu na zwiedzanie miasta.

Zaczęło kropić gdy znalazłem się na starówce. Byłem tu już kiedyś, dawno temu. Lubię wracać w miejsca, które już kiedyś odwiedziłem, bynajmniej niecelowo, bo generalnie tak planuję wyjazdy, żeby nie powtarzać miejsc, w których już kiedyś byłem. To takie jakby zderzenie ze wspomnieniami, tak jakby oglądało się stary film. Podobał mi się ten film. Tak jak i cała starówka. Zwiedzanie skończyłem po około 2 godzinach nie bardzo wiedząc co ze sobą zrobić…

Oczywiście Warszawa to nie tylko Stare Miasto, ale i pewnie z tuzin innych atrakcji. Ja nie miałem żadnej mapy, żadnego przewodnika, ale przede wszystkim cholernie mi się nie chciało włóczyć po mieście. Pogoda była do dupy a ja przeraźliwie zmęczony. Dotoczyłem się do konsumpcyjnego moloha – Złotych Tarasów i tam spocząłem bez pomysłu co dalej.

Wiem o co mu chodzi. Pieprzony superhiroł! Teraz to może się wymądrzać, ale to ja muszę zapierdalać i klnąć na ból mięśni, to ja muszę marznąć w chłodnym śpiworze i marzyć o śnie. A on sobie siedzi gdzieś nawet nie wiadomo gdzie i się wymądrza. Ok, racja. Nie chciało mi się jechać w te Tatry. Czułem się zmęczony i nie do życia. W ostatniej chwili gotów byłem nawet zawrócić do domu…

Czas uciekał a mi coraz bardziej przechodziła ochota na wyjazd. To straszne. Byłem już tak blisko, a chciałem zrezygnować, haniebnie wrócić do domu. Już w czerwcu chciałem zrobić taką mocną dwudniówkę, ale wtedy się nie udało. Przełożyłem więc wypad na lipiec, dlaczego i tym razem miałoby się coś nie udać? Chciało mi się spać. Usiadłem na najwyższym z tarasów i zacząłem drzemać na siedząco. W takim stanie odrętwienia spędziłem godzinę czasu. Kompletnie opadłem z sił. Kurwa mać, pomyślałem, przecież czuję się tak jakbym właśnie wrócił z wyjazdu a nie dopiero tam jechał! Przecież to nie może tak być. No i coś w tym było.

Zacząłem się łamać, potwornie łamać. Jechać czy nie jechać oto jest pytanie. Odwieczny paradoks ruszających w drogę. Będąc TAM chcemy być w domu, będąc w domu chcemy być TAM. Z całą mocą poczułem jego potęgę. Wrócić? Okazać słabość? A w dupie mam słabość, tyle razy mi się nie udawało, więc kolejny raz nie zrobi wyjątku, pomyślałem. To była prawda, ale coś sprawiało, że nie mogłem zupełnie zgodzić się z taką argumentacją.

Jakie to żałosne. Powinienem zachować się jak facet, a nie jak gówniarz, który nie wie czego chce. Podjąłem decyzję o wyjeździe a teraz zastanawiam się nad tym czy jednak nie zrezygnować! Bo zmęczony jestem? Bo chce mi się spać? Wiedziałem przecież, że zmęczenie przechodzi, senność także. Wiedziałem również, że nigdy jeszcze nie żałowałem, że pojechałem zamiast zostać w domu. To wszystko było takie oczywiste a jednak nie przekonywało mnie. Postanowiłem wrócić.

Obejrzałem jeszcze najnowszego Indianę Jonesa i gdy szedłem kupić bilet do domu wątpliwości wróciły. Pomyślałem, że to bezustanna walka z samym sobą, której chyba nigdy nie zakończę. Z jednej strony czułem się przemęczony, ostatnio nie miałem czasu na zbyt wiele snu, praca do późna, czasem treningi, sprawiały, że dzień w dzień byłem niewyspany i zmęczony. A jeszcze ta nieprzespana noc w dniu przyjazdu do Warszawy… Z drugiej strony bardzo, ale to bardzo chciałem pojechać w te cholerne Tatry!

Wróciłem się z powrotem na moje miejsce i wyjąłem monetę, skoro nie potrafię sam podjąć decyzji niech zrobi to za mnie los. Orzeł to Tatry, reszka to dom. Podrzuciłem bilon w górę. Wypadł Orzeł. Poczułem ogromną ulgę. No i to był przełom. Wszystko okazało się jasne. Mój wewnętrzny kompas wskazał mi kierunek. to uczucie ulgi wyjaśniało wszystko. Wątpliwości jak ręką odjął. Bez wahania ruszyłem w kierunku kas. – Bilet do Zakopanego poproszę!

Obudziłem się około 6 nad ranem, pociąg wciąż toczył się w kierunku Zakopanego a ja czułem się strasznie wymiętolony, druga nieprzespana noc w drodze była wszystkim tylko nie odpoczynkiem. Z zadowoleniem przyjąłem fakt, że mimo uczucia zmęczenia czułem się całkiem nieźle. Wczorajsze rozterki wspominałem jak sen, jak coś co przydarzyło się komuś innemu. Cholera, zawsze może być gorzej. Wreszcie pociąg wtoczył się na stację w Zapanem, odetchnąłem głęboko – jupikajej! – jesteś tu gdzie miałeś być!

Koniec części pierwszej…

PS. Galeria ze zdjęciami dostępna na picasie.

Zobacz również:

  • Rumuńska odyseja – mój pierwszy zagraniczny wyjazd, oczywiście rzucam się na głęboką wodę, oczywiście nie wszystko wychodzi tak jakbym sobie tego życzył, ale mimo to było wspaniale!
  • Na sportowo w Beskidzie Sądeckim – miały być zawody i ściganie a wyszło nam fajne trenowanie w okolicach Wisły.
  • Wyprawa w Beskid Niski – cztery ponure listopadowe dni w pięknym, pustym i magicznym Beskidzie Niskim


O autorze

Tu pojawi się kiedyś jakiś błyskotliwy tekst. Będzie genialny, w kilku krótkich zdaniach opisze osobę autora przedstawiając go w najpiękniejszym świetle idealnego, czerwcowego, słonecznego poranka. Tymczasem jest zima i z kreatywnością u mnie słabiuśko!



8 Responses to Tatry Instant cz.1

  1. Adam mówi:

    No, Kuerti, tylko nie „cholerne Tatry”! 😉
    Pozdrawiam upalnie.

  2. Kuerti mówi:

    „Cholerne” w tym kontekście to takie pieszczotliwe określenie. Tatry uwielbiam, nie śmiałbym ich znieważać! 😉

  3. Adam mówi:

    Patrzac na chmury pierwszego dnia, to pogoda srednio pewna byla, zdaje sie. Taki nocleg to tez sliska sprawa- cholera wie kiedy sie jakis misio pojawi w odwiedziny. 🙂 Ale super widoczki-zazdroszcze.
    Dobranoc!

  4. Kuerti mówi:

    Dokładnie, nie byłem pewien co do pogody pierwszego dnia. Dlatego nieco obawiałem się włazić na Orlą, jakby spadł deszcz to byłoby niefajnie, no ale kto nie ryzykuje…

    Miśkiem się nie przejmowałem, byłem tak zmęczony, że było mi wszystko jedno 🙂 .

  5. sebas mówi:

    wspolczuje ci tych odleglosci dojazdu w gory. zniechecajaca czasem bariera…

  6. Kuerti mówi:

    Przestałem zwracać na to uwagę. Wsiadam w pociąg i o tym nie myślę. Wcześniej to był jakiś problem, ale teraz już nie. Inna sprawa, że jak mam np. tylko jeden wolny dzień to wyjazd już traci sens. Chyba, że jeszcze nie doszedłem do takiego poziomu, na którym 30 godzin jazdy zrekompensuje mi np. 10 godzin w górach. 🙂 . A tak wyglądałaby moja przykładowa jedniodniówka.

  7. sebas mówi:

    takie mamy koleje. przed wojna byly szybsze 🙂 np. z krk pod bieszczady (Sanok, Zagorz) trzeba liczyc 6.5h jazdy, to nawet jak jedziesz na 2 dni wykrada multum czasu

  8. Kuerti mówi:

    Ja zwykle wyjeżdzam wieczorem i na rano jestem na miejscu. Tym sposobem nie tracę prawie czasu na dojazdy (nocą i tak się śpi a nie chodzi 😉 ). Minus jest taki, że często gęsto z rana jestem zmęczony. No ale coś za coś.

    W ten sposób jadąc z Krakowa w Bieszczady w piątek wieczorem w sobotę rano jesteś na miejscu. W niedziele wieczór powrót i rano do pracy 😉 . 48h w górach, to powinno uśmierzyć poniedziałkowy „zgon” 😉 .

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Back to Top ↑
  • TUTAJ PRACUJĘ

  • FACEBOOK

  • OSTATNIE KOMENTARZE

    • Avatar użytkownikaTrophy Superstore... trophy store brisbane Constant progress should be made and also the runner must continue patiently under all difficulties. Most Suppliers Offer Free Services... – WIĘCEJ
    • Avatar użytkownikaRobbieSup https://pizdeishn.com/classic/365-goryachie-prikosnoveniya.html - Жесткие эро истории, Лучшие секс истории – WIĘCEJ
    • Avatar użytkownikaGryHazardowe Gorąco polecam tę książkę. Bardzo pomocne są metosy wysyłku. – WIĘCEJ
    • Avatar użytkownikaAnka Interesująca książka, dzięki za fajny artykuł wiem już co szukać w księgarni. pozdrawiam – WIĘCEJ
    • Older »
  • INSTAGRAM

    No images found!
    Try some other hashtag or username
  • ARCHIWA