Recenzje no image

Opublikowany 3 maja 2008 | autor Grzegorz Łuczko

11

„Zdobyć Everest” – Wojciech Adamiecki

Tytuł: Zdobyć Everest
Autor: Wojciech Adamiecki
Wydawnictwo: Iskry
Rok wydania: 1984
Liczba stron: 152

„W nich i we mnie powstawała jakaś zwierzęca zawziętość, taki chamski upór, żeby jednak iść dalej. Normalnie przecież człowiek nie hoduje w sobie takiego wściekłego uporu, a tam przeciwnie, tam, mówię, ci, człowiek leży na czekanie i mówi sobie wprost: no to ja, w tę i nazad mać, jednak pójdę dalej! (…) Tu jest przyroda, tu jest walka. W takiej sytuacji upór człowieka, zawziętość, może nie mieć granic. Jeżeli wiem, że jest mi zimno w nogi, że już nie czuję palców i mimo to mówię: chrzanie te palce, niech się dzieje co chce, pójdę dalej, za każdą cenę, to jaka to jest zawziętość? Czy to nie jest taka chamska, taka ostateczna zawziętość, największa, jaka może być?” (Ryszard Dmoch, str. 69)

„Zdobyć Everest” czyta się jak dobry kryminał, napięcie stopniowo rośnie a w końcówce osiąga apogeum, nic a nic nie przeszkadza fakt, że zakończenie jest doskonale znane – przecież oni zdobyli ten Everest! W końcówce łapałem się na tym, że czytałem niedokładnie, byle szybciej, byle wreszcie dojść na ten przeklęty szczyt i wracać do domu. Tak jest! Opisy przeżyć himalaistów są na tyle sugestywne, że człowiek czuję się, tak jakby sam tam był. Wydaje mi się, że to zasługa formy w jakiej napisano tą książkę – jest to zapis rozmów jakie z uczestnikami pierwszej zakończonej sukcesem zimowej wyprawy na szczyt szczytów przeprowadził Wojciech Adamiecki. Kilkunastu bohaterów opowiada o tym jak wyprawa wyglądała z ich perspektywy. Czyżby dokument czy też para-dokument (patrz film „Czekając na Joe”) był najlepszym sposobem ukazania tego, co tak naprawdę dzieje się w głowach wspinaczy?

Ktoś kiedyś powiedział, że zimowy himalaizm to tylko cierpienie, a 40 stopniowe mrozy i huraganowe wiatry sprawiają, że więcej tu czekania niż wspinaczki. Lekturze tej książki ciężko nie zgodzić się z tą tezą. Podczas 2 miesięcznego oblężenia Everestu dni, polscy himalaiści większość czasu spędzili w namiotach oczekując na dobrą pogodę. Bardzo podoba mi się cytat, który umieściłem na początku tekstu, dokładnie oddaje istotę tego jak wyglądało zdobywanie Everestu. Wielicki zaryzykował nawet utratę palców u nóg, żeby tylko wejść na szczyt, i w imię czego?! Bycia pierwszym na samej górze? Jestem przekonany, że nie robił tego dla poklasku, nie wydaję mi się, żeby człowieka w tak ekstremalnych warunkach, przy skrajnym zmęczeniu do ostatecznego wysiłku (w dosłownym tego słowa znaczeniu) mogła zmotywować pusta sława.

Być może jestem naiwnym idealistą, ale wierzę, że rzeczywiście to bodziec pochodzić musiał gdzieś z głębi duszy – może faktycznie chodzi o ten zwierzęcy upór? Coś pierwotnego, na co dzień ukryte, a objawiające się w sytuacjach skrajnych. Taka myśl, czegoś głębokiego, totalnego często przewija się we wspomnieniach, przyjrzyjmy się tej wypowiedzi: „Zmęczenie w górach, w wysokich górach, jest takie samo i inne niż gdzie indziej. Jest jakby totalne, sięga samego dna organizmu i świadomości.” (Maciej Pawlikowski, str. 119). Fascynujące. To są te obszary, które staram się odkryć startując w rajdach, coś mi jednak mówi, że jeśli naprawdę chciałbym przekonać się „co w nas siedzi” musiałbym balansować na linii życia i śmierci…

Jako, że książka stanowi zapis wyprawy niemalże dzień po dniu możemy dowiedzieć się jak wygląda życie na co dzień podczas takich akcji. Okazuje się, że nieodłącznymi towarzyszami himalaistów są strach i… i nuda. No tak, co można robić siedząc 3 dni w małym namiocie w 3 osoby, gdzie miejsca dla siebie praktycznie nie ma. Siedzisz tak w tym namiocie i czekasz, czekasz i czekasz aż pogoda wreszcie się poprawi, a jak już się poprawi to ruszasz w górę i cierpisz z zimna. Oczekiwanie na poprawę pogody i groźba odmrożeń przewijają się przez całą książkę.

A na koniec jeszcze coś w klimatach rajdowych, o zmęczeniu opowiada Krzysiek Wielicki: „W takim stanie transu można długo, długo iść, no, u różnych ludzi są różne granice wytrzymałości. Najpierw człowiek czuje się coraz bardziej zmęczony, a potem osiąga się stan kiedy, zmęczenie jest właściwie stałe, jednakowym tempem można iść wiele godzin, istnieje, oczywiście, jakaś granica tego wysiłku i dopóki człowiek jej nie przekroczy… a po przekroczeniu można gwałtownie, dosłownie w ciągu minuty odejść z tego świata. Każdy z nas miał już ileś tam powrotów i ciężkich zejść, więc może dlatego jeszcze się poruszałem…” (str. 127) Na pewno warto zapamiętać tą myśl i wspomnieć ja w ciężkiej chwili podczas rajdu, na szczęście nam zejście z tego świata raczej nie grozi…

„Zdobyć Everest” mogę polecić z czystym sercem, niestety jest to dość stara pozycja dlatego w księgarniach raczej jej nie dostaniecie – szukajcie w bibliotekach i antykwariatach, bo zdecydowanie warto! PK4 poleca!

PS. Jako uzupełnienie książki Adamieckiego warto zapoznać się z lekturą „Rozmów o Evereście” autorstwa Jacka Żakowskiego – chyba warto, jeszcze nie czytałem (może ktoś potwierdzi?) ale zamierzam ją zakupić.
PS. Autore fotki jest féileacán.

Zobacz również:

  • W skale i lodzie – recenzja autobiografii Stefana Glowacza, jednego z najwybitniejszych wspinaczy świata.
  • Gobi – recenzja „Gobi” Reinholda Messnera, niezwykłej książki o przemijaniu.
  • Czekając na Joe – recenzja genialnej, absolutnie! ekranizacji książki Joe Simpsona „Dotykając Pustki”.


O autorze

Tu pojawi się kiedyś jakiś błyskotliwy tekst. Będzie genialny, w kilku krótkich zdaniach opisze osobę autora przedstawiając go w najpiękniejszym świetle idealnego, czerwcowego, słonecznego poranka. Tymczasem jest zima i z kreatywnością u mnie słabiuśko!



11 Responses to „Zdobyć Everest” – Wojciech Adamiecki

  1. parvata mówi:

    Jako uzupełnienie książki polecam też cholernie liczne odczyty, prelekcje, czy cholera wie co Leszka Cichego, na których opowiada on zawsze to samo: o łyżkach (puszcza odpowiedni film), o depeszy do KC i papieża, o sakramentalnych słowach, które paść musiały – „Gdyby to nie był Everest…” – wiem co mówię, cztery razy przez to przeszłam, za każdym kolejnym razem z głupią nadzieją, że może usłyszę coś nowego… E tam, pod tym względem Cichy jest jak zacięta płyta :/
    A tak naprawdę nie byłoby tego wszystkiego, gdyby nie Andrzej Zawada 🙂 Co mi przypomina, że już niedługo premiera książki Anny Milewskiej 😉
    Miałam okazję być na imprezie z okazji 25-lecia zimowego zdobycia. Niesamowite uczucie oglądać tych ludzi, jak się świetnie trzymają, mimo że są chodzącymi legendami. Pzdr

  2. sebas mówi:

    „Jestem przekonany, że nie robił tego dla poklasku, nie wydaję mi się, żeby człowieka w tak ekstremalnych warunkach, przy skrajnym zmęczeniu do ostatecznego wysiłku (w dosłownym tego słowa znaczeniu) mogła zmotywować pusta sława”.

    byc moze pragnienie jakiejs slawy w tym bylo (slawy, kt pomaga np. w pozyskiwaniu wsparcia $$$ w swietle kolejnych wypraw), ale nie wierze, zeby to byl glowny czynnik motywujacy himalaistow. polska szkola himalaizmu taka byla, napieranie bez zmiluj sie, na maksa, stad tez mamy taki bilans pierwszych historycznych wejsc zimowych na 8tysieczniki

  3. Kuerti mówi:

    Parvata,

    Proszę o info o kolejnym odczycie, ok? Dla mnie byłbym to pierwszy raz więc „zacięta płyta” nie byłaby problemem.

    PS. Dlaczego tak rzadko blogujesz?! 🙂

    Sebas,

    No właśnie, w jakimś stopniu pewnie tak, ale w takich ekstremalnych sytuacjach jak w Himalajach nie sądze, żeby o tym myśleli.

    Moje doświadczenie zimowe jest bardzo małe, dopiero teraz w Rumunii pierwszy raz udało mi się przenocować >2000m. n.p.m. w płachcie biwakowej. Było wietrznie, mroźno a wokół sporo śniegu. Jednym słowem naprawdę wymagające warunki. W pewnym momencie faktycznie poczułem coś, może tylko namiastkę tego o czym pisał Ryszard Dmoch, (cytat ze wstępu recki), poczułem w sobie mały zarodek tej zaciętości.

    Nagle dalsza droga zaczęła jawić mi się jako walka, jakiś problem do pokonania, przeszkoda itp. Nie miły treking w ciężkich warunkach ale właśnie coś związanego z walką. Nie będę pisał jak to się skończyło, o tym będzie w relacji 😉 .

    Generalnie chciałem powiedzieć, że obecnie dla mnie zima w górach to jeszcze za wysoka poprzeczka (ale już następnej nie odpuszczam pojawię się kilka razy w Tatrach zbierać doświadczenie) i dlatego mój podziw dla zimowych zdobywców Everestu jest jeszcze większy niż wcześniej.

  4. Parvata mówi:

    Co do tych zimowych wejść to warto pamiętać, czyją były inicjatywą. Tutaj ukłon w stronę śp. Andrzeja Zawady i jego walki o to, by Polacy się jednak w historii himalaizmu zapisali jako pionierzy – wcześniej wszak nie mogli, system polityczny i zamknięcie kraju uniemożliwiło nam wpisanie się w pierwsze wejścia na ośmiotysięczniki. Wiec to nie tylko wynikało z chęci napierania, bo także z jakichś tam patriotycznych pobudek. Przynajmniej tak w róznych książkach czytałam i tak tez twierdza ludzie jakoś tam związani z tymi wyprawami. Przeczytaj sobie jego biografię Ewy Matuszewskiej – pisane z kolan, ale warto się zapoznać.

    Odczyty – śledź różne festiwale górskie. Niestety na Pomorzu raczej się nie odbywają, ale w takim Lądku, czy Zakopanem jak już się jeden z drugim zjada, to zazwyczaj mówią to samo. Często jakieś kluby studenckie zapraszają na slajdowiska – można spotkać się z ciekawymi ludźmi 😉

    Bloguję rzadko, bo zarobiona jestem. I nie mam o czym. I i tak nikogo to nie interesuje 😉
    Chwilowo recenzuję wyłącznie książki o III rzeszy, albo II wojnie więc mniej ciekawa tematyka 😉 Jedyne godne uwagi pozycje to Messner i jego „Naga góra”, która mnie zdenerwowała niemiłosiernie, oraz riposta po latach Maxa von Kienlina, która pogłębiła to zdenerwowanie jeszcze bardziej – polecam serdecznie.

  5. Parvata mówi:

    O, i „Into the wild”, tudzież „Wszystko za życie” sobie przeczytaj – coś mi się widzi, że się zauroczysz 🙂
    Pzdr

  6. Kuerti mówi:

    Parvata,

    Będę sobie teoretyzował, ale wydaje mi się, że kwestie patriotyczne owszem mogły Polaków zaprowadzić w góry, ale w chwilach ekstremalnego wysiłku o takich sprawach raczej się nie myśli. Jak wspominam największą chwilę triumfu nad swoimi słabościami i ukończenie 250km maratonu pieszego (rozbite na 3 dni, 50+75+125km), gdzie ostatnie 50km było jednym wielkim cierpieniem to nie przypominam sobie, żebym myślał o czymś co mnie by napędzało, mobilizowało, raczej właśnie ten ślepy upór kazał iść naprzód…

    Chciałem przeczytać „Nagą Górę”, ale z Twojego komentarza wynika, że mógłbym się zawieść, a w tym momencie Messner dla mnie jest niepodważalnym idolem w sprawach filozofii przygody, nie chciałbym stracić swojego idola 😉 .

    Niestety tematem przeglądów flmów górskich na serio zainteresowałem się dopiero teraz, więc pewnie na jesień gdzieś mi się uda wreszcie pojechać… Oby!

    • Lissa mówi:

      The problem with healthcare is exactly the same as the problem with other so-called &#;tn0;en2itleme2ts&#82218, namely that money doesn’t exist to pay for the desired level of service.It appears to me that, just as with education, we provide a (hopefully) acceptable level of service to all and allow those who want more to buy it. Socialized medicine has its problems but, arguably, does the best for the most.

  7. parvata mówi:

    Przeczytaj, w sumie warto, ale z komentarzem, jakim jest „Śmierć na Nagna Parbat”. Na Messnerze i jego filozofii przyrody może się nie zawiedziesz, ale co do jego charakteru – no ja się zawiodłam. Ale co mi maluczkiej oceniać 😉
    Do zobaczenia gdzieś w Lądku, Zakopcu tudzież Krzakowie, pzdr!
    PS. Doceniam jako redaktor język, bardzo doceniam, ale nad przecinkami popracuj 😉

  8. Kuerti mówi:

    Aha, jeszcze o tym „Wszystko za życie”, usłyszałem o tej książce/filmie przed wyjazdem do Rumunii i obiecałem sobie obejrzeć/przeczytać, też mi się wydaje, że to mój klimat 🙂 .

    Ach, przecinki! Nigdy nie miałem kłopotów z ortografią, ale już właśnie interpunkcja czy jak pisać „z nie” to były moje bolączki, ale postaram się nad tym popracować. Dzięki za uwagę!

  9. Ja chciałem napisać coś odnośnie motywacji u naszych himalaistów, gdy u nas panował inny system w odróżnieniu od zachodnich kolegów:
    „W latach 80-tych polskie ekspedycje, mniej zasobne od zachodnich miały sukcesy właśnie między innymi dlatego, iż nie mogły sobie powiedzieć „jest trudno, wrócimy za rok”, bo wiedziały, iż takiej możliwości może nie być. Jeżeli już się udało wyjechać, to z pełną determinacją należało zdobyć szczyt.”

    Tyle chciałem przekazać.

    Pozdrawiam

  10. memor mówi:

    Krzysztof niestety (albo stety) ale to nie tak było z polskimi wyprawami w Himalaje w latach 70 i 80. Otóż były to wielkie przedsięwzięcia o charakterze ekspedycyjnym, wielomiesięczne obleganie góry, setki tragarzy (dosłownie), tragarze wysokościowi, poręczowanie kilkuset, a nieraz nawet kilkukilometrowych odcinków eksponowanego terenu etc. To wszystko musiało kosztować, a kasę na ten cel dawały władze komunistyczne jak tylko wyczuły, że można na tym coś ugrać dla swojej propagandy. Zresztą w tamtym czasie, mniej więcej do połowy lat 80 wszystkie wyprawy wyglądały podobnie. Później dopiero zaczął się rodzić ten ascetyczny nurt czystości alpinizmu, wspinaczki w stylu alpejskim, na lekko, bez tragarzy wysokościowych, bez wsparcia tlenowego, z minimum ekwipunku (np. Rutkiewicz K2 w 86r. – w zespole, Messner Everest w 88r. – samotnie)
    Determinacja natomiast która towarzyszyła Polakom brała sie moim zdaniem z czegoś innego, co chyba nie jest takie łatwe do zdefiniowania w jednoznaczny sposób. Z całą pewnościa bierze się to stąd, że w Himalaje jechały wybitne i bardzo silne osobowości, które nie tylko były bardzo utalentowane ale zanim dotarły w Himalaje lub Karakorum zdobywały olbrzymie doświadczenie na najtrudniejszych przejściach zimowych w Tatrach i Alpach.
    Niestety sporej części przedstawicieli szerokopojętego zachodu tego brakowało – stąd moim zdaniem takie spektakularne wycofy, właściwie bez podejmowania walki. Zresztą przy obecnej komercjalizacji wspinu w Himalajach taki obrazek jest jeszcze bardziej zauważalny:)

    pozdrawiam

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Back to Top ↑
  • TUTAJ PRACUJĘ

  • FACEBOOK

  • OSTATNIE KOMENTARZE

    • Avatar użytkownikacoles insuranc walal waan kusalamay salaan kadib waxaan ka mid ahay dadkaan codsigooda geeyey safaaradda itobiya waxaana sugaynaa in naloogu yeero dhiig... – WIĘCEJ
    • Avatar użytkownikahttp://easygamecheats.pro/ Excellent article, Kath!Tout à fait d’accord! FUYEZ devant les personnes jalouses! Spécialement si elles le sont avant même que la... – WIĘCEJ
    • Avatar użytkownikayankee candles discounts This would be a dream session for a number of reasons:1) Renowned chefs... it's like meeting rock stars.2) I'm such... – WIĘCEJ
    • Avatar użytkownikahttp://shopmiscere.com/polygon/ mah. in italia basterebbe introdurre l’arancione tra rosso e verde e non solo viceversa, come avviene in moltissimi altri paesi.... – WIĘCEJ
    • Older »
  • INSTAGRAM

    • Zimowy Ultramaraton Karkonoski ju za trzy tygodnie! A tymczasem kolejnyhellip
    • nbrteam zbiera siy na jutrzejszy zimowyultramaratonkarkonoski Jutro 53 km pohellip
    • NBRteam ju si rogrzewa przed edreamsmitjabcn tylko gdziejestBoena podkocykiem halfmarthonhellip
    • Niewane jak wane z kim razemlepiej edreamsmitjabcn runningfriends equipo friendshellip
    • Ju za kilka godzin pmaratoskie kombo poznan warszawa NorBeRt yczyhellip
    • Mio i bieganie zawesze id w parze  running lovehellip
  • ARCHIWA