Sprzęt no image

Opublikowany 17 lutego 2011 | autor Grzegorz Łuczko

19

Minimalista sprzętowy

Muzyka: Gus Gus vs T-World – Anthem.

Jakieś 2 lata temu zafascynował mnie minimalizm, byłem świeżo po lekturze bloga amerykańskiego guru od minimalizmu – Leo Babauty, Zen Habits zupełnie zmieniło moje postrzeganie materialnej rzeczywistości. Z zapałem zabrałem się do redukcji liczby posiadanych przedmiotów, rzecz jasna, sprzęt rajdowy również nie uniknął porządków.

Przyznać jednak trzeba, że jeśli chodzi o rzeczy rajdowe to… to nie miałem zbyt wiele pracy. Po prostu tego sprzętu zawsze mi brakowało i za bardzo nie było czego nawet minimalizować! Ba! Moja lista planowanych zakupów wciąż się rozrastała, cały czas potrzebowałem kolejnych sprzętów, jak w takiej sytuacji redukować posiadane przedmioty? Okazało się, że mój minimalizm sprzętowy skierował mnie w zupełnie innym kierunku.

Nie chodziło mi o to, żeby posiadać tylko jeden komplet ciuchów biegowych, jeden komplet sprzętu rowerowego i tak dalej, to było bez sensu. Nie muszę chyba tłumaczyć jak niewygodne i niepraktyczne jest bieganie w tylko jednym porządnym zestawie? No właśnie, kwestia prania, zmieniających się warunków pogodowych i tak dalej. Nie, będąc rajdowcem nie zostanę minimalistą, to się wyklucza.



A przynajmniej nie minimalistą w klasycznym rozumieniu, czyli posiadaniu jak najmniejszej liczby przedmiotów. Jeśli posiadasz mało, to to co masz, musi być wartościowe. I to był właśnie ten kierunek, w którym zaprowadziła mnie ta filozofia. Dołożyłem do tego jeszcze maksymalny komfort i czerpanie przyjemności z tego, co robię i… i na nowo zacząłem gromadzić sprzęt! Ruszyłem w pogoń za marzeniem, które pewnie ma większość z nas – czy Ty również myślisz, że przyjdzie taki dzień, w którym nie będziesz już potrzebował żadnego nowego sprzętu (oprócz tego, co się zużywa w procesie eksploatacji)?

Wiem, to naiwne! Kolekcjonuję sprzęt już od 7 lat i nadal nie widać końca tej zbieraniny. Założenie jest proste, uprawianie sportu we wszelkiej postaci (no prawie) sprawia mi ogromną frajdę. Czy to będzie bieganie, jazda na rowerze górskim, na asfalcie, jazda na rolkach, pływanie na kajaku, wyprawy rowerowe z sakwami, bieganie na nartach, a może trening na trenażerze, gdy za oknem zima stulecia. Tak, to wszystko i jeszcze trochę, leży w obrębie moich zainteresowań. Chcę mieć możliwość, jeśli mam na to ochotę w danym momencie, wyjść pobiegać na biegówkach, bo akurat spadło sporo śniegu (w tym roku stałem się szczęśliwym posiadaczem biegówek w zupełnie nieszczęsnym bezśniegowym czasie 😉 ), albo wręcz przeciwnie, zostać w domu i pokręcić na trenażerze (a mogłem kupić trenażer!).

Taką możliwość daje mi posiadanie całego tego sprzętu. Druga sprawa to design, komfort i jakość. Lubię sprzęt, który ładnie się prezentuje, jest komfortowy i najwyższej jakości, niekoniecznie w tej kolejności. W moim przypadku wyglądało to mniej więcej tak, na początku, gdy nie miałem żadnego sprzętu i niezbyt wiele funduszy, to kupowałem cokolwiek, żeby było. Pamiętam swój pierwszy start na Harpaganie w 2004 roku, miałem na sobie zdezelowane buty Adidasa, spodnie dresowe, bawełniany t-shirt, sweter (!!!) i jakąś zniszczoną wiatrówkę. Do tego szkolny plecak i latarkę ręczną. No i długie włosy, jeśli to ma jakieś znaczenie 😉 . To były czasy!

Później zacząłem inwestować. Latarkę ręczną zastąpiłem czołówką Petzla, plecak Adidasa rewelacyjnym plecakiem Salomona (służy mi do dziś!), a spodnie dresowe bojówkami… Wtedy wydawało mi się, że to dobry zamiennik, do czasu aż odkryłem Dobsomy, a jeszcze później leginsy. Później przyszła pora na coraz wymyślniejsze buty trailowe, a ostatnio i typowe asfaltówki. Prosty pulsometr Sigmy zastąpiłem kombajnem od Garmina – Forerunner 305. Mam coraz lepszy sprzęt, w którym coraz przyjemniej mi się trenuje i startuję. I mam go coraz więcej, ale…

Ale nadal uważam się za minimalistę! Bo mam tylko to, czego rzeczywiście używam! I z czego jestem w 100% zadowolony, na inne rzeczy w mojej szafie po prostu nie ma miejsca. A w jaki sposób Wy kompletujecie swój sprzęt?

PS. Już od dawna chodzi mi po głowie przygotowanie takiej kompletnej listy sprzętu, który potrzebują tacy wariaci jak my, czyli ludzie z szerokim spektrum zainteresowań outdooorowych.


O autorze

Tu pojawi się kiedyś jakiś błyskotliwy tekst. Będzie genialny, w kilku krótkich zdaniach opisze osobę autora przedstawiając go w najpiękniejszym świetle idealnego, czerwcowego, słonecznego poranka. Tymczasem jest zima i z kreatywnością u mnie słabiuśko!



19 Responses to Minimalista sprzętowy

  1. Marek mówi:

    Zbieranie wszelkiego sprzętu to zadanie w którym nie widać końca. Samych leginsów można mieć z 10 par: długie, długie ocieplanie, długie jeszcze bardziej ocieplane, 3/4, do kolan, krótkie itp. A ze względu na pranie z każdego rodzaju po dwie pary 😀
    Z butami podobnie: na asfalt (treningowe i startowe), trailowe (ze 2 pary najmniej, bo przecież w lesie przemakają raz-dwa; dodatkowo ze średnio- i bardzo- agresywnym bieżnikiem), mieszane, z goretexem na zimę, bez goretexu jak zimą jednak nie jest zimno. A niech ktoś zainteresuje się bieganiem naturalnym (bosym) to trzeba dokupić jakieś Vibramy, albo Nike Free, albo jeszcze jakieś inne ustrojstwa.
    O latarkach już nie chcę wspominać, bo przecież na małą wieczorną przebieżkę po oświetlonym parku nie ma sensu zabieranie zionącego światłem potwora z zewnętrzym akumulatorem. Z kolei 1-ledową zabaweczką w ciemnym lesie oświetlę sobie chyba tylko buty 😉 Też zbierze się kilka.

    Zabawne, ktoś mógłby pomyśleć, że do biegania wystarczą nogi i buty. I wystarczają, na początku. Potem prędkość z jaką rośnie zapotrzebowanie na nowe gadżety jest zatrważająca.

    Z minimalistycznym pozdrowieniem!

  2. Kuerti mówi:

    Marek, witam w roli komentującego! 🙂

    Zgadza się, bieganie tylko wydaje się takie proste, z czasem jednak nasze potrzeby rosną. Ale.. ostatecznie możemy obejść się bez tych wszystkich gadżetów – zamiast Garmina nałożyć zwyczajny zegarek ze stoperem, zamiast leginsów ze 2 stówy nałożyć zwyczajne spodnie dresowe, zamiast profi kurteczki normalną wiatrówkę. Tak też się da.

    Problem w tym, że jeśli ktoś już pobiega w dobrym sprzęcie to nie będzie chciał wracać do normalnych rzeczy… Ale da się, widzę często ludzi, którzy nie są tak oblepieni logami jak ja 😉 i biegają.

    Piszesz o tych dziesiątkach par leginsów, no i właśnie tu można znaleźć pole do minimalizmu, moim zdaniem wystarczą 2 pary leginsów długich (na zimę, i resztę roku), Dobsomy jako rezerwa, do tego krótkie getry i spodenki na lato. 3/4 to już luksus (na który się w tym roku skuszę, zawsze chciałem mieć takie leginsy 🙂 ).

    Inna sprawa, że od kiedy prowadzę NBR strasznie mi tego sprzętu przybywa, bo chcę mieć rozeznanie w różnych markach. Tak jak pół roku temu nie miałem żadnych butów na asfalt tak teraz mam dwie pary (Mizuno Rider i Asics Nimbus), a myślę jeszcze o jakichś startówkach na wiosnę 🙂 .

  3. Krolisek mówi:

    Jak się trenuje codziennie (tu w tle słychać ironiczny śmiech 🙂 ), to wpadałoby mieć parę koszulek, żeby codziennie nie tracić czasu na pranie. I tak samo gacie rowerowe, skarpetki, buffy itd.
    Ale już garminy i zegarki uważam za zbędne – w bieganiu czas liczę orientacyjnie (w godzinach? 😀 tu znów gromki śmiech), a na rowerze mam licznik.
    Jak wiesz Kuerti minimalizuję mnóstwo rzeczy, ale sprzęt rajdowy nie podlega u mnie temu procesowi.

  4. Adamo mówi:

    Trenowalem jeszcze w czasach kiedy albo sprzetu w ogole na rynku nie bylo albo kosztowal kosmiczne jak dla licealisty/studenta pieniadze. Obecnie nawet nie majac zbyt wiele grosza mozna trafic na przyzwoity sprzet.
    Paamietam tez, ze kilka lat temu zostawiajac na plecakowym wyjezdzie dobytek w jakies przechowalni bagazu uswiadomilem sobie, ze wolalbym aby ukradli mi trzy portfele niz stracic to co mam w plecaku: namiot, spiwor, ubrania itd.
    Troche sie tego nazbieralo wlasnie przez mozolne kolekcjonowanie.
    Kiedy sie da stosuje zasade uniwersalnosci-szczegolnie zima dowolnie kombinujac z tego co mam np. na kazda temperature z przedzialu +10C – -20C. Jadac w gory tez staram sie jak najuniwersalniej dobrac kazda warstewke cebulki.
    Chociaz przyznam, ze komfort posiadania wielu rzeczy na codzienny trening i kazda pore roku jest niezastapiony.
    Tylko, ze ostatnio dluzsza chwile myslalem w co sie ubrac i teraz nie wiem czy mam jeszcze za malo (co jest bardziej prawdopodobne) czy juz za duzo 😉
    Kiedys nie mialem takiego problemu bo nie mialem wyboru.
    Ech zebysmy nie skonczyli jak „stereotypowe zony” przed wyjsciem na impreze 😉

  5. Drewniacki mówi:

    Masz foty z tamtego Harpagana 2004? 🙂

  6. Camaxtli mówi:

    Przy poprzednich podobnych notkach zacząłem się zastanawiać nad plagą urodzaju u mnie, chciałem coś zmienić i w tym rachunku mam rzeczy (tutaj dopiero będzie gromki śmiech) znalezione w lumpach, zmieszane z tymi z końcówek kolekcji, a jak już się odpitolę to i mnie się wzrok błąka, więc można po taniości, a ze smakiem.
    No i jeszcze jedna kwestia, ciężko coś wyrzucić, bo wszystko się uśmiecha i przypomina minione, więc jestem typem zbieracza raczej, wszystko może się na wsi przydać.
    Poza tym Grzesiek minimalizm to nie tylko ilość, a też wartość w wielu przypadkach, widząc na starcie uniform złożony z Raidlighta, Salomona, Nike i The North Face, to ja bym nie powiedział, że taki zawodnik to minimalista sensu stricto, choćby byłby to jedyny zestaw nawet.

  7. Krolisek mówi:

    Camaxtli, a co do minimalizmy mają marki? Przecież w minimalizmie nie chodzi o kupowanie jak najtańszych rzeczy.
    A co do second handów, to też mam stamtąd świetne zdobycze rajdowe, m.in. swoją nieśmiertelną wiatrówkę, lżejszą od dobsoma i przynoszącą szczęście 🙂

  8. Camaxtli mówi:

    Krolisek,
    chodziło o typ zasłony dymnej;) jakość markowa zasłaniająca skojarzenia z przymiotami duchowymi i filozoficznymi nosiciela (ale zabrzmiało medycznie).
    O, jak przynosi szczęście to zazdroszczę! Moje szczęśliwe buty mają już 820km, więc powoli szykują się na odstawkę:/

  9. Marek MAKHI mówi:

    Bardzo drażliwy dla mnie temat. Chciałbym być minimalistą, jestem gadżeciarzem. AR, multidyscyplinarne zawody, ileż gadżetów można sobie nakupować 🙂
    Grzesiek, „… Ale da się, widzę często ludzi, którzy nie są tak oblepieni logami jak ja 😉 i biegają. ” Ja też takich widzę i najgorsze jest to że często widzę ich plecy na zawodach. Robi mi się wtedy trochę głupio.
    Nie, nic już nie napisze bo nie.

  10. Kuerti mówi:

    Adam,

    „komfort posiadania wielu rzeczy na codzienny trening i kazda pore roku jest niezastapiony”

    Dokładnie! Teraz mam już ten komfort i nie chcę wracać do tych czasów kiedy musiałem jakoś kombinować jak tu nie zamarznąć na treningu w zimie. Nie mam natomiast bólu głowy przy ubieraniu się na trening, bo mam ściśle wyselekcjonowane rzeczy – mam swój ulubiony zestaw, w którym zwykle biegam i rezerwowe ciuchy.

    Drewniacki,

    Chcesz i masz 😀 . Zerknij do wpisu raz jeszcze, wstawiłem zdjęcie z 2004 i 2010 🙂 .

    Karol,

    Zgadzam się z Ulą! Minimalizm nie oznacza rezygnacji z drogiego sprzętu – po prostu zamiast 2 kiepskich kurtek wybierasz jedną świetną, nawet jeśli to jakiś TNF za 600-700zł 🙂 . I to jest właśnie dla mnie sedno tej filozofii, nie skupiasz się na ilości, a na jakości i użyteczności.

    Marek,

    U mnie to było tak, przynajmniej do czasu, że razem z postępem sportowym szedł postęp sprzętowy. Nie miałem na dzień dobry 10k na sprzęt, więc musiałem go powolutku ciułać. A z czasem byłem coraz lepszy, więc fajnie się to układało.

    I bardzi się cieszę z takiego rozwoju, bo gdybym miał od razu obkupić się w świetny sprzęt, to nie czerpałbym z zakupów takiej satysfakcji.

  11. Adamo mówi:

    „Nie mam natomiast bólu głowy przy ubieraniu się na trening”
    Najbardziej nie lubie takiej pogody pomiedzy 3C a 10C. Bez czapki zimno, w czapce za goraco (na ten sezon mam juz opaske 🙂 ). Na rowerze zas pomiedzy jakies 10C a 17C. Szczegolnie jak sie wyjezdza wiosna/jesienia rano w dolnej granicy temperatur a wraca kolo poludnia.
    Stad czasami dylematy…

    p.s. Zdjecie jest rewelacyjne. Widze, ze od tego czasu nabrales sporo doswiadczenia kosztem spalonego tluszczyku 😉

  12. Kuerti mówi:

    Hmm.. ja w takiej temperaturze biegam w buffie, rewelacyjnie się sprawdza, nakładam go na raz i jest ok. Co do jazdy.. kurde, już nie pamiętam takich temperatur 🙂 .

    Haha, w „szczytowej” formie ważyłem jakieś 80kg, teraz 73kg, mam taką budowę ciała, że musiałbym się chyba głodzić, żeby zejść do 69… Ale akurat to 73 jest optymalne 🙂 . Poza tym to ten sweter mnie tak pogrubia 😉

  13. jasiek mówi:

    Dobsomem to się jarałem kilka lat temu,jeszcze wcześniej był NewLine teraz na „tapecie” jest Trimtex 😉

  14. jip mówi:

    Hahaha, Grzegorz, ty byłeś kiedyś długowłosy ??!! 😉 Podobnie jak Ty, stałem się z musu „gadżeciarzem zimowym” – moje rakiety stoją nier….ne w kartonie. Ehhh, polska zima, albo wtę albo wewtamtę – bo rower też rdzewieje 😉

    Skąd ten pęd do minimalizmu? Ha! Wie każdy kto musiał nosić „swój dobytek” na grzbiecie, oraz kto wie że jest tyle jeszcze innych fajnych rzeczy … 😉

    Myślę, że podstawowym kryterium minimalizmu u mnie jest przydatność/potrzebność, potem uniwersalność. Jeśli jest coś potrzebne – dłuuugo się rozglądam i kupuję, nawet jeśli kosztuje poważną kasę (byle rozsądną). Staram się by było możliwie uniwersalnie, co najczęściej sprowadza się do możliwości używania w różnych konfiguracjach (by nie kupować innych podobnych rzeczy i potem ich nie targać na plecach i nie zmieniać co 5 sek). Krzywa pierwszego kryterium, odpowiada krzywej ilości kasy – wraz z ich spadkiem często kupuję coś średniego, decathlonowego. Bo jest jeszcze tyle innych …. 🙂

  15. Paweł mówi:

    Mi się ta cała filozofia podoba ale nie będzie miała zastosowania bo po prostu lubię mieć dużo fajnych rzeczy, nawet jeśli z nich nie korzystam i tylko fajnie wyglądają bądź mam świadomość, że zawsze mogę do nich sięgnąć (np. książki). Lubię też pamiątki z tych nielicznych wyjazdów na których byłem. Oczywiście chętnie wymieniam sprzęt gorszy na lepszy jeśli ma to uzasadnienie. Nie lubię jednak wyrzucać czegoś nie zużytego bo wydaje mi się, że to marnotrawstwo. Trochę rzeczy też rozdałem. Według mnie najwięcej zależy od tego, ile kto ma w domu miejsca. Gdy mieszkałem u siebie w domu kłopotów z miejscem nie było. Teraz wynajmuję pokój w Warszawie i niejako wymusza to na mnie bycie „minimalistą”. Ale wcale tego nie lubię, mam raczej naturę chomika. Jeśli wszystko jest starannie poukładane i nie zagraca to jest o.k.

    Ty Grzesiek rozumiem wynajmujesz pokój bądź mieszkanie w Poznaniu, do tego prowadzisz sklep, musisz gdzieś trzymać ten towar stąd przypuszczam, że i na Tobie sytuacja lokalowa trochę ten minimalizm wymusza?

    P.S. Ten fragment o włosach nasunął myśl, że na mnie minimalizm wymusza mój własny organizm: z roku na rok gdy patrzę w lustro widzę coraz rzadszą czuprynę 😉

    Pozdrawiam minimalistów

  16. Adamo mówi:

    http://www.tekstowo.pl/piosenka,hair,hair.html
    😉
    p.s. tez kiedys mialem dlugie baty 🙂

  17. Marcin mówi:

    Ja „minimalizm” zacząłem uprawiać właśnie po wyprowadzce z domu rodzinnego. Praktyka nauczyła mnie by mieć jak najmniej, co po przeprowadzkach średnio raz do roku było przyjemne. Ludzie zachwycają się metodami 100 rzeczy osobistych, co jest naciągane jak liczenie długu publicznego a wystarczy pobiegać ze swoimi rzeczami kilka razy 4 piętra w górę i w dół 🙂

    Od czasu do czasu nadal wywalam książki, ciuchy, bibeloty i wszystko to, co nie przydało się w ciągu kilku miesięcy a leży by leżeć. Pozostaje jednak karton biegowo/turystyczny, gdzie zawsze wylosuję ciekawe fanty. Dobiłem jednak do zestawu „wygodny”, a jeśli coś do niego dorzucę, to już naprawdę mi tego brakowało od dłuższego czasu. Pewnie w perspektywie okaże się, że zacznę wymieniać dobre-ale-zużyte na nowe-lepsze.

    Przygotowanie uniwersalnej listy też będzie na wyrost, każdy ma inne preferencje i swoje ulubione gacie, choćby dlatego że inaczej odczuwa temperaturę, albo najlepiej biega mu się w czepku kąpielowym 😛

  18. Kuerti mówi:

    Jip,

    Mam podobne kryteria doboru sprzętu 🙂 .

    Paweł,

    Nie, to nie było tak, że mniej miejsca wymusiła na mnie ten minimalizm. Już wcześniej zafascynowała mnie ta filozofia, a przeprowadzka i kolejne redukowanie posiadanego dobytku była tylko konsekwencją wdrażania tej idei w życie.

  19. Krolisek mówi:

    Dokładnie, miejsca tyle samo, a rzeczy mniej, czyli miejsca więcej 🙂 I trochę kasy ze sprzedaży badziewia też.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Back to Top ↑