Góry no image

Opublikowany 1 lutego 2010 | autor Grzegorz Łuczko

84

Zimowa Próba Charakteru rakiety.pl: Podsumowanie

Przecierając szlak przy podejściu na Szrenicę zdałem sobie sprawę, że pokonanie całej trasy w tych warunkach będzie morderczym wysiłkiem. Sypał śnieg, a ja mozolnie podchodziłem coraz wyżej, z wolna akceptując fakt, że kolejne 48 godzin spędzę brodząc w śniegu i walcząc o każdy kolejny kilometr. Czy pokonanie 145 kilometrów w warunkach zimowych jest w ogóle wykonalne? Wielu w to wątpiło, z miejsca odpowiadając krótkim: NIE, to niemożliwe. Przed startem byłem optymistą – teraz, mądrzejszy o doświadczenia z ostatniego weekendu, jestem po prostu realistą.

Dlaczego się nie udało?

Nie znoszę mówić ani sobie, ani nikomu innemu: to niemożliwe. Nie wiem co jest, a co nie jest możliwe. Mało kto to wie i między innymi dlatego ludzi przyciągają podobne inicjatywy w stylu Zimowej Próby Charakteru. Niemożliwe. Niewykonalne. Te słowa przyciągają jak magnes. Zawsze znajdzie się ktoś gotów udowodnić, że to nie prawda. Czasem brakuje mi pokory wobec wyzwań, którym stawiam czoła. I tak też było tym razem. Wiedziałem na co mnie stać, wiedziałem, że jestem w stanie pokonać taki dystans jak 145 kilometrów, już raz udała mi się ta sztuka. Kończyłem też wiele innych imprez na długim dystansie i w różnych warunkach. Byłem przekonany, że i fizycznie i psychicznie jestem przygotowany na trudności, które napotkam na trasie.

Okazało się jednak, że to za mało. Warunki, z którymi przyszło nam się zmierzyć na grani Karkonoszy pokazały nam kto rządzi w starciu człowiek VS natura. Nadciągający zmrok i nasilający się wiatr w okolicach Śnieżki sprawił, że z wolna zacząłem tracić nadzieję na dalszą kontynuację Próby. Dochodząc do kulminacyjnego punktu grani Karkonoszy – Śnieżki, wiedziałem, że to koniec. Ale nie dlatego, że nie mieliśmy sił, aby kontynuować dalej marsz, ale dlatego, że warunki były tak fatalne, że stało się to wręcz niemożliwe. Pokonał nas zmrok oraz huraganowy wiatr. Obiecałem sobie jednak, że nie będę narzekał na warunki – wszak to była Zimowa Próba, a jeśli tak, to spodziewać się należało wszystkiego.

I to nic, że dwa dni później nad Szklarską Porębą świeciło słońce, a na niebie nie było ani jednej chmurki. My trafiliśmy na katastrofalne warunki, ale to były „nasze” warunki, w których przyszło nam się sprawdzić. Nie narzekam więc na pogodę. Tak naprawdę pokonał nas brak czasu. Start, początkowo planowany na godzinę 8 rano, opóźnił się o prawie 1,5 godziny. Teraz, z perspektywy czasu, wiem że wystartować należało jeszcze wcześniej, co najmniej o 6 rano. Tak, żeby wykorzystać jak najwięcej światła dziennego. Zabrakło nam właśnie tych kilku godzin, żeby wejść i zejść ze Śnieżki uciekając przed wiatrem w las. Tam w lesie, nie tylko nie wieje tak mocno, ale i łatwiej znaleźć szlak – niestety na krótkim odcinku za Śnieżką, do schroniska Jelenka, nie ma traserów. Znalezienie szlaku nocą, przy bardzo silnym wietrze byłoby zadaniem w zasadzie niemożliwym (w zasadzie, bo teraz oczywiście zastanawiam się jakby to było gdyby wyjść w tą ciemną huraganową noc…).

Czy to jest w ogóle wykonalne?

Tym razem nie mam do siebie pretensji o podjęcie decyzji o rezygnacji. To zawsze jest trudna decyzja, ale tym razem nie miałem wątpliwości – zwyciężył zdrowy rozsądek. To jednak nie zmienia faktu, że czuję spory niedosyt. Nastawiłem się na walkę do końca limitu. Nie miałem w planach poddawać się po 8 godzinach od startu… Czasem jednak, jak się okazuję, tak trzeba. Nie odpowiedziałem jednak na pytanie postawione na początku tekstu: czy pokonanie 145 kilometrów w warunkach zimowych jest w ogóle wykonalne? Moim zdaniem: TAK! Nawet w takich warunkach, które zastaliśmy w Sudetach w ten weekend, czyli: huraganowy wiatr, kiepska widoczność i nieprzetarty szlak w Karkonoszach oraz spore ilości śniegu zalegające w Rudawach (szlak oczywiście nieprzetarty).

Nie wiem czy jest w stanie podołać temu jedna osoba, jestem natomiast przekonany, że zespół złożony z 3-4 mocnych, doświadczonych rajdowców jest w stanie pokonać taką trasę i dokładnie w tych warunkach – które idealnie wpasowały się w moje wyobrażenie klasycznie zimowych okoliczności. Nie mam pojęcia ile czasu może im to zająć, wiem jednak, że to jest możliwe! Dlatego też pojawię się w Szklarskiej za rok! Żeby znów spróbować, być może kolejny raz mi się nie uda, ale będę tam wracał dopóki dopóty pokonam cały ten dystans!

Widzimy się za rok!!

Większość uczestników tegorocznej Próby już zapowiedziała się na kolejny rok i mam szczerą nadzieję, że pojawimy się tam w takim samym składzie – bo atmosfera i w bazie i na trasie była fantastyczna. To jeden z powodów, dla których wróciłem ze Szklarskiej taki zadowolony i naładowany pozytywną energią, i nawet jeśli gdzieś pałętała mi się ta myśl o porażce i niedosycie to zagłuszały je te wspólne przygody, które przeżyliśmy tego weekendu. Tak właśnie trzeba podejść do ZPCH – jako bardziej przygody i akcji górskiej niż typowego rajdowania. Cieszę się, że mogłem wspólnie z Markiem zorganizować dla Was to spotkanie – dla organizatora nie ma chyba lepszej zapłaty za swój trud niż zadowolenie uczestników. Kto nie był, niech żałuje!

Tak jak napisałem wyżej – wracamy do Szklarskiej ponownie za rok, aby podczas Zimowej Próby Charakteru 2011 znów spróbować swych sił w starciu z naturą, na razie przegrywamy 0:1 i koniecznie trzeba będzie jej się zrewanżować! Chcielibyśmy podjąć się nieco bardziej formalnej organizacji kolejnej edycji – w tym roku większość spraw załatwialiśmy na ostatnią chwilę, przez co do końca nie byliśmy pewni jak to wszystko będzie wyglądać, poza tym było trochę chaosu, nie przewidzieliśmy pewnych trudności logistycznych (choćby problem z dojazdem na start). Ostatecznie jednak okazało się, że tam gdzie fajni ludzie i pozytywna energia, tam i dobra zabawa!

I tego na pewno będziemy chcieli się trzymać – będzie nieco bardziej formalnie, ale nie chcemy utracić tego fantastycznego, kameralnego klimatu naszej imprezy (chłopaki już pędzą nalewki z pigwy i malin na kolejny rok! 😉 ), dlatego też wprowadzimy limit zgłoszeń (to również, a może i przede wszystkim względy bezpieczeństwa). Do startu w ZPCH 2011 zakwalifikujemy jakieś 20-30 osób podzielonych na kilkuosobowe zespoły. Oczywiście wszyscy uczestnicy tegorocznej edycji mają zapewniony udział za rok, nie martwcie się! A kolejne miejsca pewnie rozejdą się raz, dwa – kto by nie chciał spróbować swych sił z niemożliwym, a przy okazji nie chciał spędzić miło weekendu w górach? No kto? 🙂 .

Na koniec chciałbym serdecznie podziękować Wam wszystkim, uczestnikom Zimowej Próby Charakteru – za przyjemny czas, który spędziłem w Waszym gronie oraz wspólne zdobywanie kolejnych kilometrów podczas tego prawdziwie ekstremalnego piątku, Markowi za „współudział” w organizacji ZPCH, Monice – która tak dzielnie wspomagała nas na miejscu, Uli, która przeprowadziła genialną relację trzymającą w napięciu do samego końca, tym wszystkim ludziom, którzy wydatnie pomogli nam w organizacji ZPCH, firmie rakiety.pl, która użyczyła nam świetnych rakiet (faktycznie takie były, nawet nie muszę nic ściemniać, uff 🙂 ) oraz Wam kibicom przed monitorami, którzy emocjonowali się losami naszej parszywej trzynastki. Jeszcze raz wielkie DZIĘKI!

Do zobaczenia za rok!!!

PS. Chętnie wysłuchamy wszystkich uwag nt. tegorocznej „organizacji” (cudzysłów, bo w tym roku nie organizowaliśmy przecież ZPCH 😉 ) i pomysłów na przyszłość! Szczególnie liczę na wypowiedzi uczestników!

PS2. Wkrótce umieścimy zdjęcia – mamy ich całkiem sporo! Jest też szansa na jakiś zgrabny film, o ile Monika (mamy w teamie jeszcze utalentowanego montażystę Sahiba, może on podejmie się tego zadania?) znajdzie chwilę na montaż (absolutne hity to: śpiew Marka oraz anegdotka o ergonometrze, również Marka 🙂 – co prawda nie wiem, czy te materiały znajdą się w publicznym obiegu, jeśli nie to, musicie przyjechać za rok, żeby zobaczyć to na żywo 😉 ).

PS3. Tak na przyszłość – o ZPCH porozmawiać można również na forum imprezy.


O autorze

Tu pojawi się kiedyś jakiś błyskotliwy tekst. Będzie genialny, w kilku krótkich zdaniach opisze osobę autora przedstawiając go w najpiękniejszym świetle idealnego, czerwcowego, słonecznego poranka. Tymczasem jest zima i z kreatywnością u mnie słabiuśko!



84 Responses to Zimowa Próba Charakteru rakiety.pl: Podsumowanie

  1. Sabinchen mówi:

    Prawda, że mnie za rok przygarniecie? 😉
    Przede wszystkim to szacunek dla wszystkich brodzących w weekend w śniegu i mgle! Więcej komentarza nie trzeba, bo Kuerti wszystko i tak zawarł w podsumowaniu.
    A na mnie cały semestr zwalił się niczym ranny nosorożec i w weekend musiałam poświęcić postępowaniu karnemu ;/.

  2. Kuerti mówi:

    Sabina,

    Wstępnie zapisuję Cię na liście! Tylko kto Ci kroku dotrzyma? 🙂 .

    PS. Przypominam, że już obejrzeć można pierwszy film z ZPCH – http://www.youtube.com/watch?v=gubKbIwlDhM – kolejne linki pojawiać się będą w sekcji „Filmy i zdjęcia”, pod banerem ZPCH.

  3. jip mówi:

    A ja myślałem, że pierwsza zasada ZPCH to nie rozmawia się o ZPCH 😉

    Uważam, że 145 jest do zrobienia gdy wszystko pójdzie po sznurku. W takim załamaniu pogody jak spotkaliście funu było więcej niż 145 km 🙂

  4. rocha mówi:

    Obglądnąłem filmiki. Elegancko Was przeczołgało, hehe. Fajna przygoda.

    Te rakiety są takie małe? Pytam, bo nigdy w czymś takim nie chodziłem. Jakoś tak mało zaufania wzbudzają, znaczy mała powierzchnia. Coś mi się śni, że widywałem trochę większe, które miały na noskach coś w rodzaju zawiasu i ciągnęły się piętami po śniegu.

  5. Kuerti mówi:

    Jip,

    Tak – gdyby była ładna pogoda, to nie byłoby takiej zabawy. Dlatego też cieszę się z tego dojścia na Okraj i walki w ciężkich warunkach niż pokonania większego dystansu, ale w lepszych okolicznościach pogodowych.

    Chyba po części jeździmy w góry właśnie po takie przygody.. jest później o czym opowiadać…

    Rocha,

    Rakiety są rewelacyjne! Zwłaszcza te TSLe, które dostaliśmy, są malutkie i dobrze dopasowane do siebie, bez problemów można je przytroczyć do plecaka.

    A jak się w tym chodzi? Idąc w butach zapadasz się znacznie głębiej (powiedzmy 30-40% głębiej) to raz, poza tym trudniej jest wydostać stopę ze śniegu – tracisz więcej energii. Dalej – but, z racji małej powierzchni nie daje żadnej stabilności, robiąc kolejne kroki i zapadając się w śnieg, cały czas kołyszesz się delikatnie na boki.

    W przypadku rakiety zapadnięcie jest delikatne, wyrabiasz sobie sporo miejsca pod rakietą, jesteś stabilny i dużo łatwiej jest Ci zrobić następny krok. Tracisz o wiele mniej sił.

    Oczywiście to nie jest tak, że idąc w rakietach nie zapadasz się w ogóle – ale ostatecznie jest to o wiele mniej męczące niż chodzenie w samych tylko butach.

    Kiedyś chodziłem jeszcze w rakietach od Salomona, na pewno były większe od tych TSL, które mieliśmy na ZPCH. Bardzo przyjemnie mi się w nich chodziło. Później już podczas BWC 2006 napierałem w również TSL, ale innym modelu niż ten, który testowaliśmy w weekend. Nie podobały mi się te rakiety.

    Natomiast teraz, jeśli miałbym sobie kupić własny sprzęt to prawdopodobnie wybrałbym te, które miałem w Szklarskiej, model bodaj 226. Dlaczego? Bo są lekkie, łatwo je przytroczyć do plecaka (idealnie leżą w moim kamizelkowym Salomonie) i dobrze się w nich napiera.

    Być może w większych rakietach byłoby jeszcze lżej – ale większe pewnie więcej ważą i trudniej byłoby je przytraczać do plecaka.

    Gdyby ktoś miał jakieś pytania w sprawie rakiet, to chętnie odpowiem. Nie jeżdżę na nartach, ale bardzo spodobały mi się rakiety!

  6. przemo mówi:

    Moje gratulacje, i tak udało wam się dużo przejść. Jako, że od lat chodzę sobie po Karkonoszach, to wiem jak nieprzyjemnie potrafi tam być. Na początku stycznia też nie było traserów na Czarnym Grzbiecie, i chyba do końca zimy ich się nie doczekam.

    Kuerti mógłbyś powiedzieć jak wyglądała konfiguracja sprzętowa, i czy coś byś w niej zmienił.

    Kiedy ruszają oficjalne zapisy na następny rok 😉

    PS Może kiedyś pokusisz się o zrobienie GSS w zimie w stylu on-sight.

  7. Adamo mówi:

    Kuerti,
    Fizyki nie oszukasz. Wielkosc/dobor rakiet zalezec musi po prostu od wagi i warunkow sniegowych. Poogladalem sobie na stronie rakiety.pl i niezle sa te starego typu wykonane z drewna i plecionki 🙂
    Rocha,
    A co sadzisz o nartach? Te o szerokosci ok 70mm napewno by daly rade. W koncu wieksza powierzchnia

  8. przemo mówi:

    @Rocha
    Dobrze widziałeś. Rakiety mają ten zawias, i przydaje się on podczas chodzenia po płaskim, i podchodzeniu (rozkładasz sobie wtedy podpiętek i używasz mniej siły). Zblokowany zawias służy do schodzenia (a czasami do zjeżdżania ;D).

    @Adamo
    Narta 70mm to już jest szeroka narta (skiturowa, lub telemarkowa).Takie narty to już spory ciężar, ale można na nich spokojnie zjechać z stromszych skoków. Lekki sprzęt ski lub tele kosztuje fortunę 🙁 W Sudety najlepsze byłyby nary BC, szer. do 67 mm. Tylko że przy tej szerokości to już może być ciężko z używaniem śladu.

  9. rocha mówi:

    Adamo, Przemo
    No tak właśnie mi się wydawało, że skitury to jedyny słuszny sprzęt na takie warunki. W tym roku byłby idealny, bo cała trasa jest zaśnieżona, ale w śnieżno-wiosennej aurze, która często zdarza się w Kaczawach i Rudawach o tej porze roku, noszenie nart nie rekompensowałoby zysku z Karkonoszy. Ponadto marsz w butach bez nart po twardej nawierzchni… trzeba by buty zdjąć i przytroczyć do plecaka…
    Moje buty to Lowa Structura, narty Atomic Tourcap z Silvrettami (hmmm… 300 🙂 ) jest to zestaw duży i ciężki (i zabytkowy), dla kiepskiego narciarza, a dobrego piechura. Najlżejszy był kiedyś komplet Dynafita, który z kolei trochę słabo „nosi” na puszystym śniegu, kolega dużo lżejszy ode mnie, zapadał się tak, że musiał iść w moim śladzie, zatem w tych zaspach musialyby to być szerokie, zjazdowe narty.
    Atak trasy na biegówkach jest bez sensu. Ani noszenia, ani możliwości zjazdu, zimno w nogi.
    Ubranie to raczej zestaw rajdowy z dodatkową wiatrochronną warstwą na górę i na dół. Dodatkowo mocna balaklawka i gogle/okulary. Rękawice – wiadomo.
    I jak to zrealizować? Ano pewnie wziąłbym do bazy wszystko włącznie z 10m liny, nożami do nart i zwykłymi rakami/czekanem, łopatką i sprzętem biwakowym i blokerem słonecznym. Decyzję na temat tego co wziąć i ubrać podjąłbym o świcie. Resztę bez skrupułow zostawiam w bazie.
    Bo może być tak, że za rok będzie w styczniu lampa w Karkonoszach przez dwa tygodnie i będzie można truchtać w krótkim rękawku w Icebugach a na stromiźnie trzymać dziabkę do ewentualnego hamowania upadku. I co wtedy? Na nic zdadzą się gogle, trzeba okularów 400UV i dużej tuby filtra.

  10. Adamo mówi:

    Przemo, Rocha

    Na Szrenice i Sniezke narty trzeba wtaszczyc. (Gdzies czytalem o patentach na ciagnieciu/przytroczeniu nart za soba jak sanki). Grzbietem mozna by smignac ale to tez zalezy ile bedzie sniegu. Bo jak ubity to biec najszybciej i narty sensu chyba nie maja.
    Ale zastanawiam sie czy reszta trasy (ktorej nie znam) w puchu nie nadawala by sie wlasnie na narty BC szerokosci do 68mm i z wiazaniem BC z luzna pieta. W sobote po 15 cm opadach sniegu polazilem sobie po swiezym sniegu na 50mm sladowkach i na pewno jest szybciej i lzej niz w butach. Nie wiem jak mialoby sie to w stosunku do rakiet.
    Najlepsze jest to, ze trasa Przejscia jest tak urozmaicona 🙂

  11. rocha mówi:

    Pod górę idzie się na nartach z przyklejonymi fokami. Przy większym nachyleniu podnosi się podpiętki. Na plaskim/z górki foki się odkleja i chowa za pazuchę.

  12. Karpaty mówi:

    Gratuluje wszystkim uczestnikom (i zazdroszcze)! W górach zimą rządzi pogoda. Mogliście trafić słoneczko i leciutki wiatr i jako tako przetarte szlaki, bo np. sniegu mało i dawno padał. W takich warunkach mieliście wielkie szanse na zrobienie całej trasy. A wy trafiliście ekstremalne warunki gdzie walczy się o każdy krok o pokonanie każdych stu metrów, o kolejny kilometr. A po tym kilometrze okazuje się, że robiliście go przykładowo pół godziny… a to tylko jeden kroczek ze 145 krków. Swoje szanse zwiększylibyście gdybyście szli w jednej grupie. Zmieniałyby się osoby torujące itp. Na Śnieżce byłem zimą ubiegłego roku i naprawdę można było szybko przemieszczać się szlakami grzbietowymi. K2 też nikt nie zdobył zimą ale kiedyś to nastąpi tak jak i pokonanie ZPCH.
    PS Oczywiście trudne warunki i niezrealizowanie całej trasy zrobiły niezła reklamę tej imprezie!

  13. krzysiek mówi:

    Zacznę od podziękowań. Przede wszystkim dla Grześka i Marka za organizację tego całego zamieszania, dla Moniki, która też miała Zimową Próbę Charakteru tylko, że za kółkiem. No i oczywiście dla wszystkich uczestników za wspaniałą atmosferę.

    Próba okazała się nie do wykonania w tych warunkach. Zresztą na ten temat zostało już wszystko powiedziane. Za to pogoda wymuszająca chodzenie w większych grupach i wcześniejsze zejście do bazy miało niewątpliwie wielkie właściwości integrujące 🙂

    Co do skiturów to w Karkonoszach na pewno sprawowałyby się lepiej niż rakiety(na ostrych podejściach i tak idzie się w śniegu wolno a zjazdy wynagradzają trudy podejścia) jednak po przejściu w bardziej płaskie tereny byłyby wolniejsze i bardziej męczące niż rakiety. Biegówki są szybkie i fajne ale na ostrzejszych zjazdach i tak trzeba znosić a ewentualne troczenie do plecaka 2m śladówek za wygodne nie jest. W związku z tym uważam, że rakiety to optymalny środek transportu na tego typu wyzwanie.

    Dyskutować można ale i tak wszystko okaże się za rok podczas kolejnej próby na którą oczywiście też jadę.

    Krzysiek N.

  14. Adamo mówi:

    Ciagle „pije do tych nart” bo bedac kilkanascie lat temu pierwszy raz zima w Karkonoszach jak i pozniej bylem pod wrazeniem Czechow smigajacych na biegowkach. Rowniez tych w zaawansowanym wieku. Stad zawsze marzylo mi sie przejscie grzbietu na nartach.

    Wydaje sie wiec, ze kluczowe jest wstrzelenie sie w cos pomiedzy typowymi sladowkami a skitourami.
    Mocno wiec mysle (co tez sugeruje Przemo) o takim zastawie:
    -okrawedziowana narta BC z luska ok 68mm (sladu w kopnym sniegu i tak nie mozna oczekiwac). Przy tej szerokosci sa one tez krotsze – ok 170cm
    -wiazanie BC (czyli wzocnione NNN lub SNS) lub klasyczne telemarkowe nn75 np. http://www.skimag.pl/images/miejscowki/Image/telemark/Untitled-10.jpg
    -buty od wyboru do koloru np.
    http://www.alpinasports.com/Alpina.php?Catalog1=17&Parent1=4
    Foki oczywiscie ludzie tez do takich nart zakladaja ale przede wszystkim same buty okazuja sie rownie wygodne do podchodzenia/schodzenia np
    http://ngt.pl/442,garmont-tour.html
    Calosc jak widac nie jest duzo ciezsza od biegowek a zdecydowanie lzejsza od skitourow.
    Do tego gdzies czytalem o patencie podwieszenie/troczenia nart i ciagniecia ich za soba jak sanki.
    Ma to sens pod warunkiem ze cala trasa jest zasypana sniegiem. Za rok moze byc wprost inaczej 🙂
    Sorry za offtopa. Dopiero przegryzam sie w temacie i usilnie poszukuje wszelkich informacji dot. turystyki narciarskiej.
    Jezeli ktos uzywa takiego sprzetu chetnie zasiegne informacji.

    p.s. moze sie wiec okazac ze za rok odbeda sie zawody „ZPCH na Byle Czym” 😉

  15. memor mówi:

    Rocha, Adamo, Przemo

    Uzupełniając powyższe opisy rakiet, którymi dysponowaliśmy podczas ZPCH – sprzęt ten dodatkowo jest wyposażony w sześć „kolców” i „zęby nacierające”(podobne do takich jakie są w rakach). Ten element bardzo się sprawdził przy podchodzeniu na Śnieżkę – powiem wiecej bez nich podejście byłoby bardzo niebezpieczne i w konsekwencji sprowadziłoby nas na kolana:-)
    Zatem raki i dziabe zabierałbym w zestawie ze skiturami, mając rakiety nie są już potrzebne na tej trasie.

    Co do pokonania trasy na skiturach to przyznam, że mam dylemat i na chwilę obecną nie potrafię stwierdzić czy byłyby lepsze niż rakiety. Przeszedłem się dzisiaj trasą ZPCH mniej więcej do połowy drogi pomiędzy szrenicą a kotłami. Szło się świetnie (pomijam już kwestie zjazdu do szklarskiej ze szrenicy w kilka – kilkanaście minut), szybko i sprawnie. Jednak warunki były skrajnie różne od tych z ZPCH. Dzisiaj lampa z nieba (spoddnie membranowe, cieńka koszulka, polar, bezrękawnik z windstoperem, rekawiczek nie zakładałem, buffa na łeb z przyzwoitości, gogle bo mnie raziło), podejście do hali szrenickiej wyratrakowane, a dalej założony ślad po biegówkach. Czyli warunki idealne. Jednak jak na chwilę zszedłem ze śladu w puch w strefie kosodrzewiny to zaczęły się problemy. W turach miałem dużo więcej trudności z wygrzebywaniem się z zasp niż to miało miejsce w rakietach. Pewnie to kwestia nart, ciężaru narciarza, techniki poruszania sie itd. Niemniej jednak chyba na całą trasę bym ich nie zabrał.

  16. marcin mówi:

    ja tylko dodam, że nie zabierałbym się nawet za próbę przejścia tego dystansu na turach…

  17. memor mówi:

    Czas podsumowań więc ode mnie także dwa grosze:-)

    Skoro wyszło na to, że ta nie organizowana impreza ma swoich organizatorów. Do tego wszystkiego ja się do nich zaliczam to zacznę od mojej organizacyjnej działki i pozwolę sobie podziękować:

    Panu Kajetanowi Domagale – Rolewicz, przedstawicielowi firmy rakiety.pl za wyposażenie nas w niezbędny sprzęt do poruszania się w takich warunkach. Pan Kajetan był bardzo zainteresowany realizacją naszego przedsięwzięcia i już zapowiedział gotowość i chęć współpracy w przyszłym roku.

    Agnieszce – bez której znalezienie miejsca na bazę w tak krótkim czasie i w szczycie sezonu byłoby praktycznie niemożliwe. Chciałbym podziękować również Przemkowi (chłopakowi Agnieszki)za spontaniczną i całkowicie bezinteresowną gotowość udzielenia wsparcia.

    Państwu Beacie i Maciejowi Stanisz-Podgórscy właścicielom Chaty Izerskiej (www.chataizerska.pl) za elastyczność i otwartość na nasze potrzeby

    Firmie skalnik.pl za gotowość udzielenia rabatu na sprzęt

    Grześkowi, za udostępnienie „swojego miejsca w sieci” 🙂 oraz organizacje oprawy medialnej

    Tomkowi za udostępnienie samochodu

    Szczególnie, zaś chciałem podziękować Monice i Uli za pracę jaką obie wykonały aby zapewnić bepieczeństwo oraz zdać relację.

    Wreszcie chciałem podziękować wszystkim uczestnikom ZPCH 2010 – to była naprawdę wielka frajda i przyjemność spotkać się z Wami i wspólnie przeczołgać przez te Karkonosze:-)

  18. memor mówi:

    Czy można to zrobić w zimie w 48h?

    Uważam, że zdecydowanie TAK!!!

    Zgrany zespół czteroosobowy z doświadczeniem górskim (niekoniecznie „rajdowym”), poruszający się w rakietach, z jednym biwakiem w okolicach Rudaw lub Kaczaw (+ popas w schroniskach w Karkonoszach w zależności od warunków) powinien się zmieścić w limicie. Start musi nastąpić przed wschodem.

    Zdaje się, że Przejście organizowane przez GOPR zostało ukończone dopiero w 3 lub 4 próbie, a teraz są zakusy aby połamać 24h. Zatem i ZPCH należy chyba dać szansę.

    Co nalezy zrobić w przyszłości?

    1. Postarać się zapewnić większy poziom bezpieczeństwa:
    – obowiązkowe poruszanie się w zespołach – potwierdzone przez uczestników stosownym oswiadczeniem
    – lista wyposażenia obowiązkowego
    – niestety ale jakaś forma selekcji uczestników – niechętnie to piszę i nie mam narazie pomysłu jak można by to zrobić ale uważam, że jest to niezbędne
    – ustawienie limitów czasowych w Karkonoszach (godziny po których nie można wychodzić ze schroniska i należy poczekać do świtu)

    Ponadto tak jak już wcześniej pisałem – start przed świtem 5-6.

  19. Jan B. mówi:

    Co do selekcji to można zrobić podobnie jak na innych imprezach – wymóg przejścia np. 100km w rajdzie (czyli na raz) poniżej 20h (Kierat, Sudecka setka) w ciągu 2 ostatnich lat.
    Ciekawym uzupełnieniem byłyby takie urządzenia (jak na Sweden Monster) – http://www.multisportlive.com/Products.aspx?timestamp=634007475651 , dla kibiców oraz dla podniesienia bezpieczeństwa.

  20. Kg mówi:

    a jak z fotami? miały być nie ma, dajcie coś do snu 😉 coś ktoś mówił pincet zdjęć

  21. Spiochu mówi:

    Gratuluję podjęcia próby, świetnej relacji live a przede wszystkim znakomitego pomysłu.

    Czytając jakiś czas temu o planach podjęcia próby zimowej pomyślałem sobie: „Fajny pomysł ale dlaczego teraz a nie za rok.”

    Dlaczego? Bo nie jestem przygotowany. Pomijając moje osobiste braki formy uważam że przejście zimowe wymaga odpowiedniej taktyki i przygotowania.
    Ja widzę dwa główne warianty przejścia trasy (zakładam trudne warunki choć może nie katastrofalne):

    1. Skitury
    Według mnie to najszybszy możliwy sposób przejścia trasy. Patrząc na dokonania czołówki (Chamonix-Zermat – 21h) to właśnie tutaj drzemią największe możliwości. Nie wykluczam również użycia sprzętu biegowego/telemarkowego ale ponieważ nie znam się na tym skupię się na typowych turach. Niestety większość z nas porusza się na turach bardzo wolno. Główne powody to(pomijając kondycję):
    – Słaba technika podejścia, brak doświadczenia w zakładaniu optymalnego śladu, brak specyficznego treningu (inna praca mięśni niż podczas chodzenia)
    Brak znajomości patentów typu zdjęcie fok bez odpinania nart.
    – Kiepskie umiejętności zjazdowe (Czołówka w miękkich kapciach i piankowych nartach potrafi walić na krechę stromymi źlebami.)
    – Niewłaściwy(Ciężki) sprzęt. Na tego typu trasę potrzebny byłby komplet „zawodniczy”, można by się jedynie zastanowić nad użyciem szerszych (zaspy) i krótszych nart (ułatwione zjazdy przecinkami leśnymi). Niestety zakup topowego sprzętu zawodniczego(narty i buty węglowe, wiązania atk race) to koszt ok. 10000zł (słownie dziesięć koła), wątpię by ktoś tu obecny był zainteresowany taką inwestycją.

    2. Rakiety
    To łatwiejsza, bardziej ekonomiczna ale według mnie wolniejsza forma poruszania się zimą. Jej zaletą jest dostępność praktycznie dla każdego.
    Jeśli jednak myślimy o realnym pokonaniu trasy w trudnych warunkach śnieżnych warto zastanowić się nad kilkoma aspektami:
    – Zespół. Im więcej mocnych napieraczy tym szanse są większe. Optymalnie potrzeba by 2-3 kilkuosobowe zespoły, które współpracowały by przy torowaniu w śniegu. Mogli by się przydać również „peacemakerzy” torujący początkową część trasy by oszczędzić siły „czołówki”. Taki zespołowy wysiłek jest jednak trudny do realizacji i przypomina znany w górach wysokich „styl oblężniczy”
    – Taktyka. Wyjście ze Szklarskiej przed wschodem słońca, ustalenie miejsc odpoczynkowych. Uzupełnianie zapasów na trasie. Zmiany w Torowaniu jak na wyścigu kolarskim. Według mnie jeśli mamy zbliżyć się do własnych granic możliwości każdy szczegół może decydować o sukcesie.
    – Technika. Wcześniejszy trening w rakietach, zarówno ciężkiego torowania jak i biegów w lżejszych warunkach jest niezbędny. Odpowiedni dobór i przetestowanie sprzętu również będzie przydatne.

    Organizacja.
    Jestem zdania że impreza w formie zbliżonej do obecnej ( czyli wolna amerykanka) jest najlepsza.
    Warunki zimowe powodują że organizacja formalnej imprezy masowej jest ryzykowna, wymaga wiele pracy i wiąże się z koniecznością zapewnienia znacznej opieki uczestnikom przynajmniej w zakresie bezpieczeństwa. Według mnie jest to o tyle trudne wyzwanie że każdy powinien polegać na własnym doświadczeniu i całkowicie odpowiadać za swoje poczynania. Osoby które nie są w 100% procentach pewne swoich umiejętności w ogóle nie powinny brać udziału w tym przedsięwzięciu. Jestem również przeciwny wszelkim ograniczeniom (Np. wyposażeniu obowiązkowemu). Oczywiście warto przedstawić zalecaną listę czy też inne ostrzeżenia „organizatora”.

  22. Spiochu mówi:

    ~memor

    Po co te wszystkie ograniczenia? Pozwólmy ludziom się zabić jeśli tego pragną. Mnóstwo ludzi ryzykuje tak czy inaczej i żadne przepisy temu nie zapobiegną. Dla mnie próba zimowa to przede wszystkim odpowiedzialność czyli samodzielne decydowanie jak się zachować i kiedy odpuścić.
    Żeby pozbawić Grześka przyszłych kłopotów proponuje całkowicie zrezygnować z formalnej organizacji imprezy. Próba zimowa ma swego rodzaju charakter pionierski. Zamykanie jej w sztywne normy niszczy cały urok imprezy.

  23. memor mówi:

    Spiochu,

    O oficjalnie zorganizowanej imprezie nikt nie mówił. Tu bardziej chodzi o to, że chcielibyśmy aby każdy kto chce się bawić w tym terminie i tym towarzystwie oraz pod tym szyldem powinien się zastosować do zasad, które podniosa jego i nasze bezpieczeństwo. W przeciwieństwie do Ciebie nie jest mi obojetne czy ktoś sie zabije czy nie – proponuję na tym zakończyć ten temat!

    Co do nart turowych to oprócz tych elementów o których pisałem wyżej dochodzi jeszcze jeden. Otóż uważam, że przy tym bocznym wietrze poruszanie się na turach, w mojej ocenie i przy moim doświadczeniu mniej stabilnych niż rakietach wcale nie byłoby szybsze, a zyski na zjazdach znikome w ogólnym rozrachunku. Może to znów kwestia techniki, sprzętu i doświadczenia, które w moim przypadku rzeczywiscie jesli chodzi o narty turowe jest niewielkie.

  24. Kuerti mówi:

    Waldi,

    Dzięki. Tak, wielu jest chętnych – ale jak przychodzi co do czego to zostają w domach, my spróbowaliśmy swych sił, nie udało nam się, ale co z tego? Było super, a za rok atakujemy znów!

    Adamo,

    Nie wiem jak Ty, ale ja nie bardzo widzę sens kupowania kilku par rakiet – dlatego też jeśli miałbym kupić sobie własny sprzęt, to wybrałbym uniwersalną rakietę, która sprawdziłaby się (lepiej lub gorzej) w każdych warunkach.

    Karpaty,

    Tak, te trudne warunki, ale przede wszystkim relacja LIVE narobiła sporego szumu wokół ZPCH. Myślę, że ta impreza już powoli obrasta jakąś legendą 🙂 . A w rzeczywistości jest tak, że o wszystkim decydują warunki – jestem pewien, że znajdzie się cała masa ludzi, która będzie w stanie zrobić o wiele więcej kilometrów niż my – wybiorą się na trasę któregoś dnia o pięknej pogodzie i później będą mogli się z nas nabijać 😉 . Szkoda, że nie można być pewnym takich samych warunków za rok – bo to jest wielka loteria. Trudność całej trasy może znacznie wahać się w zależności od warunków zastanych danego dnia.

    Shane,

    „rzeczy niemożliwe udają się tylko tym, którzy nie wiedzą że są niemożliwe.” To mogłaby być moja rajdowa maksyma! 🙂 . Myślisz, że dlaczego porwałem się na te 145km? 🙂 . A tak na poważnie już, jeśli ma się trochę rozsądku w głowie, wie kiedy się wycofać i ma trochę doświadczenia, to można próbować porywać się na wielkie, nawet niebezpieczne, wyzwania. Tak to widzę po starcie w ZPCH.

    Jan B.

    Dobry pomysł i tak chyba zrobimy za rok. Poza tym, że ekipa 2010 startuje bez żadnych selekcji 🙂 .

    Spiochu,

    Dość kontrowersyjne postawienie tematu. Wychodzę z założenia, że to, co robię (rajdy, góry, podróże), robię na własną odpowiedzialność i jeśli coś mi się stanie, to tylko ja za to będę odpowiadał. Inaczej sprawa ma się z organizacją czegoś dla innych – nawet jeśli w formie bardzo nieformalnej, naprawdę nie było mi do śmiechu, siedząc w Śląskim Domu cały wieczór na telefonie i próbując dowiedzieć się czy wszyscy są już bezpieczni… Myślę, że jesteśmy w stanie zachować ten wyjątkowy, kameralny klimat imprezy, jednocześnie dbając w najwyższym możliwym stopniu o bezpieczeństwo uczestników, przedstawiając im jakieś zasady, których muszą przestrzegać, jeśli chcą się bawić razem z nami.

    Narty,

    Jeszcze kilka słów nt. nart. Ja się na tym nie znam, ale myślę, że idea przejść ZPCH na rakietach jest tą najbliższą zmagań z własnym charakterem 🙂 . Co nie znaczy, że w przyszłym roku ktoś nie będzie mógł wystartować na skiturach np. sam jestem ciekaw kto będzie szybszy…

  25. Kuerti mówi:

    Witam wszystkich nowych komentatorów! Mam nadzieje, że zostaniecie na PK4 🙂 .

    Przemo,

    GSS zimą? Latem na razie jeszcze nikomu się to nie udało – w 2008 nasz, mam nadzieje Traveller NG, Petro próbował, ale z powodu kontuzji musiał się wycofać mniej więcej w połowie.. Ale jestem pewien, że prędzej czy później ta trasa padnie, może nawet ja spróbuje kiedyś swoich sił – i wiem co teraz sobie część z Was pomyślała.. kto wie 😉 , może i zrobimy kiedyś Letnią Próbę Charakteru 😉 .

    Opis sprzętu:

    Głowa:

    Buff + Kominiarka + Czapka z polaru: buff i kominiarka szybko zamarzły, wystarczyło trochę wilgoci i zamiast przyjemnego w dotyku materiału mieliśmy lodową osłonkę, to nie było przyjemne! W tych warunkach lepiej sprawdziłaby się jakaś maska z neoprenu itp. (może ktoś się wypowie na temat zastosowania takich masek w takich warunkach?). Czapka była ok, ale generalnie muszę sobie kupić dobrą czapę na kolejny rok. Szkoda, że moja kurtka nie ma takiego pełnego kołnierza, który mógłby służyć za osłonkę na twarz.

    Korpus:

    Craft Pro Zero + Craft Pro Zero Windstopper + Polar z Powerstretchu + kurtka Gore-Tex Paclite: Było idealnie, przydałaby się natomiast w rezerwie jeszcze cieplejsza (Crafty są dość ciepłe) koszulka, przed wyjazdem planowałem zakup Devolda z wełny Merino (trochę szkoda mi było kasy – 220zł, za to mam 2 koszulki Crafta..). Polar bardzo dobrze się sprawdził. Kurtka tak samo – ten mój Paclite to ten z serii nieco cięższych (waży ok. 500g, są też taki leciutkie 200-300gramowe, taki planuję zakupić na wiosnę).

    Ręce:

    Rękawiczki z Powerstretchu o gramaturze 240 + rękawice narciarskie: Jak robiło się zimno to nakładałem rękawice narciarskie, zestaw sprawdził się. Na przyszłość na pewno dokupię łapawice, to na wypadek dużych mrozów, czy generalnie jazdy na rowerze zimą.

    Nogi:

    Letnie leginsy Raidlighta + Dobsomy: Za rok kupuję takie same leginsy, ale na zimę – na ZPCH było ok, ale gdybym miał cieplejszą wersję to byłoby jeszcze lepiej.

    Buty:

    Salomony XA PRO 3D bez gore + Rakiety śnieżne + skarpetki z wełny Smartwool + kilka innych par skarpetek biegowych: Było ok, co prawda buty były cały czas wilgotne, ale przy marszu nie było problemów z zimnem. Na przyszłość planuję zakup IceBugów, czyli specjalistycznych butów do biegania zimą – ewentualnie sprawdzić mogły by się Salomony z gore (Marek z Kamilą takie mieli i sobie chwalili).

    Do tego kijki trekkingowe, plecak Salomona (a w nim: apteczka, nrc, ciepłe kalesony Crafta, czołówka, kompas, mapa). Generalnie startowałem na lekko. Przy ciągłym marszu i nadwyżkach ciepła nie miałbym problemów, żeby przetrwać całe ZPCH w tym stroju.

    Zmiany za rok? Sahib podsunął pomysł płachty biwakowej jako element wyposażenia obowiązkowego, to świetny pomysł! Wezmę więc płachtę, ciepłe kalesony + ciepła koszulka. Lepsze buty zamiast Salomonów (swoją drogą i tak poprzecierały mi się linki 🙁 ), łapawice zamiast rękawic narciarskich i dołożę więcej elementów dla bezpieczeństwa (gwizdek – tak, przyznaję się, zapomniałem, ogrzewacze chemiczne – Krzysiek Nosal miał świetne! Firma Blue Mountain, trzymały ciepło bardzo długo! oraz światło chemiczne). To wszystko, ktoś ma jakieś uwagi?

    Aha, zamiast camela wezmę picie w butelkach – zastanowię się też nad ter

  26. Krolisek mówi:

    termometrem? termitierą? terpentyną?

    (przepraszam, ale jak widzę zagadkę, to nie mogę się powstrzymać 😀 )

    linki do salomonów – u nas w wawie w firmowym sklepie dawali za darmo zestawy naprawcze, warto popytać

  27. Przemo mówi:

    termosem? 🙂

  28. marcin mówi:

    GOGLE, Grześku GOGLE! 🙂

    Ta moja polarowa żółta opaska-buff???-naciągnięta na nos, elegancko się spisała-zamarzała po bokach ale nie było to jakoś strasznie drażniąco-nieprzyjemne, minusem tego jest, że po jakimś czasie, gdy namoknie to ciężko się oddycha…

    Nie wiem co z ta płachtą, znaczy: co dała by sama płachta?-fakt że przed wiatrem ochroni, ale spędzić parę godzin w płachcie przy takiej pogodzie, to nie wiem czy by na wiele się zdało? nigdym nie siedział w płachcie bez psiworka> a może jakiś lekki śpiwór do ‚zestawu obowiązkowego’??? zależne oczywiście od prognozowanej pogody…

    „…zastanowię się też nad ter” miałeś na myśli jakiś bimberek 🙂 bo znam dobrego producenta -tower z pierwszej ręki, sprawdzony, nie wymiotny a i na oczy się nie rzuca …

  29. Paweł mówi:

    Ja ciągle jestem pod wrażeniem olbrzymiego wpływu pogody na całe przedsięwzięcie. Grzesiek początkowo wspominał o łamaniu 28 h, a skończyło się na trzydziestu paru kilometrach. Kurcze, to nie jest Zimowa Próba Charakteru tylko Zimowa Próba Górskiej Pogody – to ona jest tu najważniejsza. Silny charakter guzik da jeśli się przydarzą znowu ekstremalne warunki. Naprawdę, w takich chwilach można nabrać respektu do gór.

    Czytałem świetną relację live i żałowałem że nie ma mnie z Wami. Film znakomity, daje wyobrażenie co tam się działo na górze. Mam wrażenie, że ubraliście się (niektórzy) trochę zbyt rajdowo, trochę za lekko. Poza tym za rok trzeba by dzień wcześniej wejść na górę i sprawdzić jakie są warunki. Wtedy zadecydować o wyposażeniu. Możliwe że nie będzie już tyle śniegu i Próba będzie znacznie łatwiejsza. Aha, jeszcze jedno: nie wiem jak traktujecie wykorzystanie GPS? Zdaje się że Przejście to impreza liniowa, może by więc dla bezpieczeństwa (marsz nocą przy bardzo ograniczonej widoczności) wspierać się czasem wskazaniami GPSa? Byłoby bezpieczniej.

  30. Krolisek mówi:

    wiem, wiem – TERMINARZEM!

  31. rocha mówi:

    TERENOWYM samochodem dla supportu

  32. Adamo mówi:

    Krolisek,
    To musi byc cos logicznie zwiazane z tym zdaniem:
    „Aha, zamiast camela wezmę picie w butelkach – zastanowię się też nad ter”

    Mi wychodzi ze „termoforem” 😉 Mozna nalac/transportowac napoje…no i zagrzac sie:)

  33. memor mówi:

    Paweł,
    W tym roku mieliśmy kilka GPS’ów problem w tym, że załadowalismy ślad z letniego przejścia a szlak zimowy w Karkonoszach ze wzgledów bezpieczeństwa biegnie nieco inaczej. Mapa którą miałem załadowaną do Gps’a także nie uwzgledniała szlaku zimowego.

    Przemo,
    Może masz ślad GPS zimowy z odcinka Odrodzenie – Dom Śląski? Niestety nie mogłem w nocy namierzyć traserów odchodzących bardziej na południe i poszliśmy nad kotłami stawów:-(

  34. Krolisek mówi:

    Adamo, słowo „też” wskazuje na to, że może to być cokolwiek! 😀

  35. Wigor mówi:

    Jak nic TERMOS jak już wcześniej padło.

    Dajcie mi skan mapy z zaznaczona trasa przejścia to zrobię w ozim dokładny ślad. Zresztą jeśli można w dany gps wgrać skalibrowany skan mapy to problem załatwiony.

    Osobiście uważam ze sprawdzenie warunków tydzień wcześniej nic nie da, pogoda w górach zmienia się z godziny na godzinę co ostatnio dokładnie pokazała.

    Jak dla mnie wyposażenie obowiązkowe to tylko folia NRC (mając np dwie nrc z jednej robimy namiot z drugiej śpiwór, małe, zgrabne i poręczne, przecież nie mamy spędzić w górach miesiąca tylko skorzystać w krytycznej sytuacji do poprawienia warunków bądź nadejścia pomocy), a reszta wedle uznania. Co do przejścia w parach to ograniczyłbym się jedynie do Karkonoszy, dalej to już „porośnięte lasem pagórki” wiec nie ma ryzyka. Bo dlaczego miałbym rezygnować z dalszego przejścia na 100km trasy w przypadku kontuzji partnera bądź odwrotnie?

  36. memor mówi:

    Wigor,

    Jak dobrze pamiętam to na mapie przejścia jest zaznaczony szlak zimowy jednak przy tej skali trasowanie w ozim może być obarczone zbyt duzym błędem. Do tego lepsza by była dokładniejsza mapa samych karkonoszy

  37. Wigor mówi:

    jest dostępna 25 galileos więc mogę ją zeskanować na skanerze wielkoformatowym (skan 10zł za stronę), tylko nie wiem czy dostanę taką w Szczecinie.

    Zresztą ślad nawet zrobiony w terenie za każdym razem będzie miał pewne różnice

  38. memor mówi:

    Sprawdziłem dokładnie ślad w GPS’ie – oczywiście od momentu jak go włączyłem (kilkaset metrów przed spaloną) – jednak szliśmy szlakiem zimowym pomiedzy słonecznikami a spaloną. Tak czy siak ślad warto zrobić aby mieć na przyszłość. Poza tym wydaje mi się, że Krzysiek Dusza miał cały czas włączony GPS, więc ślad powinien być.

  39. memor mówi:

    Wrzuciłem do Galerii wiekszość zdjęć. Pozostałe – Moniki – wrzuce dzisiaj wieczorem. Miłego oglądania, wspominania…. 🙂

    Dodatkowo na tubę wrzuciłem filmik ze startu http://www.youtube.com/watch?v=0bJ0GAjrBL4

    pozostałe filmy wkrótce 🙂

  40. Kuerti mówi:

    Najpierw zagadka!

    Oczywiście, że zastanawiam się nad zabraniem na trasę ter… termosyfonu, czyli urządzenia do samoczynnego krążenia wody zimnej i ogrzanej! Myślę również o terpentynie, czyli ciekłym, lotnym składniku żywic drzew iglastych (Sahib pewnie dopowie więcej szczegółów 🙂 ), w obwodzie natomiast pozostaje termakadam, czyli dolna nawierzchnia jezdni! (Leksykon szaradzisty rządzi! :D)

    A poważnie, to oczywiście chodziło o termos 🙂 .

    Marcin,

    Przed ZPCH nawet do głowy by mi nie przyszło, że w Karkonoszach przydatne mogą być gogle, człowiek uczy się całe życie 🙂 .

    Co by dała płachta? Myślę, że do pary z folią nrc stanowiłaby podstawowy zestaw przetrwania, może niezbyt komfortowy, ale za to lekki. Do tej pory tylko dwa razy spałem w płachcie (w Fogaraszach i Bucegach), no ale miałem śpiwór…

    Paweł,

    Ja byłem ubrany na względnie lekko, ale cały ubiór spisał się na 4+, o ewentualnych zmianach pisałem powyżej.

    GPS jak najbardziej dozwolony.

    Wigor,

    Ulka podpowiada, że zabierając 3 folie możesz zrobić sobie piżamę :D:D:D.

    Co do rozdzielania się zespołów, na pewno będziemy się zastanawiać nad tym. Na chwilę obecną widzę np. takie rozwiązanie, Twój partner rezygnuje, a Ty dołączasz się do innego teamu.

    W sprawie śladu,

    Na pewno takowy by się przydał, ale ja się na tym nie znam 🙁 . Jeśli ktoś może zrobić dokładny track, to byłoby super.

  41. Kuerti mówi:

    Sebastian to urodzony reporter 😀 .

  42. Krzysiek D mówi:

    Witam Panie i Panowie!

    Ślad z ZPCh tutaj:

    http://sites.google.com/site/pkzadaleko/wypady/ZPCh2010

    P.S.
    Brakowało tylko wejścia na Śnieżkę więc dodałem ręcznie.

  43. przemo mówi:

    memor

    Niestety jeszcze nie dorobiłem się GPS-u, ale kolega chodzi z nim po Karkonoszach, i jak wróci to go podpytam.

    Kuerti

    Co do eliminacji:
    Propozycja Jana B. ma według mnie jedną wadę.Przez dwa lata kondycja może być diametralnie różna. Dobrym rozwiązaniem byłoby gdyby wszyscy chętni wzięli udział w PKJ. Daje to możliwość poznania profilu trasy oraz wyobrażenie o wysiłku jaki trzeba włożyć w pokonanie trasy.
    Nie zapominajmy, że próba odbywa się w warunkach zimowych, więc doświadczenie górskie zimą jest dodatkowym plusem.

    Co do płachty biwakowej:

    Lekkie i w miarę o dobrych parametrach płachty trochę kosztują, ale jeśli miałbym wybierać miedzy nocą spędzoną w płachcie, a foli NRC, to wybieram to pierwsze. Operowanie folią w takich warunkach jakie Was zastały jest cholernie ciężkie. Dobra i gruba płachta z foli NRC, niestety trochę waży, ale jest tańsza. Temat biwaków zimowych to dosyć szerokie zagadnienie wiec jeśli byś chciał to mogę się pokusić o napisanie takiego tekstu np. na forum 😉

    Co do sprzętu:

    Pomyśl może o zakupie swetra puchowego, albo jakiegoś warmshirt`a. Nakładasz to na koszulkę na to membranę, i jest git. Jeśli szukasz kurtki to może ta by się nadała http://www.bzyk-extreme.netidea.pl/index.php?a=opis&k=&id=161. Mam ją i sobie chwalę 🙂

    Co do rozważań rakiety vs narty:
    Wydaje mi się, że najlepszym rozwiązaniem będą jednak rakiety. Rakiety w przypadku małej ilości śniegu, można przypiąć do plecaka i napierać dalej. Noszenie nart ( a w szczególności zestawu turowego) niepotrzebnie tylko obciąża zawodnika.

  44. Wigor mówi:

    Trzy folie NRC to byłby zbytni komfort, normalnie jak w domu, a to ma być przygoda i jeszcze raz powtarzam nocowanie w terenie to ostateczne rozwiązanie, na krótką chwile, 48h organizm spokojnie wytrzymuje bez snu.
    Jeśli chodzi o sztukę przetrwania to polecam serie filmów na discovery „Szkoła przetrwania” i „Człowiek, który przetrwa wszystko”. W pierwszym cyklu głównym bohaterem jest były komandos Bear Grylls, który ciągle jest w ruchu i zje wszytko co spotka po drodze, wszelakie owady itp., a co najważniejsze ma przy sobie tylko nóż, manierkę i krzesiwo, czasami jakiś plecak. Drugi cykl to doświadczony surviwalowiec tylko dla odmiany ten siedzi 4 dni w miejscu i zjada roślinki, próbuje coś upolować, zazwyczaj z marnym rezultatem, buduje sobie jakieś lepsze schronienie a dopiero potem rusza w drogę do cywilizacji.
    Wiec dla takiego Bear Grylls’a nawet jedna NRC to aż nadto.

    Krzysiek
    widzę po śladzie, że przed Okrajem poszliście na skróty omijając G. Skalny Stół i G. Czoło

  45. Krolisek mówi:

    Był też taki koleś, co szedł w piance przez Andy, żeby potem spłynąć Amazonką wpław, ale tubylcy wzięli go za człowieka-rybę i chcieli zjeść 😉
    Trzeba uważać.

    A może ktoś by napisał jakiś spójny tekst o zimowych biwakach i patentach?

  46. przemo mówi:

    Bear Grylls to przede wszystkim showman. Stoi za nim ekipa, która w razie W pomaga (na początku każdego odcinaka jest stosowna wstawka. Był szkolony w SAS, a wątpię, by którykolwiek członek próby odbył tam szkolenie. Ten drugi jest fajniejszy 🙂 .
    Pomysł, że 3 folie to za dużo proponuje przećwiczyć przy silnym wietrze temp. odczuwalnej -20 po przejściu 10 km w głębokim śniegu. Tylko należy wcześniej pamiętać o sporządzeniu testamentu 🙁 . Na to przy jakiej temperaturze wytrzymamy ma wpływ wiele czynników np. zmęczenie, odwodnienie, brak odpowiedniej ilości pożywienia. No i nie należy zapominać o psychice. Mała załamka chęć zamknięcia oczu, i bardzo możliwe, że Twój ostatni marsz będzie do Bozi.

  47. Wigor mówi:

    Dla celów rajdowych jedyny rozsądny to wykopać jamę śnieżną (o ile jest śniegu co najmniej na metr), przetrwać najgorsze i ruszyć dalej w drogę.
    Najważniejszym elementem w jamie śnieżnej jest mały dołek, w którym będzie gromadzić się zimne powietrze, najlepiej zaraz przy wejściu, bądź dwa rowki wzdłuż boków jamy. Bardzo ważne by nie zasłaniać śniegiem całkowicie wejścia (możliwość uduszenia) i budować jamę od strony zawietrznej stoku.

    Przemo
    oczywiście ze Bear to showman, ale właśnie taki sposób przetrwania mi odpowiada, byle do przodu, bez względu na wszystko.
    To tylko przyklad jak można postępować a MY na takiej Próbie mamy za zadanie pokonać dystans a nie bawić się w robienie obozów zimowych w terenie. Mamy ze sobą odpowiedni zapas jedzenia i picia, a gdy się skończy można bez problemu uzupełnić w miejscowościach leżących na trasie przejścia.

  48. Krzysiek D mówi:

    Wigor:
    „widzę po śladzie, że przed Okrajem poszliście na skróty omijając G. Skalny Stół i G. Czoło”

    Tak, ponieważ ta droga o której piszesz jest podobno zamknięta w zimie.

  49. Adamo mówi:

    Wydaje mi sie ze sprawa jest prosta.
    Albo bedzie dobra pogoda na przyszla ZPCH albo nie. Przy bardzo zlych warunkach trzeba miec sprzet na wysokie gory (o Karkonoszach mowi sie ze maja klimat alpejski-na Sniezce w roku sa 3!!! dni bezwietrzne). Wtedy musi byc wszystko co zapewni bezpieczenstwo. Inna sprawa, ze wtedy nie ma najmniejszych szans na zrobienie calosc i juz na dole dzien wczesniej po prognozie pogody bedzie o tym wiadomo.
    A moze rozwazyc tez sztafetowe przejscie?
    Mozna by sie umowic i kazdej ekipie „przydzielic” jakis odcinek 🙂
    Mozna by tez poswiecic na to wiecej dni. Cel jest przeciez zdefiniowany-ma byc przejscie-zatoczenie petli. Moze pomnozyc czas razy dwa?
    Nie fajnie bylo by jednak zaliczyc calosci nawet w 96 godzin?

    Czy mozna na przejsciu nocowac w schroniskach?
    Przepaki odpadaja? Czyli nie mozna zostawiac/dobierac sprzetu?

    Co do samego napierania to mysle podobnie jak ktos napisal. Juz czworka pozwala na zmiany przy przecieraniu szlaku – wspolne dysponowanie ekwipunkiem.

  50. Paweł mówi:

    „…Bear Grylls, który ciągle jest w ruchu i zje wszystko co spotka po drodze…”

    Nie chciałbym stanąć mu na drodze 🙂

  51. seba mówi:

    witam to ja jeden z kolegow Tomka:)po przeczytaniu licznych komentarzy, powiem od siebie. Zeby zrobić to zimą należy mieć 4 max 6os zespół nastawionych na atak calego dystansu bez wzgledu na warunki. Atak non stop z ewentualna 2h drzemka. Dobra czolowka, baterie na zmiane, gogle, cos cieplego(bielizna termo na zmiane), termos lekki plecak, rakiety, izotoniki i mozna to zrobic. No najwazniejsze przygotowanie silowe nog przydadza sie napewno. Najwazniejsze jednak bedzie sila grupy co udowodnilismy goniac czlowa czworke. W grupie jest to do zrobienia, oczywiscie warunki musza troche dopisac:)

  52. seba mówi:

    Pozdrawiam wszystkich uczestnikow ZPCh,dzieki za wspolny wyjazd i doswiadczenia. Wiekszosc z was jest z wroclawia moze bede tam 21 lutego wiec jesli mozecie to przygotujcie na plytach wszystkie zdjecia czy filmy bede sie z wami kontaktowal dzieki z gory:)

  53. Kuerti mówi:

    Przemo,

    Generalnie chodzi o selekcje na podstawie poprzednich startów, jak ona będzie dokładnie wyglądać, to jest kwestia do ustalenia. Przy limicie 20-30 osób domyślam się, że za rok tak czy inaczej będzie trzeba jakoś wybrać tych ludzi, bo nie wierzę, że po takiej reklamie najtruniejszej imprezy w PL ;), nie będzie wystarczającej liczby chętnych.

    Jeśli masz wiedzę i chęci, aby napisać tekst o zimowych biwakach to z przyjemnością udostępnie Ci trochę miejsca na PK4!

    Kurtkę akurat mam już niezłą, Gore TNF – nie za lekki, nie za ciężki, uniwersalny!

    Wigor,

    Racja! My cały czas mówimy o imprezie RAJDOWEJ! I odcinku raptem kilku, może kilkunastu kilometrów w Karkonoszach, gdzie można spotkać naprawdę trudne warunki, ale startując odpowiednio wcześnie jesteśmy w stanie pokonać najgorsze za dnia. Oczywiście należy zadbać o bezpieczeństwo, ale nie róbmy z ZPCH jakieś oblężniczej ekspedycji! Po pierwsze dlatego, że mało kto może pozwolić sobie na przeznaczenie prawie tygodnia na taki wyjazd, po drugie, przecież chodzi o wyzwanie, prawda?

    Na forum biegajznami.pl – http://biegajznami.pl/forum/viewtopic.php?t=30343&postdays=0&postorder=asc&start=30 – GiganT napisał, że nie ma ŻADNYCH szans na pokonanie całej trasy w założonym czasie (nie wiem kim jest GiganT i jakie ma doświadczenie w tym temacie), odpisałem mu tak:

    „Nie będę Cię przekonywał, że pokonanie całej trasy ZPCH zimą jest możliwe. Ty mówisz – niemożliwe i nie podejmujesz wyzwania, ok, Twoja wola. Ja mówię, a może jednak damy radę? I próbuję. Nie uda się raz, drugi, może i trzeci, ale w końcu po to się bawimy w to ultra, żeby przeskakiwać coraz wyżej zawieszone poprzeczki.”

    To jest mój punkt wyjścia, porwać się na coś z pozoru niemożliwego, mnie to kręci. Pokonanie całej trasy w 4 doby to już nie byłoby to samo. Przynajmniej dla mnie…

  54. przemo mówi:

    Hymmm.
    Zacytuję „Kurtka tak samo – ten mój Paclite to ten z serii nieco cięższych (waży ok. 500g, są też taki leciutkie 200-300gramowe, taki planuję zakupić na wiosnę). ” Dlatego zapodałem link 🙂

    Jeśli chodzi o selekcję:
    Wychodzi na to, że będę musiał się nauczyć biegać, i mieć oficjalne wyniki 😉

  55. Kuerti mówi:

    Przemo,

    Aaaa, dzięki 🙂 . Myślałem o Marmocie, ale o innym modelu, nie ma go aktualnie w Polsce niestety 🙁 .

    Dla tak aktywnych komentatorów możemy zrobić zawsze jakiś wyjątek 😉 . Poza tym jest jeszcze wiele czasu do przyszłego roku, a kalendarz pęka w szwach 🙂 .

    http://maratony.home.pl/pmno/

  56. przemo mówi:

    Nawet wiem o którą chodzi 🙂 http://4outdoor.pl/produkt/2255/nano-jacket-marmot

    Nom właśnie się zastanawiam nad Harpaganem 🙂

  57. Kuerti mówi:

    Miałem na myśli tę kurtkę:

    http://www.napieraj.pl/xoops/modules/wfsection/article.php?articleid=192

    Tańsza, waga podobna 🙂 .

    Harpagan to kultowa impreza, ale dość trudna, zwłaszcza jak na pierwszy raz. Może Kierat? Również nie lekki, ale w górach (ciężej, acz chyba przyjemniej), no i limit czasu dłuższy.

  58. przemo mówi:

    No właśnie o tych dwóch myślałem (tzn rajdach) 🙂 . Się zobaczy jak z formą będzie.

  59. rocha mówi:

    Jak to nie wiesz Kto to GiganT???
    🙂 🙂
    Myślałem, że każdy wie…
    Elegancko Was wypuszcza…
    Nieee da się, nie dasz rady, za wolny jesteś itd. Niejeden już życiówkę zrobił, gdy mu gigant na ambit wjechał.

  60. Kuerti mówi:

    Nie przeglądam forum biegajznami regularnie… więc nie znam GiganTa 😉 .

  61. zbych mówi:

    Kuerti!
    Gratulacje za pomysł i podjecie wyzwania.
    W opisie dot czasu wyjścia zawarłeś to nad czym ja zastanawiałem się wcześniej, ale nie biorąc udziału w projekcie nie chciałem się mądrzyć. Wyjście o 5h byłoby optymalne, i ja osobiście wychodzę w góry czy na treningi najczęściej o tej porze. Zimą w końcu stycznia przy pokrywie śniegu to można iść prawie że bez światła bo jest widno. Jeśli chodzi o czas 48h to jest to pewnie do zrobienia, ale przez uczestników dobrze przygotowanych nie tylko sprzętowo, ale i kondycyjnie. Ukończenie Harpagana jest możliwe przy minimalnym przygotowaniu (sam pierwszego harpa ukończyłem po 2 m-cznym przygotowaniu) natomiast przechodząc KOTLINĘ we wrześniu zdaję sobie sprawę, że ja bym jej nie ukończył po tak krótkim treningu. NIE wprowadzaj selekcji, niech jak najwięcej ludzi podejmuje wyzwania,ostatecznie idą dorośli, może porażka wyzwoli w nich chęć podjęcia intensywniejszych treningów. Więcej napieraczy to więcej pomysłów na rajdy, przejścia, biegi. uff ale się rozpisałem.

  62. wlkp mówi:

    Patrząc teraz już z perspektywy czasu i pod kątem ewentualnej selekcji osób do tej imprezy, to przecież na liście uczestników były trzy osoby (Daniel, Grzesiek i Maciek W.), które współpracując ze sobą powinny stworzyć bardzo silny team. Tymczasem błędem było, że każdy z tej trójki właściwie napierał osobno, a wiatr zawiewał przecierany przez Was szlak.
    Na pewno błędem była też zbyt późna pora startu.
    Pogoda w Karkonoszach najczęściej pogarsza się po południu.

    Czytam na różnych forach głosy niedowiarków i zupełnie się z nimi nie zgadzam. Ta trasa jest do zrobienia zimą w 48h.

    Już w trakcie trwania ZPCH zadzwonił do mnie Skiboy z propozycją, abyśmy po jego powrocie z Francji spróbowali zmierzyć się z trasą. Z początku byłem raczej nastawiony na nie, ale teraz już dojrzała we mnie decyzja na tak.
    W ostatni weekend lutego albo w pierwszy weekend marca ruszamy na dłuższy spacer po Sudetach!

    Grzesiek jeśli byłbyś zainteresowany, to mogę przesyłać meldunki z trasy, bo to w końcu tu zaistniał ten pomysł.
    Pozdrawiam i jeszcze raz gratuluję tym, którzy zmierzyli się z trasą.

  63. Wigor mówi:

    Niestety nie miałem technicznych możliwości by dotrzeć wcześniej na start, z Mackiem minąłem się całkowicie nieświadomy tego faktu, a we dwóch na pewno byśmy poszli dalej, bez zatrzymywania się w śląskim domu, samotnie walka z tym wiatrem nie była warta zachodu, zwłaszcza, że było to zaraz na początku trasy, co innego jakby to meta była na śnieżce, wtedy żaden wiatr by nas nie powstrzymał.

  64. Kuerti mówi:

    Zbych, witaj na PK4!

    Dzięki za miłe słowo, tylko dodam, że pomysłodawcą ZPCH był Marek Kowalski, zwany Memorem.

    Słówko na temat selekcji.. zakładam, że te trudne warunki, które mieliśmy w Karkonoszach, duży dystans, zima i generalnie chęć zmierzenia się z „niemożliwym” zainteresuje w przyszłym roku więcej osób – co jest oczywiście nas strasznie ucieszy, jeśli rzeczywiście tak będzie, ale.. ani ja, ani Marek nie podejmiemy się „organizacji” imprezy dla jakichś tłumów. 20-30 osób jest liczbą w sam raz – może w 2012, o ile nie będzie końca świata, zwiększymy ten limit.

    Wlkp,

    Wiesz, niby człowiek ma doświadczenie, dysponuje jakąś tam inteligencją, która teoretycznie powinna ustrzegać go przed popełnianiem błędów, a mimo te błędy robi.. cóż mogę powiedzieć? Teraz jesteśmy mądrzejsi o masę doświadczeń, za rok będzie na pewno lepiej, nawet jeśli warunki miałyby być jeszcze gorsze!

    Co do ponownego pokonania trasy.. ostatnio dzwonił do mnie Sebastian z pytaniem czy próbujemy w marcu znowu… Marek z Kamilą myślą o tym samym. Ja przemyślałem sobie sprawę i osobiście jestem na nie – przynajmniej jeśli chodzi o oficjalny szyld ZPCH, ta impreza rozgrywa się raz na rok, to jest ta oficjalna Próba. A takie próbowanie każdego weekendu odbiera trochę magii temu przedwsięwzięciu, co nie znaczy, że odbieram komuś prawo do podjęcia wyzwania! Próbujcie, będę trzymał za Was kciuki i chętnie poczytam relacje, czy smsy z trasy!

  65. komandos mówi:

    gratuluje, za rok chce jechac wraz z wami, o ile sesja pozwoli.

  66. seba mówi:

    Masz racje Grzesiek spytalem owszem czy nie sprobowac jeszcze raz ale w tym roku juz starczy za rok napewno bede probowal a proba co tydzien nic nie da. Mysle ze nabiore doswiadczenia np na Kieracie na ktory namowil mnie Slawek, poczatkowo nie bylem przekonany bo mam polmaraton w Hajnowce ale mysle ze Kierat bedzie lepszym przygotowaniem do biegu Rzeżnika. Wybieramy sie 19-21 luty w Tatry na marsz moze ktos chętny.?

  67. memor mówi:

    My z Kamą planujemy owszem ale rekonesans w celu….zreszta w jakim celu jest rekonesans każdy wie:-)

  68. jip mówi:

    Dorzucę swoje trzy grosze.

    Nie jestem za tym by robić jakieś kwalifikacje, np. trzeba mieć zaliczoną setkę. Myślę, że ze względu na swoją formułę i to że ludzie są najpierw chętni a potem i tak rezygnują impreza nadal zostanie kameralna. Piszę tak ponieważ myślę również o swoim przypadku, całej setki nie przejdę ale półsetkę za to z uśmiechem na ustach 🙂 I też mam na tyle nawalone w głowie, że bym się wybrał za rok chętnie 😉 Oczywiście nie chciałbym przy tym być dla nikogo obciążeniem, ani żeby ktoś mi ciążył – zgadzam się z Danielem. Jestem na tyle duży i rozsądny, że wiem kiedy zbliżam się do granicy – i jestem wtedy happy, lub pogoda zbliża się do granicy. Więc otwarta towarzyska formuła jak najbardziej i każdy odpowiada za siebie, i myśli in any case o kolegach. Góry nie uczą rozsądku, za to szybko uczą pokory 😉

    A to co robi Bear Grylls imho to ściema. Jak się ma ze sobą całą ekipę i zaplecze, które jeszcze pewnie sprawdza to i owo czy jest bezpiecznie i widowiskowo, to można chojraczyć. Natomiast Les Straud rzeczywiście jest sam i z niczym i zachowuje się tak jak rozbitek powinien – mądrze i rozsądnie, bo w prawdziwej rzeczywistości skręcenie kostki, złamanie nogi, uderzenie w głowę itp. małe głupoty mogą decydować o przeżyciu lub bielejących kościach 😉 Ale spodnie ma fajne.

  69. Wigor mówi:

    Moje porównanie Bear z Lesem miało na celu uwidocznienie, że Rajd to nie jest sztuka przetrwania w jednym miejscu tylko ciągle poruszanie się do przodu, masz cel (META) tak jak Bear ma na celu by dotrzeć do cywilizacji, oczywiście darujmy sobie te wszystkie skoki i inne karkołomne akrobacje

  70. jip mówi:

    Wiem Daniel 🙂
    Moje przemyślenia były bardziej off topic – na temat samego tego show, bleeeee 😉 Samo fałszowanie rzeczywistości przez to show na dłuższą metę mnie po prostu drzaźni. Ale spodnie ma fajne 😉

  71. jip mówi:

    Aha, ktoś wspominał o NRC na grubej folii plastikowej. Ja na taką poluję od dawna! Pls wielkie o namiary, kto to produkuje, albo gdzie można spod lady kupić! 😉

    Moją starą, jak z gardła już nie raz psu wyjętą, niestety musiałem w końcu wywalić, zbyt pochopnie, a była super 🙂 zjeżdżało się na niej na śniegu w górach first class. Teraz spotykam tylko same o połowę cieńsze od alu do pakowania kanapek 🙁 a mnie się marzy znowu taka pancerna, na wszystko 🙂
    Bear Gryllls by z niej zbudował nawet odrzutowiec, a nie, przepraszam, to był Mc Gayver, chwila a może jednak Grylls, kurczę, tak podobne są te seriale w tych czasach ;P

  72. seba mówi:

    Dzieki Grzesiek za wrzucenie na maratonypolskie i maratonczyk. Pozdrawiam! Aaaa Marek jak bedziecie sie wybirali na rekonesans dajcie znac to moze i ja bym sie przeszedl jesli bede mogl:) Pozdrawiam

  73. Paweł mówi:

    jip,

    Ja z tym Grills’em ze dwa programy tylko oglądałem ale wydaje mi się, że nie ma co mu zarzucać, że ekipę filmową ze sobą wozi. A jak inaczej nakręcić podobny program? Facet zdaje się w SASie był więc udowadniać nie musi, że jest twardzielem. Chyba najbardziej wartościowe są różne survivalowe patenty które ten facet pokazuje. A to całe show to niestety wymagania komercji, speców od ogladalności.

  74. Kuerti mówi:

    Informacje na portalach internetowych to zasługa Moniki, ona ma wtyki 🙂 .

  75. seba mówi:

    W takim razie Dziekuję Moniko:) bede wiedzial teraz do kogo kierowac ewentualne prosby o strony itp.Pozdrawiam

  76. jip mówi:

    Paweł,
    wiesz, jak widzę np. że Grylls pije wodę z odchodów słonia przefiltrowane przez koszulę po to by biec do przodu to… no comments, najprostsza droga do zakażenia, odwodnienia organizmu przez biegunkę i zejścia z tego świata w ciągu 24 h w takim klimacie. Sporo z tych sytuacji jest inscenizowanych, do czego producenci trochę się przyznają gdy to wychodzi na jaw. Owszem Grylls był w SAS, ale to nie są typowe metody SAS bo inaczej niewielu by ich przeżyło 😉 Ale nie, nie wszystko w tym show, jest złe czy lekkomyślne, niektóre rzeczy są naprawdę ok. Tylko niewielu to zauważy i będzie myślało, że survival to bułka z masłem.

  77. Paweł mówi:

    jip,

    Nie wiem jak to jest z tymi odchodami słonia, nigdy nie próbowałem 🙂 Nie widziałem też tego odcinka o którym wspominasz. Myślisz, że twórcy programu zdecydowali by się na propagowanie metod przetrwania wyssanych z palca, bardziej groźnych niż mających pomóc? Mnie się wydaje, że to byłoby zbyt ryzykowne, chyba muszą mieć jakichś specjalistów – konsultantów.

    Survival to sztuka trudna zarówno do pokazania a jeszcze trudniejsza do wytrenowania. Można sobie treningowo skrobać patyczki w lesie ale w sytuacji prawdziwego strachu, bólu, zagrożenia życia wszystko może się zmienić. Wtedy ponoć najważniejsza jest psychika, wola przetrwania. Według piramidki ważności czynników decydujących o przeżyciu lub śmierci (pamiętam zdaje się z Pałkiewicza) podstawą jest właśnie wola przetrwania – dopiero na drugim miejscu jest wiedza. Jak ćwiczyć ten najważniejszy element: wolę i siłę psychiczną? To bardzo trudne. Siedząc w fotelu i oglądając program w TV nikt się tego nie nauczy. Survival to na pewno nie jest bułka z masłem.

  78. jip mówi:

    Paweł 🙂
    Metody może nie są wyssane z palca, ale sporo bardzo ryzykownych, i ryzykownych zachowań. Np. wodę można zdobyć na kilka sposobów, powstaje pytanie na ile bezpieczne będzie jej picie potem no i samo zdobycie, także na ile efektywne. Gdyby Grylls nie był nastawiony koniecznie na parcie do przodu i chyba program nie nastawiony tak bardzo na show to pokazywałby lepsze, bezpieczniejsze metody. Gdy ma się ze sobą całą ekipę, przygotowuje ujęcia, reżyseruje zdarzenia i scenariusz show, to realizmu niestety braknie (nie we wszystkim oczywiście) i zostaje program rozrywkowy tv, a nie dokument. I tak imo należy patrzeć przez filtr na to co robi Grylls.
    Pierwsze, oczywiście psychika – wola przetrwania i zachowanie spokoju, drugie – wiedza, trzecie – zdolność improwizacji, czyli wiedzy wykorzystanie.

  79. Kuerti mówi:

    Az muszę sobie obejrzeć w końcu popisy tego Pana 🙂 . Taką mu reklamę zrobiliście chłopaki 🙂 .

  80. Paweł mówi:

    Grzesiek,

    Ja też niewiele razy widziałem ten program, więc nie zamierzam go reklamować 🙂 Pewnie sporo racji ma jip: można obejrzeć ale trzeba pamiętać, że to w dużej części show, podpatrywać ciekawe patenty ale nie łykać ich bezkrytycznie.

  81. monia mówi:

    Seba – proszę bardzo, przyjemność po mojej stronie 🙂 jakbyś czegoś potrzebował wal śmiało, maila masz.
    Marek – filmy extra 😀
    pozdrowionka!

  82. misiakuu mówi:

    Hej!

    Rękami i nogami zapisuję się na kolejną edycję! Wczoraj mi Robert Podsiadły o niej opowiadał, dzisiaj sprawdziłem – chcę tam być! 🙂

    Pozdrowienia! 🙂

  83. Kuerti mówi:

    Cześć Misiakuu!

    Zaglądaj więc czasem na PK4, w listopadzie więcej info!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Back to Top ↑
  • TUTAJ PRACUJĘ

  • FACEBOOK

  • OSTATNIE KOMENTARZE

    • Avatar użytkownikaGryHazardowe Gorąco polecam tę książkę. Bardzo pomocne są metosy wysyłku. – WIĘCEJ
    • Avatar użytkownikaAnka Interesująca książka, dzięki za fajny artykuł wiem już co szukać w księgarni. pozdrawiam – WIĘCEJ
    • Avatar użytkownikaKrzysztof ze wsi Świetny start, wielkie gratulacje!!! – WIĘCEJ
    • Avatar użytkownikaBorman Co to jest Power Bomba? – WIĘCEJ
    • Older »
  • INSTAGRAM

  • ARCHIWA