Kuertiego przypadki no image

Opublikowany 2 kwietnia 2008 | autor Grzegorz Łuczko

9

Trening w marcu

Głupek! Idiota! Debil! Kto i dlaczego? Czytajcie dalej!

W zasadzie marzec w założeniach miał wyglądać tak: dochodzenie do siebie po BWC w pierwszych dniach miesiąca, odbudowanie formy w środku, a pod koniec szlify szybkościowe (półmaraton w Wawie) pod kątem krótkich acz intensywnych Wertepów, które dopiero przede mną. Cały plan szybko poszedł w łeb i niestety muszę ten miesiąc uznać za stracony pod względem treningowych. Przejdźmy jednak do szczegółów.

Zaczęło się zgodnie z planem, BWC wbrew pozorom (bo niby czułem się nieźle tuż po…) odcisnął trwałe piętno w mym organiźmie. Tydzień po zawodach trenowałem mało, wedle samopoczucia, czułem się bardzo słaby. Dopiero w sobotę postanowiłem zrobić coś mocniejszego – 30 minutowy kros – i to było bardzo dobre posunięcie, liczyłem na „przełamanie” i tak też się stało. Niestety już po następnym tygodniu przyszło załamanie…

Wiecie jak to jest, człowiek po starcie zawsze ma pełno energii, chciałby trenować nie wiadomo ile, bo przecież następnym razem musi być lepiej! Ze mną nie było inaczej, w nastepnym tygodniu po BWC zacząłem wprowadzać kolejne środki treningowe, a że robiłem to jak wariat, nie biorąc pod uwagę ewentualnych konsekwencji… Wróćmy na chwilę jednak do tego, co zrobiłem w tamtym feralnym dla mnie tygodniu. Najpierw poszło bc2 – w środę, piątek – siła biegowa (której nie robiłem od roku) a dzień później 18 kilometrowy kros.

To był bardzo ciężki tydzień, ale organizm jeszcze jakoś się trzymał, może gdybym zluzował w kolejnych dniach… Ale ja oczywiście ani myślałem o luzie, kolejne bc2, rower w ciężkich warunkach i w piątek przed świętami byłem już ugotowany. Organizm się zbuntował i powiedział stanowcze nie! U mnie takie załamanie przebiega następująco – najpierw seria mocnych treningów, po których przychodzi osłabienie organizmu, budzę się rano i czuję, że dziś z treningu będą nici. Kolejne dni wyglądają podobnie, podwyższone tętno, ogólne osłabienie organizmu (trochę przypomina mi ten stan przeziębienie, ale bez kataru, gorączki itp.), zwyczajne robiegania mnie męczą, to, co wcześniej wydawało się takie łatwe, teraz przychodzi mi z dużym trudem. Najprościej ujmę to tak – nie czuję luzu w nogach, tego specyficznego uczucia gdy jest się w dobrej formie, wtedy bieg czy jazda sprawiają przyjemność i wykonuje się je bez wysiłku.

Z powodu ww. „krachu” zrezygnowałem z półmaratonu, a najchętniej zrezygnowałbym również z Wertepów, obiecałem jednak Piotrkowi Szaciłowskiemu start i teraz głupio mi się wycofać. Trochę mi go szkoda, bo wiem, że nie powalczymy za mocno, a on jest bardzo dobrze przygotowany (ja nie biegam 30 kilometrowych rozbiegań po 4 min na kilometr 😉 ). Najbardziej mi jest głupio z powodu tego idiotycznego błędu, który popełniłem! Po BWC poczułem się „napakowany siłą” z gór, przełożyło się to i na lekkość biegu (pierwszy i drugi zakres) jak i na prędkości (bc1 – 5:20-5:25min/km, wcześniej ok. 10 sekund wolniej). Trzeba było obiegać się na tych prędkościach i dopiero wtedy zwiększyć obciążenie, no ale nic, stało się i mówi się trudno. Następnym razem będę pamiętał (jakoś dziwnie sobie nie wierzę, może dlatego, że to nie pierwszy raz kiedy„zarżnąłem się” treningiem :>)!

Jak widzicie znowu marudzę, taka chyba moja dola, naczelna maruda polskiego adventure racing 😉 . Oczywiście mimo tych wszystkich problemów treningowych nie mam zamiaru odpuszczać na Wertepach! Co to, to nie! Zawsze staram się szukać pozytywnych stron, nawet tam gdzie teoretycznie ich nie ma. Tutaj takim pozytywnym aspektem będzie chyba start w mało sprzyjających warunkach, trening psychy, inaczej startuje się będąc w dobrej dyspozycji, a zupełnie inaczej gdy jest się zupełnie rozbitym, tak jak ja teraz. Tylko czy to jest powód do marudzenia, odpuszczania? Nie! Wiem jak trudno o mobilizację i wiarę we własne możliwości w takim momencie, ale przecież o to własnie toczy się cała ta gra – o przełamanie samego siebie. No! Zmobilizowałem Was? Bo mi cholernie ciężko wykrzesać z siebie pokłady wewnętrznej mobilizacji i chyba sam nie wierzę w to, co piszę :> . Ale o tym jeszcze pod koniec tygodnia, przed wyjazdem na zawody…

Tym razem wpis pozbawiony będzie cyferek, nie uzupełniałem dziennika treningowego (ale mam wpisy na kartkach, później postaram się je uzupełnić) i nawet nie wiem ile kilometrów wybiegałem/wyjeździłem (strzelam, że ok. 150km/150km). Niech ktoś napiszę, że miał gorszy miesiąc, będzie mi lżej 😉 . Oczywiście żartuje, mam nadzieje, że jesteście w super formie i powalczymy razem na Wertepach!

PS. Ostatnio na stronie były małe problemy, na szczęście już wszystko działa. Pozostaje tylko jeszcze problem tego nieszczęsnego „www.pk4.pl”, przez które nie można dostać się na stronę, może ktoś wie jak to poprawić?


O autorze

Tu pojawi się kiedyś jakiś błyskotliwy tekst. Będzie genialny, w kilku krótkich zdaniach opisze osobę autora przedstawiając go w najpiękniejszym świetle idealnego, czerwcowego, słonecznego poranka. Tymczasem jest zima i z kreatywnością u mnie słabiuśko!



9 Responses to Trening w marcu

  1. radecki.m mówi:

    haloha!,
    nie jest z Tobą tak źle skoro z domu do Szczecina biegasz 😉
    Więc to My się mineliśmy czy nie? :]

  2. sebas mówi:

    mialem gorszy 😉 choroba,potem drugie przeziebienie, ponad 2tyg lacznie w d*** . mialem ochote mimo wszystko na wertepy, ale skrocenie trasy Open o polowe do zaledwie 40km zniechecilo mnie. a rolek na PROFI niestety nie mam i na razie SAC odpada. szkoda, bo ze 2 rajdziki bym zrobil

  3. Petro mówi:

    Nie pocieszę Cię, ja miałem lepszy marzec – nie przemęczyłem się 😉
    Rower grzecznie stoi w garażu, miałem tłuc objętość biegową, ale wyszło jak zwykle – po 70-80km na tydzień maks i to w 3-4 treningach, czyli „z dupy” trochę.
    Ten tydzień trochę lepszy bo nabiegałem już 55km przez 3 dni, czyli setka pewnie w końcu pęknie (a miałem w każdym tygodniu biegać powyżej 100km…)

    A, Kuerti, Ty nie rób dzień po dniu siłowych i szybkościowych akcentów. Jak ty biegasz szybkość, kross i siłę pod rząd, to co się dziwisz, że się przemęczasz. To trzeba OWB (Odpoczynek W Biegu, żadna tam Ogólna Wytrzymałość Biegowa ;-))przeplatać i wszystko będzie ok.

  4. jasiekpol mówi:

    Nadal nie mogę tego pojąć !!!!!!!!!!!! Robisz testy (kupujesz) kurtki za 500-600 zł a nie masz jeszcze pulsometru. Nie moge tego pojąć !!!!!!!!!!!!!

  5. Kuerti mówi:

    Jasiek,

    A skąd przypuszczenie, że nie mam pulsometru?

    Biegałem na puls. Po prostu zaaplikowałem sobie za duże obciążenie i dupa.

    Petro,

    Z tego co zauważyłem to Ty właśnie robisz takie długie jednostki treningowe, wychodzi Ci średnio ok. 20 kilometrów na trening. No i chyba to się sprawdza…

    Sebas,

    No! 😉 . Czyli jednak ze mną nie było tak źle! Ale już tak na poważnie, to niezły niefart się Ciebie trzyma. Najpierw ten gips, a teraz takie głupstwo jak przeziębienie…

    Mariusz,

    To tylko pozory 😉 . Tak, to byłe ja. Poznałem Ciebie po charakterystycznej koszulce, którą wcześniej widziałem na zdjęciach 😉 .

  6. Adam mówi:

    Oooo!
    Panowie! Sukces!
    Nie rozumiem czym rozni sie pk4.pl od http://www.pk4.pl, ale pozbawilo mnie to na kilka dni przyjemnosci czytania bloga Grzeska. 🙂
    Dzieki Kuerti za odpisanie na maila, bo bym do u***nej smierci probowal.
    A ja w zeszly weekend bylem z ekipa zdecydowanie mocniejszych ode mnie jegomosci i przeorali mna 100km (70 mtb, 15 z mtb i 10-15 z buta) beskidu slaskiego w 12h…troche masakra jak na moje mozliwosci w tej czesci sezonu. Ale warto bylo, bo czym bylby swiat bez udupienia sie co jakis czas. 😉 Pozdrawiam!

  7. Kuerti mówi:

    Adam,

    Uff! Już działa, wystarczyło zrobić tylko przekierowanie, mam nadzieje, że to koniec problemów z domeną… Zmieniłem adres rssów, u mnie działają bez problemów, a Wy dostajecie powiadomienia rss/e-mail o nowych wpisach?

    100km to ja po płaskim nie pamiętam kiedy ostatnio zrobiłem… Udupienie się raz na jakiś czas to jest nawet całkiem poważna metoda treningowa – trening przełamujący, tak się to fachowo nazywa. Więcej info w „Biblii…” Friela. Ja czasem robię sobie takie treningi, a najczęściej takimi treningami są dla mnie po prostu zawody.

    Beskidu szczerze zazdroszczę 🙂 .

  8. Adam mówi:

    Odświeżam temat, bo własnie wrocilem z rowera w beskidach i musze Wam powiedziec, ze jezdzenie po gorach to masakra jest… Zawsze przy okazji takich wyjazdow, gdzie sie zajezdzam kondycyjnie i psychicznie, zastanawiam sie po cholere mi to, i utwierdzam sie w przekonaniu, ze moglbym robic tyle ciekawych, statycznych rzeczy w zyciu zamiast niszczyc siebie. Czlowiek niestety jest calkowicie durnym stworzeniem dazacym do autodestrukcji- townioski, ktore wyciagnalem z mojego dotychczaswego zycia. Pozdrawiam Was i naprawde fascynuje mnie ten mechanizm, ktory po 1 ciagnie nas na wyjazd, po 2 na wyjezdzie przeklina pkt 1, 3 etap to dojazd zmasakrowanych zwlok do „mety” wyjazdu i powrot do domu, co niesie poczucie ogolnej radosci z zakonczonej mordegi, po 4 juz w aucie/pociagu do domu pkt 2 zostaje zapomniany i przechodzimy ponownie do pkt 1, czyli myslimy gdzie by sie tu znowu udupic. No dramat jakis- sadystyczne perpetum mobile. Nie lepiej byloby byc kujonem?:P

  9. Kuerti mówi:

    Dialektyka wyjścia i powrotu (to Messnera), dialektyka bólu i ukojenia (to już moje). W zupełności zgadzam się z tymi etapami, które wyróżniłeś. Nie wiem co jest z nami nie tak, ale jesteśmy pełni sprzeczności.

    Bo czy nie jest tak, że w czasie rajdu,wyjazdu/treningi chcemy wracać do domu, a będąc już w nim myślimy nieustannie o kolejnych wyjazdach?

    Ciężki temat, co człowiek to pewnie inna odpowiedź, inna motywacja.

    Za chwilę idę na trening, wczoraj nie trenowałem. Zamiast odpocząć, dziś czułem się beznadziejnie, przerwy w treningach mi nie służą, czuję się źle, to już nie tylko pusty slogan „jestem uzależniony od wysiłku”, ja naprawdę jestem uzależniony!

    Bez endorfin, zmęczenia nie potrafię już normalnie funkcjonować…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Back to Top ↑
  • TUTAJ PRACUJĘ

  • FACEBOOK

  • OSTATNIE KOMENTARZE

    • Avatar użytkownikaRobbieSup https://pizdeishn.com/classic/365-goryachie-prikosnoveniya.html - Жесткие эро истории, Лучшие секс истории – WIĘCEJ
    • Avatar użytkownikaGryHazardowe Gorąco polecam tę książkę. Bardzo pomocne są metosy wysyłku. – WIĘCEJ
    • Avatar użytkownikaAnka Interesująca książka, dzięki za fajny artykuł wiem już co szukać w księgarni. pozdrawiam – WIĘCEJ
    • Avatar użytkownikaKrzysztof ze wsi Świetny start, wielkie gratulacje!!! – WIĘCEJ
    • Older »
  • INSTAGRAM

    No images found!
    Try some other hashtag or username
  • ARCHIWA