Adventure Racing no image

Opublikowany 18 września 2009 | autor Grzegorz Łuczko

11

The hARz: Informacja zwrotna

Pomysł z wypisaniem informacji zwrotnej jaką otrzymałem po starcie w rajdzie Wisły był strzałem w dziesiątkę. Dzięki temu udało mi się wyeliminować wszystkie bolączki (no prawie wszystkie), które złożyły się na wiślańskie niepowodzenie. Po powrocie z Niemiec mam kilka nowych przemyśleń, a ten tekst będzie niejako kompilacją błędów i dobrych rozwiązań z tych dwóch właśnie rajdów. Przejdźmy więc do wniosków:

Pierwsza myśl po Wiśle? Jestem do dupy w górach! Pierwsza myśl po The Harz? Umiejętne rozłożenie sił jest wszystkim! Tak i jeszcze raz tak! To był klucz do naszego dobrego wyniku w Niemczech i porażki w Polsce. Oczywiście inne były oczekiwania, jadąc do Wisły nastawiałem się na krótkie ściganie, natomiast w Bad Suderode spodziewałem się trudnej i długiej przeprawy, ale to w żadnym stopniu nie przeczy złotej rajdowej maksymie: cały czas uważaj na tempo! Nie może być tak, że po 2 godzinach już jedziesz na oparach, albo na samym początku sapiesz na podejściach/podbiegach. Zwolnij, przejdź do marszu, nie forsuj się, cały czas trzeba czuć zapas – to tak jakby napierać z zaciągniętym hamulcem, mieć poczucie, że jest za wolno, że w każdej chwili można przyśpieszyć.

Oczywiście na płaskich zawodach można nagiąć tą zasadę, ale już w górach i na dłuższych trasach ostrożność przede wszystkim! Myślę, że wreszcie po tylu startach odkryłem tą prostą zasadę. Nie zajedź się, po prostu! Tu nie ma żadnej filozofii. Pamiętacie jeszcze tekst Laszlo? Zawsze kombinowałem w podobny sposób – podnieś prędkość biegu w pierwszym zakresie, a będziesz coraz lepszy. Laszlo biega w ultra biegach na intensywności na pewno wyższej niż rajdy, a skoro u niego ta taktyka działa u nas powinna sprawdzić się jeszcze lepiej. Po co nam szybkość na rajdach? No po co? Może na krótkich sprinterskich imprezach i owszem, ale na odpowiednikach The Harz (góry i trasa ponad 200km)? Prawda jest taka, że jeśli potrafisz biec przez 10 godzin w tempie 6-7min/km, albo przejechać 20 godzin w terenie w tempie przynajmniej 20km/h to wydolnościowo jesteś top-class. Inna rzecz, żeby osiągnąć takie przebiegi na treningach musisz zasuwać sporo szybciej niż te 6-7min/km…

Podsumowując: moja taktyka na kolejne rajdy wygląda tak – od początku napieram najszybszym możliwym tempem, ale tak, żebym cały czas czuł, że w każdej chwili mogę jeszcze przyśpieszyć. Na Wiśle nie było tego – pierwsze 13km BnO zrobiłem na bardzo wysokiej intensywności – jak dla mnie za dużej. Dla Piotrka jak się później okazało to nie był kasujący wysiłek, ale dla mnie już tak.

Poprawiłem wszystkie błędy żywieniowe – na trasie miałem dość picia (woda, isostar, pepsi – do wyboru do koloru), odpowiedni prowiant (zestaw batonów i zapas bułek) a gdyby tego było mało na przepaku (jedynym zresztą na całej trasie) czekały na mnie solidne zapasy na wypadek gdybyśmy napierali wolniejszym tempem niż zakładane. Nie udało mi się jednak całkowicie uniknąć problemów żołądkowych – co prawda nie czułem się tak źle jak w Wiśle na drugim biegu, ale nadal nie mogę znaleźć idealnego jedzenia. Przy dość sporej intensywności z trudem przełykam i batony i bułki – momentami czuję jakby mnie „muliło”, nieprzyjemne uczucie, które nie wiem jak wyeliminować. Chyba muszę więcej eksperymentować.

Przed startem zupełnie nie wprowadziłem w życie postulatów: częściej jeździć w góry oraz trenować stricte pod góry. Ba! Trenowałem mniej i zupełnie zrezygnowałem z siły biegowej i innych treningów siłowych. Tutaj jednak nie ma zmiłuj i jeśli chcę rajdować w górach to muszę trenować siłę, ale to już zadanie na długie zimowe wieczory. Sprawdziło się natomiast bieganie w lekkich butach – zamiast Salomonów zabrałem ze sobą lekkie New Balance no i to było to! Biegało się lekko i przyjemnie. Teren nie był zbyt wymagający więc wcale a wcale nie odczuwałem braku solidnych XA PRO. Im dłużej zresztą startuję tym częściej wydaje mi się, że uniwersalnym butem rajdowym wcale nie jest but stricte rajdowy z serii Salomona czy innych producentów obuwia rajdowego a zwykłe, lekkie buty treningowe (OK, w Tatrach może lepiej sprawdzi się solidniejsze obuwie, ale też niekoniecznie – rok temu zrobiłem Orlą Perć i wszedłem na Rysy w leciutkich trailowych Asics’ach). Gdy do końca „dorżnę” XA PRO moim następnym zakupem obuwia startowego będzie zwyczajny but do biegania.

Przydałoby się teraz dopisać coś o błędach na The Harz… a już wiem! Hol! Na rowerze mógł się przydać, ale nie był konieczny (z mojej perspektywy nie był, być może Damian dałby radę mnie trochę poholować?) – natomiast momentami na trekingach mocno odczuwaliśmy jego brak. Chodzi o te momenty kiedy Damiana łapał sleepmonster. To nie była kwestia braku mocy, a senności – co nie zmieniało faktu, że nasze tempo drastycznie spadało. Gdybyśmy mieli hol nie byłoby większego problemu, a tak straciliśmy nieco czasu. Hol przydałby się również w tych momentach kiedy trzeba było trzymać mocne tempo albo przyśpieszyć, a my z różnych powodów nie byliśmy w stanie tego zrobić. To tyczy się drugiej nocy – byliśmy już zmęczeni i choć wydawało mi się, że trzymam się nieźle to miałem problemy z racjonalnym myśleniem. Choćby sytuacja: idziemy skrajem przepaści, w dole szumi potok. Ścieżki w zasadzie nie ma na mapie, musimy kierować się po kierunku ścieżki – w pewnym momencie ta odbije na południe a my musimy zacząć szukać punktu.

Ja nawiguje. Idzie mi nieźle, jestem cały czas skupiony na mapie. Dochodzimy do miejsca w pobliże PK no i zaczyna się czarna dziura. Opis mówi: drzewo 30 metrów od „junction” (co to jest, kurwa, junction? Nie mieliśmy pojęcia. Teraz mądrzejsi o słownik: skrzyżowanie) w pobliżu skał. Opis oczywiście po angielsku. Jasny i prosty ale my mamy jakąś zaćmę. Chodziło o skrzyżowanie strumieni, punkt stał 30 metrów od tego miejsca na północny-zachód bodajże. Czyli kwestia minuty, dwóch – my czeszemy las przez 15 czy 20… Nie potrafimy skojarzyć tak prostych faktów – mogę skupić się na mapie i być totalnie czujny, ale gdy okoliczności zmieniają się jest problem. To zmęczenie i brak koncentracji.

Nie wiem jak nad tym zapanować. W takich momentach ciężko o nadanie tempa, przyśpieszenie – nawet nie dlatego, że nie mieliśmy sił – bo mieliśmy, ale dlatego, że nie myślimy racjonalnie. Byliśmy w innym świecie. Próbując wyciągnąć z tego jakieś wnioski – na pewno problem z koncentracją oraz parcie cały czas do przodu, chęć ścigania się, wyciągania maks z aktualnych możliwości (ale nie za mocno – cały czas „pod kreską”!). Nie bardzo wiem jak poprawić te elementy, zobaczymy jak to będzie wyglądać na kolejnym rajdzie…

Jeszcze kilka ogólnych uwag. Generalnie było tak, że na trekach byłem nieco mocniejszy niż Damian, a on z kolei nieco (trochę bardziej niż ja na treku) mocniejszy ode mnie na rowerze. No i rzeczywiście pieszo czuję się mocny – może nie na tyle, żeby przebiec całe 60km, które mieliśmy do pokonania w Niemczech, ale na tyle, żeby biegać w dół, większość po płaskim i cały szybko maszerować. Na chwilę obecną to mi wystarcza – z tą formą mogę startować w naprawdę długich rajdach i na odcinkach pieszych sobie poradzę, a co do roweru… Jest nieźle. Pewnie, że byłem słabszy i od Piotrka w Wiśle i od Damiana w Bad Suderode, ale biorąc pod uwagę fakt, że od sierpnia zeszłego roku do stycznia tego przejechałem 0 (słownie ZERO) kilometrów, a w ciągu ostatnich 3,5 miesiąca grubo ponad 1500km nie jest tak źle. Po płaskim bywa naprawdę dobrze vide Grassor, a forma na góry kiedyś w końcu przyjdzie. Przyjdzie, prawda? 🙂 .

The Harz był ostatnim dużym startem w sezonie – teraz już nie ma żadnego ciśnienia została tylko sama przyjemność 😉 . I tak od następnego tygodnia zabieram się wreszcie za trening na rolkach, a jutro startuję w Jesiennych Trudach – oczywiście na rowerze! W końcu trzeba trenować to w czym mamy braki, no nie? Chętnie poczytam o Waszych brakach – na The Harz co prawda nie byliście, ale przecież w tym samym czasie co niektórzy z Was startowali na Rajdzie Orła w Chrzanowie, jakieś przemyślenia? To tymczasem, lecę się pakować na Jesienne Trudy!

PS. Muszę się pochwalić, tuż przed wyjazdem do Niemiec kupiłem sobie lampkę – Sigma Powerled Black (wersja z akumulatorem), no i co tu dużo mówić, wreszcie nie narzekam na kiepskie oświetlenie! Jazda przy takim świetle to czysta przyjemność! Za jakiś czas spodziewajcie się recenzji.

PS2. Relacja będzie, ale na łamach napieraj.pl – aktualnie wspólnie z Drewniackim pracujemy nad jednym dokumentem i próbujemy stworzyć coś sensownego.. a w zamian postaram się w końcu napisać relację z Wisły i odsłonić wreszcie tajemnicę wielkiej porażki… żartuję! Żadnej tajemnicy nie ma 😉 .


O autorze

Tu pojawi się kiedyś jakiś błyskotliwy tekst. Będzie genialny, w kilku krótkich zdaniach opisze osobę autora przedstawiając go w najpiękniejszym świetle idealnego, czerwcowego, słonecznego poranka. Tymczasem jest zima i z kreatywnością u mnie słabiuśko!



11 Responses to The hARz: Informacja zwrotna

  1. Krolisek mówi:

    Ujrzawszy warzywo śmiałam się bite 10 minut 😉

  2. Kg mówi:

    jest już tydzień po harz, to możesz zapisywać w dzienniczku te km na ROLKACH!!!, bo nie będziesz pamiętał potem ile przejechałeś..

  3. Krolisek mówi:

    są podobno takie liczniki do rolek (ale to chyba głupota – jak noga w górze, to ciekawe jak liczy? – to by trzeba razy dwa pomnożyć) – to może Grzesiek już zacznij pisać list do Mikołaja?

    bo potem się może okazać, że faktycznie tylko rolki, rolki, i rolki, i zaniedbasz inne dziedziny treningu, a to niewskazane, wiesz trzeba się trochę miarkować

    😀

  4. Kuerti mówi:

    Na komentarze odpowiem później – dopiero co wróciłem z Jesiennych Trudów i nie spałem od soboty rano, a jeszcze parę godzin bez snu przede mną.

    Tak tylko krótko napiszę, że było cholernie przyjemnie 🙂 . Co jest o tyle dziwne, że raczej średnio podchodzą mi rajdy z tak łatwą nawigacją jak WSS czy Jesienne Trudy (to swego rodzaju paradoks, bo na WSS byłem drugi raz z rzędu, a na Trudach wczoraj, dzisiaj w nocy? zrobiłem na rowerze takiego babola, że aż mi wstyd 😉 ) .

  5. Paweł mówi:

    Nigdy nie miałem Salomonów ale buty typowo biegowe (trailowe w górach, szosowe na płaskim) w zupełności mi wystarczają i nie zamierzam tego zmieniać. Trailowe New Balance dorżnąłem już ostatecznie, teraz czaję się na Asicsy, ponoć wersje terenowe są świetne.

    Może koncentracje można poprawić dając mapę i kompas na jakiś czas koledze? Odpocząć? Też miałem z tym problem na Nawigatorze.

    Jak poszło na JT?

  6. jip mówi:

    JT 2009. Zdecydowanie było zniewalająco miło, a pogoda boska 🙂

    Kuerti co zmalowałeś? Wpadliście do Małej Iny czy co? Piotrkowi to spoko woda sięgałaby do pasa, ale co z Tobą ? 😉

    Na TP 30 na koniec był bardzo miły akcent 5 km-owe BnO, orzeźwiający i sam przez swoją formę dopingujący do większego wysiłku na koniec.

  7. Kuerti mówi:

    Krolisek,

    Miło mi, że ten niewinny obrazek wprawił Cię w dobry humor 🙂 . Licznik do rolek? No bez jaj! 🙂 . Na dniach kupuję Forerunnera, to po co mi jakieś liczniki? 🙂 .

    Kg,

    Jeśli jutro już będę w jako takim stanie używalności po Jesiennych Trudach to nie pozostanie mi nic innego jak wreszcie wpisać pierwsze kilometry do dzienniczka 🙂 . Na razie mam ich bodaj 7 czy 8… czyli to, co zrobiłem przed Wisłą na jednym treningu.

    Paweł,

    I tego się trzymaj! Przynajmniej tak wynika z mojego doświadczenia, wczoraj przebiegłem 50km w Salomonach po płaskich okolicach Stargardu Szczecińskiego i jak dla mnie te buty zupełnie nie nadają się do biegania w prostym terenie. Kolejny ich start to tylko naprawdę ciężkie górskie warunki, w innych wypadkach zabierał będę lekkie traile.

    Z tym odpoczynkiem od nawigacji to niezły pomysł. Będę musiał go wypróbować kiedyś!

    Jak poszło? Najpierw wyniki setki: trzej panowie, Maciej Więcek, Michał Jędroszkowiak i Piotrek Szaciłowski nabiegali 11:20! 20 minut po nich przybiegł Andrzej Buchajewicz. Jak widać poziom czołówki osiągnął naprawdę kosmiczny poziom.

    Ja wystartowałem na trasie 50km (szczerze mówiąc to nie chciałoby mi się robić setki… Ciekaw jestem jak szybko Maciek się wypali albo chociaż zniechęci do tych wszystkich setek startując w każdej? Dla mnie to szaleństwo!) wspólnie z autorką plakatu K10 – Jay. Momentami czułem się jak sadysta 🙂 ale dzięki temu udało nam się nabiegać super czas 6:45, Na WSS również na trasie 50km Jay miała równe 8h, czyli progres kosmiczny 🙂 . Wygrał Bartek Woźniak z czasem 5:55.

    A później był jeszcze rower i zbieranie trasy 100km rowerowej właśnie 🙂 . Ale o tym w tekście podsumowującym start.

    Jip,

    Widziałem tą mapkę z Waszego drugiego etapu, nie wiem czy w tym upale głowa by mi się nie przegrzała od myślenia nad tym jak poukładać te elementy! 🙂 . Ale mimo to, to fajna sprawa te układanki (ale takie w granicach rozsądku, bo już te totalne puzzle mi się nie podobają).

    Zmalowałem piękny wariant autorski, no coś niesamowitego po prostu, aż zrobię zdjęcie mapy i się pochwalę (gdyby ktoś nie odczytał autoironii – to był mega, mega babol!) 🙂 . Ale to jutro, dziś nie mam już sił.

  8. jip mówi:

    Może zamontuj Grzegorz na stronie licznik rolkokilometrów. Każdy będzie mógł podziwiać Twoje postępy. I np. jeżeli w ciągu tygodnia się nie powiększy to strona pk4 zmieni kolor na cz-b? 😉 Kazig co Ty na to?

  9. Kuerti mówi:

    Akurat rolkokilometry nie powiedzą za wiele o moich postępach, bo ja tych mogę natrzaskać sporo, ale nadal być z techniką na bakier…

  10. jip mówi:

    Ale nie trzaskając rolkokilometrów z techniką stoisz w miejscu.

  11. Paweł mówi:

    Kurdę, co start to poprzeczka stoi wyżej. I jak tu dogonić czołówkę? 🙂 (Której grono jak widać się powiększa).

    Gratulacje Grzesiek, pięćdziesiątka w mniej niż 7 godzin to piękny wynik. Jerzy Parzewski miał na Dymnie 7:04 ale tam było więcej PK no i odległość w linii powietrznej. W sumie trudno porównywać. Bartek Woźniak trzyma jak widać wysoką formę.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Back to Top ↑
  • TUTAJ PRACUJĘ

  • FACEBOOK

  • OSTATNIE KOMENTARZE

    • Avatar użytkownikaGryHazardowe Gorąco polecam tę książkę. Bardzo pomocne są metosy wysyłku. – WIĘCEJ
    • Avatar użytkownikaAnka Interesująca książka, dzięki za fajny artykuł wiem już co szukać w księgarni. pozdrawiam – WIĘCEJ
    • Avatar użytkownikaKrzysztof ze wsi Świetny start, wielkie gratulacje!!! – WIĘCEJ
    • Avatar użytkownikaBorman Co to jest Power Bomba? – WIĘCEJ
    • Older »
  • INSTAGRAM

  • ARCHIWA