Góry no image

Opublikowany 31 lipca 2008 | autor Grzegorz Łuczko

19

Tatry Instant cz.3

Zobacz część drugą

Nie odpocząłem tej nocy. Twarde posłanie i chłód towarzyszyły mi do samego rana. To kuliłem się z zimna to rozprostowywałem odrętwiałe nogi. Nastawiłem budzik na 6 rano. O 5:55 otworzyłem oczy, wstałem i po pięciu minutach byłem już na szlaku. Zziębnięty ruszyłem w kierunku Morskiego Oka. Poprzedniego dnia zaraz po wyjściu z pociągu zrobiłem jakieś 2000 metrów podejść, to oczywiste więc, że kolejnego dnia musiałem to odczuć. I odczułem. Brakowało mi sił. Podejścia wydawały się katorgą. Znów zauważyłem, że po płaskim i lekko w górę idzie mi się swobodnie, ale te kamienne schodki… Mięśnie uda (czworogłowe) spisywały się znacznie słabiej niż łydki (mięśnie dwugłowe), zastanawiałem się nad przyczynami tego stanu rzeczy. Może to brak treningów rowerowych, a gdzie trenować „czwórki” jak nie na rowerze? Albo braki na siłowni, którą omijam szerokim łukiem?

Maszerowało mi się naprawdę słabo. Dzień powoli budził się do życia, a mi jakby brakło prądu, ktoś mi wyciągnął wtyczkę. Ogarnęło mnie zniechęcenie, nie chciało mi się wchodzić na te Rysy! W dupie mam te Rysy, nie mam sił, wracam do domu… O Jezu, znowu się zacznie, pomyślałem. Gdzieś bardzo blisko usłyszałem chichot superhiroła. Byłem zmęczony i to był fakt. Nie wszedłem jeszcze na Rysy i to również był fakt. To była swego rodzaju układanka, musiałem tylko odpowiednio ułożyć elementy nań składające się, żeby… no właśnie, żeby co? Wiedziałem dobrze, że będę żałował jeśli teraz zawrócę. Przypomniałem sobie ostatni pobyt w Wiśle w Beskidzie Śląskim, zawody nam co prawda nie poszły zupełnie, ale przynajmniej pobiegaliśmy sobie po okolicznych górkach. Petro w górach czuję się jak ryba w wodzie, ja jak ryba, ale w akwarium. Tu woda i tam woda, ale przecież to nie to samo. Któregoś dnia wybraliśmy się na ponad 30 kilometrowy marszobieg, już po godzinie najchętniej wróciłbym do ciepłego śpiwora i zimnego piwka, Petro jednak nie odpuszczał, a jeśli on nie odpuszczał to dlaczego do cholery odpuszczać miałem ja!?

Zrobiliśmy te 30 kilka kilometrów, końcówkę pokonując biegiem z uśmiechem na naszych zmęczonych twarzach. Przypomniała mi się właśnie ta chwila, byłem zadowolony z siebie, że nie odpuściłem. Spojrzałem na wypogadzające się niebo nad Rysami i zrozumiałem, że wszystkie klocki znalazły się na swoich miejscach, układanka została rozwiązana! Przed 8 rano byłem w schronisku nad Morskim Okiem, musiałem napełnić bukłak, wczoraj zbrakło mi nieco wody, dziś chciałem więc uniknąć tego błędu.

Wreszcie zdjąłem z siebie bluzę, zrobiło się na tyle ciepło, że mogłem napierać w krótkim rękawku. Okrążyłem Morskie Oko, obszedłem Czarny Staw i zacząłem podchodzić pod Rysy. Na szlaku ludzi było niewielu. Garstka podchodziła, a w dół nie schodził nikt. Oczywiście byłem zadowolony z tego stanu rzeczy, nie musiałem lawirować na kamieniach mijając innych turystów. Co rusz spoglądałem w niebo, obawiałem się czy mojego szczęścia nie zakłóci napływ czarnych chmur, które mogłyby mnie pozbawić widoków z wierzchołka. Starałem się więc nie ociągać i jak najprędzej wejść na szczyt. Za mną roztaczał się cudowny widok na Czarny Staw i Morskie Oko, nie mogłem się powtrzymać, żeby co kilkadziesiąt metrów nie obejrzeć się za siebie. Dla takich właśnie widoków jeżdzę w góry!

Po 10 znalazłem się na szczycie. Było tam już kilka osób. Posiedziałem chwilę na polskim wierzchołku i przeniosłem się na słowacką stronę. Jupikajej! Ileż bym stracił gdybym teraz pakował się do pociągu zamiast siedzieć tutaj i w niemym podziwie kręcić głową dookoła jak oszalały. Tak, warto było pomęczyć się jeszcze odrobinę i wejść tutaj. Po 20 czy 30 minutach postanowiłem zejść. Byłem zadowolony z siebie, w końcu wszedłem na te Rysy. Kilka lat temu się nie udało, pogoda się popsuła, a po prawdzie to i mi się nie chciało, dopiero więc teraz przyszło zdobyć mi najwyższy szczyt Polski.

Szybko uporałem się z odcinkiem łańcuchów, niemalże zjeżdzając na nich w dół, jak po linie. Pogoda nadal dopisywała i nic nie wskazywało na to, że dziś miałoby się coś zmienić, mój pośpiech w drodze na szczyt okazał się niepotrzebny. W dole zaczęło pojawiać się coraz więcej sylwetek ludzi, wyglądali jak mrówki podchodzące pod wielgachny kopiec. Byłem zadowolony z siebie, byłem tu gdzie chciałem być, zrobiłem to, co chciałem zrobić i teraz pozostało mi tylko zejść na sam dół i wrócić do domu. To był chyba najprzyjemniejszy moment tego wyjazdu.

Rysy – najwyższy szczyt Polski, ten fakt działa na ludzi niczym światło na ćmę, lezą w ich kierunku mając klapki na oczach, a nierzadko również na nogach. Nie mogę zrozumieć ich lekkomyslności, niewiedzy? Głupoty? Czasem aż brak mi słów. Im więcej ludzi znajdowało się wokół mnie tym mniejszą przyjemność czerpałem z pobytu w górach. Masy ludzkie skutecznie odbierały aurę niesamowitości bezlitosnym szczytom wokół, zrobiło się bardzo jarmarcznie. Nie cierpię masówki! Po prostu nie znoszę, tak mam i już! Rzygać mi się chciało na widok tłumów pod schroniskiem nad Morskim Okiem. Nie czułem się lepszy od nich, bo i dlaczego? Każdy ma swoje priorytety i wartości, ale w tym dusznym tłumie czułem się potwornie źle, chciałem jak najszybciej opuścić to miejsce.

Czułem potrzebę wyróżnienia się jakoś z tej ciżmy, zrobienia czegoś co sprawi, że będąc w tłumie nie będę taki jak oni. Zacząłem biec. To był mój bunt, mój sprzeciw wobec takosamości, nijakości i przeciętności tłumu. Gdy jeszcze 2 godziny temu z trudem podnosiłem nogi wdrapując się na Rysy tak teraz z przyjemnością zbiegałem, a raczej uciekałem z miejsca, w którym tak dobrze czułem się przez ostatnie 2 dni. Może jednak czułem się lepszy od nich? Nie potrafię z ręką na sercu zaprzeczyć, nie czułem się jednak źle z taką myślą.

Po 30 minutach nastąpił koniec mojego buntu. Mięśnie odmówiły posłuszeństwa, nie miałem sił już biec. A nie chciałem robić niczego na siłę, to nie były przecież zawody. Szybkim krokiem dotarłem do Palenicy i wsiadłem w pierwszego busa, który odjeżdzał w kierunku Zakopanego, a wieczorem, dusznym pociągiem odjechałem do domu.

Superhiroł miał rację. Zawsze ma.

Koniec…

PS. Galeria ze zdjęciami dostępna na picasie.

Zobacz również:

  • Rumuńska odyseja – mój pierwszy zagraniczny wyjazd, oczywiście rzucam się na głęboką wodę, oczywiście nie wszystko wychodzi tak jakbym sobie tego życzył, ale mimo to było wspaniale!
  • Na sportowo w Beskidzie Sądeckim – miały być zawody i ściganie a wyszło nam fajne trenowanie w okolicach Wisły.
  • Wyprawa w Beskid Niski – cztery ponure listopadowe dni w pięknym, pustym i magicznym Beskidzie Niskim


O autorze

Tu pojawi się kiedyś jakiś błyskotliwy tekst. Będzie genialny, w kilku krótkich zdaniach opisze osobę autora przedstawiając go w najpiękniejszym świetle idealnego, czerwcowego, słonecznego poranka. Tymczasem jest zima i z kreatywnością u mnie słabiuśko!



19 Responses to Tatry Instant cz.3

  1. Kazig mówi:

    Współczuje stonki. Czekam na otwarcie sezonu po wakacjach 🙂

  2. Kuerti mówi:

    🙂 . Może mi również uda się wyrwać jeszcze we wrześniu w Tatry.. Tym razem chętnie bym poeksplorował słowacką część, ale oczywiście z dojściem przez Rysy od Palenicy :p . Nie no żartuję, obiecałem sobie, że mój następny wyjad w góry będzie przyjemny 😉 .

  3. sebas mówi:

    na marginesie tego co napisales o tlumach… teraz dziennie kursuje do Moka 30.000 osob w pogodne dni, nawet asfalt wysiadl. nie rozumiem konwencji robienia z tej doliny drugich krupowek, choc pewnie prezesy TPN swietuja ostro kazdego dnia, bo te 30.000 x cena biletu (3-4pln?) daje niezla sume. asfalt powinni tam zryc mlotami pneumatycznymi + z powrotem zwiezc wanty 😉 dopiero koniec wrzesnia/pazdziernik zrobi sie pusto

  4. Kuerti mówi:

    No i tu jest pies pogrzebany, nikt nie zrezygnuje z takiej kasy. Niestety… Choć przydałyby się jakieś czasowe ograniczenia w ilości ludzi, którzy tam się przewijają.

    Wrzesień/październik? A jak warunki śniegowe w tym czasie? Już posypuje? Pewnie tak, sądząc po zdjęciach Krzysztofa, którymi niezdrowo ostatnio się zastanawialiśmy 🙂 .

  5. sebas mówi:

    TPN byl jedynym w Europie parkiem, ktory pobieral oplaty za wejscie na jego teren. I prawdopodobnie dalej jest jedynym 😉 Ewenement. Ciekawi mnie tylko czy cokolwiek z tej kasy idzie np na TOPR, ale sadzac po problemach ze „smiglem” to raczej nie.

    w wyzszych partiach snieg moze zawsze spasc, ale w pazdzierniku wiele go raczej nie bedzie

  6. Yanek mówi:

    TPN nie jest jedynym parkiem narodowym z opłatami, bilety są też do Bieszczadzkiego Parku Narodowedo. Na co idzie kasa trudno powiedzieć, ale w kwestii oznakowania i tzw. infrastruktury cos się w Bieszczadach poprawiło, więc może pieniądze idą na takie właśnie cele. W Austrii też są opłaty za wejście na niektóre ścieżki ( np. Kitzlochklamm i prawie wszystkie inne wąwozy, wodospady Krimml ). A co do ilości pań w szpilkach w Tatrach Wysokich to rzeczywiście tragedia. Nie ma jak Beskidy, chodzi po nich coraz mniej osób. A po pogórzach to już zupełnie nikt, dlatego są najfajniejsze 😉

  7. Adam mówi:

    Dziś zaginęło 14 osób na K2… :/

  8. parvata mówi:

    Z kim bym nie rozmawiała, wszyscy wybierają się w Tatry po nalocie stonki, we wrześniu i październiku. Zatem wtedy też będzie od pyty ludzi, Tatry nigdy nie będą tak puste, jak np. Fogarasze. Za małe są, po prostu.
    A K2.. Zważywszy na specyfikę tej góry i jej złą sławę – oby nie powtórzył się 1986 czy 1996 z Everestu.
    Dla tych, co nie czytali Krakauera: http://www.pbs.org/wgbh/pages/frontline/everest/
    Pzdr

  9. Adam mówi:

    No puste nie beda, ale umowmy sie, ze wspolczynnik buractwa od konca sierpnia pikuje ostro z 1000 buraków/szlak ku poziomowi 0 buraków/szlak.
    Mnie najabrdziej wkurzaja obozy mlodziezowe(czytaj alkoholowe), gdzie wlazi grupa 30 szczyli w dresach z dwoma paniami wychowawczyniami, ktorym na codzien smietniki na glowe zakladaja i klną, jarają, drą mordy ,zużywając cenny tlen. Reszta stonki jest małoszkodliwa, co najwyżej ze względu na natężenie, ale to wystarczy omijać ceprostrady i godziny szczytu. 😉 (chyba ze jeszcze grupa wyrosnietych szczyli w dresach, ktorzy przyjechali ze swoimi blacharami pokazac jacy z nich kozacy- to druga grupa zagrożenia. Kiedys taki jeden z drugim wciagneli laske z lekiem wysokosci na swinice i 20 minut ja wszyscy dopingowalismy, zeby tylko odblokowala siodlo :D)

    K2- 4 osoby na pewno już nie zyja i niestety wydaje mi sie, ze tylko cud moglby sprawic, zeby jeszcze ktos z pozostalej 10 przetrwal- 8200m n.p.m. 🙁 Tragedia… Ciekawe co sie stalo, ze az tylu. Przynajmniej smierc na tej wysokosci nie boli, z tego co pisza himalaisci.

  10. Kuerti mówi:

    Yanek,

    Problem z Beskidami jest taki, że.. no że to nie Tatry 🙂 . Choć zastanawiam się czy jeszcze w sierpniu nie wybrać się gdzieś w górki, zastanawiam się nad właśnie Tatrami (słowacka część) albo może zrealizuję plan sprzed kilku tygodni, 3 dni, 3 pasma – Beskid Wyspowy, Gorce i Pieniny. Jest jeszcze opcja na Sudety, jako rozponanie przed startem w Przejściu dookoła Kotliny Jeleniogórskiej… Może doradzicie coś? 🙂 .

    Parvata,

    Uff.. Myślałem, że zniknęłaś na dobre z PK4, na szczęście jesteś 🙂 . Nie chciałbym się tutaj zgadzać z Adamem bo wyjdzie na to, że segregujemy ludzi na lepszych i gorszych. Mi przeszkadza tłum – w górach wolę samotność, ale.. No właśnie, jednak mniej będzie mi przeszkadzała osoba o podobnym nastawieniu niż banda rozwydrzonych małolatów.

    Adam,

    Dopiero dziś rano przeczytałem w necie, że coś tam się „dzieje” na K2. Kurde, nie napiszę, że to tragedia, w końcu ludzie, którzy wybierają się na taką górę zdają sobie sprawę na jakie ryzyko się nastawiają. Może to okrutnie brzmi, ale tak właśnie myślę.

  11. bart mówi:

    Co do K2 to nie da się ukryć tragedia. Choć 9 osób odnaleziono i schodzą w dół. Lecz najbardziej w…Ce są komentarze że winien jest masowy himalaizm. Ludzie K2 to Góra Gór i tam amatorów nie spotyka się !!! Niech dadzą sobie siana pseudo publicyści.
    Podobnie jest z Tatrami. Z jednej strony chcemy rozwoju sportów górskich jak choćby AR i itp. Z drugiej strony wk…a nas stonka. Ale to stonka robi kasę dla potencjalnych zawodników poprzez masowość. Jak się nie podoba to uciekajmy w okresie wysypu w inne piękne rejony które stoją prawie puste. Ale oczywiście wolimy pobiadolić.
    PZDR
    Bart

    PS. Może taki ton listu bo kolano po Francji nie bardzo się goi, a w Pamirze działają koledzy i coś się dzieje niedobrego a ja nie wiem co. Trzymam kciuki za Nas i Was.

  12. Kuerti mówi:

    Bart,

    Wkurwia nas nie tyle sama stonka, co chamstwo. A masówka? Ja po prostu nie lubię tłumów w górach. Jedni lubują się w spacerach po Krupówkach czy promenadzie w Międzyzdrojach inni szukają spokoju w pięknych okolicznościach przyrody. Wyraziłem swoje stanowisko i tyle. Mam chyba do tego prawo, no nie? Ale rzeczywiście, następnym razem w sezonie będę chyba szukał innych miejsc niż Tatry…

    Czy stonka robi coś dla popularyzacji sportów górskich? Kurde Bart, naprawdę nie wydaję mi się. Ktoś ma z tego kasę, ale nie my zwykli ludzie. No bo jeśli nawet TOPR nie może liczyć na wsparcie to na co my mamy liczyć?

    Mam nadzieje, że koledzy trzymają się cało! Dobrze Cię rozumiem z tą kontuzją, jak człowiek nie może zaspokoić nałogu to staje się nerwowy 😉 . Mam to samo!

  13. bart mówi:

    Kuerti spoko ! Chodziło mi tylko o to że biadolimy biadolimy a i tak robimy swoje. Swoje tzn. to samo co stonka tylko z innym przesłaniem. Jasne że chamstwo jest beee. Ale stary ile chamstwa w narodzie, tyle w napieraczach. Poczytaj forum na wspinanie.pl, ile kradzieży i syfu. Jasne że mniejszej skali ale to tylko dlatego że mniej nas jest. Kuerti co do popularyzacji i zawodników. TO OCZYWISTE ŻE STONKA MA NA TO NAJWIĘKSZY WPŁYW !!!!!!! popatrz na kolekcje firm. 10 % ubrania typowo górskie, 90 % dla stonki. Ale to dzięki tym 90 % opłaca się robić to 10 %. Poza tym zobacz kto jest obecny przy imprezach organizowanych przez TOPR i GOPR w celu popularyzacji tego zawodu. Niestety 99 % stonki. I bardzo dobrze niech tak jest bo to chyba o to chodzi. Poza tym to mam wrażenie że i TOPR i GOPR przez ostatnie lata są nastawione coraz bardziej roszczeniowo a coraz mniej rynkowo, ale to tak na marginesie.
    Tak więc z pokojowymi pozdrowieniami jadę szukać sobie miejsca w Polsce 8 – 10.08 aby rozruszać nogę i zwiększyć obciążenia. Na stonkę biorę tajemną mapę która pozwoli mi zniknąć. NO ale nie będą to tatry, może jakieś słowackie lub czeskie pasma ?
    PZDR
    Bart.
    PS. Piotrek Kłosowicz to jednak jest „ KTOŚ” – mój 10 letni syn jak mu opowiedziałem o Nim na wczorajszym rowerze powiedział ; będzie z Niego HERO. A musisz wiedzieć że zna team Speleo i kilku innych gości o których czytamy sobie.
    PSS. Zna oczywiście z opowiadania tatusia o tych Panach i Pani, nie osobiście.

  14. Kuerti mówi:

    Bart,

    W tym sensie to masz rację.

    A co to za tajemnicza mapa? 🙂 . Tam gdzie nie ma parków narodowych to nie ma problemu z tłumami, można sobie porobić takie traski, że nie spotka się żadnej osoby. Mi się marzy poganianie któregoś razu po bezdrożach Beskidu Niskiego, gdzieś poza szlakami…

    A co do Piotrka, to chyba łatwiej docenić indywidualne osiągnięcia niż te zespołowe. Coś udaje się nie zespołowi a jednostce, która sama stawia czoła przeciwnościom. Co nie zmienia oczywiście faktu, że ludzie ze Speleo są niesamowici. Jest kogo naśladować.

  15. bart mówi:

    Ta mapa po pogórza polskie. Również mam na myśli beskid niski i nie tylko. Kuerti daj znać czy dostałeś zdjęcia oraz co myślisz o planach wisła.
    PZDR
    Bart

    ps, sorry za prywatę na forrum

  16. parvata mówi:

    Przeczytajcie, chłopcy, „Całuj albo zabij”, fenomenalna książka! 🙂

  17. Kuerti mówi:

    Bart,

    Widzę, że jakaś moda na Pogórza? 🙂

    Jakieś konkretne miejsce byś polecił? Bo ja zupełnie nie w temacie…

    Zdjęcia dostałem. A „wiślański” mejl zupełnie wypadł mi z głowy, przepraszam! Rano odpowiem!

    Parvata,

    Skoro polecasz to chyba nie mam wyboru, czaiłem się na tą książkę już jakiś czas 🙂 .

  18. Adam mówi:

    Panie i Panowie, przepraszam, ze ja tak ostatnio w tragicznym tonie, ale mam kolejna fatalna wiadomosc.
    W rejonie dzialania dwoch polskich ekspedycji-jednej mocno ARowej, bo uczestnicza w niej m.in. Irek Waluga, Maciek Stanczak i Ola Dzik, drugiej z KW Jastrzebie- Piku Korzeniewskiej w Kaukazie, zaginal podczas zejscia do bazy jeden z uczestnikow wyprawy- Krzysztof Apanasiewicz. Jego partner wyczrpany zszedl do obozu. Trwa akcja ratunkowa…
    🙁 Moze traci onetem, ale jak ktos jest wierzacy, to niech sie modli, jak niewierzacy-tez, bo nasz Kolega walczy o zycie na 7000.
    Link do newsa: http://www.tvn24.pl/-1,1559781,0,1,dramat-na-wysokosci-siedmiu-kilometrow,wiadomosc.html
    Link wyprawy KW Jastrzebie: http://www.pamir2008expedition.pl
    Link wyprawy „ARowej”: http://www.pamir2008.pl/

    Strasznie dolujace sa takie wiadomosci…
    Sorry, jesli kogos wkurzam, ale wg mnie to jest zdecydowanie priorytetowa sprawa.

  19. Kuerti mówi:

    Adam,

    Nikt się nie wkurza, raczej zastanawia w duchu jaki jest sens pchać się w te góry… Wiadomośc oczywiście tym straszniejsza, że chodzi o kolegów ze środowiska rajdowego.

    Oby wszystko skończyło się dobrze!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Back to Top ↑
  • TUTAJ PRACUJĘ

  • FACEBOOK

  • OSTATNIE KOMENTARZE

    • Avatar użytkownikaGryHazardowe Gorąco polecam tę książkę. Bardzo pomocne są metosy wysyłku. – WIĘCEJ
    • Avatar użytkownikaAnka Interesująca książka, dzięki za fajny artykuł wiem już co szukać w księgarni. pozdrawiam – WIĘCEJ
    • Avatar użytkownikaKrzysztof ze wsi Świetny start, wielkie gratulacje!!! – WIĘCEJ
    • Avatar użytkownikaBorman Co to jest Power Bomba? – WIĘCEJ
    • Older »
  • INSTAGRAM

  • ARCHIWA