Adventure Racing no image

Opublikowany 19 kwietnia 2007 | autor Grzegorz Łuczko

4

Wertepy 2007: Relacja

raidteam.pl przed startem fot. exmedio.plLubniewice witają nas (czyli raidteam.pl w składzie Grzegorz Łuczko, autor relacji, oraz Michał Glinka) piękną, prawdziwie letnią pogodą. Jeśli czytaliście kiedyś książki z „Panem Samochodzikiem…” w tytule to na pewno poczulibyście się tam jak w domu. Senna atmosfera kurortu nad jeziorem, ośrodek wczasowy „Zielona Góra” i klimat lat 70-tych. W Lubniewiacach czas jakby się zatrzymał kilkadziesiąt lat temu. W tych oto „okolicznościach przyrody” przyszło nam się ścigać podczas rajdu przygodowego Wertepy.

Krótka, acz treściwa 120km trasa (w rzeczywistości kilometrów do pokonania było około 150…) miała nam posłużyć jako rozgrzewka przed czekającym nas za 2 tygodnie dużo ważniejszym startem w The North Face Adventure Trophy. Jak się później miało okazać wcale nie było tak łatwo jak się tego spodziewaliśmy. Nie uprzedzajmy jednak faktów…

Michał Glinka fot. Grzegorz ŁuczkoParę minut po 22 ruszyliśmy na pierwszy etap – 5 km biegu na orientację. Już na samym początku łamiemy złotą zasadę – nie biegnij za tłumem! – i ładujemy się w kanał. Zanim orientujemy się, że pobiegliśmy punkt za daleko i wracamy podbić kartę we właściwym miejscu tracimy kilknaście minut. Myśli mam nie za wesołe – już na początku taka strata?! – jednak to dopiero początek rajdu. Już licząc tylko na siebie zaliczamy kolejne punkty kontrolne bez większych problemów. Mimo, że przez całą trasę biegniemy naprawdę mocnym tempem z całością uwijamy się dopiero po godzinie z minutami. Meldujemy się na 10 miejscu. Czyli w połowie stawki.

Nie ma czasu jednak denerwować się bo już wskakujemy na nasze rumaki. Przed nami teoretycznie 40km (praktycznie było ok. 75 a my zrobiliśmy 97km…) Do pierwszego punktu prosty przelot. Nawet odrobilibyśmy kilka miejsc gdyby nie… no właśnie gdyby nie mała wtopa. Skręcamy w złą odnogę, nie chciało nam się spojrzeć w mapę, skorygować kierunków na kompasie. Leniwi zawsze tracą. Po drodze mija nas Speleo. Zły jestem, bo gdyby nie ta wpadka zapewne udałoby nam się ich dogonić. Kolejne kilometry połykamy dość sprawnie. Do czasu. Dlaczego k… zawsze musimy gdzieś się zgubić?! Tym razem naszym przeklętym miejscem był punkt numer 5 – szczyt górki.

Grzegorz Łuczko fot. Michał Glinka.Gdy po godzinie czasu nadal kręciliśmy się po leśnej gęstwinie w poszukiwaniu tego cholernego punktu powiem szczerze, że zwątpiłem w nas. Powoli kończyły nam się koncepcje jakby tu odnaleźć ten szczyt. Głucha noc, ciemno i weź tu szukaj jakiejś góry! Od czego jednak mamy mapę i kompas. Lapiemy się ostatniej możliwości (to powinna być ta pierwsza!), dokładnie namierzamy się na mapie, obieramy kierunek i jest, mamy punkt. Tak po prostu. To jest ten niuans, który odróżnia świetnych nawigatorów od tych przeciętnych, czyli nas. Przeszło godzina w plecy, ale przecież to jeszcze nie koniec!

Dalej był zjazd asfaltem do Sulęcina. Wiatr w plecy a my niczym intercity (a raczej TGV) pędzimy w nikłym świetle czołówek. W bliżej nieokreślonym miejscu między Sulęcinem a Lubniewiacami zaliczamy zadanie specjalne – zjazd z wiaduktu na linach – i dowiadujemy się, że do Speleo tracimy ok. 3 godzin. W poczuciu własnej beznadziejności i ruszamy w kierunku mety i końca tego etapu.

Etap kajakowy fot. exmedio.plSzybki przepak i jako 2 drużyna z 2 osobowych zespołów ruszamy na kolejny etap. Przed nami 30km biegu na orientację. Zastanawiałem się jak sobie poradzę z biegiem po całej nocy na rowerze, okazuje się, że jest dobrze. Byłoby super gdyby nie fakt, że już na początku tracimy z 30 minut przedzierając się przez mokradła i las na skróty na PK10. Spadamy bodaj na 4 pozycję. Później zaczyna mocniej przygrzewać słoneczko, a my mamy proste przeloty z punktu na punkt. PK11, 12, 13… Gdzieś tam trafiamy na bagienko i nieco moczymy adidasy, ale jest tak gorąco, że suszą się błyskawicznie. Przed końcem etapu jeszcze do zaliczenia most linowy i już tylko truchtem w stronę rowerów. Zanim jednak wskoczyliśmy ponownie na aluminiowe rumaki czekał na nas rower… wodny! Sielanka jak się patrzy, czułem się jak jakiś letnik, a nie zawodnik rajdu przygodowego 😉 .

Znowu teoretycznie 40 km odcinek, praktycznie ok. 45km. Od początku kiepsko się to zapowiada. Słońce daje niemiłosiernie. Pedałujemy w całkiem ładnych terenach, nad brzegiem jeziora. Trzymamy się niebieskiego szlaku, po kilku kilometrach odbijamy na zielony i nawet doganiamy Dum Spiro Spero, zespół 4 osobowy. Piszę nawet bo chwilę później tracimy mnóstwo czasu w poszukiwaniu punktu. Przeciwnicy nam odjeżdzają a my bez sensu kręcimy się po lesie. Atakuje nas jakieś takie rozprężenie. Koniec końców po kilkudziesięciu minutach mamy punkt.

Rozdanie pucharów fot. exmedio.plPóźniej łapię gumę w tylnim kole i zaczynają się odcinki piachów na przemian z brukiem. Po kilkudziesięciu minutach mam już po dziurki w nosie tego zestawu. Gdy wjeżdzam na kocie łby ogarnia mnie zupełna bezsilność. Kto budował te drogi?! Tak psiocząc na budowniczych tych dróg, żar lejący się z nieba, piaszczyste przecinki dojeżdzamy na ostatni punkt trasy rowerowej. Walczymy zaciekle o 3 miejsce. Dosłownie chwilę przed nami na punkcie zjawia się zespół Timret. Wybierają jednak inny wariant niż my. To jednak nasz przelot okazuje się zwycięski (no wreszcie!) i w Lubniewicach meldujemy się z kilku minutowym zapasem czasu nad bezpośrednimi konkurentami.

Ostatni etap to 5km kajakiem. Płyniemy malowniczym kanałem. Klimat. Później przenoska i jesteśmy już prawie na mecie. Michał zauważa, że sam płynie szybciej niż gdy ja również macham wiosłem, w końcu to ratownik, więc ja sobie odpoczywam już do mety a Michał pracuje za nas dwóch 🙂 . Idzie mu to nadzwyczaj sprawnie. Szybko kończymy kajak i jednocześnie to dla nas koniec zawodów na rajdzie przygodowym Wertepy!

Zajmujemy 2 miejsce w naszej kategorii, a 6 ogółem. Cieszymy się z pucharu za 2 miejsce, jednak pozostaje ogromny niedosyt, aż 5 godzin straty do Speleo… Jest nad czym pracować! Zawody godne polecenia. Kto nie startował a wahał się zapraszam za rok. Ja na pewno za rok pojawię się tam znowu!

PS. Część fotek pochodzi z galerii studia exmedio.pl, które robiło zdjęcia podczas zawodów.

Podobne wpisy:


O autorze

Tu pojawi się kiedyś jakiś błyskotliwy tekst. Będzie genialny, w kilku krótkich zdaniach opisze osobę autora przedstawiając go w najpiękniejszym świetle idealnego, czerwcowego, słonecznego poranka. Tymczasem jest zima i z kreatywnością u mnie słabiuśko!



4 Responses to Wertepy 2007: Relacja

  1. wikiyu mówi:

    Drogi te budowali jeszcze Niemcy gdy Wielkopolska była ich terytorium, kostka która tam leży w większości przypadków pamięta jeszcze zabory.
    Wszystko wszystkim, ale najlepsze to w tamtej okolicy są mosty na kanałach i rzekach – z jednej strony kocie łby, z drugiej kocie łby, a most nie dość że obracany, wyasfaltowany to jeszcze z nośnością kilkudziesięciu ton…
    ot pamiątka po drugiej wojnie światowej gdy tamte okolice stanowiły część Międzyrzeckiego Rejonu Umocnionego, została też masa bunkrów i tym podobnych zabudowań. W okolicy samego Międzyrzecza wartym zwiedzenia jest olbrzymi kompleks bunkrów które można pozwiedzać z przewodnikiem bo samemu to tam się bardzo łatwo można zgubić, a o ile zgubienie się na powierzchni zabiera po prostu czas i powoduje irytację, o tyle zgubienie się 30 metrów pod ziemią napawa strachem człowieka.

  2. Kondziorek mówi:

    Są świetne mapki MRU ;-). W razie czego dysponujemy takimi, jakby ktoś był zainteresowany ( HKS Hades). Swego czasu się tam najeździliśmy… 😉

  3. Kuerti mówi:

    Jeśli chodzi o MRU to już od dawna chciałem się tam wybrać. Może za jakiś czas mi się wreszcie uda…

    Kocie łby i generalnie klimat okolic Lubniewic bardzo mi się podobał. Tak jak pisałem, wydaje się, jakby czas zatrzymał się tam x lat temu. Co innego jednak ściganie się na zawodach po takiej nawierzchni. Momentalnie skoczył mi respect dla koalrzy, który rokrocznie walczą na trasie Paryż-Roubaix…

    Kondziorek,

    Macie te mapy w wersji elektronicznej?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Back to Top ↑
  • TUTAJ PRACUJĘ

  • FACEBOOK

  • OSTATNIE KOMENTARZE

    • Avatar użytkownikaGryHazardowe Gorąco polecam tę książkę. Bardzo pomocne są metosy wysyłku. – WIĘCEJ
    • Avatar użytkownikaAnka Interesująca książka, dzięki za fajny artykuł wiem już co szukać w księgarni. pozdrawiam – WIĘCEJ
    • Avatar użytkownikaKrzysztof ze wsi Świetny start, wielkie gratulacje!!! – WIĘCEJ
    • Avatar użytkownikaBorman Co to jest Power Bomba? – WIĘCEJ
    • Older »
  • INSTAGRAM

  • ARCHIWA