Kuertiego przypadki no image

Opublikowany 9 kwietnia 2007 | autor Grzegorz Łuczko

13

Przerwać trening?

Biegnę choć już dawno powinienem przerwać trening. Ślepy upór jednak każe mi kontynuować…

Wczoraj jeszcze było naprawdę dobrze. Maszerując do domu po skończonym treningu rozpierała mnie moc. Czułem się świetnie. Kilkanaście godzin później, biegnąc w sobotnie leniwe popołudnie cierpiałem katusze. Zaczęło się już w domu. Podwyższony puls to taki znak ostrzegawczy. Żółty drogowy trójkącik z wykrzyknikiem. Mówi, że trzeba uważać. Wiedziałem więc, że nie mam co liczyć na cuda podczas dzisiejszego treningu. Gdy po kilkunastu minutach biegu poczułem, że moje stare buty zaczynają mnie boleśnie obcierać, a w brzuchu zaczęło mnie skręcać wiedziałem, że przygotować się muszę na najgorsze.

Sobotni długi bieg obok środowego drugiego zakresu to najważniejszy dla mnie trening w tygodniu. Adventure Trophy już tuż, tuż. Muszę kumulować kilometry, przede wszystkim długie, wolne kilometry. Dlatego też, mimo dyskomortu zacisnąłem zęby i pobiegłem dalej. Po 30 minutach przymusowa przerwa w krzaczkach, póżniej kolejna. Gdy złapała mnie kolka a w prawej kostce pojawił się ból powiedziałem sobie, że nic mnie nie powtrzyma przed ukończeniem tego cholernego treningu! Jeszcze mocniej zacisnąłem zęby i pobiegłem dalej. Przypominałem sobie polski Maraton Piasków, 3 etap, długa droga do mety przez niemieckie wioski. Potężne bąble na stopach i wszechogarniający ból. Skoro w takich warunkach napierałem przez 12 godzin to tutaj miałbym nie dać rady przez półtorej?!

Jednak nie dałem… Zszedłem z trasy i wróciłem do domu. To nie była jednak słabość. Odezwał się we mnie zdrowy rozsądek. Perspektywa kontuzji przeciążonej kostki zmusiła mnie do przerwania treningu, który za wszelką cenę chciałem ukończyć. Decyzja przyszła jednak za późno. Siedzę właśnie z obolałą kostką i zastanawiam czy uda mi się wyjść z tej sytuacji bez strat? Czy czeka mnie przymusowa absencja? Zły jestem. Bo tak fajnie mi się trenowało do tej pory a „wpadłem” przez taką głupotę, drobnostkę. W piątek zawody. Co prawda tylko treningowe, ale mimo wszystko zawody. A tu taka przykra niespodzianka…

Pytanie klucz: „kiedy przerwać trening” powraca jak bumerang. Tu sytuacja była w miarę klarowna. Źle mi się biegło, postanowiłem jednak przeprowadzić trening do końca, dla wzmocnienia „psychy”. Pojawił się ból, z początku zignorowałem go, jednak gdy bieganie zaczęło mi sprawiać wyraźną trudność przerwałem ćwiczenie. W miarę konsekwentny ciąg. Łatwy do odtworzenia. W tym przypadku nawet podwyższone tętno nie skłoniło mnie do skrócenia treningu. Stwierdziłem, że skoro mamy już kwiecień to nie stanie się nic złego gdy pobiegam na wyższych zakresach. Zresztą to samo stwierdziłbym zimą. Słabsze dni w treningu prędzej czy później przyjdą. Jeden trening zrobiony raz na jakiś czas poza strefami na pewno nie przyniesie nam szkody. Co innego gdybyśmy mieli dzień po dniu trenować w stanach zmęczenia, a każdy trening byłby walką o przetrwanie.

Generalnie staram się nie przerywać treningów. Jeśli już to rezygnuje z mocniejszego akcentu. Na przykład zamiast WB2 robię rozbieganie. Rezygnuje z przebieżek albo siły biegowej. Ból i prawdopodobieństwo kontuzji to czerwone lampki, po których automatycznie schodzę z trasy. A Wy? Na siłę kończycie treningi? Czy często zdarza się Wam rezygnować w czasie biegu?

PS. Polecam świetną stronę o treningu dla biegaczy.
PS2. Autorką zdjęcia jest Claudecf.

Zobacz również inne posty na podobny temat:


O autorze

Tu pojawi się kiedyś jakiś błyskotliwy tekst. Będzie genialny, w kilku krótkich zdaniach opisze osobę autora przedstawiając go w najpiękniejszym świetle idealnego, czerwcowego, słonecznego poranka. Tymczasem jest zima i z kreatywnością u mnie słabiuśko!



13 Responses to Przerwać trening?

  1. primo mówi:

    Witam,

    przeglądam sobie logi serwera, a tam znajduję odnośniki z tej stronki. Patrzę sobie a tu autor robi mi darmową reklamę 🙂 — dzięki wielkie.

    Od wczoraj strona zmieniła oblicze i mam nadzieję jest jeszcze bardziej przydatna.

    pozdrawiam

    primo

  2. primo mówi:

    Teraz krótki komentarz odnośnie tego artykułu.

    Według mnie wielkim błędem było biec na siłę. Ból w naszym organizmie to wentyl bezpieczeństwa, który jeśli już się odzywa to powinna zapalić się ta czerwona lampka. Obawiam się, że dłuższy trening „na siłę” doprowadzi tylko i wyłącznie do tego, że nie wystarczy krótka przerwa, ale wszystko przerodzi się w długotrwałe bolesne zapalenie.
    Ja gdy tylko poczuję się gorzej, choćby braknie mi ochoty to spadam do domu. Nic na siłę. Choć nie powiem, później jestem na siebie zły 🙂 — ot taka nasza biegowa przypadłość 🙂

  3. qwerty mówi:

    Robisz świetną robotę to i trzeba zareklamować 🙂 .

    Generalnie zgadzam się z tym co piszesz. Jest tylko jedno małe ale, startuje w zawodach gdzie owo „przełamanie” jest kluczowym elementem potrzebnym nie tylko do zwycięstw ale i do po prostu kończenia rajdów. Dlatego czasem w takich treningach jak ten powyżej, warto pójść „na przełamanie”, szkoda tylko, że wcześniej nie zdiagnozowałem tego bólu kostki jako symptomu kontuzji, na pewno przerwałbym trening.

    Dzięki za komentarz!

  4. misiek mówi:

    Witam:) U mnie chyba właśnie takie „przełamanie” spowodowało, ze nie biegam od 15 dni. Prawdopodobnie mam zapalenie okostnej. Ból nie do zniesienia już przy samym chodzeniu. Różne maści, okłady nie pomagają. Z jednej przychodni ortopedycznej do drugiej człowieka wyganiają, nie wiedzą co mówić. Może ktoś z Was przechodził to samo, byłbym wdzięczny za porady.

  5. wojo mówi:

    A gdzie to tak dokładnie boli???

  6. misiek mówi:

    W dwóch miejscach na piszczeli, głównie po wewnętrznej stronie, trochę powyżej kostki.

  7. rocha mówi:

    A tam zaraz przerwać, odpuść trochę, popodciągaj się na drążku, porób trochę brzuszków i potrenuj oddech przeponą, jest dużo form aktywności.
    A w odpoczywających stawach zadbaj o utrzymanie ruchomości.
    Oczywiście można też pójśc do lekarza, jeśli zdrowy rozsądek nakarze.

  8. Marta mówi:

    misiek, ja miałam coś podobnego, ale nie bolało mnie to aż tak bardzo, może dzięki temu, że przerwałam bieganie w momencie w którym poczułam lekki ból piszczeli. Ja stosowałam maści przeciwzapale, starałam się jak najmniej obciążać nogę, usztywniałam ją bandażem elastycznym (można też nosić podkolanówki) ma lekko uciskać, dodatkowo dzięki temu noga miała cieplej 🙂

    całkowicie przestało boleć po 3-4 tygodniach
    najwięcej informacji o tej kontuzji znalazłam tutaj: http://bieganie.pl/forum/viewtopic.php?t=12657

    pozdrawiam i życzę powrotu do zdrowia
    M

  9. Kuerti mówi:

    Radek,

    O co chodzi z tą przeponą? Oczywiście spotkałem się z zaleceniami treningu oddychania – ponoć wpływa to bardzo korzystnie na nasz organizm, ale czy stosowałeś to w praktyce?

    Misiek,

    Napisałem coś takiego: „Ból i prawdopodobieństwo kontuzji to czerwone lampki, po których automatycznie schodzę z trasy.” i tego się trzymam, o matko, to już 2 lata minęły od napisania tego tekstu! 🙂 .

    „Przełamanie” rozumiem w sensie mentalnym, nigdy stricte fizycznym. Na probleme z okostną Ci nie pomogę, podpiszę się natomiast pod tym co napisał Radek: nie rezygnuj z treningu!

    Nie możesz biegać, w porządku, ale masz całą paletę dyscyplin, które możesz właśnie teraz potrenować, tak na szybko: przede wszystkim rower, wydolność utrzymasz na poziomie, piszczele nie mają prawa boleć, to samo rolki (tu może niebezpieczeństwo jest większe), kajak, pływanie, może nordic walking? No i oczywiście obowiązkowo gimnastyka rozciągająca i siłowa (tą pierwszą robię po KAŻDYM treningu, do tej drugiej znów się zabieram i zabrać nie mogę – ale to naprawdę dużo daje!).

    Nie trenować przez 2 tygodnie dla człowieka już uzależnionego to jest jakaś katorga 🙂 . Wiem po sobie, jeśli masz tak samo to wsiadaj na rower, albo cokolwiek, inaczej zwariować można 🙂 .

    PS. Zamiast pojechać na setkę zabierz się na maraton rowerowy, rajdowiec naprawdę ma dobrze jeśli chodzi o ewentualne kontuzje, ma tyle zamienników, że zawsze znajdzie się coś do potrenowania!

  10. rocha mówi:

    „Oddech kanałem przeponowym” – zapisz się do szkoły rodzenia, to Cię nauczą :):)
    To trochę szamaństwo, ale chyba zdrowe. Oddychać nie rozdymając klatki piersiowej (brzuchem) – czyli oszczędność energii i pełne dotlenienie w jednym. Wiadomo, że biegnąc w drugim zakresie wykorzystujemy już wszystko co w płucach mamy, ale poza tym raczej nam wciąż coś tam na dole zalega. Matka Natura wymyśliła więc specjalny mięsień – przeponę – który świetnie wypycha to skisłe powietrze na zewnątrz. Spędzając wiele czasu na siedząco ściskamy flaki i ograniczamy ruchomośc owej przepony zastępując jej pracę mięśniami klatki piersiowej, ktore powinniśmy uruchamiać dopiero właśnie w czasie aktywności (np. biegu). Skutków niedotlenienia nie odczuwamy bo ileż tego tlenu potrza przed kompem?
    A potem, gdy już ruszamy truchtem to nas zwiotczała przepona może zaatakować kolką, a część zapadniętych lub wypełnionych glutem pęcherzyków płucnych już się nie rozedmie.

    Miłej zabawy
    Tylko się nie przehiperwentyluj!
    🙂

  11. Kuerti mówi:

    Szamaństwo czy nie, ale chyba coś w tym jest, przecież nawet Skarżyński pisał o tym, żeby co jakiś czas mocniej poodychać i wymienić zalegające powietrze, a on chyba szamanem żadnym nie jest 😉 .

    Pytanie jednak jak to zastosować w praktyce – chodzi oczywiście o trening? Najpierw potrenować w bezruchu? A później uderzyć na biegową ścieżkę? Próbowałeś biegać oddychając przeponą? Ciekawy temat…

  12. Marta mówi:

    w styczniowym runner’s world jest cały artykuł o oddychaniu, więc coś musi w tym być 😀

    „Koncentrując się na pracy przepony podczas biegu, zapewniasz sobie większe dostawy mocodajnego tlenu”

    „Najlepiej ćwiczyć nowy sposób kiedy nie biegasz”

    Są nawet dołączone 3 ćwiczenia, niestety nie mam skanera 🙁

    btw nie uważam magazynu runner’s world za jakieś cudo, ale czasem podają przydatne informacje, starsze numery często są rozdawane na biegach ulicznych 🙂

  13. rocha mówi:

    Szczególnie drugi cytat jest trafiony. W czasie biegu i tak dobrze wykorzystujemy i trenujemy płuca. Chodzi jednak, by pozbyć się złych nawyków w oddychaniu, a do tego najlepsze jest włączenie oddechu przeponowego do tuch chwil, gdy właśnie NIE trenujemy. A jak? wpisać „oddech w czasie porodu” do googla i wszystkie rodzaje oddechu są opisane.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Back to Top ↑
  • TUTAJ PRACUJĘ

  • FACEBOOK

  • OSTATNIE KOMENTARZE

    • Avatar użytkownikaRobbieSup https://pizdeishn.com/classic/365-goryachie-prikosnoveniya.html - Жесткие эро истории, Лучшие секс истории – WIĘCEJ
    • Avatar użytkownikaGryHazardowe Gorąco polecam tę książkę. Bardzo pomocne są metosy wysyłku. – WIĘCEJ
    • Avatar użytkownikaAnka Interesująca książka, dzięki za fajny artykuł wiem już co szukać w księgarni. pozdrawiam – WIĘCEJ
    • Avatar użytkownikaKrzysztof ze wsi Świetny start, wielkie gratulacje!!! – WIĘCEJ
    • Older »
  • INSTAGRAM

    No images found!
    Try some other hashtag or username
  • ARCHIWA