Adventure Racing no image

Opublikowany 4 października 2007 | autor Grzegorz Łuczko

14

Pakujemy się na setkę! Cz. 2

Kwestie ubioru mamy już za sobą. Teraz czas na resztę ekwipunku.

Najważniejsza rzecz to oczywiście plecak – to w nim trzymamy wszystki potrzebny sprzęt na całą trasę. Kilka lat temu kupiłem plecak Salomona, słynną kamizelkę – NRG Saver 200, niestety z tego co wiem Salomon przestał go produkować, można znaleźć mniejsze wersje, ale to już nie to samo. Plecak jak wspomniałem wyżej ma konstrukcję kamizelki, nakładamy go na siebie, zapinamy zamek na klatce piersiowej i przestajemy się nim zajmować, leży po prostu idealnie!

Oczywiście idealny plecak do napierania musi mieć miejsce na camelbag, czyli pojemnik z wodą. Butelka jest zupełnie niepraktyczna. Po bokach plecaka powinny znaleźć się kieszenie z siatki, np. na bidony, batony i różne duperele. Zawsze pod ręką, nie musimy zatrzymywać się i wyciągać potrzebnych nam rzeczy ze środka. Jeśli mamy inny model aniżeli kamizelkę Salomona to dobrze jeśli na pasie biodrowym znajdują się kieszonki. Dobrze również jeśli na tył plecaka można co nieco przytroczyć, np. mój ma fajną kieszeń, w sam raz na kurtkę.

Dobry plecak to lekki plecak! Tutaj liczy się każdy gram, a tych nigdy za mało. Jeśli nie Salomon, to co? Na napieraj.pl poczytać możecie kilka recenzji plecaków stworzonych do rajdowania.

Rzeczą, bez której nie da się obyć na zawodach na orientację jest oczywiście kompas. Do niedawna jeszcze miałem „przyjemność” napierać z ciężką wojskową busolą, żeby sprawdzić kierunek musiałem wykazać się sporą dozą cierpliwości. Najpierw trzeba było zatrzymać się, odczekać kilka długich sekund i dopiero strzałka łaskawie zechciała się ustabilizować. Przed tym sezonem przesiadłem się na kciukową Moskwę i jestem zadowolony. Szybki i stabilny kompas. Pasek na kciuk jest bardzo użyteczny, zwłaszcza podczas biegu, choć przyznać trzeba, że na typowych zawodach, na których startuje (maratony piesze, rajdy przygodowe) równie dobrze nadałby się i płytkowy kompas, jak na mój gust to jednak modele na kciuk są po prostu wygodniejsze.

Jak kompas to i mapa, którą zwykle dostajemy od organizatorów. Nie zawsze jednak dostajemy foliowe torebki. Typowe mapniki turstyczne są raczej nieporęczne i podczas biegu tylko przeszkadzają. Idealnie sprawdzają się natomiast właśnie owe strunowe torebki. Torebki równie dobrze sprawują się w przypadku osłon na karty startowe. Wkładamy kartę do takiej folii, chowamy do kieszonki w Dobsomach i po sprawie (ja jestem szczególnie uczulony na tą właśnie kwestie – na jednym Harpie zostałem zdyskwalifikowany z tego powodu).

Podczas nocnych etapów nieodzownym elementem wyposażenia staje się czołówka. Latarki ręczne odpadają w przedbiegach. Osobiście używam czołówki Petzla (chyba warto wykosztować się raz i mieć spokój, czołówkę mam od 3 lat i wygląda jak nowa) model MYO 5 (recenzja słabszego modelu – MYO 3), jeszcze z tymi słabszymi diodami. Niedawno natomiast pojawiły się modele z tymi mocniejszymi. Mój model ma i diody i halogen, ten drugi jest w zasadzie zupełnie zbędny, na rower za słaby, a biegać z tym nie ma sensu – krótka żywotność. Następna moja czołówka będzie więc modelem tylko na diody, mniej baterii, mniejsza waga – większa wygoda na głowie.

Na wypadek jakiejś kontuzji warto zaopatrzyć się w apteczkę, ja osobiście na zawodach gdzie do kwestii wyposażenia obowiązkowego nie podchodzi się bardzo rygorystycznie tak jak np. na Bergson Winter Challenge – apteczkę redukuje do naprawdę niezbędnego minimum. Plastry, tabletki przeciwbólowe i folia nrc. Szczególnie ta ostatnia może naprawdę nam pomóc w krytycznej sytuacji, po wielu godzinach napierania organizm jest bardzo osłabiony i jeśli zejdziemy w takim stanie z trasy a nie mamy jak wrócić do bazy, folia naprawdę uratuje nam skórę…

Na koniec 2 rzeczy, długopis – na niektórych zawodach jest wymagany do wpisywania czasów w karcie startowej (np. Harpagan) – i telefon. Najczęściej ten ostatni jest w wyposażeniu obowiązkowym, jeśli nie to i tak warto go zabrać. Chyba nie muszę pisać dlaczego? Jeśli startujemy w zimie musimy jakoś go „opatulić”, czas działania baterii na mrozie ulega dramatycznemu skróceniu.

I to tyle. Jak zwykle proszę o uwagi, o Wasze zestawy. Celowo nie napisałem ani słowa o jedzeniu i piciu, to na tyle indywidualna sprawa, że sami musicie – metodą prób i błędów – dojść do tego jakie jest Wasze zapotrzebowanie.


O autorze

Tu pojawi się kiedyś jakiś błyskotliwy tekst. Będzie genialny, w kilku krótkich zdaniach opisze osobę autora przedstawiając go w najpiękniejszym świetle idealnego, czerwcowego, słonecznego poranka. Tymczasem jest zima i z kreatywnością u mnie słabiuśko!



14 Responses to Pakujemy się na setkę! Cz. 2

  1. faba mówi:

    dzieki za czesc druga szkoda tylko ze jest strasznie skrotowa – liczylem na jakies patenty w stylu wszystkie rzeczy w plecaku mam w foli w razie deszczu etc

    masz juz przeciez na koncie sporo tych rajdow pewnie potpatrzyles wiele takich akcji u innych

    to samo sie tyczy jedzenia ;D

    pozdro

  2. karolcm mówi:

    Tylko dopowiem, że zwykłe długopisy na mrozie mogą odmówić posłuszeństwa. Dlatego należy nosić lepszy, żelowy pisak, który nie ugnie się pod niską temperaturą. Ale to chyba info dla tych co pierwszy raz będą napierać;)
    Przydatny temat!

  3. Kuerti mówi:

    Faba,

    Zauważ, że tych rzeczy jest bardzo mało – w plecaku u mnie zwykle trzymam parę skarpetek na zmianę, apteczkę i telefon. Oczywiście wszystko w jakiejś folii – zapomniałem dodać. Stąd artykuł nieco krótszy niż pierwsza część.

    Z patentów, które podpatrzyłem u innych świetna sprawa to klejenie mapy. Bierzesz taką szeroką rolkę taśmy przezroczystej i obklejasz mapę z obu stron, oczywiście wcześniej dokonując odpowiednich cięć. Nie zawsze mapa, którą dostaniemy jest rozsądnych rozmiarów.

    A o jedzieniu może coś napiszę kiedyś, ale co ja będę pisał skoro wiem, że po kilkunastu godzinach jedzenia lekkich rzeczy (banany, batony, czekolada itp) zawsze przychodzi u mnie kryzys, bo organizm domaga się jakiegoś solidnego posiłu ale zawsze o tym zapominam 😉 .

    A z patentów na jedzenie, to słyszałem, że jeden z zawodników często startujących w setkach z całkiem niezłymi wynikami na trasę zawodów bierze kilogram wędzonego podgarla… Różne są więc sposoby.

    Karol,

    Z tym długopisem oczywiście masz racje. Punkt dla Ciebie.

    Dzięki za komentarze, może faktycznie wyszło trochę skrótowo. Ale tu pole do popisu dla Was – piszcie dalej i opisujcie swoje patenty!

  4. rafał mówi:

    Do apteczki dorzucam koniecznie bandaż elastyczny.Skręcenia zdażają się często, wiadomo trafić się może trudny teren, noc, przecika, skrócik itp.
    podpowiem patencik
    Niemam takiego plecaka z kamizelką, ale mam żone, a ta uszyła mi kieszonkę którą z przodu na klatce piersiowej wpinam pomiedzy szelki plecaka, wzorem pomysłu na stronie napieraj.Polecam.Mam pod ręka potrzebne duperele i widze jak mi wypadają :))
    Artykuł o jedzeniu na rajdach musisz zamieŚciĆ koniecznie.

  5. Kuerti mówi:

    Rafał pisze o tym pomyśle – klik!

    Powiem szzczerze, że kwestię jedzenia na rajdach zwykle traktuje nieco po macoszemu, mogę opisać to, co ja sam zabieram na trasę, ale myślę, że idealnie byłoby jeśli taki artykuł składałby się z kilku różnych opinii. Postaram się coś wymyśleć 🙂 .

  6. Konrad mówi:

    Niezły pomysł z tym artykułem o jedzeniu!
    Co do mnie to mam na ten temat nieco przemyśleń popartych własnym doświadczeniem a poza tym zmarnotrawiłem sporo czasu studiując masę (mniej lub bardziej fachowych) artykułów o żywieniu w sporcie i mógłbym coś od siebie dorzucić. Co szanowny autor na to?

  7. rafał mówi:

    Jestem przekonany że jak Kuerti „zapoda” hasło, to artykuł o jedzeniu powstanie z samych komentarzy.
    A co komentarz, to ciekawszy patencik.Każdy opisze swoje doświadczenia, preferencje smakowe itd itp.. i dyskusja się rozkręci.

  8. Kuerti mówi:

    Konrad, Rafał,

    Skoro jest zapotrzebowanie to trzeba coś napisać 🙂 . Fajnie, że wykazujecie taką aktywność (dlaczego nie braliście udziału w konkursie?! 🙂 ).

    Konrad, ja oczywiście jestem na TAK, a nawet bardzo na tak. Jeśli chciałbyś napisać artykuł na ten temat to bardzo chętnie go umieszczę. Mógłbyś się odezwać do mnie na mejla? Kiedyś wyslałem Ci wiadomość na ten adres, który podajesz w komentarzu, ale nie doczekałem się odpowiedzi.

    Postaram się też o kilka zdań „co znańszych” zawodników rajdowych, dołożymy do tego komentarze czytelników i może wyjdzie z tego jakieś małe kompendium żywieniowe 🙂 .

  9. sebas mówi:

    z glupia frant, odczuwales kiedykolwiek jakies roznice miedzy tanszym kompasem (np za 15pln), a jakims drozszym np. za 80pln? chodzi mi o ewentualnie mniej dokladne wskazania etc czytalem gdzies taka dyskusje, ale wydalo mi sie to absurdalne troche, przeca zasada dzialania jest prosta jak cep. oczywiscie odchylenia moga sie zdarzyc przy kopalniach rud metali, ew. silnych zrodlach pola (generatory), ale w ogolnym rozrachunku chyba roznic pomiedzy tanszymi a drozszymi modelami nie da sie stwierdzic??

  10. Kuerti mówi:

    Wydaję mi się, że wskazania będa takie same. Zasadnicza różnica to szybkość stabilizowania się igły i materiał, z którego zrobiony jest kompas.

    Zapłaciłem sporo za tą swoją Moskwę, ale mam porządny kompas i mam spokój na lata. Być może tak samo dobrze służyłby mi kompas za 15zł? Ale mam taką zasadę, że jeśli wymieniam sprzęt to tylko na coś lepszego (no chyba, że mam braki w gotówce i muszę kupić cokolwiek, żeby tylko to mieć).

  11. Konrad mówi:

    Co do tego jedzenia na trasie(podgardle) to jeszcze chyba do tego bierze salceson (z tego co pamietam z wykładu na trasie z Czerska). :).

    pozdrawiam
    Konrad

  12. Kuerti mówi:

    Sebas,

    Wcześniej odpowiedziałem Ci tylko na podstawie intuicji, przy okazji Harpagana 34 miałem okazje porównać mój kompas za 130zł z noname’m za 18zł. We wskazaniach nie ma różnicy, choć czasami noname lubi poświrować, poza tym…

    Poza tym wpadłem na pomysł na notkę, więcej więc dowiesz się w którymś z najbliższych (oby) wpisów 🙂 .

  13. Poldek mówi:

    Witsm s jski kompas nadaje sie dla poczontkującego , zeby nie był to szmela a żeby nie kosztował „majątek”??

  14. Kuerti mówi:

    Cześć Poldek!

    Pytanie co to dla Ciebie jest majątek?

    Jedno wiem na pewno, nie ma co oszczędzać na sprzęcie, który służył Ci będzie przez lata. A kompas jest własnie takim urządzeniem. Ja za swój dałem ok. 130zł. To dość sporo. No ale jest po prostu świetny. Lekki, szybki i stabilny.

    Jeśli 80zł jest dla Ciebie sumą do przyjęcia to rozejrzyj się za tańszymi „Moskwami” (mój kompas jest właśnie tej firmy), w tej cenie masz do wyboru albo „płytkę”, albo kompas na kciuk. Sporo ludzi używa tego sprzętu na rajdach.

    Jeśli biegasz to wybierz „kciukowy”, jeśli tylko chodzisz bierz „płytkę”.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Back to Top ↑
  • TUTAJ PRACUJĘ

  • FACEBOOK

  • OSTATNIE KOMENTARZE

    • Avatar użytkownikaGryHazardowe Gorąco polecam tę książkę. Bardzo pomocne są metosy wysyłku. – WIĘCEJ
    • Avatar użytkownikaAnka Interesująca książka, dzięki za fajny artykuł wiem już co szukać w księgarni. pozdrawiam – WIĘCEJ
    • Avatar użytkownikaKrzysztof ze wsi Świetny start, wielkie gratulacje!!! – WIĘCEJ
    • Avatar użytkownikaBorman Co to jest Power Bomba? – WIĘCEJ
    • Older »
  • INSTAGRAM

  • ARCHIWA