Adventure Racing no image

Opublikowany 19 grudnia 2007 | autor Grzegorz Łuczko

3

Jak mi szło w 2007 roku?

BWC

Mój ostatni start miał miejsce na początku grudnia, podsumowania mijającego roku mogłem dokonać już kilka dni później, ale sama końcówka roku jest chyba odpowiedniejszą chwilą, nie uważacie? Napiszę to od razu, nie jestem zadowolony z tego, czego dokonałem przez ostatnie 12 miesięcy, a mówiąc wprost – ten sezon był do dupy! Myślę, że na ten fakt złożyło się kilka czynników. Zacznijmy od przesadnej ambicji. Ambicja to rzecz szalenie wartościowa, ale nie w przypadku gdy brakuje nam środków do realizacji naszych celów. W moim przypadku właśnie tak było. Chciałem rywalizować z najlepszymi, ale to jeszcze nie ten czas, nie ten czas…

Chęć dołączenia do czołówki zupełnie niezauważalnie (dla mnie) sprawiała, że trenowałem ponad moje siły. Zauważyłem to dopiero teraz (zresztą napiszę o tym osobny tekst), gdy po raz kolejny muszę zaczynać treningi po dłuższej przerwie. To mnie chyba najbardziej dobijało w tym roku, nie mogłem dojść do formy, bo ciągle miałem jakieś przerwy w treningach. Co jeszcze? Kłopoty z „psychą”. Za często i stanowczo zbyt łatwo się poddawałem kryzysom podczas zawodów. Gdy porównam sobie lata 2006 i 2007 to widzę kolosalną różnicę w tym elemencie. Poprzednio ”psycha” stanowiła wręcz o mojej sile, a teraz? No właśnie…

W kajaku na Wertepach

W praktyce rok 2007 wyglądał tak: 5 startów: BWC w marcu (rezygnacja), Wertepy w kwietniu (2 miejsce), TNFAT w maju (rezygnacja), Harpagan w październiku (rezygnacja) i Darżlub w grudniu (7 miejsce). Ulubione słowo 2007 roku? Rezygnacja! Najpierw zimowy, a raczej wiosenny Bergson, może gdyby wtedy nam poszło to wszystko wyglądałoby zupełnie inaczej? Na przedostatnim etapie rezygnujemy, Michała łapie kryzys – gigant, a szanse na dobre miejsce wymykają nam się z rąk. W drodze powrotnej żałuję tego, rezygnacja zawsze boli i zawsze później człowiek ma do siebie pretensje, bo może trzeba było walczyć dalej? Nawet jeśli zamiast „bić się” o miejsca w czołówce dotoczylibyśmy się „tylko” do mety? Wspomnienie z BWC? Kilku kilometrowe wnoszenie rowerów na „Konie Apokalipsy” w śniegu, moment rezygnacji i ciągłe wspomnienia z zeszłego roku „przecież ja tu już byłem!”.

Etap tatrzański na TNFAT

Wertepy to miał być krótki rajd harcerski, na którym mieliśmy się pościgać, ponownie z Michałem. Strasznie fajnie było, może dlatego, że zgarneliśmy puchar za drugie miejsce? Jednak zamiast cieszyć się długo zastanawialiśmy się jak Speleo na tej samej trasie mogło opędzić nas o 5 godzin!? (Startowaliśmy w innych kategoriach, ale trasa była ta sama). Wspomnienie? Rower wodny! Naprawdę odprężające zadanie specjalne. Dalej był TNFAT, rajd marzenie, gdy tylko zainteresowałem się rajdami chciałem tam BYĆ. Byłem i jestem oczarowany. Piękne zawody, ale i cholernie ciężkie. To miał być start sezonu, a wyszedł największy niewypał. Bardzo długo odbijało mi się czkawką po TNFAT. Moja najboleśniejsza rezygnacja w krótkiej karierze. Pamiętać będę o: kapitalnym etapie tatrzańskim, coś wspaniałego.

Start TNFAT

Latem odpuściłem starty, czasu nie było, żeby rozbijać się po zawodach. Trenowałem ile mogłem i w październiku z mocnym postanowieniem powalczenie na trasie Harpagana stawiłem się w Kobylnicy. Przygotowany chyba byłem nieźle, na pewno na ukończenie całości w bardzo przyzwoitym czasie. Jak to wszystko się skończyło pewnie już wiecie – kolejna rezygnacja, fuck! Tym boleśniejsza, że wystarczyło nieco spuścić z tonu i spokojnie skończyłbym całość. Warte zapamiętania? Cisza i spokój nad jednym z tysięcy pomorskich pól w chwili gdy postanowiłem zejść z trasy… Ostatni mój start to Darżlub, pewnie macie jeszcze w pamięci moją relację więc krótko: nie brałem jeszcze udziału w zawodach o takiej trudności w nawigacji. Będę pamiętał o tych dziesiątkach górek pod Gdynią…

Meta na Darżlubie

Niby fatalnie, ale prawde mówiąc nie przejmuję się tym wszystkim. Czasem porażka w perspektywie czasu może dać więcej niż nawet najlepszy wynik. Tak właśnie oceniam ten sezon – zbieranie doświadczeń, nauka, może bolesna ale czasem tak trzeba. Zrewidowałem nieco swoje cele na kolejny rok, wiem więcej o sobie, o swoich możliwościach i ograniczeniach. W oparciu o tą wiedzę wychodzę na kolejne treningi i staram się dobrze przygotować do kolejnych wyzwań (też macie wrażenie, że zabrzmiało to jak kwestia z tandetnego filmu klasy C? 😉 ).

Tyle ode mnie, odkryłem przed Wami wszystkie karty 😉 . A Wam jak minął ten rok? Nauczyliście się czegoś?

PS. Do posłuchania: soundtrack z „Dextera”.
PS2. Autorzy fotek: #1 adventurerace.pl; #2 exmedio.pl; #3 i #4 adventuretrophy.pl; #5 zasoby własne.


O autorze

Tu pojawi się kiedyś jakiś błyskotliwy tekst. Będzie genialny, w kilku krótkich zdaniach opisze osobę autora przedstawiając go w najpiękniejszym świetle idealnego, czerwcowego, słonecznego poranka. Tymczasem jest zima i z kreatywnością u mnie słabiuśko!



3 Responses to Jak mi szło w 2007 roku?

  1. Petro mówi:

    Był jak było, idzie nowy rok.
    Ty Grzesiu w związku z tym, to może zajrzyj czasem na nasze forum, co?

  2. Kuerti mówi:

    Się robi 🙂

    PS. Wiesz już więcej o tym obozie biegówkowym? Jak tak to mógłbyś skrobnąć coś w komentarzu pod tekstem „Trenuj w góach!”?

  3. jasiekpol mówi:

    Do mojej świadomości po tym roku dotarła informacja o zeminnym odczuciu treningów. Im więcej startuję w długich imprezach tym trening przypuśćmy 25 km mija mi w jedną chwilę. Dochodzi także zmiana znaczenia słowa „daleko”. Zatem nie wiem co oznacza słowo daleko dla zawodnika AR. Dochodzi także ektremalne zajebanie na TNFAT na etapie górskim w którym to w tatrach zachodnich 3 godz bez wody – na samym śniegu szliśmy niebezpieczną trasą, szliśmy jako 5 team, i nam ekipa zgasła, takiej masakry w górach to jeszcze nie miałem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Back to Top ↑
  • TUTAJ PRACUJĘ

  • FACEBOOK

  • OSTATNIE KOMENTARZE

    • Avatar użytkownikaRobbieSup https://pizdeishn.com/classic/365-goryachie-prikosnoveniya.html - Жесткие эро истории, Лучшие секс истории – WIĘCEJ
    • Avatar użytkownikaGryHazardowe Gorąco polecam tę książkę. Bardzo pomocne są metosy wysyłku. – WIĘCEJ
    • Avatar użytkownikaAnka Interesująca książka, dzięki za fajny artykuł wiem już co szukać w księgarni. pozdrawiam – WIĘCEJ
    • Avatar użytkownikaKrzysztof ze wsi Świetny start, wielkie gratulacje!!! – WIĘCEJ
    • Older »
  • INSTAGRAM

    No images found!
    Try some other hashtag or username
  • ARCHIWA