Porady no image

Opublikowany 15 września 2008 | autor Grzegorz Łuczko

10

Gimnastyka Siłowa – Bezradnik. Cz.3

Część pierwsza
Część druga

Minimum przyzwoitości

Jestem pod wrażniem prostoty i możliwości tej metody (chodzi oczywiście o małe kroczki z poprzedniej części)! Dopasowałem ją jednak pod siebie. Nie robię tej cholernej gimnastyki codziennie, nawet jeśli miałbym wykształcić w sobie nawyk to podejrzewam, że moja niechęć do tych ćwiczeń byłaby silniejsza. Nie mam zamiaru się oszukiwać, i Was przy okazji również. Ustaliłem sobie, że GS robił będę 3 razy w tygodniu. Wydaję mi się, że to optymalna liczba. Jest czas, żeby mięśnie sobie odpoczeły, a i my (przede wszystkim my!) mamy chwilę na wytchnienie. Pomyśl sobie, że codziennie czeka na Ciebie morderczy zestaw ćwiczeń, wyobrażasz sobie te wszystkie poranki do końca Twojego życia naznaczone widmem GS!? Nie, nie! Wolałbym już jej nie robić tej GS niż się tak męczyć! Przykład z jednym przysiadem jest ekstremalny, w dodatku przemawia do wyobraźni, i jeśli naprawdę jest z Tobą tak źle (w sensie motywacji) to zacznij od samego zera. Rób choćby i jeden brzuszek, jedną pompkę i jeden przysiad 3 razy na tydzień. Cały czas jednak myśl o długofalowej perspektywie! Za rok będziesz robił 50 brzuszków, 50 pompek i 50 przysiadów!

Gdyby jednak złapał mnie LEŃ to w zanadrzu przygotowany mam plan minimum – moje osobiste minimum przyzwoitości. Muszę się po prostu położyć na dywanie! Zrobić jedną serię ćwiczeń na brzuch, jedno ćwiczenie na plecy i parę pompek. Jeszcze nie musiałem tego robić, ale wierzę, że jeśli w końcu tak się stanie to leżąc już na podłodze wykonam cały zestaw! Z doświadczenia wiem, że najtrudniej jest zacząć, a taka wersja minimum może nas do tego skutecznie zachęcić. Ale nawet jeśli faktycznie nie będziesz miał sił nawet na jedną serię, to zrób byle co, cokolwiek tylko żeby móc powiedzieć sobie, że zrobiłeś dziś gimnastykę. Co z tego, że trening z tego będzie żaden? Psycha czasem jest ważniejsza niż fizjologia…

Pamiętacie? Ogarnia Was przemożne lenistwo, totalny brak sił i ochoty na GS, co robicie? Nie, na PK4 wcale nie ma nowego wpisu 😉 , a w telewizji nie leci Wasz ulubiony serial. Kładziecie się na dywanie, i tylko tyle. Musicie to zrobić, choćby nie wiem, co. Wszystko siedzi w psychice, jeśli nie przełączycie w głowie takiego małego pstryczka uwagi, koncentracji na GS to lepiej o niej zapomnijcie. Jak już leżycie na ziemi to wykonajcie byle co. Cokolwiek, nawet kilka spięć brzucha. Jedną, może dwie pompki. Jestem pewien, że zmobilizuje Was to do działania.

Nic się nie stało! Polacy nic się nie stało, lalalala!

Psycha. Bez mocnej psychiki jesteś nikim (ała, ależ to zabrzmiało..). I w życiu i w sporcie. Takie życie, taka karma. Masz motywację, próbujesz wykształcać nawyk i tak dalej i tak dalej. Robisz sobie tą gimnastykę już przez kilka tygodni, ale załóżmy, że trafia Ci się słabszy okres, jesteś chory, masz więcej obowiązków w pracy, w domu itd. Raz, drugi nie robisz GS i co? Twój plan zaczyna się walić! Koniec świata? Nie. Normalka. Bywa. Shit happens. Nigdy nie uda Ci się w 100% wykonać planu, to niemożliwe. Wbij sobie to do głowy. Zawsze trafi się gorszy okres, nie będziesz miał sił, czasu, no czegokolwiek. No i to jest normalne, po prostu pogódź się z tym. Dla mnie to wciąż największy problem w treningu jako takim – jestem perfekcjonistą i jeśli coś zaczyna się sypać to moja psycha sypie się razem z planem. Wiele razy to już przerabiałem i nadal przerabiam. Jestem jednak z każdym razem bliższy zrozumienia tej, nie tylko rajdowej ale i życiowej prawdy, nadal jednak uczę się tego, bo nie jest łatwo zaakceptować fakt, że nie mamy pełnej kontroli nad tym co wydawałoby się jest tak proste w zapanowaniu.

Ale tak nie jest. Trzeba o tym cały czas pamiętać i wciąż powtarzać! Zaakceptować fakt, że nie zrobisz całego planu. Dzięki tej postawie jeden czy dwa niewykonane treningi nie wpłyną demobilizująco na naszą psychikę. Nie mogłem zrobić dziś GS? Spoko! Jutro ją wykonam. Jutro też mi coś wypadło? Nie ma sprawy, takie życie, w następnym dniu jednak znajdę koniecznie choć chwilę! I o to właśnie chodzi. Jeden niewykonany trening nie sprawia, że cały plan idzie do kosza. Zdarza się, takie życie. Idź dalej! (Sam nie wiedziałem, że jestem taki mądry! Aż miło poczytać… To był oczywiście sarkazm. No ale staram się. Naprawdę ;)).

Tak naprawdę z tych wszystkich złotych czy nie złotych porad, ta właśnie jest najważniejsza – jeśli nie wykonasz jednego treningu naprawdę nic się nie stanie, uwierz mi, w Chinach nie zatrzęsie się ziemia a Ameryki nie nawiedzi kolejny huragan… Musimy nabrać dystansu do naszych poczynań, nie możemy małym porażkom przypisywać zbyt wielkiej wagi!

Uwagi taktyczne

W wykonywaniu ćwiczeń ważna jest strategia. Pod koniec zimy zawziąłem się i zrobiłem całą 6 Weidera, ćwiczenie samo w sobie nie było tak bardzo męczące, co nudne i monotonne! Można było się porzygać robiąc te spięcia przez prawie pół godziny! Ale udało mi się, dotrwałem do końca. Prawdę mówiąc zaskoczyłem tym sam siebie, nie wydawało mi się, że jestem w stanie tego dokonać. Źródeł swego sukcesu upatruję w dwóch sposobach, którymi się posłużyłem.

Chcąc nie chcąc robiąc te ćwiczenia w kolejnych 42 dniach wykształciłem w sobie nawyk ich wykonywania, udało mi się jednak wzmocnić go poprzez stałą porę wykonywania ćwiczeń. Budziłem się rano i po kilkunastu minutach zabierałem do ćwiczeń. Najważniejszą zaletą rannego gimnastykowania się jest niewątpliwie pozbycie się topora wiszącego tuż nad głową w postaci czekającej Cię katorgi 😉 . Po prostu miałem ją już z głowy i resztę dnia miałem wolną. Poza tym, wieczorami zwykle jesteśmy już przemęczeni, po pracy, szkole, treningu itd. Często brak sił na ostatni wysiłek. Jeśli więc macie taką możliwość to wykonujcie GS z rana! Jeśli nie, to przynajmniej starajcie się trzymać względnie stałej pory.

Druga rzecz, która pomogła mi przetrwać szóstkowy reżim to był odciągacz uwagi w postaci mp3 playera. Słuchałem podcastów jednocześnie ćwicząc, odwracałem uwagę od znużenia i monotonni ćwiczeń aktywnie wsłuchując się w treść nagrań (muzyka tak nie działa, słuchając rozmów trzeba się na nich skupić, muzykę możemy słuchać „jednym uchem”). Zamiast podcastów może być interesujący program w telewizji itp.

Uff… Skończyłem pisać najdłuższy tekst nie-relację w historii PK4! Mam nadzieję, że ta garść moich doświadczeń z wykonywaniem gimnastyki okaże się przydatna. Proszę oczywiście o wszelkie uwagi, Wasze własne patenty i doświadczenia w starciu z tymi katorżniczymi ćwiczeniami 😉 .

PS. Dobrze, że jest niedziela i kolejny upojny seans z GS czeka mnie dopiero we wtorek. Ja nadal jej nie lubię! 😉 . Tak czy inaczej powodzenia!
PS2. Rysunek autorstwa Guacamole Goalie’s.

Zobacz również:


O autorze

Tu pojawi się kiedyś jakiś błyskotliwy tekst. Będzie genialny, w kilku krótkich zdaniach opisze osobę autora przedstawiając go w najpiękniejszym świetle idealnego, czerwcowego, słonecznego poranka. Tymczasem jest zima i z kreatywnością u mnie słabiuśko!



10 Responses to Gimnastyka Siłowa – Bezradnik. Cz.3

  1. Kuerti mówi:

    Ty nie dobre, tylko rób GS! 🙂 . W połowie grudnia podsumowanie, zobaczym kto wytrzymał do tego czasu! 😉

    PS. W piątek zobaczymy co mi dała ta cała GS, jeśli po 145km po górach nie będzie bolał ani brzuch ani plecy to warto było się męczyć…

  2. Yanek mówi:

    Przepraszam że piszę akutat w tym miejscu, ale żadnego lepszego nie znalazłem…
    Jestem w szoku po dzisiejszym „zakończeniu” lubelskiego etapu Tour de Pologne. Myślałem że śnię, gdy kolarze… przestali jechać na 4 km przed metą strajkując przeciwko… pogodzie ! Pamiętam obrazy z Wyścigu Pokoju gdy zziębniętych zawodników na mecie owijano w koce, bo kontynuowali walkę nawet przy padającym śniegu. A dziś pseudogwiazdki zarabiające gigantyczne pieniądze za, powiedzmy sobie szczerze, mierną jazdę, zastrajkowały bo było… + 8 stopni i śmiał padać deszcz. Wyobrażacie to sobie ?! Deszcz padał we wrześniu w Polsce, bezczelnie mocząc tych wybitnych sportowców !!! Może powinni zmienić pracę na bardziej biurową ?
    Mam nadzieję że zawodowe kolarstwo trafi wkrótce szlag, a miasto Lublin, które na organizację tej szopki wydało z pewnością krocie, wytoczy tym patafianom procesy cywilne.
    Jeszcze raz przepraszam, ale byłem i jestem nadal tak wzburzony że musiałem z siebie to „wypisać” !!!
    Jutro etap Tour de Pologne kończy się w Rzeszowie. Miałem iść, ale na pewno teraz się nie wybiorę. Chyba że tylko po to by odwrócić się do tych cudownych dzieci dwóch pedałów tyłem, gdy będą przejeżdżać przez moje miasto.

  3. Bart mówi:

    Fakt Szokkkkkkkkk ……. kurwa chyba im ten doping rozum odjął. Świat schodzi na psy. Trza iść dzisiaj biegać ale pada, może stanę gdzieś na tarasie i postrajkuję ? NO nie wiem.
    PZDR
    Bart

  4. Kuerti mówi:

    Nie miałem nieprzyjemności oglądać całego incydentu więc może moja reakcja będzie nieco bardziej stonowana. Ok, panowie, my jesteśmy amatorami, cieszymy się z tych naszych małych zwycięstw, podejmowania prób, walki z dystansem, przeciwnościami losu (pogoda przecież to część całej zabawy!)i tak dalej. Dla nas to czysta przyjemność, choć przecież też okupiona bólem, wielkim wysiłkiem. Z naszego punktu widzenia profi również powinni się cieszyć tym co robią, te 200km, które każdorazowo pokonują powinno stanowić dla nich jakąś próbę, może przygodę.

    Ale tak nie jest, to ich praca. Element przygody, wyzwania przepadł w wyciągach bankowych. Nie patrzmy więc na nich tak ja patrzę na wyjazd Barta do Patagonii, albo pierwsze sukcesy Yanka na setkowych trasach, nam nikt nie płaci, my mamy jeszcze ten przywilej cieszyć się tym co robimy, być może dla nich to już tylko praca i nic więcej…

    Jakoś tak na dwa dni przed startem w Przejściu mało obchodzi mnie ten świat profi… Wolę myśleć o tym co czeka mnie w piątek, o tych długich 145km na Przejściu dookoła Kotliny Jeleniogórskiej, wolę to niż wkurzać się na profi, którzy boją się deszczu…

  5. Yanek mówi:

    Nie Kuerti, nie liczę na to że zawodowi kolarze będą się cieszyć tym co robią. Nie jestem aż w takim stopniu naiwny 😉
    Jako kibic ( czyli klient kolarzy ) wymagam jedynie by mnie nie olewano. Tak jak nie lubię gdy olewa mnie pani w banku, hydraulik czy lekarz. Na mecie w Lublinie, w deszczu i przerażającej temperaturze + 8 stopni, czekali na nich kibice, od malutkich dzieci na rękach rodziców po emerytów pamiętających wyczyny Królaka, a potem Szurkowskiego czy Szozdy. Zostali olani, to wszystko.
    Ale masz rację, trzeba zająć się sobą, poprawiać własne rekordy, a nie przejmować się hołotą uprawiającą na koksie tzw. sport zawodowy.
    Trzymam kciuki, przyjdź na metę pierwszy ( choć przypominam że nie należy się na Przejściu ścigać 😉 )

  6. parvata mówi:

    Z tego co słyszałam, kolarze nie protestowali przeciwko pogodzie (Panowie, przecież to jakiś absurd!), a ustawieniu barierek na trasie… Ponoć jakoś tam utrudniającym jazdę. To już chyba łatwiej zrozumieć ;>

  7. Kuerti mówi:

    No właśnie, póki nie mamy pewności co tak naprawdę się stało nie ma co pochopnie wydawać ocen. Choć podtrzymuje moje zdanie na temat profi vs amatorzy.

    PS. Yanek, miejsce mnie nie obchodzi – mam swój cel i chcę go osiągnąć, jak się uda? Jak się uda to będzie kapitalnie. Ale wątpie w powodzenie mojej samobójczej niemalże misji.. Zwłaszcza, że pogoda nie zaciekawa…

  8. Lawrence z Arabii mówi:

    Lider parę minut po „mecie” powiedział, że to przez pogodę. Tak naprawdę o strajku zadecydował on i jego grupa. Polacy mówili, że nawet się nie odzywali. Tak oto paru kolarzy zarzadziło całym peletonem.

    A wracając do pogody. Skoro oni chcieli, aby czas był zatrzymany po wejściu na pierwszą petlę to wnioski nasuwają się same. Lider i jego grupa bali się, żeby przypadkiem na finiszu na mokrej jezdni nie zaliczyć kraksy. Gdyby czas zostałby zatrzymany tak jak sobie życzyli, mogliby finiszowac bez ograniczeń, bo nawet w wypadku kraksy, nie straciliby przewagi (czas wszak byłby zatrzymany).

    Nasuwa się pytanie kto im broni nie finiszować skoro tak bardzo obawiają się upadku. Z drugiej strony podobno taka praktyka zatrzymywania czasu w trudnych warunkach na ostatnich pętlach jest już dość powszechna na wielu wyścigach. Tylko ile to ma wspólnego ze ściaganiem się.

  9. Yanek mówi:

    Dzisiaj w Rzeszowie w pewnym sensie powtórka z rozrywki. Zamiast trzech pętli kolarze pojechali jedną. Nie padał deszcz. Po prostu organizatorzy, którzy wzięli pieniądze od sponsorów i muszą „objechać” wyścig, tańczą teraz tak jak im „profesjonaliści” zagrają. „Profesjonaliści” sami ustalają długość etapów i jadą tyle kółek ile im się zechce.
    A o ileż prościej byłoby wylosować zwycięzców, bez jazdy w tym cholernym deszczu…
    Przenosząc doświadczenia kolarskie na grunt PMno wnioskuję o rozgrywanie setek na dystansie osiemdziesięciu, a może nawet pięćdziesięciu kilometrów.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Back to Top ↑
  • TUTAJ PRACUJĘ

  • FACEBOOK

  • OSTATNIE KOMENTARZE

    • Avatar użytkownikaGryHazardowe Gorąco polecam tę książkę. Bardzo pomocne są metosy wysyłku. – WIĘCEJ
    • Avatar użytkownikaAnka Interesująca książka, dzięki za fajny artykuł wiem już co szukać w księgarni. pozdrawiam – WIĘCEJ
    • Avatar użytkownikaKrzysztof ze wsi Świetny start, wielkie gratulacje!!! – WIĘCEJ
    • Avatar użytkownikaBorman Co to jest Power Bomba? – WIĘCEJ
    • Older »
  • INSTAGRAM

  • ARCHIWA