Porady no image

Opublikowany 29 stycznia 2009 | autor Grzegorz Łuczko

6

Analiza eksperymentu żywieniowego #2

Druga odsłona ankiety żywieniowej już za nami. Tym razem mieliśmy małą wyżerkę na Nocnej Masakrze – po raz pierwszy również na trasie rowerowej. Niestety dostałem tylko jedno zgłoszenie, więc na razie potraktuje je jako ciekawostkę i poczekam na kolejne zgłoszenia – trudno bowiem dojść do obiektywnych wniosków z jednej tylko ankiety. Poprzednim razem pod lupę braliśmy Harpagana – również 100 kilometrów, ale w nieco innych warunkach. Na Masakrze po pierwsze – było cieplej, po drugie – nie było ułatwienia w postaci 2 pętli i pobytu w bazie pomiędzy nimi (niektórzy zaoponują, że to wcale nie ułatwienie a wręcz przeciwnie – widok ciepłego śpiwora skutecznie zabija motywację!) oraz po trzecie – start odbył się o godzinie 8 rano. W przeciwieństwie więc do Harpagana uczestnicy w pierwszej kolejności napierali za dnia oraz nieco inaczej musieli zaplanować sobie ostatni posiłek przed biegiem.

Ostatni posiłek przed startem:

Jak pamiętacie, na Harpaganie średnia ostatniego posiłku przed startem wyniosła 2 godziny. Większość z uczestników posilała się właśnie o tej porze jakimś węglowodanowym bądź tłustym daniem. Nie było z tym problemu gdyż start o 21 umożliwiał skorzystanie z różnorakich restauracji i tym podobnych przybytków. Na Masakrze to niestety było niemożliwe. Pierwotnie start wyznaczono na 7:00, jedzono więc nie kolację a śniadanie. Mała ilość czasu wymuszała na uczestnikach wybór najprostszych dań – królowały bułki i owoce. Jedna, dwie bułki (w środku wedle upodobań, od samych bułek po te z nadzieniem pasztetowym 😉 ) popite herbatą. Generalnie więc przy starcie rano ostatni posiłek jest mniej obfity niż przy późniejszej porze startu. Zdecydowanie królują węglowodany, nikt nie wpadł na pomysł, żeby zajadać się schabowym, pytanie czy spowodowała to pora startu czy brak dostępu do takowego dania? 🙂 .

Prowiant na trasie:

Uczestnicy Nocnej Masakry mieli ze sobą na trasie takie specjały jak: batony (zwykłe i energetyczne), czekolady, żele energetyczne, świeże i suszone owoce, kabanosy, bułki, drożdżówki, herbatniki (!) i pączki (!). Wykrzykniki przy dwóch ostatnich ze względu na oryginalność 😉 . A poważniej, zarówno herbatniki jak i pączki zabrała osoba początkująca (to jest pewna wspólna cecha początkujących – zabieranie różnych dziwnych rzeczy ze sobą i nie chodzi mi tylko o jedzenie…). Nie chcę negować ich przydatności – jeśli danej osobie służy takie jedzenie to nie widzę problemu, dla którego miałaby z niego rezygnować. Ja osobiście jednak nie polecałbym takich rzeczy jak herbatniki i inne mało poręczne słodkości. Rodzynki, suszone owoce, wafelki, ciasteczka – generalnie wszystko, warto pakować w worki strunowe. Łatwo dostępne a i później nie ma problemu z zamknięciem.

Ciekawą rzecz o jabłkach napisała pewna osoba, konkretnie nt. dobrze znanego nam ssania, które następuje po kilkunastu godzinach napierania i żywienia się tylko cukrami prostymi. Cytuję: „Po co jabłka? W poprzednich startach zauważyłem ze przy określonym zmęczeniu organizmu (od połowy trasy), snikersy slabo wchodza i niewiele dają, to znaczy nie daja kopa energetycznego. Nie wiedziałem o co chodzi, aż na H-36 kumpel z którym napierałem, po kolejnym batonie którego zjedzenie nie dawalo rezultatu, poczęstował mnie jabłkiem. Nagle dostalem niesamowitego kopa energii. Tłumacze to tak, że zmeczony organizm miał problem z przyswajaniem batonów, natomiast łatwo pozyskał energię z jabłka, która z kolei pozwolila przetrawić zalegające w układzie pokarmowym batony. Oczywiste jest że jabłko posłużyło za katalizator, a kop energetyczny pochodził ze spożytych wcześniej a niestrawionych batonów.” Nie potrafię odpowiedzieć czy to prawda – nie mam żadnej podręcznikowej wiedzy na ten temat – na „chłopski rozum” to te cukry proste błyskawicznie „palimy”, nic nie zostaje w żołądku i stąd to ssanie. Czyli zupełnie odwrotnie niż w przytoczonym fragmencie. Może ktoś ma doświadczenia w tym temacie? Na razie przytaczam to jako ciekawostkę.

Częstotliwość spożywania:

To, co podejrzewałem ostatnim razem – im szybszy jesteś tym mniej jesz – na Masakrze znalazło potwierdzenie. Co prawda wciąż tego materiału „dowodowego” jest zbyt mało, ale myślę, że powoli jakieś wnioski można zacząć już wyciągać. Poniżej średnia spożywania posiłków (liczba godzin na trasie/liczba spożytych jednostek – ) dla tych, którzy na trasie spędzili ok. 24h – 1,42 oraz średnia dla „szybkobiegaczy” – 1,89. W pierwszym przypadku więc zawodnicy spożywali posiłek mniej więcej co magiczne 1,5 godziny, natomiast w drugim po ok. 2 godzinach. Nie chciałbym zachęcać Was bynajmniej do głodowania – po prostu im większa intensywność naszego wysiłku tym rzadziej sięgamy do przegródki z batonami. Tereotycznie powinno być odwrotnie – im większy wysiłek, tym większe zapotrzebowanie na kalorie. Widać jednak, że można zaciągnąć coś w rodzaju długu kalorycznego. Ciekawe jak to się ma do późniejszego apetytu na linii mety (i po przyjeździe do domu) oraz dochodzenia do siebie już po zawodach?

Nawadnianie:

Na Harpaganie, zawodach umiarkowanych pod względem panującej temperatury średnie zapotrzebowanie na płyny wyniosło ok. 200 ml na godzinę. Przy dużo niższych temperaturach na Masakrze w bukłakach znalazło się sporo mniej napojów. Średnia to tylko 140 ml na godzinę. Wysnuć więc można wniosek, że im zimniej tym potrzeba mniej picia (a raczej mamy po prostu mniejsze pragnienie). Co oczywiście nie znaczy, że można lekceważyć kwestię odwodnienia! Pić trzeba często, ale niewielkie ilości. Jeśli chodzi o kofeinę i napoje izotoniczne to nic ciekawego nie dało się wyczytać z ankiet 🙂 . Albo nie używamy kofeiny albo izotoniki stanowią tylko dodatek, który nie ma zbyt wielkiego wpływu na wynik (wnioski na podstawie ankiet nadesłanych po Masakrze).

To tyle. Mam nadzieje, że już następnym razem ankiety będą dostępne przez formularz internetowy i dane od razu będą pojawiać się gdzieś w sieci. Dzięki czemu dostęp do nich miałby każdy zainteresowany. Na koniec znów zachęcę Was do notowania tego, co spożywacie na zawodach, jaki sprzęt zabieracie ze sobą i jakie błędy popełniacie. Nawet jeśli nie opublikujecie tego w internecie, to dostaniecie znakomity materiał do analiz dla samych siebie. Bo przecież chodzi o to, żeby ze startu na start być coraz lepszym, no nie?

Zobacz również:


O autorze

Tu pojawi się kiedyś jakiś błyskotliwy tekst. Będzie genialny, w kilku krótkich zdaniach opisze osobę autora przedstawiając go w najpiękniejszym świetle idealnego, czerwcowego, słonecznego poranka. Tymczasem jest zima i z kreatywnością u mnie słabiuśko!



6 Responses to Analiza eksperymentu żywieniowego #2

  1. marta mówi:

    Ciekawy patent z tym jabłkiem 🙂
    Podejrzewam, że jego działanie opiera się na zawartości błonnika – błonnik ułatwia trawienie

  2. Kuerti mówi:

    Marta,

    A Ty nie powinnaś nerwowo wertować przewodnika po Maroku w poszukiwaniu entej atrakcji, którą koniecznie trzeba zobaczyć? (Polecam medresy Bu Inani, 😀 )

    Co do jabłka, dla mnie sprawa nadal pozostaje niewyjaśniona. Jak nie zapomnę to wezmę na rajd 360 kilka jabłek (uwielbiam zmrożone jabłka!) i przetestuje jak to działa…

  3. marta mówi:

    rany co to Bu Inani?
    nie stresuj mnie

    ok już wiem

    kilka jabłek wiesz ile to będzie ważyć? weź jedno

  4. Kuerti mówi:

    Jak będziecie w Fezie to znajdź ją, wejdź do środka i napisz mi czy wiele straciłem 🙂 .

    Startujemy w czwórce, każdy musi mieć swoje jabłko 🙂 . A poza jabłkiem mam plan zabrać jeszcze pewien smakołyk, ale o tym napiszę już po fakcie 🙂 .

  5. Tomek K mówi:

    Witam, ten patent z jabłkiem to chyba moja sprawka… jesli osobą która ten temat poruszyła, był Maciek, którego z tego miejsca pozdrawiam 😉
    A przydatność jabłka wynikła z obserwacji moich dawnych napierań po beskidzie, gdzie tempo marszu/ biegu co prawda nie dawało szans na medal, ale zapewniało powrót pociągiem do domu 🙂
    Sposób działania – dokładnie taki jak zostało to opisane. Wpadłem na to przypadkiem, bo nieraz czułem taką niemoc. Prawdopodobnie wynikała ona z tego, że robiłem zbyt długie przerwy pomiędzy kolejnymi posiłkami.
    Zatkany organizm, przy utrzymywaniu stałego tempa, miał problemy z przyswajaniem kolejnych porcji węglowodanów zawartych w batonikach, czy kanapkach, ale z jabłkiem nie mial żadnych problemów. Nie wiem czemu, ale nie działa to w moim przypadku z bananami.
    Jak widać, nie jesto to wyłącznie specysfka mojego organizmu.
    Z czego to wynika – nie mam pojęcia. Przy obecnym stanie wiedzy naszych „naukowców” można jedynie się domyślać.
    W każdym razie polecam patent do sprawdzenia 🙂
    Pozdrawiam!
    Tomek

  6. Kuerti mówi:

    Tomek,

    Witaj na PK4! Tak, sprawcą całego jabłkowego zamieszania był Maciek. Generalnie takie ciekawostki są.. ciekawe to po pierwsze, a po drugie przede wszystkim liczy się praktyka. Jeśli to działa na Tobie to dlaczego miałbyś tego nie stosować choćby brakło jakichś naukowych podstaw.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Back to Top ↑
  • TUTAJ PRACUJĘ

  • FACEBOOK

  • OSTATNIE KOMENTARZE

    • Avatar użytkownikaGryHazardowe Gorąco polecam tę książkę. Bardzo pomocne są metosy wysyłku. – WIĘCEJ
    • Avatar użytkownikaAnka Interesująca książka, dzięki za fajny artykuł wiem już co szukać w księgarni. pozdrawiam – WIĘCEJ
    • Avatar użytkownikaKrzysztof ze wsi Świetny start, wielkie gratulacje!!! – WIĘCEJ
    • Avatar użytkownikaBorman Co to jest Power Bomba? – WIĘCEJ
    • Older »
  • INSTAGRAM

  • ARCHIWA