Adventure Racing no image

Opublikowany 13 maja 2007 | autor Grzegorz Łuczko

6

TNFAT 2007: Relacja

Gotowi do startu?! Start! fot. adventuretrophy.pl
Co mogę napisać o mojej największej porażce na rajdowych trasach? Oprócz tego, że czuję się beznadziejnie? Najgorsze jest to, że nic nie zapowiadało, że tak, a nie inaczej potoczy się moja historia na tegorocznym Adventure Trophy. Przed startem czułem się całkiem nieźle (zwykle marudzę na swoją formę, więc owo „całkiem nieźle” w tym przypadku to naprawdę pochwała) i byłem przekonany, że będzie dobrze.

Na początek, standardowy już chyba, bieg na orientację (w tym roku to mój 3 start w rajdzie przygodowym, każdy zaczynał się 5 kilometrowym bno) po Zakopanym. Biegając po mieście, lawirując po Krupówkach szukaliśmy punktów kontrolnych. Z całą trasą uwijamy się w przeciągu 30 minut. Do pierwszego SX Sport tracimy 4 minuty. Czym są jednak 4 minuty wobec ponad 30 godzin, które przyjdzie nam spędzić na trasie?

Początek gehenny. Przebieżka po Tatrach.

Już na biegu czułem, że coś jest nie tak. Marsz w górę Zakopanego w kierunku Wielkiej Krokwi tylko utwierdził mnie w tym przekonaniu. Widziałem, że Drewniacki z chęcią podbiegłby chociaż ten odcinek do skoczni. Mi jakoś brakowało pary w nogach. Pierwsze z początku jeszcze niezbyt ciężkie podejścia pogłębiły tylko mój kryzys. Z wolna zacząłem „umierać” na podejściach. Na Kasprowy Wierch podchodziłem z nadzieją, że ciężej już nie będzie. Myliłem się…

MArsz granią fot. adventuretrophy.plW takich momentach ta cała chęć uzyskania dobrego wyniku, parcie na ściganie gdzieś ulatnia się. Bo jak tu się ścigać gdy poruszam się nie wiele szybciej niż turyści? Ostatnie metry przed szczytem są bardzo ciężkie, jest ślisko i co rusz tracimy przyczepność. Dalej droga wiedzie przez Kondracką Kopę, Małołączniak, Krzesanicę i Ciemniak czyli przez Czerwone Wierchy. Widoki są obłędne! Gdy ruszaliśmy z Zakopanego było strasznie gorąco, a tutaj pełno śniegu i minusowe temperatury choć pot leje się litrami. Tak naprawdę to nie ma czasu, żeby podziwiać piękny krajobraz. To, że jest ładnie zauważam niejako kątem oka. Mimochodem. Na marginesie walki z samym sobą i górami.

Kijki zdecydowanie przydają się. Wcześniej nie używałem ich i trochę koślawo nimi macham, tak że po jakimś czasie bolą mnie ramiona. Tam na górze jednak ich pomoc jest nieoceniona. Przy podchodzeniu w śniegu i schodzeniu po mokrych kamieniach. Co rusz, albo schodzimy, albo podchodzimy. Nie wiem co gorsze… Przy podejściu na Małołączniak wypluwamy wręcz płuca, a raczej ja, bo Damian wygląda bardzo rześko. Z nadzieją wypatruje Ciemniaka i końca tego odcinka.

Powrót na „niziny”.

Nasza radość z opuszczenia grani jest przedwczesna. Zejście bowiem jest jeszcze gorsze. Ni to zbieg, ni to zejście. Czuję jak niszczę swoje kolana. Z niejaką ulgą dostrzegam, że Drewniakowi również nie podoba się to zejście. Przez całą trasę miałem świadomośc tego, że nawalam, przecież to nie tak miało wyglądać. Mieliśmy się ścigać! Tymczasem wleczemy się strasznie. Wreszcie kończy się zejście i do punktu w jaskini Raptawickiej – zadania specjalnego jest trochę po płaskim. Od razu lepiej się czuję. Co prawda nie biegniemy, ale szybki marsz nie sprawia mi problemów.

Tatry... fot. adventuretrophy.plJednak już wejście do jaskinii kilkadziesiąt metrów w górę po schodach w całej okazałości ukazuje mi moją słabość. Z miejsca słabnę! Wystarczy, że muszę podchodzić a ja już wymiękam, mięśnie nabierają ołowianej wagi i ciężka dysząc wtaczam się na górę… Kilka minut spędzonych w jaskinii to miła odmiana od dość monotonnego marszu. Mimo wszystko z przyjemnością witam światło. Do Kir jest lekko z górki. Damian chce biec, ja marudzę. Bo mięśnie, bo się zatrę, bo to, bo tamto. Czułem jednak, że lepiej nie napinać się.

W Kirach uzupełniliśmy zapasy i ruszyliśmy w stronę biegu na orientację, który czekał nas przed rowerami. Na stokach Gubałówki mieliśmy okazję oglądać kapitalny widok na Tatry. Zdecydowanie to był najpiękniejszy rajd, na którym byłem! Z bno udało uwinąć nam się prawie przed zmrokiem. Tylko ostatni punkt podbijalismy w szarówce. Zejscie do bazy to była tylko czysta formalność. Formalność okraszona pięknym widokiem, znowu!, na ładnie oświetlone Zakopane.

Przepraszam, ale to już koniec…

Etap rowerowy. fot. adventuretrophy.plO dziwo etap kończę w dość dobrej formie. Oczywiście czuję, że Tatry mnie zajechały, ale jakoś się trzymam. Przepaki planowaliśmy robić bez zbędnych przerw. Zeszło nam jednak trochę dłużej niż planowaliśmy, dopiero po ponad 20 minutach byliśmy gotowi ruszyć na rower. Od Adventury, która już zrezygnowała dostaliśmy po kilka batonów na trasę (dzięki chłopaki!), których nigdy nie za wiele.

Drewniak nawiguje. Trenował tą swoją jazdę na orientację, niech więc się wykaże. Zresztą ja jestem jakiś taki przytłumiony. Jakoś mi się jedzie ale jakoś tak dziwnie. Do pierwszego punktu dojeżdzamy bez większych problemów. Zabawa zaczyna się z przeprawą na kolejny punkt. Szukamy ścieżynki, którą chcemy przedostać się w kierunku asfaltu. Zamiast drogi trafiamy na dziesiątki powalonych drzew, przeprawa z rowerami przez te zasieki to prawdziwa mordęga. Tracimy tam sporo czasu. Wreszcie jednak dojeżdzamy do jakiejś ścieżki.

Ktoś tu wymiękł!

Zmierzcha... for. adventuretrophy.plCzuje jak siada mi psycha. Jedziemy jakąś zapomnianą drogą i mam dość tego wszystkiego. Przy wyjeździe na asfalt dogania nas jeszcze zaprzyjaźniony raidteam.pl z „dobrą nowiną”. Na przepaku byli 40 minut za nami, ledwie po 2,5 godzinie dogonili nas… Piszę tą relację i staram się znaleźć przyczynę mojej rezygnacji… Może właśnie fakt, że tyle czasu straciliśmy tak mnie pogrążył? Teraz naprawdę nie mogę sobie przypomnieć tego zmęczenia, „braku mocy”, może więc nie było tak źle?

Zwycięzcy Amator na mecie! fot. adventuretrophy.plCzyżby wszysto, absolutnie wszystko rozegrało się w psychice? Czułem się jednocześnie strasznie zmarnowany, ale i przepełniało mnie uczucie wstydu, gdy zrezygnowanym głosem zakomunikowałem Damianowi, że nie chcę już walczyć dalej… Wtedy powiedziałem tylko, że „rezygnuje”, ale to była rezygnacja z walki. Poległem z najcięższym przeciwnikiem jakiego można sobie wyobrazić, przegrałem bitwę z samym sobą…

Wszystko to takie patetyczne i nadęte. Muszę jakoś się przecież wytłumaczyć… Bo jak to tak? Napieramy, napieramy i nagle koniec? Tak po prostu? Ostatecznie przecież właśnie tak było…

PS. Wszystkie zdjęcia pochodzą ze strony organizatorów. Więcej zdjęć w galerii na oficjalnej stronie The North Face Adventure Trophy. Zapraszam!

Podobne wpisy:


O autorze

Tu pojawi się kiedyś jakiś błyskotliwy tekst. Będzie genialny, w kilku krótkich zdaniach opisze osobę autora przedstawiając go w najpiękniejszym świetle idealnego, czerwcowego, słonecznego poranka. Tymczasem jest zima i z kreatywnością u mnie słabiuśko!



6 Responses to TNFAT 2007: Relacja

  1. Sebas mówi:

    najwazniejsze z tego wszystkiego, zeby z porazek wyciagac wnioski na przyszlosc, jest nawet takie sprytne powiedzonko, ZWYCIESTWA CIESZA , PORAZKI UCZA. esencja. a w rajdach niepokonanych chyba zreszta nie ma 😉 wspolczuje sytuacji, domyslam sie ile zachodu kosztowalo przygotowanie sie do nfat, caly harmider organizacyjny.. no coz, rachunek do wyrownania z NFAT za rok 😉

  2. qwerty mówi:

    Dzięki Sebas!

    Rachunek jest i to spory, TNFAT za rok będzie mój ;).

  3. primo mówi:

    Przygotowując się do debiutu w maratonie myślałem, że odwalam kawał ciężkiej roboty, jednak przy Twoich zmaganiach mogę powiedzieć, że przespałem pół roku 🙂

    Głowa do góry, za rok będzie lepiej.

  4. qwerty mówi:

    Nie skromnie przynam Ci rację, tak przygotowania pod rajdy to ogrom pracy. Zasadnicza różnica jest chyba taka, że przy bieganiu maratonów wiesz czego się spodziewać, wiesz jaki trening podjąć i z dokładnością do kilku minut możesz oszacować swój czas na mecie.

    Podczas zawodów AR może się zdarzyć absolutnie wszystko. Niczego nie można być pewnym. To cholernie utrudnia przygotowania ale czyni ten sport najpiękniejszym ze wszystkich 😉 .

  5. Dexter mówi:

    Powodzonka w realizacji sportowych marzeń.

  6. Kuerti mówi:

    Dzięki Dexter!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Back to Top ↑
  • TUTAJ PRACUJĘ

  • FACEBOOK

  • OSTATNIE KOMENTARZE

    • Avatar użytkownikaGryHazardowe Gorąco polecam tę książkę. Bardzo pomocne są metosy wysyłku. – WIĘCEJ
    • Avatar użytkownikaAnka Interesująca książka, dzięki za fajny artykuł wiem już co szukać w księgarni. pozdrawiam – WIĘCEJ
    • Avatar użytkownikaKrzysztof ze wsi Świetny start, wielkie gratulacje!!! – WIĘCEJ
    • Avatar użytkownikaBorman Co to jest Power Bomba? – WIĘCEJ
    • Older »
  • INSTAGRAM

  • ARCHIWA